Dupka i skorupka
A najbardziej wykańcza mnie irytacja. Jestem zirytowany od dłuższego już czasu sporą ilością rzeczy, które sprawiają, że po prostu wszystkiego mi się odechciewa, nawet kiedy jestem świeżo po przebudzeniu się. Temperatura nie pomaga, a swoje dorzuca również skoncentrowana praca nad zmianą niektórych zaszłości powstałych w mojej osobowości na przestrzeni wielu lat; jednak to irytacja gra pierwsze skrzypce.
Potężną dawkę emocji negatywnych zapewnia mi fakt, że faceci są beznadziejni. Powie to każda kobieta, ale mówię to też ja, bo już się zdążyłem poznać. Jako że po raz kolejny zostałem rzucony, to ponownie zanurzam się w szambie wypełnionym po brzegi niedorozwiniętymi i nieheteronormatywnymi facetami. Kiedyś powiedziałbym, że z nielicznymi wyjątkami, dziś już tego nie dodam.
O środowisku homo i podziałach istniejących wewnątrz niego pisałem już kiedyś. Zaraz poszukam.
O tu jest.
Teraz mógłbym się do tego odnieść pokrótce.
Pisowka propaganda naprawdę sromotnie obsrała i tak już niezbyt wyględny wizerunek społeczności LGBT. Teraz ludzie będący niegdyś niezauważani lub marginalizowani są uznani za wrogą narodowi ideologię, która skupia zdemoralizowanych ludzi chcących omamić i rozbić porządek społeczny. LGBT stało się wyborczym strachem na wróble, którym szczuje się poprzez choćby na przykład puszczany w przedwyborczy wieczór - po wiadomościach - jawnie propagandowy pseudo-dokument pt. "Inwazja", który już raz został usunięty z YouTuba za szerzenie nienawiści, więc być może ten podlinkowany powyżej też za jakiś czas będzie niedostępny. Teksty puszczane w eter opinii publicznej i niedomówienia pozostawiane na scenie politycznej jedynie zaostrzają nienawiść i presję społeczną. A to wkurwia. Chciałbym zauważyć, że wg sondaży spośród 64,4 proc społeczeństwa, blisko 1 na 4 osoby do 25 roku życia głosowały na faszystę. Wiem, że konfederacja ma ciekawe spojrzenie na gospodarkę i ekonomię, ale no śmiem twierdzić, że 1/4 młodzików 18-25 l. raczej nie patrzy na plan gospodarczy, a wizerunek. To porażające. I to jest rezultatem nagonki. Nie powiem nic o ludziach starszych, którzy mają już kompletnie wyprany mózg.
Moja blisko 90-letnia prababcia ostatnio rozmawiała na zorganizowanej przeze mnie telekonferencji ze swoją rówieśniczką z podlasia. W trakcie tej 15-20-minutowej rozmowy stwierdziła - mieszkając w Warszawie z dostępem do telewizji satelitarnej - że nie ma żadnego koronawirusa i to wszystko to zboczeńce wymylili, żeby ludziom nie pozwolić chodzić do kościoła. Po zakończeniu rozmowy poprosiła mnie, żebym zagłosował w wyborach na dude. Pozostawię to bez komentarza.
Może nie drażniłoby mnie to do tego stopnia, gdyby nie fakt, że częściowo stwierdzenie o demoralizacji środowiska gejowskiego jest trafne.
Sam kiedy próbuje zapoznać amanta w necie, to na samo dzień dobry muszę zaznaczyć parę rzeczy:
1. mam alergię na koty, więc jak masz bzika na ich punkcie to się nie porozumiemy
2. "lubię podróżować" to dla mnie nie jest umiejętność, mało tego - ja nie lubię podróżować, bo mnie to męczy i stresuje.
3. po moim ostatnim związku (i w sumie paru poprzednich także) stwierdzam, że nie da się zbudować stałej, szczęśliwej i szczerej relacji z kimś, kto jest niewyoutowany, bo nie akceptuje on siebie, a jego ukrywanie orientacji przed wszystkimi sprawia, że prowadzi podwójne, dwulicowe życie, pełne kłamstw i intryg, żeby zachować wszystkie swoje twarze. Nie wyobrażam sobie, że ktoś, kto okłamuje wszystkich dookoła, będzie ze mną szczery i godny mojego zaufania.
4. nie ćpam i nie akceptuję tego, bez wyjątków.
Te rzeczy z marszu wywalają z kolejki praktycznie każdego. A że jestem łysy, i nie mam na głowie fryzu porównywalnego do imponujących pędzli rodem z zestawu farb akwarelowych, to sam też jestem nieatrakcyjny dla innych pod kątem wizualnym.
Poznanie kogoś błyskotliwego i osadzonego w świecie, wiąże się nierozłącznie z posiadaniem kota i byciem niewyoutowanym. Albo byciem weganinem. Ci, zawsze też jednak mają coś nie tak pod kopułą.
