#22 Wywód Recenzyjny
Kiedy byłem mały to marzyło mi się czytać w myślach
(telepatia), mieć zdolności przenoszenia przedmiotów przy pomocy siły umysłu (telekineza),
kontrolować elektryczność (elektrokineza) a na końcu wodę (hydrokineza). Zawsze
miałem problem z podjęciem ostatecznej decyzji w tej sprawie, ale w gruncie
rzeczy to każda z tych opcji by mnie usatysfakcjonowała. Nie wiem czemu, ale
magia, fantastyka i tego typu tematy zawsze mnie fascynowały i żadne miecze,
karabiny, wojownicy, ninja itp. nie byli w moich oczach konkurencją dla maga i
jego… kija. Jakby w świecie istnieli ludzie posiadający jakieś specjalne dary,
to musiałbym się w tej grupie koniecznie znaleźć. Jedyne co by mnie martwiło to
wizja tego, do czego mogłoby to później doprowadzić… Na przykład, że ziścić się
może któryś z x-menowskich scenariuszy, gdzie ludzie znęcają się nad mutantami i
nie dają im żyć w spokoju. Następuje nowy rodzaj obustronnego rasizmu.
Chociaż uniwersum x-menów jest potwornie pokiełbaszone to
zawsze wolałem je od MCU z Ironmanem, Hulkiem, Capitanem Ameryką (zwłaszcza
jego) i całymi tymi Avengersami.
Na co je komu?!
Pomimo miłości do x-menów to nigdy nie lubiłem tylko Scota i
Wolverina, chociaż to o tym drugim będę dzisiaj pisał. Wypowiem się na temat
najlepszego filmu o x-menach i jedynego, który trafił na moją zaszczytną półkę
z zakupionymi z przeceny DVD, przy okazji zwieńczenia historii postaci której
naprawdę nigdy nie darzyłem sympatią. „Wolverine: Logan”
Dlaczego?
Pewnego razu przerabiałem po kolei wszystkie filmy z
x-menami i niechętnie zabrać się musiałem za sagę o historii Wolverina, bo
jakby nie patrzeć był bardzo istotną postacią dla całej historii mutantów.
Niespodziewanie ostatnim filmem, w którym Hugh Jackman miał odgrywać tą postać,
okazał się być film z kategorii R czyli 18+. Sieczka, przemoc na wyższym
poziomie, krew i inne sympatyczne dodatki. Dodatkowo pięknie wyniszczona
sceneria. Post-apokaliptyczne niemalże losy mutantów, którzy postarzyli się, a
ich kolejna generacja nigdy się nie narodziła, tak jakby to ich pokolenie było
pomyłką w ewolucji, zamiast jej kolejnym etapem.
Kompletnie inny klimat niż w reszcie serii, inna fabuła,
przez co całość ma inny wymiar. Jest jednym z nielicznych do dnia dzisiejszego
filmów fantasy/sci-fi nagrodzonych Oscarem w kategorii efektów specjalnych.
Fakt, robią one wrażenie, ale ten film to Hugh Jackman tak samo, jak „PoraUmierać” jest filmem Wisławy Szymborskiej (<3).
Lekki zarys fabularny:
X-meni to już przeszłość - ostatni żyjący mutanci żyją w
ukryciu w społecznym ostracyzmie, na rubieżach, cierpiący z powodu wyniszczenia
swoich organizmów, starości i chorób. Wolverine wraz z dwoma innymi przybywa na
zadupiu i wozi ludzi taxówką. Któregoś razu niepokoi go jakiś gość, który zna
jego prawdziwą tożsamość, niedługo potem jakaś kobieta z dzieckiem. Logan jest
jednak zmęczony robieniem czegokolwiek, a zwłaszcza życiem, więc absolutnie nie
chce się w nic znowu pakować. Los jednak ma co do niego inne plany. Tyle powiem
na wstępie.
Miało być to ostatnie z planowanych ekranizacji
człeka-borsuka i jak dla mnie przebiło swoimi wartościami oraz walorami zarówno
aktorskimi jak i fabularnymi pozostałe części. Niesamowicie trudnym zadaniem
musiało być zrobienie z filmu super-bohaterskiego, kina drogi, akcji i dramatu
jednocześnie. Zwłaszcza, gdy to dramat wybrzmiewa tu najgłośniej.
