#7 Wywód Recenzyjny


Filmweb, którego sumiennie już od lat wykorzystuję, z pomocą swoich algorytmów proponuje mi sporo ciekawych tytułów. Przeważnie trafia w filmy 7/10. Tylko od filmów Polańskiego się odbijam- jego kino jakoś do mnie nie przemawia…
Dziś omówię mój ulubiony polski film (chociaż od zeszłego roku ma mocnego konkurenta). Jak na niego trafiłem? Danuta Szaflarska.
Danuta Szaflarska kojarzy mi się z Wisławą Szymborską. Nie wiem czemu, ale jakoś zawsze miałem o niej dobre zdanie. Kiedyś nawet wszedłem w dyskusję z kimś, że była z niej świetna aktorka, ale nie pamiętam z kim i kiedy… Być może tylko mi się to śniło, bo jeśli już ktoś z polskiego filmu lub teatru miałby mi się śnić to albo mój crush z liceum albo Danuta Szaflarska.
Kiedyś mi się śniła Wisława Szymborska, ale w tym śnie chciała zmienić się w pingwina, a następnie prosić o nalanie cydru do dzioba, żeby policja nie widziała, że pije alkohol na ulicy. To był dziwny sen. I to była tym razem Wisława Szymborska. Mózgu, zacznij współpracować, na litość boską! Pora skupić się na tym, co jest tematem TEJ recenzji. Czyli pora na Danutę… tj. „Pora Umierać”!
(swoją drogą, jak widzę kilka "porów" pod rząd to przypomina mi się ostatnia część z Wywodu Wielo-rakiego)

Dlaczego?
Bo Danuta Szaflarska.

Lekki zarys fabularny:
Ten film powinien obejrzeć sobie każdy, kto biegnie przez życie. Relaksujący, poruszający, zmysłowy dramat. Główną bohaterką jest Aniela (bosz, jakie piękne imię), a gra ją Danuta Szaflarska (bosz, cóż za gra aktorska). Jest jeszcze jakiś koleś grający jej syna, brzydka, gruba dziewczynka która jest jej wnuczką, sąsiad, w chuj dzieci i pies. No i Danuta Szaflarska.
Pierwsza scena to scena, w której pani Aniela idzie do lekarza (przychodzi baba do lekarza…) i to jest scena, która rozkochuje widza w tym filmie. Oj, jak ja się śmiałem, kiedy widziałem to po raz pierwszy, drugi i trzeci. Bombowa scena! Czy wspominałem, że główne skrzypce gra tu Danuta Szaflarska? To dlatego rozkochuje!
Życie pani Anieli to kwiatuszek, który właśnie chyli się ku straty ostatniego z płatków, bo wszystko już zostało zrealizowane. Zatrzymała się ona w czasie pośród ścian swojego domu, dawno temu i tak sobie żyła z pieskiem i współlokatorami aż do momentu, kiedy tamci się nie wynieśli. Wtedy zapragnęła by jej synuś z synusiową i wnusią wprowadzili się do jej ukochanego domu. Lecz jakoś tak nie mają na to ochoty a pani Aniela nie bardzo rozumie czemu, skoro ten dom jest tak pełen pięknych wspomnień! Jej bezcennych wspomnień.
Z kolei sąsiad, który jest bogatym kurwiszonem, bardzo ostrzy pazurki na jej posiadłość i wszystko wskazuje na to, że bez przeszkód wykupi ją zaraz po śmierci pani Anieli. Synalek, któremu babunia chce oddać dom, nie odbiera telefonów i olewa ją często, czego ona nie bierze do siebie (chociaż widzi to i zdaje sobie z tego sprawę). Gdy się już łaskawie pojawia, to ona obiera jabłuszko ze skórki, kroi na kawałki i daje mu, bo wciąż jest dla niej jej synkiem. Odpływa wtedy w swój świat, w którym to znów może się cieszyć młodością, dzieckiem u boku i ich domem. „Domem” przez duże „D”.
Pani Aniela świetnie gra tutaj Danutę Szaflarską i na odwrót, ale pamiętać należy, że jest ona w końcu tylko starą babunią, a ten film to dramat o tytule „Pora umierać” więc coś musi się spierniczyć. Nie zdradzę jednak, czy to nasza staruszka zostanie oszukana i wykorzystana, czy spuści przeznaczeniu siarczysty wpierdol, że płacząc ze wzruszenia w ostatniej scenie będziesz mieć koślawy uśmiech na twarzy. Nie zdradzę, czy ja miałem ten uśmiech. Zdradzę, że to majstersztyk emocjonalny. Zdradzę, że ma za-je-bi-sty klimat.

