#18 Wywód Recenzyjny


Scooby Dooby Doooooooooooooooo!

Dlaczego?
To nie tak, że ja jestem jakimś psychofanem starego Scooby’ego, ale znam na pamięć całkiem sporo dialogów i nazwiska niektórych postaci epizodycznych z różnych serii seriali animowanych „Scooby Doo” lat ‘69-‘80. Ten konkretny film to moje ulubione długometrażowe widowisko z udziałem Scooby’ego (obok niego jest „Scooby-Doo spotyka braci Boo” z 1987).
Urodziłem się w 1996, a dwa lata później film ten wyszedł na wideo i ja tę kasetę miałem. W dodatku była ona w moich rękach od kiedy tylko pamiętam, więc nie jest wykluczone, że nawet od samej premiery tego filmu.
Po obejrzeniu przewijało się taśmę w VHS-ie od końca do początku, żeby następnym razem nośnik był już gotowe do odpalenia. Płyt DVD się już nie przewija, a co dopiero mówić o pendrive’ach, CDA i Netflixie… Jestem stary…
Ten film to sentyment i w moim sercu oraz mózgu są półeczki podpisane: „Wyspa Zombie”. Tam mam odnotowane od groma różnych dialogów, scen, odgłosów itp. z tego właśnie filmu.. No i zombie- one też tam są. Dużo zombie i dużo zabawy. I stęchłe jak żaba Scooby-chrupki (jak rzekł raz w filmie Kudłaty)

Lekki zarys fabularny:
Bohaterowie zmęczyli się natrafianiem na opryszków w maskach, elektronicznych klaunów, gadżetów (tak mówiła Daphne), projektorów itp. Można było skonać z nudów (tak komentowała dziennikarka) więc rzucili detektywistyczne przygody na rzecz prostackiego, szarego życia, które nudzi ich jak diabli. Rozeszły się zatem drogi naszej paczki, został jedynie Fred (mówiła Daphne). Chodzi oczywiście o Freda Johnsa- producenta i jedynego dobrego ducha programu Daphne. Chłopaki! Dajcie zbliżenie na jego buźkę! Prawda, jaki przystojniak? – mówiła dziennikarka
Za każdym razem, gdy tego słucham dostaję gęsiej skórki ohh, Musisz mieć stalowe nerwy, kotku. Ten przyjemniaczek o mało nie posiekał cię na plasterki jak salami, a wtedy nie byłoby „Dreszczy i dreszczyków z Daphne Blake”- najpopularniejszego programu telewizyjnego w całych Stanach. Dodam, że leci już drugi sezon – wciąż mówiła dziennikarka do Daphne. Nasza bohaterka właśnie opowiedziała o ich przygodzie z zielonym potworem z fosy, którym okazał się być Danek Trupeń- pośrednik nieruchomości, drukujący fałszywe banknoty w podziemiach zamku. Wiecie co naprowadziło ich na trop? Ślady zielonej farby drukarskiej na rękach (wydedukowała Velma).
Udaje im się jednak zebrać ponownie- okazjonalnie, w ramach cyklu dreszczowców „Nawiedzona Luizjana” wpadli na trop nawiedzonej wyspy na moczarach, w dorzeczu rzeki Missisipi, gdzie podobno rzeczywiście coś straszy (tak twierdziła gosposia domu w tym właśnie miejscu- Lena Depree). Podobno krwawy pirat Morgan Widmor niegdyś zakopał na wyspie jakiś skarb lecz nigdy go nie odnaleziono (nakreśliła im właścicielka owego nawiedzonego domu- Simone Lenoir). Fred odparł: Skarb piratów? Eureka! Wszystko jasne- poszukiwacz skarbów przebrany za ducha pirata chce nas przegonić z tej wyspy. Podobne podejście do zjawisk paranormalnych miała Velma, która stwierdziła, że prawdziwy, żywy duch to oksymoron. Gdy poczytała o wyspie śpiewała już inaczej: Ale bomba, posłuchajcie- znalazłam wyspę Widmor w naszej komputerowej bazie danych. Pisze tu, że w ostatnich latach, w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęło tam wiele osób.
Okazuje się, że chlebodowczyni- madame Sinome Lenoir, hoduje dużo kotów (uprzedziła Lena), co znacznie utrudniło Scoobiemu ogarnięcie się w rezydencji. Między innymi nie jest jego obecnością zachwycony gburowaty ogrodnik- Ben, który przez wybryki Scoobiego dostanie apopleksji- żartował Kudłaty. Był bowiem od początku dość nieprzyjemnym gościem (ale za to całkiem przystojnym, jak stwierdziła Daphne). Sierściuch zniszczył jego pracę, a cały dzień pracował na ten klomb.
Reszta to już podrywanie zombinki i zombie (żartował Kudłaty), więc nie będę tego spoilerować, bo sądzę, że każdy powinien zobaczyć tę mieszankę komedii, dramatu i horroru w dobrej, kultowej animacji, z udziałem Scoobiego.
Może twoje lata młodzieńcze to akurat nie ta dekada, ale zaufaj mi- na Wyspie Zombie będziesz się dobrze bawił. Ewentualnie nie…
Ewentualnie okazać się może, że to tylko mój sentyment do byle gówna…
Chodź drugi plan został bardzo dobrze ukazany i sceneria jest klimatyczna, w sam raz aby poczuć klimat nawiedzonych bagien, to jestem świadom tego, ile gwiazdek może dodać element sentymentalizmu…
Jeśli czytałeś recenzję Pora Umierać, pamiętasz być może, jak bardzo wartość sentymentalna wpływa na decyzje, odbiór i ocenę wydarzeń, zjawisk tudzież miejsc. Nawiążę do tego delikatnie też i w tej recenzji. Najsurowiej uważam, że animacja ta jest zrobiona bardzo ładnie, ale prawidłowo, a nie jakoś szczególnie wybitnie. Fabuła jest ciekawa, wciągająca i miejscami zwroty akcji potrafią być zaskakujące, ale oprócz tego film nie niesie ze sobą niczego… Oprócz mojego sentymentu.
Mogę go polecić od serduszka i zachwycać się tym, że kolejna osoba zaznała nieodłącznego elementu moich wspomnień z wczesnoszkolnej filmoteki; jednak nie od rozumu, bo on mówi: „niuniu, ale czy faktycznie jest się tu czym zachwycać?”
Ile waży mój sentyment do Scoobiego na Wyspie Zombie? Obrazów z głowy nie przełożę na ten wpis, aby to przedstawić, bo nie będę wycinał kadrów z filmu; mogę za to zacytować resztę zapamiętanych przeze mnie wypowiedzi bohaterów, których przypomnienie sobie zajęło mi zaledwie jeden dzień (nie wszystkie będą w kolejności chronologicznej, żeby nie spoilerować przebiegu akcji):