Wśród planowanych filmów ze świata x-menów czekamy jeszcze
na: „Nowi Mutanci”(2020), który stanowić może sequel do „Logana”; „Gambit”
(2020), również będący najprawdopodobniej powiązanym fabularnie z historią
Wolverina oraz „X-Force”, które ma być remakiem „X-Men: Przeszłość, która
nadejdzie” z 2014, będącym obok omawianego tutaj filmu moim ulubionym z
x-menowego świata.
Sam chciałbym nareszcie jednak zobaczyć ciągłe fabularnie,
logistycznie i aktorsko uniwersum x-menów, gdzie te starsze produkcje poszłyby
do lamusa. Niestety gdyby do tego doszło to i „Logan” również byłby historią
niekanoniczną. Ewentualnie można by uczynić go sequelem mających pojawić się w
przyszłości produkcji, ponieważ myślę, że nawet twórcy świadomi są tego, jaki
potencjał ma ten film. Oprócz takiej serii życzę sobie solowy film o Jean Grey,
Mistique, Magneto oraz Icemenie (fani wiedzą dlaczego akurat jego). No i,
oczywiście, więcej wstawek ze Evanem Petersem jako Quicksilverem.
To przykre jak próbowano łatać dziury i sklejać fabułę
rozpadającego się z każdej strony świata, który przecież jest maleńki w
porównaniu z np. takim z Gwiezdnych Wojen. Mnóstwo zmarnowanego potencjału.
Dobrze by było, żeby to co najlepsze wycięto, a resztę wrzucono w odmęty
archiwów. Nie licząc „Logana” może uzbierałyby się z tych kawałków chociaż ze
dwa filmy.
Teraz gdy Disney kupił wszystko, co tylko się dało, w
internecie krążą coraz poważniejsze ploteczki o tym jakoby uniwersum MCU miało
przyjąć w swoje silne i męskie ramionka Fantastyczną Czwórkę (której też nie
znoszę) i właśnie x-menów. Czyli oznaczałoby to przykładowo, że Czarna Pantera
mógłby mieć realny romans z Jean Grey. Mając dostęp do praw autorskich tych
wszystkich franczyz, można spodziewać się, że nareszcie wszystko jakoś zlepi
się w logiczną całość.
Oglądałem x-menów od dziecka w wersji seriali animowanych i
mam do nich wielki sentyment. Podobnie mam ze Spidermanem, który dopiero dwa
lata temu dostał film, na który zasługiwał. Te poprzednie żałosne próby
uchwycenia go na wielkim ekranie i tak darzę miłością, bo to w końcu też
Spiderman, jakkolwiek zły by on nie był. Niestety teraz musieli z niego zrobić
małego irytującego fana Tonego Starka (którego wizerunek w MCU jest mistrzowsko
wykreowany, ale i tak go nie znoszę). Po filmie „Avengers: Endgame” zmienia się
charakter jego postaci (a przynajmniej zaczyna się zmieniać) i liczę na to, że
wkrótce będę mógł mieć plakat Toma Hollanda w stroju człowieka pająka, nad
stołem w kuchni; najlepiej z rozpiętą górną częścią kostiumu. Tom w wywiadzie
nie wypowiedział się o przyszłości swojego bohatera, jednak stwierdził, że nie
ma nic przeciwko temu by jego Spiderman był gejuchem. Idąc tym tropem Mary Jane
będzie być może Markiem Janem. A to stwarza już realną możliwość by na moim
wymarzonym plakacie umieścić tuż obok niego, Icemana (ktokolwiek by go miał nie
grać) i z kuchni przewiesić go do sypialni.
Co do odtwórcy roli Wolverina - Hugha Jackamana, to wraz z
nim focha na wytwórnie puścił aktor wcielający się w rolę prof. Charlesa
Xaviera – Patrick Stewart. Ciekaw jestem, kto będzie stanowił nową obsadę i czy
Magneto tym razem będzie umiał mówić ładnie po polsku, czy znowu pan Fassbender
będzie daremnie próbować swoich sił w naśladownictwie nieznanego mu języka
(szanuję, ale w „Apokalipsie” bynajmniej mu to nie wyszło). Tak samo postać
Mistique, grana ostatnie lata przez wiecznie zirytowaną, robiącą wszystko od
niechcenia i zmęczoną kilogramem (świetnego) make-upu, Jennifer Lawrence.