Inaczej więc odpowiadając na pytanie: „O czym więc jest ten film?”
O starzeniu się. O powolnym życiu swojego życia w życiu, które widocznie osiągnęło swój ostatniusi zakręt. Nie chodzi o to, że ktoś jest chory i zaraz wszyscy będą płakali, bo nowotwór itd. Nie. Starość. Po prostu ludzka starość. Zwolnij, weź herbatę, powspominaj, odsłoń firanki, zadzwoń do syna. Cóż więcej robić? No tak, porozmawiać z pieskiem! Warto wspomnieć, że w filmie fantastyczne dialogi z psem prowadzi nie kto inny, jak Danuta Szaflarska.
Ten film to pierdolone dzieło sztuki. Ludzie nie rozumieją czasami dlaczego, ich babcia jest taka uparta na jakimś punkcie, ale jak nie rozumiesz, o co chodzi to chodzi o sentyment… Sentyment to słowo „klucz” tego filmu. On buduje dramat i to on buduje ten „dom” przez duże „D”.
Najchętniej bym zespoilerował cały ten film, bo mam do niego… sentyment. Ja moje sentymenty wynoszę na piedestał, bo ten kto ich broni teraz, to na starość będzie szczęśliwy. Jak człowiek ma swoje lata, ma też swoje rytuały, swoją rutynę i koniecznie swój kącik. Często też zdarza się, że zmuszony jest (tak jak w tym filmie) być swoim najlepszym przyjacielem i swoją osobistą Danutą Szaflarską.
Film jest z roku 2007, więc niech cię nie zmyli to, że jest on czarno-biały. To dzieło nie wymaga nawet koloru. Dzięki takiej szacie graficznej nawet łatwiej jest wejść w klimat starości, która wiedzie w tym dziele (podzielny tylko z Danutą Szaflarską) prym.  Za każdym razem jak ja go oglądałem ostatnia scena to były łzy, a pierwsza- śmiech. Więc zbędnym dodatkiem byłyby kolory skoro jest już sentyment, nastrój i Danuta Szaflarska.
Pokochałem wprost Danutę Szaflarską za to, co zrobiła w tym filmie. Zrobiła w nim wszystko. To był jej film. Poświęcony jej. Kręcący się dookoła niej. Danutowy film. Danutowo-szaflarski.

Pięć nagród i trzynaście nominacji.
Danuta Szaflarska za swoją FENOMENALNĄ rolę dostała Złotą Kaczkę, Złotego Lwa i Złotego Orła. To prawie całe złote zoo!
9/10 dla przepięknej Danuty Szaflarskiej + 1/10 za przepiękną muzykę, scenografię (przepiękne zdjęcia), grę świateł w przepięknie zrealizowanej czarno-białej kolorystyce, przepięknie poprowadzone dialogi, przepiękną atmosferę i klimat oraz sentymentalizm. W sumie 10/10!
Radzę oglądać film na trzeźwo, ale jak chcesz więcej płakać, to możesz być nietrzeźwy. Jak nie będziesz płakać to znaczy, że byłeś zbyt rozkojarzony lub zbyt sztywny i nie zaglądałeś Danucie Szaflarskiej wystarczająco długo w oczy, przez co MUSISZ zobaczyć „Porę umierać” raz jeszcze.
Wiem- ta recenzja nie jest rzetelna- ale chciałem dwóch rzeczy:
1.       Nie zdradzić NIC z fabuły, bo jest delikatna jak starcze kończyny.
2.       Zrobić MEGA GIGA laurkę dla Danuty Szaflarskiej, którą jakbym tylko mógł wyściskałbym w trakcie tego filmu dziesiątki razy, a nawet ucałował w dłoń, bo oczarowała mnie tym, czego tu dokonała.
To był film jednego aktora i to takiego, któremu ja bezgranicznie uwierzyłem. Prawdziwa kreacja, prawdziwa historia, prawdziwe emocje… Prawdziwa Danuta Szaflarska.

Odstawiam cukierniczkę i słodzik na bok, bo w następnej recenzji już nie będzie aż tyle miłości. Jeśli chciałeś ujrzeć mój szacunek, podziw i fioła na czyimś punkcie to tu właśnie go zademonstrowałem. Nie wiem, czy w tym zastawieniu znajdzie się jeszcze jeden film, w którym będę tak kochał jakiegoś aktora. Szczerze wątpię, a jak się znajdzie jakiś to nie zapomnę go zastawić z Danutą Szaflarską. Nie kojarzę jednak by inna osoba samodzielnie zrobiła cały film z taką ilością szczerych emocji.
A następnym filmem będzie mój ulubiony „Straszny Film”.
(Tradycyjnie radzę sobie przybliżyć cała serię)


Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ

Komentarze