...QWERTY+RTVAGD
Drogie panie, panowie i niezdeklarowani, muszę się
wypowiedzieć, bo mi się ręce na otwierającym się w kieszeni scyzoryku
zaciskają.
Już raz przymierzałem się do napisania podobnego Wywodu i mi
się wszystko pokiełbasiło, więc spróbuję jeszcze raz właśnie teraz.
Trzy dni temu w moim mieście odbyła się parada równości.
Znam sporo gejów (lesbijek ciut mniej) i słyszę od nie raz
nich: „O, nie! Ja tam nie idę, bo tam chodzą z różowymi piórami w dupie i
jeszcze publicznie obnoszą się ze swoją orientacją, a ja tak nie chce. Te
parady to przynoszą więcej złego niż dobrego i nie rozumiem, po co oni je
robią. Jeszcze mnie ktoś zobaczy i wtedy będzie jajco na grzędzie, ojejejejej!”
Wstrzymajmy konie i… Podzielmy sobie tą jakże rzeczową
wypowiedź na segmenty i omówmy:
0. Wstęp
Jako, że jestem przedstawicielem tego środowiska, to
niestety muszę stwierdzić, że idealne ono nie jest. Nie całe rzecz jasna, jak
każde, ale chcę zaznaczyć obecność pewnego wyraźnie widocznego trendu. Jeśli chodzi o gejów to często, gęsto źle się
traktujemy, wzajemnie często odtrącamy, patrząc przez pryzmat wyglądu. Nie ma
między nami szacunku i panuje wszechobecny rozłam na „przegięte cioty” i
„samców spoza środowiska”.
Ludzie ogólnie są przecież różni i będą się wyłaniały
spośród nich grupy podobnych i różnych sobie, w tej, czy innej społeczności. „Heterycy”
mocno się dzielą, ale potrafią na forum publicznym WZGLĘDNIE starać szanować
się i wzajemnie nie oceniać aż tak, jak robią to wewnątrz swojego środowiska,
ludzie nieheteronormatywni. Panuje także znieczulenie na wzajemne uczucia i
wartości, bo często geje się ze sobą rozstają i stąd z czasem uodparniają się
na czułość emocjonalną do siebie, są nieufni i w ciul smutni. A rozstają się
tak, bo supermarket facetów na portalach randkowych przewraca im we łbach, brak
im bliskości i wzajemnego poczucia bezpieczeństwa- podstawowej stabilności
związków. Tak to wygląda z mojej perspektywy.
„Mur” między „samcami” i „ciotami” nie jest wzniesiony z
cegieł, ale z kijów wystających z dup niektórych jednostek po obu stronach
barykady. Co za tym idzie- jest do przejścia, ale całkowita likwidacja go może
niektórych niewyobrażalnie zaboleć. Jakby niektórzy przestali uważać się za
lepszych od innych z powodu swojego sposobu bycia, to z pewnością środowisko
LGBTQWERTY+RTVAGD stałoby się znacznie bliższe sobie.
„Przegięte cioty” to ci którzy żyją sobie po swojemu i
bywają nieraz ociupinkę bardziej zniewieściałymi chłopcami. Czasem eksponując
swoje emocje wyróżniają się z tłumu bardziej od innych z powodu pomysłów na
siebie, aparycji tudzież dystansu do siebie.
Czy życie po swojemu jest złe? NIE
Czy eksponowanie swoich emocji w życiu jest złe? NIE
Czy nietypowe pomysły na siebie są złe? NIE
Czy własna aparycja (na którą nie każdy ma wpływ) jest zła?
NIE
Czy dystans do siebie jest zły? NIE
Czy ich obecność jest dla innych nie do przyjęcia? TAK
Dlaczego? BO TO PEDAŁY!!1
Tak odpowiadają „Samce spoza środowiska”. Oni żyją sobie w
swoich szafach niewyoutowani często przed kompletnie nikim, okłamując przy tym
latami swoją rodzinę i przyjaciół (o ile takowych mają). Ewentualnie w obrębie
swoich czterech ścianach, częściowo wyoutowani bojąc się tego, że już jutro
ktoś może zacząć rzucać w ich okna kamieniami. Trzymają się zatem od swojej (i czasem
też wszelkiej) społeczności z dala lub na dystans przez strach i uprzedzanie do
„ciot”. Nikt im nie rozkaże wyjść z ukrycia. Może sami uważają, że nie jest im
potrzebne by ktoś zaglądał im w ich życie uczuciowe, jednak czasem (nie zawsze)
wiąże się to nieświadomie z trzymaniem samego siebie na krótkiej smyczy, z
wciągniętym brzuchem i „kijem w dupie” aż do grobowej deski. Z bycia dumnymi
indywidualistami, decydującymi samodzielnie o tym, kto z ich otoczenia, może,
albo nie może, o nich wiedzieć, stają się nadętymi, pysznymi tchórzami. Nie
zawsze, ale często tak to u nich wygląda.