Dobra robota! Nikt nie przemyci żarcia do stanów, gdy my jesteśmy na służbie. ~Kudłaty
Trafiliśmy w dychę z tą posadą, Scooby! ~Kudłaty


Szef: Wy… Wy… Zje… Zjedliście całą kontrabandę!?
Kudłaty: Nie, szefie. Zostały jeszcze dwie wonne gorgonzolę, proszę się częstować!
Scooby: Tak! Gorgonzole!
Szef: Sami jesteście wonne gorgonzole! Zwalniam was!

[…] Nie martw się, Scooby… Karta się odwróci. Co z tego ze straciliśmy najlepszą fuchę w życiu? Żal tylko, że po naszym sadełku zostanie wkrótce wspomnienie! ~Kudłaty

Kudłaty: […] Za chwileczkę wskakujemy do metra! Praca? Scooby i ja właśnie wzięliśmy kilka dni wolnego.
Scooby: Tak, krótki urlopik!

Księgarnia makabreska ~Narrator
Tom trzynasty, wioska wampirów- mamy. […] Tom piętnasty, mafia marnotrawnych mumii- mamy... Dobrze, odłożę do wtorku... Na nazwisko „Drakula”? Cóż, klient- nasz pan, pa…
Fred? Świetny pomysł, wchodzę w to! ~Velma

Fred: Wszystko spakowałaś?
Daphne: Tak.
Fred: Wzięłaś mapy?
Daphne: Wzięłam.
Fred: Jesteś pewna, że o niczym nie zapomniałaś?
Daphne: Chwila! Nigdy o niczym nie zapominam.
Fred: To się okaże…
Ziomale: Niespodzianka! Żyj nam 100 lat Daphne!

