#24 Wywód Recenzyjny
Zacznę od tego, że to dramat sądowy.
A "dramat sądowy" niewątpliwie brzmi dumnie.
Dlaczego?
Zabrałem się za ten film, z tego samego powodu dla którego zabrałem się niedawno za "Taksówkarza", a mianowicie żeby poznać tytuł, który wiele razy obijał mi się o uszy.
Przyznam, że perspektywa oglądania filmów czarno-białych wciąż mnie przeraża, a jednak "Dwunastu gniewnych ludzi" w żadnym stopniu mnie nie skołował, ani nie zanudził. Wydaje się to niemożliwe, jeśli tylko słyszało się o czym ten film w ogóle opowiada. Jego realizacja jest fenomenalna i to właśnie ona, zapewniła tej produkcji łatkę kultowej produkcji i klasyku gatunku.
Lekki zarys fabuły:
Film opowiada o tym, że dwunastu facetów z ławy przysięgłych siedzi zamkniętych w pokoju i musi podjąć decyzję, czy skazać młodego chłopaka na karę śmieci za morderstwo. Wszyscy muszą być ze sobą zgodni, żeby mogli wyjść i żeby zapadł wyrok. Jedenastu zgadza się, że jest on winny, ale ten dwunasty nie ma pewności i chce się zastanowić.
Akcja 97% filmu toczy się w zamkniętym pokoju, w którym ci się naradzają.
Jak więc nie trudno się domyślić - fenomenalnych krajobrazów to tam nie ma.
A jednak widziałem masę "dzieł" z o wiele gorszymi zdjęciami. Tutaj ujęcia są genialne. Nie nudzą, nie usypiają mojej uwagi. Mimo, że zostaję z nimi zamknięty na bardzo ograniczonej przestrzeni, to jestem aktywnym widzem. Tak jakbym był jednym z nich.
Widziałem nudniejsze horrory i filmy akcji, a to jest dramat sądowy z dwunastoma, brzydkimi, chłopami w jednym pokoju. Jakby chociaż byli przystojni to... ALE NO NIE BYLI.
Wniosek jest prosty - to jest genialne.
Produkcja która porywa to taka, która angażuje do emocji albo myślenia. W tym przypadku myślimy i obserwujemy uważnie, jakie będą wnioski.
W sumie to nie zgadzam się z tym, że ci ludzie są "gniewni", jak określa ich tytuł. Są raczej oschli i kłótliwi. W porównaniu do "Nienawistnej Ósemki" to są kochającymi cały świat aniołkami.
Nie było potrzeba krwi, broni, zwrotów akcji, żeby ci mało-gniewni ludzie jakkolwiek zdołali przykuć moją uwagę na blisko dwie godziny. Wystarczyły dobre dialogi, świetne operowanie kamerą i genialna gra aktorska. Minimalistyczna sceneria i prosta fabuła. Na tyle było to dla mnie proste, że po raptem dwudziestu minutach wiedziałem już, jak to się skończy... Pytanie tylko było, jakimi środkami miało do tego dojść.
Nie bardzo jest tu i co opisywać, bo ten film należy właśnie z powodu tych niewielu powodów, do niewielkiego grona najlepszych filmów wszech czasów.
Ciekawie została tu przedstawiona psychologia tłumu i siła presji społecznej wywierana na jednostkę. W dodatku sam scenariusz pokazuje, jak w obliczu kary śmierci dla młodego człowieka, bez braku konkretów, a przy czynniku zwykłego tylko pośpiechu, zachowuje się przedstawiona tu ława przysięgłych. Grupa ludzi mająca rozstrzygać wszystko i dzierżąca praktyczną władzę sądowniczą w tamtym systemie sprawiedliwości. Nie miało to jednak wydźwięku krytycznego albo potępiającego, ale kompletnie neutralny i otwarty do dyskusji.
Jest to już dwudziesta czwarta recenzja na Wywodach i stwierdzam, że każdy z poprzednich filmów był bardziej złożony od tego... Oprócz "Wampirycznych Lesbijek", ale to jest wyjątek potwierdzający regułę.
Miał trzy nominacje do Oscara, chociaż żadnej z nich nie został laureatem. Oprócz tego był nominowany do całej hordy innych nagród w tym też z XXI wieku.
Ogólnie film oceniam 8/10, bo uważam, że to była "bardzo dobra" produkcja. Jest na swój minimalistyczny sposób prawdziwym arcydziełem pod kątem wykorzystania wszystkich tych świetnych zabiegów, ale jak na mój prywatny gust to jest prawie 9, jednak "prawie" oznacza tutaj, że 8 jest dla mnie wystarczające. Tak mówi mi mój instynkt, a jeśli twój mówi inaczej, zgadza się z moim lub nie mówi nic to obejrzyj se sam i oceń po swojemu.
Raczej oglądałbym to na trzeźwo. Taka rada ode mnie.
Następna recenzja będzie tą "inną" i powiem szczerze, że czekałem na nią, potem stwierdziłem, że może by zamiast niej napisać jeszcze inną, aż jednak zostało tak jak miało być.
Film pt. "28 dni później" z 2002 r., w reż. Danny-ego Boyle-a.
Kolejny "horror" oczywiście.
Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ
Komentarze
Prześlij komentarz