Znaczna większość tej drugiej grupy ukrywa się na co dzień
wśród szarego społeczeństwa i bywa, że jest zmuszona do stawania na głowie i
wspinania się przy tym na wyżyny swoich amatorskich zdolności aktorskich by
tylko nie wyszło na jaw, że mają oni coś wspólnego z tymi „ciotami”. Nie
postawią więc swojej nogi bliżej niż na odległość 150 metrów od parady.
Śmiem twierdzić, że warszawska parada, samego gejowskiego
środowiska, byłaby o 60-70% większa gdyby zjawili się na niej „samcy spoza
środowiska” (oraz ci którzy z powodów losowych byli akurat chorzy lub poza
miastem). Co więcej? Ich obecność mogłaby pokazać ograniczonym łosiom z
nieświadomego społeczeństwa, że „przegięte cioty” to nie ogół gejowskiego
świata, a jedna z istniejącej w nim skrajności, tuż obok której są „samce spoza
środowiska”. Ta pierwsza grupa to tylko jakiś ułamek, a ich stereotypowe
zachowania to łatka naklejana niesprawiedliwie calusieńkiemu środowisku gejowskiemu,
które wcale nie jest jednakowe. Nawet Chińczycy (wbrew powszechnej opinii) nie
są tacy sami…
Do „samców spoza środowiska” zaliczam tu wszystkie osoby,
które mówią, że parada to coś czego nie popierają. Nie popierają bo… Bo tam
chodzą z różowymi piórami w dupie i jeszcze publicznie obnoszą się ze swoją
orientacją, a oni tak nie chcą. Te parady ich zdaniem to przynoszą więcej złego
niż dobrego i nie rozumieją, po co się je robi. Jeszcze ich kto zobaczy i wtedy
będzie jajco na grzędzie, ojejejejej!
Obie te skrajnościowe frakcje łączy i dzieli jedno- chcą
mieć „wyjebane” na opinie innych na ich temat. Jednak, czy któraś z tych grup
może sobie na to faktycznie pozwolić?
1. „O, nie! Ja tam nie idę, bo
tam chodzą z różowymi piórami w dupie i jeszcze publicznie obnoszą się ze swoją
orientacją, a ja tak nie chce.[...]”
Byłem tam i nie chodziłem ani z piórami w dupie, ani z
kijem. Wówczas miałem w dupie wszystko (i nic jednocześnie). I to jest
najważniejsze- by się niczym nie przejmować- pójść na ulicę i tam przejść się
wśród muzyki i transparentów mówiących o „miłości, szacunku do siebie oraz
tolerowaniu wzajemnych niedoskonałości i wszelkich odmienności od
statystycznego człowieczka”. Taka jest właśnie ogólna idea tych parad.
Co prawda- coraz więcej koncernów i korporacji miesza się w
parady równości wykorzystując je do promowania swoich produktów i usług pod
płaszczykiem bycia otwartymi na wszystkich firmami wspierającymi każdą
wolnościową ideę. Ten trend przyszedł z zachodu, który już osiągnął tzw.
„równość małżeńską”- możliwość udzielania związków partnerskich lub małżeństw
osób tej samej płci. Oni nie mają już tam, o co walczyć prócz ewentualnego
nawoływania o brak dyskryminacji. W Polsce? Tutaj mimo wszystko głównie chodzi
o walkę ze społeczeństwem, które widzi w telewizji „różowe pióra w dupie”.
Telewizja.
To jest główny problem.
Twoja babcia ogląda tv, mama zapewne też, a że telewizja po
PRL-u (gdzie nie było nic na półkach i była cenzura, ale i tak przecież żyło
się lepiej) stała się bardziej rzetelna dla Polek i Polaków, to pokazywane w
niej od lat zdjęcia i nagrania „piór w dupach” budują ogólnonarodowy wizerunek
tego, jak NAPRAWDĘ wyglądają przemarsze tych obrzydliwych dewiantów i
zboczeńców. To widzieli parę ładnych razy, to ukształtowało ich poglądy i to
przekazali swoim dzieciom, które (częściowo) parę dni temu zamiast iść i
zobaczyć na własne oczy, co i jak, odwracali często wzrok obawiając się, że
widok „piór w dupach” wypali im oczy.