Łowcy tajemnic znów wkraczają do akcji! ~Velma
Jak za starych dobrych czasów ~Velma

Fred: Ładna buźka będzie ozdobą reportażu.
Daphne: Haha! Lepiej wytrzyj sobie wąs, Romeo.

W swojej karierze-e zrobiłem mnóstwo sandwiczy-y, ale ten to prawdziwy gigą ~Grubas z Luizjany
Dziwne… Zupełnie jakbym zjadł sandwicza z wyobraźnią…
~Kudłaty
Wielu przypłynęło na tą wyspę lecz rzadko, kto stamtąd wraca! ~Żak

Żak: Musicie wiedzieć, że w siedemnastym wieku piraci ukrywali się właśnie na tych moczarach. Tylko skończony wariat odważył by się tu ich szukać.
Velma: Czy niejaki Morgan Widmor był jednym z tych piratów?
Żak: Ależ oczywiście, mąszeri… Był hersztem całej bandy!

Scooby: Kudłaty! Patrz! Duża rybcia!
Kudłaty: O rany! Pierwszy raz widzę tak ogromnego suma!

Fred: Żak, musisz natychmiast zawrócić!
Żak: Próbuję, ale to bardzo uparta krypa.

Spłoszyliście mi dużego plujka, wymoczki! Diabelni turyści… ~Fredek

Kudłaty: Co… Co to za zwierzak?
Fredek: To myśliwski odyniec, wabi się Nordzio.
Scooby: No… Nordzio…?
Fredek: Swoim węchem bije na głowę psa myśliwskiego, potrafi wywęszyć suma na mile. Przewyższa też rozumem każdego kundla. […] Spadajcie z mojej łajby, nie łowię takich płotek!
Żak: Prędzej złapiesz tutaj febrę niż tę chytrą rybę!
Fredek: Czart z tobą!
Velma: Przyjemniaczek…
Żak: Oto cały Fredek Węrzoskór. Uważa, że moczary są jego prywatną własnością. Nie cierpi turystów, którzy się tu kręcą.

Kudłaty: Podejrzany typek, co Velmo?
Velma: Może i tak, ale to on ocalił was od kłów aligatorów.
Kudłaty: Obłęd! Ma rację.

Oto przeklęte miejsce- Wyspa Widmor! ~Żak
O raju! Nawiedzony dom jak malowany… ~Daphne
Lena nie żartowała, tu aż roi się od kocurów… ~Fred
Kto tu sprowadził tego.... potwora!? ~Simone

Daphne: Daphne Blake, z „Dreszczy i Dreszczyków”... Nie zna pani mojego programu?
Simone: Na wyspie Widmor nigdy nie ogląda się telewizji. Lena, co tu robią ci intruzi?

Lena: Ci mili ludzie chcieli zobaczyć prawdziwy, nawiedzony dom więc pomyślałam...
Simone: …Że pokażesz im mój? Cóż, masz tupet.

Możecie się tu trochę rozejrzeć…Tylko utemperujcie swojego... Psa. ~Simone
Jeśli jedzenie ma go odciągnąć od moich kotów… Zapraszam do kuchni. ~Simone
Rośnie tu najostrzejszy gatunek papryki w całej Luizjanie. ~Simone
Trafiliśmy na kurę znoszącą papryczane jaja. ~Kudłaty

Kudłaty: To zupa gambo, tak?
Lena: Widzę, że znasz się na kuchni kaczuńskiej.
Kudłaty: Permanentny strach wymaga permanentnego głodu.
Scooby: Tak, permanentny.

Jak widzicie, nie przesadzałam mówiąc, że to najostrzejsza papryka w całej Luizjanie. ~Simone
Zupa gambo jest przepyszna, a te ciasteczka- niebo w gębie. ~Fred
Przed chwilą paliło mnie w gardle, a teraz czuję mróz w kościach… […] Wiem, wrąbiemy tę dużą sztukę- to nas rozgrzeje. ~Kudłaty

Daphne: Znów łasują!... Papryczki zgadłam?
Scooby: Nie-e… Napis… Na… Na-apis
Velma: Napis? Jaki napis?
Kudłaty: Jest na tej ścianie! Widzicie? Duch nagryzmolił- Wynoście się.

Daphne: Simone, udzielisz mi krótkiego wywiadu? Znajdujemy się w kuchni madame Simone Lenoir [...] Jeszcze teraz panuje tu lodowaty chłód... Cięcie! Co za bałwan otworzył to okno!
Velma: To nikt z nas! Patrz!
Fred: Strzeżcie się....
Daphne: To będzie reportaż mojego życia!
Kudłaty: Tak... Pozagrobowego.

Fred: Znamy te numery... Wystarczy mocna żyłka i fruwasz jak ptak.
Velma: Tu nie ma żyłki, Fred!
Daphne: O raju, najprawdziwsze zjawisko lewitacji... To jest coraz bardziej fascynujące!
Velma: Chyba z twojej perspektywy!

Chodźcie, coś wam pokażę… ~Simone

Simone: Nosił przydomek szramo-sierp przez swoją bliznę pod okiem w kształcie księżyca.
Velma: Oto nasz gagatek- to on chce nas stąd wykurzyć.

Kudłaty: Obłęd! Velmo, czyżbyś i ty zgłodniała? […] Nie szkoda ci okularów? To jasne, że ten duch chce nas stad wykurzyć...
Velma: Nie ma tu żadnego przejścia, a mimo to… Hm, pod tynkiem coś się kryje... Em, Aaaaa…
Lena: Co ty wyprawiasz? Zniszczyłaś całą ścianę!
Velma: Spoko-moko! Chyba wpadłam na pewien trop… Trafione!
Simone: Możesz mi teraz wyjaśnić, dlaczego zrujnowałaś pół mojej kuchni?
Fred: Właśnie, Velma. Też chcemy wiedzieć.

Velma: Otóż tu jest napisane, że statek Morgana Widmora, zwał się Manstromem.
Simone: […] Do budowy domu wykorzystano deski ze statku piratów…

Moja kanapka to nie gaśnica przeciwpożarowa, lepiej zajmij się tą sałatką kleonską (?)
~Kudłaty
O rany, nie mogę przegapić takiej pikantnej okazji! ~Kudłaty

Fredek: Ty kundlu, spłoszyłeś mi Dużego Plujka!
Scooby: Och, najmocniej przepraszam.
Fredek: Diabelni Turyści... Bierz go Nordzio!

Velma: Czy można wiedzieć, co tu robiłeś?
Ben: Ech, wścibska smarkula. Kopałem dół. Miałem zasadzić te rośliny, ale poszedłem na chwilę, żeby się napić i kiedy wracałem, wpadli na mnie ci gamonie.
Velma: A co niby chciałeś tutaj zasadzić? Słonia? Ten dół jest ogromny!
Ben: Przyczepiła się, jak rzep psiego ogona. E, mam dość tej roboty.
Velma: Wiesz, ten ogrodnik zachowuje się bardzo podejrzanie.

On wyszedł z lustra! Nosił mundur konfederata! ~Kudłaty

Velma: Własność porucznika Perkonusa, ósmy luizjanski... To chyba lustro armii konfederatów
Simone: W czasie wojny secesyjnej były tu koszary.

Obawiam się, że wasze psisko, będzie musiało zjeść w kuchni. ~Simone
[…] Chodź, Scooby… Będziemy stołować się sami. ~Kudłaty

Simone: Miarka się przebrała. Ten niesforny kundel musi jeść na dworze!
Kudłaty: Ale tam roi się od nieboszczyków.

Nasz ogrodnik zwykle jada w starej oranżerii. ~Simone

Fred: Musimy zrobić reportaż o placku migdałowym Leny. Jest wprost nieziemski.
Daphne: Za to ty jesteś przyziemny.

Wasi kumple pobiegli na moczary wrzeszcząc o jakichś zombie, ale ja żadnych zombie nie widziałem. ~Ben

Fred: Rozdzielmy się.
Daphne: Pójdę z Benem.
Fred: Beznadziejnie.
Velma: Lepiej ja z nim pójdę. Będę miała na niego oko.

Fred: Pancerze raków…
Daphne: Widzę, że twoja sympatia przypadła też do gustu naszym żarłokom.
Fred: Wcale nie jest moją sympatią. Lena dobrze gotuje i tyle. Lepiej powiedz, co z Benem?
Daphne: A co ma być?

Valma: Scooby? Kudłaty?
Ben: Chwila? Dlaczego traktujesz mnie jak podejrzanego? Co, mała?
Velma: Bo jesteś nim! Kudłaty? Scooby? Ej! Puszczaj moją rękę!
Ben: Trzęsawisko...
Velma: A niech mnie... Dzięki… Lecz nadal jesteś podejrzany.

Daphne: Poradziłam sobie sama, dziękuję.
Fred: To na pewno ten ogrodnik…

Daphne: Może i tak… Ale wydziela trupi odór…
Fred: Masz po prostu za mało siły…
Daphne: Dobra supermanie! Czemu więc sam nie spróbujesz?
Fred: To na pewno ten ogrodnik.
Kudłaty: Nie…
Fred: To może ten rybak?
Scooby: Nie…
Fred: Albo facet z promu…
Kudłaty: Nie...
Fred: Zatem to trup!
Kudłaty: Trup!
Scooby: Tru-up, Tru-up…
Fred: Może to kukła? […] Albo elektroniczny gadżet?
Daphne: Ty nie jesteś sceptykiem, Fred… Tylko masz klapki na oczach.
Fred: To Lena! Zostawiliśmy ją na łasce umrzyków.

Niczego nie można wykluczyć, Daph. ~Fred

Kudłaty: Żak!
Scooby: Żak!
Kudłaty: Jak dobrze cię widzieć. Musimy natychmiast odpływać!
Żak: Też cieszę się, że was widzę.

Fred: Cała nadzieja w Scoobym i Kudłatym… Są wolni!
Ktoś: Nie licz na nich, Fred! To banda półgłówków. Ech! Nie warto było nawet lepić ich idiotycznych podobizn. Ech! Po co marnować cenny, magiczny ****?

Velma: Skoro naprawdę jesteś **** ***** założę się, że musisz coś wiedzieć o skarbie Morgana Widmora.
Ktoś: Przeklęty pirat. To on rozpętał całe zło.

Błaga***** naszego bożka o ich rychłą śmierć... Prośba została wysłuchana. Przeobra******* się w k**** d***** i r************* piratów! ~Ktoś

Ktoś: Lecz po niewczasie **********, że gdy ktoś choć raz stał się *******, nie może już zmienić swojej natury. Przez następne lata różne statki przybijały do brzegów wyspy. Jednym z nich był bryk handlarzy przypraw, to oni zasadzili tu plantację papryki. Dobrze im się wiodło...
Ktoś inny: …Aż do pierwszej pełni księżyca.

Ktoś: […] Dorwał waszych tchórzem podszytych przyjaciół.
Fred: ***?
Ktoś: Pełni rolę naszego Harona! Za swojego życia pragnął nieśmiertelności więc mu ją *******.

Prędko! Musimy zaraz wyssać z nich krew, zanim księżyc wejdzie w ostatnią kwadrę! ~Ktoś
Co jest? Próbujecie rozwiązać krzyżówkę, czy co? ~Kudłaty
Dokąd to misiaczki? Co? Zatkało was z wrażenia? A! ~Ktoś
Zawsze miałam bzika na punkcie świetnych detektywów… To znaczy kryminałów. ~Velma
Kudłaty… Kocury…Ojej… ~Scooby (tuż przed napisami)

Mam nadzieję, że to jest wystarczającym dowodem na to, że film ten mam w sercu i będę miał go też w pamięci mimowolnie do emerytury, której nie dożyję.
Oceniam go zgodnie z własnym serduszkiem na 9/10, bo po miliardzie seansów dostrzegłem w nim pewne mankamenty.
Jak będziesz go oglądać to najlepiej ani na trzeźwo, ani przy alkoholu, tylko ze mną! Prooooszę!

Następnym filmem będzie coś na poważnie- „Grobowiec Świetlików” z 1988 roku.


Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ

Komentarze