#20 Wywód Recenzyjny


Jeśli po przeczytaniu pierwszej mojej recenzji dotyczącej Striptizerek Zombie uznałeś, że głupszego tytułu filmu już tutaj nie będzie, to muszę cię rozczarować.
Koleżanka wspominała mi kiedyś, że za każdym razem, jak przymierzała się do obejrzenia jakiegoś filmu o lesbijkach, nie mogła przez niego przebrnąć, bo okrutnie się dłużył i był nudny jak flaki z olejem. Cóż, niektóre melodramaty takie właśnie są… Sądziłem, że na filmie o tytule „Wampiryczne Lesbijki” z 1971 roku, wyreżyserowanym we współpracy Hiszpanii z RFN, przez Jezusa Franco, będącym horrorem erotycznym, nie będę w stanie się nudzić. Myliłem się.

Dlaczego?
Ja sądziłem, że to będzie niezapomniane doświadczenie i okazało się, że po części takie właśnie było, ale nieco inaczej. Filmu tego nie dało się znaleźć w necie i dopiero po użyciu maksymalnych umiejętności researchu, natrafiłem na niego na jednej z najpopularniejszych stron z… pornolami. Po niemiecku. Z angielskimi napisami. Lingwista to był ze mnie jest raczej słaby, ale język użyty w filmie był tak banalny, że nawet bez pomocy słownika przejąłem rolę tłumacza symultanicznego i na głos cytowałem mojemu chłopakowi (z którym ten film oglądałem), co mówią bohaterowie. Oprócz tego, że nie mówili niczego skomplikowanego, to jeszcze niewiele osób mówiło, niewiele mówiło i w dodatku niewiele z tego, co mówili, było jakkolwiek istotne.
Logiczne, że skoro niewiele jest powiedziane, a film to jednak zarówno horror jak i erotyk, to to co będzie się działo na ekranie, będzie grało pierwsze skrzypce. To jak najbardziej logiczne. Ten film jednak nie jest logiczny. Największym horrorem jest w nim język niemiecki, a największym erotykiem słowo „lesbijki” w tytule. Zatkało kakało?
Chciałbyś zobaczyć film o niczym? Oto i on! Chciałbyś zmarnować sobie czas? Czytaj dalej!