Wiesz, że sprzedają się „newsy”? A czym są „newsy”? Z ang. „new”
to “nowy”, więc można powiedzieć, że „news” to te „nowości”- coś czego typowi zjadacze
chleba jeszcze nie widzieli. Siada rodzina przy obiedzie i chce zobaczyć, cóż
to się w świecie ciekawego dzieje. Co pokazuje telewizja? To co się sprzeda,
zainteresuje, przykuje uwagę widza. „Był wypadek i zginęli ludzie- strzeż się,
bo ty możesz być następny, strażakom zaginął kotek, na ulicy chodzą podludzie z
piórami w dupie, koniec świata będzie jutro, a poza tym to jest słonecznie, 26
stopni i umiarkowany wiatr z południowego wschodu.”
Telewidzowie chcą widzieć SENSACJĘ. Nikogo nie obchodziłyby
„newsy” złożone z wydarzeń nie wzbudzających żadnych emocji u widza. Im
bardziej skrajne, tym lepsze. Telewizja i ogólnie media masowe stały się już
dawno opiniotwórcze, bo ludziom nie chce się rozumieć- to wymaga oceny
postępowania innych, wymaga to z kolei odpowiedzi na to „czy mi się coś
podoba?”, a to z kolei wymaga MYŚLENIA. Myślenie jest trudne, zwłaszcza po 8h
pracy, więc opiniotwórcze media piorą nam mózgi i to jest ok.
„Ulicami warszawy przejdzie parada głosząca miłość, szacunek
do siebie oraz tolerowanie wzajemnych niedoskonałości i wszelkich odmienności
od statystycznego człowieczka” – czegoś takiego w „newsach” się nie usłyszy.
Byłem na paradzie i nie widziałem nikogo z piórami w dupie.
Nikt nie próbował mnie zgwałcić, ani rozbierać na siłę. Szedłem z dwoma
kolegami. Miałem małą, tęczową flagę, drugi kolega zrobił sobie pelerynę z
dużej tęczowej flagi, a trzeci kolega miał nas. Dookoła byli ludzie- 70-80%
takich, którzy mieli coś kolorowego lub też nie i nawet nie wyglądali jak
zwierzęta z samymi żółtymi papierami w CV. Uśmiechali się, tańczyli do muzyki,
śpiewali i rozmawiali ze sobą. Co w tym nienormalnego?
Były wśród nas także starsi ludzie, również pary
heteroseksualne z dziećmi. One bawiły się kolorowymi flagami i jeździły na
hulajnogach lub tuptały sobie beztrosko w tłumie. Żadne nie było zmolestowane,
widocznie zszokowane tym, co widziało lub obrzydzone. Dlaczego? Bo są biedne i
nieświadome? Nie, bo wiedzą, że to wszystko to zabawa.
Nie wiem, czy ty to wiesz. Karnawał to zabawa, pielgrzymka
do Częstochowy to zabawa, helloween to zabawa i parada równości to też zabawa.
Każde z tych wydarzeń ma swój zupełnie inny cel, zamysł i przebieg, ale każde z
nich, to na swój sposób, zabawa- śpiewy, tańce, integracje. Czy jak jakiś
Janusz idzie sobie na pielgrzymkę ubrany w przepocony bezrękawnik i hawajskie
spodenki to jest to oznaką bezbożności? Czy jak ktoś idzie na karnawał bez
koszulki to wzbudza zgorszenie? Czy jak ktoś się przebiera za tęczowego ludka w
helloween to jest to wbrew kodeksom etycznym? Ręce, nogi i odbyt opadają…
Miejmy trochę dystansu do zabawy… Niech każdy czuje się swobodnie. Chcieli
przyjść ze stanikiem na głowie i się tego nie wstydzą? To ty się też za nich
nie wstydź, bo i po co? Może czują się dumni z kreatywnego wyróżnienia się z
tłumu? Na co dzień, przecież niektórzy z nich, nie mogą sobie pozwolić na to,
żeby złapać swojego ukochanego za rękę w tłumie. Spójrzmy prawdzie w oczy-
parada ma być chwilą oddechu pełną piersią.
Ty nie musisz się obnosić z niczym. Tak jak te rodziny z
dziećmi, które szły razem z nami na paradzie. Rodzice nie „obnoszą się ze swoją
orientacją”, ani nie przyszli sobie zdemoralizować swoich dzieci. Oni wspierają
ideę miłości, szacunku do siebie oraz tolerowania wzajemnych niedoskonałości i
wszelkich odmienności od statystycznego człowieczka. Wspierasz? Idziesz.