Wiem, że potwornie kategoryzuję, ale jeśli spotka się ktoś, kto jakkolwiek będzie się wyróżniał spośród reszty, to niewątpliwie poświęcę mu uwagę. Póki co jednak te schematy to dla mnie rutynowa kontrola, tak, jak wywiad koronawirusowy przed wejściem na badania.
Traktowanie kogokolwiek z góry jest ogólnie - wbrew pozorom - dość męczącym procesem, ale no przez wejście w tę schematyczność szczerze porzuciłem już nadzieje, że bez tych wytycznych poznam kogokolwiek, kto nie zmarnuje mi więcej czasu i nerwów.
Inną rzeczą, jaka mnie męczy to moje otoczenie. Więc się go pozbyłem. I to też męczy.
Nigdy nie uważałem, że samotność mi się spodoba - i nie podoba się, ale chyba jest to mniejsze zło, od przebywania w otoczeniu mojego dotychczasowego otoczenia. Depresja się pogłębia, nerwica nasyca, a psychosomatyka znowu doskwiera, ale no i tak lepiej mi bez ludzi dookoła. Mija półtora tygodnia od kiedy nie odzywam się do nikogo prócz tych, do których muszę. I to też męczy, a miejscami wykańcza, ale no przez ostatni czas zjadłem zęby na kontaktach międzyludzkich.
Mam mieszane uczucia od kiedy do tego doszło, ale jak zajmę się snem, książką, grą lub sprzątaniem, to bycie samemu, bez ingerencji kogokolwiek w moją przestrzeń, nawet bywa przyjemne.
Nie nachodzą mnie zmartwienia o nikogo poza samym sobą i to odciąża. Nie wiem tylko, czy mój organizm jest na to gotowy, bo ciśnienie mi wariuje. Mam ewidentne problemy z krążeniem; potworne, nieludzkie duszności; napady zmęczenia i nagłe usypianie w randomowych porach i pozach. I to męczy.
Związek z tą decyzją ma nie tylko przemęczenie martwieniem się o innych i obciążenie mnie - być może nieświadome - obowiązkami, na które nie mam siły, ale i ostatnie postępy w terapii.
Otóż wznoszona wewnątrz mnie od lat skorupa emocjonalna została ukończona. Teraz gdy już w pełni widzę, jak bardzo utraciłem własne uczucia przez życiowe przejścia, to analizuję skrupulatnie łańcuch, co do czego prowadzi. Skąd biorą się pewne zachowania? Co powodują? Do czego ostatecznie prowadzą? Jeszcze nie wiem jak się opamiętać, ale dziś widzę, że to jest bardziej skomplikowane - a przez to i bardziej demotywujące - niż pierwotnie mi się wydawało.
Czuje się jak podziurawiona puszka, która nie jest w stanie sama się wypełnić. Przez jakiś czas napełniali mnie inni, ale potem gdzieś ktoś wydłubywał mi dziurę i odchodził, a potem wylewało się, a płyn, którego mi do tej pory dostarczał, stawał się dla mnie niemalże toksyczny. Później nauczyłem się napełniać sam. Ale to było nijakie. Oglądając ludzi dookoła, miałem wrażenie, że podczas, gdy w puszkach innych ludzi jest cola, herbata, kawa - w mojej jest woda.
Co to za życie - spytałem kolegi - inni w moim wieku biorą używki, imprezują, szaleją... A ja? Co ze mną nie tak?
Może to z nimi jest coś nie tak? Chciałbyś takiego życia? - odparł
Chociaż jakieś mają... Może to właśnie takie życie oznacza "życie"? - zapytałem sam siebie.
Dookoła swojej puszki wznoszone były podświadomie koszary, aby ograniczyć możliwość podejścia do niej i ewentualnego naruszenia jej kruchej już struktury. Przez lata jednak wznoszony był też dookoła ogromny kokon - chitynowa kopuła, która właśnie została ukończona i zdaje się być nie do przebicia. Przepuszczała przez wiele lat elementy docierające ze środowiska zewnętrznego. Teraz domknęła się i czuję się bezpieczny... Jednak robi mi się duszno.
Być może ta puszka nie może być odseparowana od świata? Może ona oddycha? A może wytwarza coś, co jest potrzebne mojemu środowisku do funkcjonowania? Cholera wie, ale pancerz odgradzający mój świat wewnętrzny od zewnętrznego daje coś więcej, niż planowała moja podświadomość, gdy postanowiła się w niego zaopatrzyć.
I chyba na tym skończę swój wywód. O dziwo bez konkluzji - jak nigdy. Tak tylko przedstawiam swoje stanowisko, a dawno tu takiego nie było. Niby to blog. To taki post blogowy raz na rok chyba może być?
Interesujący wywód. Chyba muszę tu częściej zaglądać. Łączę ukłony. K. P.
OdpowiedzUsuńTypowe jęczenie naduprzywilejowanego geja. *po paru poprzednich związkach, lol
OdpowiedzUsuńnaduprzywilejowany? XD bynajmniej!
Usuńjeśli chodzi o jęczenie to się zgadzam, ale przecież na tym opierają się w dużej mierze wywody, słonko