Lekki zarys fabularny:
Mógłbym ci tu powiedzieć wszystko o tym filmie, ale cholera no, nie bardzo jest o czym…
Mamy dwie kobiety. Jedna sprzedaje chatę tej drugiej na wyspie, na której podobno jest coś nie halo. Potem okazuje się, że ta druga to wampirzyca i chyba nimfomanka. Napisy końcowe; pa.
Takiego horroru to ja jeszcze nie widziałem. Nie jestem szczególnym fanem kina gore (tego od Wyspy Ostatnich Zombie), ale trochę krwi może się w horrorze pojawić i nie mam nic przeciwko temu. Tutaj jednak Jezus wziął sobie do swojego serca jezusowego słowo „trochę” jako wiodący wyznacznik. W całym filmie są chyba tylko dwie sceny z paroma kropelkami krwi. Więcej ciekło mi dziś rano z dużego palca u stopy, jak nieuważnie obcinałem paznokcie, a żaden Franco z RFN nie nakręcił o mnie filmu „Wampiryczne gejuchy”. Jeśli chodzi o minimalizm, to oprócz minimum dialogów, minimum krwi i minimum fabuły, mamy także minimum gry aktorskiej i muzyki. Widoczki za to są ładne. Jest wyspa. Jest też morze. I dom jest nawet. Pamiętam też stół. Kurde, same ciekawe rzeczy.
Aż nie wiem, co tu jeszcze napisać… Czasem seans przerywały reklamy środków na powiększanie penisa.
Napisze ci w takim razie może coś innego? No nie wiem… Byłem ostatnio u szeptuchy na Podlasiu. Wiesz, kto to szeptucha? To ja ci powiem, bo też nie wiedziałem, ale już wiem. To taka babunia, co szepcze modlitwy, sypie solą, leje woskiem itp. i potem jesteś zdrowy. Niewiele mi to dało, ale doświadczenie jakieś zawsze zdobyte. Była niska, krucha jak sucharek i miała oczy jak mysz. Wiesz jakie ma oczy mysz? To też ci powiem. Mysz ma takie czarne, błyszczące i wypukłe oczy i ona takie je miała. Fascynujące.
Stwierdziłem, że chciałbym być szeptuchem w przyszłości. Podobno szepczący mężczyźni mieli w sobie więcej „mocy”, ale na ten moment nie ma już żadnego (wyczytałem w internecie). Ja więc zostanę szeptuchem. Zaopatrzyłem się już w sodę oczyszczoną, kwasek cytrynowy, amol, herbatę z witaminami tudzież sól epsom. Od dziecka przejawiałem zainteresowanie kamieniami, minerałami i różdżkami oraz szeroko pojętą magią. Miałem też swego czasu dobrą więź z Bogiem i znałem podstawy wiedzy o energii Chi oraz medytacji. Podobno robię też doskonałe masaże i jestem dobry w seksie. Kupię jeszcze wodę utlenioną i będę mógł zacząć przyjmować ludzi.
Inna historia?
Hm, niech pomyślę…
Ogólnie to zawsze bałem się pająków i chyba nawet pisałem tu kiedyś o pierwszym pająku jakiego pamiętam. Przypomniało mi się, jak kiedyś na podlaskiej wsi pieliłem skalniak z pokrzyw itd. i tam od cholery pająków było, ale ja byłem zaradny i miałem długie spodnie i rękawiczki. Powiem tak- w rękawiczkach nie straszne mi pająki ani żadne inne diabły oprócz szerszeni. Szerszenie są okropne. Czy ty też tak masz, że w rękawiczkach i długich spodniach czujesz, że masz na sobie pancerz nie-do-przebicia? A jak jeszcze mam przy sobie packę na muchy i bluzę z kapturem to już w ogóle mam pełen rynsztunek, miecz excalibur i widmowego rumaka. Wtedy to nawet szerszenie mi niestraszne. Wciąż jednak pozostaje nierozwiązana kwestia mrówek. Mrówki to też diabelskie nasienie. Zawsze się coś gorszego trafi…
Pamiętam z lekcji pszyry w gimbazie, że stawonogi to najliczniejsza grupa czegośtam na świecie. Bezkręgowców? Nie wiem, nie chce mi się sprawdzać, a poza tym jadę teraz autokarem przez las za Iławą więc nie ma tu zasięgu. Wracając do stawonogów, to te mendy dzielą się na pajęczaki, skorupiaki i owady. Z nich wszystkich toleruję tylko motylki i jedzenie PRZYŻĄDZONYCH JUŻ skorupiaków. Nienawidzę reszty tego cholerstwa.
A z innej beczki, to musze cię opieprzyć. Tak, dobrze widzisz- ciebie. Nie piszesz komentarzy. WCALE A WCALE! A ja ciekaw jestem, ile osób w ogóle czyta chociażby ten (jakże treściwy) wywodzik. Jeśli dobrnąłeś do tego zdania (co szanuję i podziwiam), to napisz komentarz na dole, żebym to wiedział.