Jestem pewien, że na jej miejsce znajdzie się ktoś lepiej zaangażowany. To nie
tylko moja opinia! Wejdź i poczytaj sobie o niej w internetach. Laska powinna
się dowiedzieć, że wcale nie jest niezastąpiona.
Trzymam kciuki za „Nowych Mutantów”, którzy bodajże będą
pierwszą x-menowską premierą roku 2020. Oby był godnym spadkobiercą „Logana”.
Sam „Logan” ma zacnie poukrywane smaczki, których może doszukać
się nawet byle widz, nieznający innych filmów z tamtego świata. To film dla
uważnych, czyli taki jakie lubię. Wraz z fabułą roztkliwia coraz mocniej i
zmiękcza nie tylko serduszko moje, ale i samego Wolverina. Upchnięto tam
oczywiście i czarny humor, bez którego Hugh Jackman nie mógłby sobie
prawdopodobnie pozwolić na zabawę swoją postacią w takim stopniu, na jaki sobie
pozwolił. Ironiczny, brutalny, humorzasty, twardy uparty. Dodatkowo dochodzi
jeszcze obolałość i słabość.
„Słabość i Wolverine? Ten duet nie ma prawa bytu i odbytu!”
– powiesz.
Okej. Może tak się wydawać, ale może właśnie dlatego, że
dotąd znaliśmy go jako silnego, niepowstrzymanego i wyzwolonego, to w tym
filmie tak łatwo wpaść w zachwyt gdy okazuje się, że nasz heros jest obolały,
słaby, sflaczały, stary i zrezygnowany. Uwięziony przede wszystkim w pułapce
własnego umysłu i sytuacji.
To by było na tyle. „Logan” wraz z „Przyszłością, która
nadejdzie” dostają 9/10, jednak to właśnie do „Logana” będę wracać jeszcze
setki razy i tego jestem pewny.
Oglądaj go jak chcesz, ale mimo tego co napisałem, dobrze
będzie mieć obok kogoś, kto ma jakąkolwiek wiedzę z zakresu x-menologii.
Kolejnym filmem, który będzie tutaj maltretowany, jest „Nienawistna
Ósemka” Quentina Tarantino, czyli jedyny western, który mnie rajcuje.
Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ
"Logan" jest świetny, pokazuje jak pojemna jest szufladka pt. "kino superbohaterskie".
OdpowiedzUsuń"New Mutants" też mogło to pokazać, stając się pierwszym horrorem x-menowskim... ale po premierze przesuwanej tyle razy, dokrętkach i wszelkich problemach, obawiam się że z filmu może wyjść jakieś monstrum, hybryda kilku zupełnie różnych wizji na ten film. I nawet Arya Stark tego nie uratuje. Ale mam nadzieję, że się mylę, pierwszy zwiastun był miodny. O status udanego horroru superhero może powalczyć z kolejną częścią Doktora Strange'a z MCU.
Ciekawe omówienia plotek superbohaterskich obserwuję od dłuższego czasu na Jutubie na Napisach Końcowych. Cała grupa siedzi mocno w popkulturze, również w komiksach, co skutkuje materiałami ciekawszymi niż n-ty artykuł na jakimś podrzędnym portalu "czy Robert Downey Jr powróci w Black Widow?!" (jeszcze "ZOBACZ ZDJĘCIA może do tego? xD)
Czy F4 i x-menów zobaczymy w ramach MCU? No pewnie, fani tego oczekują, to chyba będzie im dane, nie? Ale przy obecnych planach Marvela z wprowadzaniem nowych bohaterów oraz postawieniem na streming w Disney+, widziałbym ich dodawanie... może za jakieś 5 lat? Who knows. Nowej obsady x-men też jestem ciekaw, szkoda "klasycznego" Xaviera, Stewarta jak i młodszego, McAvoya. Za Fassbenderem po polskim epizodzie tęsknić nie będę. Ja tam czekam, aż ktoś wreszcie poprowadzi jakoś inaczej relację Xaviera z Magneto, zamiast odgrywać w kółko to samo od początku uniwersum.