Proste. Polacy jednak mają problem nawet z pójściem na wybory do rządu własnej
ojczyzny, więc nic dziwnego, że część środowiska LGBTQWERTY+RTVAGD chce trzymać
się z daleka od imprezy, która dotyczy bezpośrednio ich samych i wspiera
uniwersalne dla wszystkich idee.
2. „[...] Te parady to przynoszą
więcej złego niż dobrego i nie rozumiem, po co oni je robią. [...]”
- A byłeś, że się wypowiadasz?
- Nie, ale widziałem/słyszałem/nie pyskuj gnoju...!
Telewizja, Internet, gazety, mama, kolega kolegi… Jaka
szkoda, że ich opinie i opisy oddają lepiej zobaczenie czegoś, niż obejrzenie i
ocenienie tego na własne oczy. Skoro nie chcesz mieć własnego zdania, tylko
posiłkować się tym, co mówią inni to moje gratulacje- mianuję cię warzywem.
Przykład posiłkowania się pozytywnymi opiniami innej osoby:
- Widziałem ostatnio „przykładowy film”! Zajebisty jest! Musisz
iść, bo na bank ci się spodoba.
- Hmmmmm, przeczytam recenzje i ocenię sam czy pójść, bo
gówno wiesz o moich upodobaniach, ty obcy człowieku!
Przykład posiłkowania się negatywnymi opiniami innej osoby:
- Widziałem ostatnio „przykładowy film”! Ale bieda… Nie idź
na niego, szkoda kasy.
- Dziękuję ci, o dobrodzieju! Wszakże dzięki tobie
zaoszczędziłem swe pieniądze.
Bliżej nam by uwierzyć, że coś nam się nie spodoba, bo z
góry jesteśmy nastawieni negatywnie.
Skoro twój tata ci powiedział, że parada to sodomia, a
pięciu kolegów, że jest spoko, to naturalne przecież, że ci koledzy to banda
ciot, czyż nie?
Skoro ja czegoś nie rozumiem, a wiem, że mnie to dotyczy, to
wolę jednak samemu wyrobić sobie na ten temat opinię. A ty?
Skoro popieram ideę miłości, szacunku do siebie oraz
tolerowania wzajemnych niedoskonałości i wszelkich odmienności od
statystycznego człowieczka, to chociaż sprawdzę, jak inni ludzie to popierają,
zanim zacznę żyć przekonaniami innych. Nie spodoba mi się? No bywa i tak. Ale
ideę wciąż popieram.
Parada jest raz w roku, a nie codziennie więc to chyba nie
tragedia, żeby wziąć paru znajomych, którzy lubią przypał i iść się powygłupiać
pokazując, że popieram tak powyższą ideę. Jednak jeśli nigdy cię tam nie było,
a koledzy mówią „chodź, zobaczymy, jak to wygląda” albo „chodź, ja byłem i jest
nawet ok” to nie wyskakuj na nich z krucyfiksem, że ty nie rozumiesz, po co to
wszystko itd., tylko podnieś dupę z łóżka, zobacz i wtedy spróbuj zrozumieć.
Wtedy, jak twój mózg pojmie, o co chodzi, to masz prawo wypowiadać się, czy
taka parada „więcej szkodzi niż pomaga”. A może kompletnie nie ma ona wpływu na
społeczeństwo? Sprawdź i dopiero potem się wypowiadaj.
Ja nauczyłem się, nie wypowiadać na tematy, o których nie
mam bladego pojęcia. Poznałem parady, nie jestem też stereotypowym gejem z
obozu „przegiętych ciot”, tylko osobą, która patrzy na parady trzeźwo. Czy
pomagają? Myślę, że częściowo tak. Czy szkodzą? Z pewnością nie.
Czemu pomagają?
Dzięki paradom ludzie widzą, że społeczność
LGBTQWERTY+RTVAGD jest duża, zróżnicowana i wcale nie taka stereotypowa, jak
pokazuje ją telewizja, albo jak mówi tata. Oni wieli pióra w dupie, bo 1-5%
ludzi z parady lubi pokazać tzw. „kontrowersje”, żeby wkurzyć delikatne,
francuskie pieski i wywołać rozgłos, a przy tym dobrze się bawić (i wspierać
ideę). Nie są integralną częścią parady, ani tym bardziej ich ogółem. Tak samo
jak wszystkie feministki świata nie są grubymi, samotnymi, antymęskimi
paszczurami. Występują takie, ale to wcale nie jest zasada tylko skrajność,
która stała się zabawno-irytującym stereotypem.
Z roku na rok przybywa na parady coraz więcej ludzi, jest
mniej hejterów oraz homofobów na ulicach, a ustawy za związkami partnerskimi
mają większe poparcie. Chyba wobec tego spełniają one swoje role?
Czemu szkodzą?
No właśnie, czemu? „Kontrowersyjnymi” zdjęciami pojedynczych
jednostek?
3. „[...] Jeszcze mnie ktoś zobaczy
i wtedy będzie jajco na grzędzie, ojejejejej!”
W tłumie 80.000 ludzi jest to raczej mało prawdopodobne.
Zwłaszcza zważywszy na to, że media w tym tłumie szukają „newsów”, czyli tych
wzbudzających emocje skrajności i potwierdzeń stereotypów. Nikt nie będzie
chciał pokazywać, idącego tam, szarego obywatela RP. A nawet jeśli kamera
jakimś cudem by cię dorwała, to i tak chyba nie byłby to koniec świata? Jeśli
babcia jakimś innym cudem zobaczyłaby cię w telewizji to pewnie, zanim
dostałaby zawału, spytałaby cię, co tam robiłeś.
A co tam robiłeś?
Byłeś ze znajomymi zapewne.
A jak nie, to wspierałeś ideę miłości, szacunku do siebie
oraz tolerowania wzajemnych niedoskonałości i wszelkich odmienności od
statystycznego człowieczka. To chyba oczywiste… Postulatem jest oczywiście
m.in. koniec z dyskryminacją osób LGBTQWERTY+RTVAGD oraz małżeństwa
jednopłciowe, bo skoro ludzie się kochają, to czemu nie mogą być w oficjalnym
dla państwa związku?
Babciu, bez przesady, nie latam przecież z piórami w dupie
po ulicy… Mam znajomego z tego środowiska i powiem ci, że jest całkiem spoko.
Wcale nie jest taki nienormalny, jak ci to pokazuje telewizor. (I nie ma piór
nigdzie, bo sprawdzałem, hihihi)
Te słowa nie zabolą, a może otworzą babci oczy na starość?
Świat się zmienia, dowiadujemy się o naturze ludzkiej wielu nowych faktów i nie
warto zgrywać neandertalczyka, że wszyscy jesteśmy armią klonów seksualnych. Według
systemu, każdy ma być równy sobie, a nie każdy ma lubić to samo i być taki sam.
Jeśli chcesz mieć „wyjebane” zmierz się z opinią zarówno
pozytywną jak i negatywną. Jeśli nie chcesz ich znać to zapewne się boisz, że
mogą się one okazać negatywne. A skoro boisz się zdania na swój temat to nigdy
nie będziesz mieć w pełni „wyjebane”.
Jeśli się ich nie boisz to znaczy, że nie zaszkodzi ci jeśli
jakimś cudem babcia cię zobaczy, a ty będziesz wiedział, po co poszedłeś
poparadować- zobaczyć, jak ona wygląda albo zsolidaryzować się z ideą miłości,
szacunku do siebie oraz tolerowania wzajemnych niedoskonałości i wszelkich
odmienności od statystycznego człowieczka.
Wtedy masz „wyjebane”,
moje gratulacje.
Życie w strachu to życie w kajdanach. Kłamstwa trzymają cię
za żołądek i ściskają w trudnych sytuacjach, potem w nietypowych sytuacjach, a
potem praktycznie zawsze. Nawet się nie obejrzysz i całe TWOJE życie osaczą
paranoiczne obawy. Będziesz się bać wyjść z domu przez fobie społeczne, bo ktoś
może coś o tobie pomyśleć. Znam i takie przypadki.
Kiedy zaczniesz czuć się wolny i szczęśliwy, skoro boisz się
wyjąć kij z dupy nawet, kiedy siedzisz sam ze sobą?
Po śmierci?
Skrajność cię dorwie, jeśli nie zaczniesz się zastanawiać
nad tym, co wzbudza w tobie lęk, a co faktycznie powinno.
Polecam zmierzyć się z paradą równości. Niechęcią do niej,
uprzedzeniami w stosunku do niej lub strachem.
Zdecydowanie łatwiej jest mieć „wyjebane” idąc z piórami w
dupie przez ulicę, niż z kijem w dupie przez życie.
Komentarze
Prześlij komentarz