Nikt mi nie pisze komentarzy i mnie to smuci. Bycie świadomym swojego odbiorcy jest bardzo pokrzepiające w dalszej pracy nad sobą i nad tym, co się robi. Wiele moich wywodów wyszło wprost z mojego serduszka i samego mnie bawiło, albo smuciło. Jeśli masz podobne zdanie, to fajnie by było jakbyś dał mi znać, bo ja jeszcze nie jestem szeptuchem, a co dopiero medium, żeby to wiedzieć. Dziękuję za uwagę i z góry za komentarze.
Pora wrócić do „Wampirycznych Lesbijek”.
Albo jeszcze nie, bo nie mam pomysłu, co tu jeszcze o nich powiedzieć, poza tym co już było. Poza tym wszystko jest od nich ciekawsze, więc opowiem jeszcze jakąś anegdotkę, co ty na to? Nie widzę sprzeciwu. Może bym widział, jakbyś pisał komentarze, ale nie piszesz więc twój problem- pora na jeszcze jakąś historię z życia Buszłyka.
Od dłuższego już czasu, mam ochotę pójść sobie na ryby. Byłeś kiedyś na rybach? Pewnie sądzisz, że to nuda. Ja dawno nie byłem na rybach. Jak byłem mały to brałem wędkę i szedłem (na naszej podlaskiej wiosce) do kuzynostwa (którego nie lubiłem, ale mieli staw z rybami) i tam oddawałem się kilkugodzinnemu patrzeniu się na spławik. To było bardziej intrygujące niż „Wampiryczne Lesbijki”. Nie wiem, czy z powodu wyciszenia jakie dawało to zajęcie, czy kiego licha, ale bardzo to było dla mnie fascynujące. Może miało dla mnie działanie terapeutyczne, a może dlatego, że był to jeden z nielicznych razów mogłem poczuć się jak prawdziwy mężczyzna? Czułem drętwienie żyłki i pociągałem wędką do góry, żeby haczyk pochwycił łasą na robala, albo kukurydzę, istotę; potem czułem już ciężar zdobyczy i rozpoczynała się, kluczowa dla wędkowania, walka o wyciągnięcie jej z wodnej toni. Przeważnie później się ją wypuszczało, bo to takie wypierdki były. Chyba trzy razy tylko udało mi się pochwycić jakąś rybkę, która wylądowała później na grillu, czy patelni. Raz suka tak pociągnęła, że aż się zgiąłem w pół i potem dwa tygodnie bolały mnie plecy. Poczułem się jak samiec, zaś moje plecy jak własność emeryta. To było na polu u sąsiada. Łowił ze mną jego syn i jakaś dziewczyna, która mi się wtedy podobała. Zaimponowałem jej wtedy i to było super. Mimo, że nigdy więcej się nie widzieliśmy.
Jeśli chodzi o film to oceniam go 3/10, bo jest taki nijaki, że nie zasługuje nawet na 1.
Czy warto oglądać recenzowany tu przeze mnie film? A o jakim my tu filmie dzisiaj mówiliśmy, bo już nie pamiętam? Jakoś straciłem rachubę czasu. Leci mi właśnie w słuchawkach Even In Death, pisałem już o nim- mam nadzieje, że pamiętasz. Co do filmu, to on i tak niczego nie wniesie do twojego życia. Już prędzej moje anegdotki, albo pisanie mi komentarzy pod wywodami. To możesz robić zarówno na trzeźwo, jak i nie. Mi nie robi to różnicy- komentarz to komentarz. Dzięki temu wiem chociaż, że ktoś tu zagląda i może nawet coś czyta?

Teraz poruszę parę filmów w tematyce „Klimat = Emocje”. Na pierwszy ogień pójdzie „Millenium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”(wersja szwedzka, reż Niels Arden Oplev), czyli film, który mnie wkurwił tak, że aż musiałem wstać i wyjść. Zapraszam do czytania, będzie ciekawiej niż powyżej.


Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ

Komentarze

  1. Dobrnęłam!
    To znaczy nawet nie musiałam brnąć, bo anegdotki ciekawe. Ogólnie wolę czytać twoje wywody dotyczące filmów, z których wrażenia są pozytywne, bo zwykle wolę czytać o tym co wartościwe, niż krytykę jakiegoś badziewia. Ale może w przypadku złych filmów to im gorszy, tym ciekawsza recenzja. Jeśli chodzi o recenzje paździerzy, osobiście polecam Twojej uwadze oglądaną w zacnym towarzystwie Ptakodemię, bo to jest, jak oboje wiemy, zjawisko.
    Pozdawiam Buszłyku i postaram się częściej komentować także w wymiernej formie cyfrowej, a nie tylko przez telefon o trzeciej w nocy lub przy sziszy i piwku :p

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz