#13 Wywód Recenzyjny
Oglądałeś kiedyś „Donnie Darko” z 2001r.? Ten film to dość
dobra faza, ale nie będę go tu omawiał. Wspomnę tylko, że jeśli tak, i jeśli ci
się on podobał, to śmiało możesz przysiąść i do tego filmu. „Obłęd” opiera się
na podobnym zabiegu, ale jest w znacznie poważniejszy, mniej surrealistyczny i
bardziej wzruszający.
Dlaczego?
Na początku można się zgubić, ale to tylko pierwsze puzzle
wyciągnięte z pudełka i ciężko na ich podstawie stwierdzić cokolwiek. Ten film
zostaje przeze mnie wrzucony do worka z filmami „dobra faza”, gdyż posiada
właśnie elementy, które trzeba najpierw oglądać, potem połączyć, następnie zrozumieć,
kibicować bohaterowi, a na końcu zastanowić się nad przekazem całościowym.
Mamy tu do czynienia z zabawą czasem, więc układanie sobie
wydarzeń w logicznej kolejności chronologicznej, to tutaj absolutna podstawa.
Jednakże nawet uważnie dopasowując do siebie poszczególne wydarzenia film wciąż
pozostaje „dobrą fazą” i przez to do ostatnich scen trzyma w niepewności.
W większości nie jest sztampowy więc obycie się z nim
polecam serdecznie każdemu lubiącemu kinowe puzzle.
Lekki zarys fabularny:
Głównym bohaterem jest Jack, który wydaje się całkiem ogarniętym,
konkretnym i dobrym facetem. Dowiadujemy się o tym już na początku filmu i mamy
stać po jego stronie, gdy już wówczas zostaje niesprawiedliwie potraktowany i
wrzucony pomiędzy niepoczytalnych kryminalistów. Mimo, że dobry z niego
ziomeczek, to aktor odgrywający jego rolę albo słabo się wczuł, albo mi nie
przypadła ona do gustu. Nie wykluczam tego drugiego, bo oświetlenie często było
tu cholernie surowe, białe, chirurgiczne i padało na jego buźkę w większości filmu
(o ile nie w całym) przez to była ona aż trupio-blada. Dodatkowo aktor ma taki
układ twarzy, że wyeksponowane są kości policzkowe i duże oczy, co czasem serio
można stwierdzić, że z mordy to już z niego trup… Jak kazali mu być dodatkowo
niemrawym to spoko, ale jak nie to mam powody, żeby na niego tu ciutkę ponarzekać.
Podczas oglądania tego filmu można popaść w obłęd, bo nie
wiadomo właściwie, czy ten nasz bohater to żyje, umiera i ma omamy, doświadcza
wizji przyszłości, czy inne licho. Jednak oglądając można dojść do wniosku, że
raczej chodzi o wizje przyszłości wywoływane przez przeprowadzane na nim,
stopniowo wyniszczające, eksperymenty medyczne. Zahacza nam więc ten thrillero-dramat
o science-fiction. Na końcu się łatwo poryczeć.
Mamy tu do czynienia z doktorem i jego pomocnikiem, którzy
wywoływali we mnie wściekłość. Jest to zdaje się drugi film (ten pierwszy omówię
kilka recenzji później), w którym postaci negatywne były przeze mnie tak zajebiście
znienawidzone, że miałem ochotę sam wydłubać im oczy. Przez to, tym bardziej
mój trupio-blady Jack, zdobywał na swoje konto kolejne punkty sympatii.
Poznajemy też jedną miłą lekarkę, którą kocham. Potem trochę
mniej, ale wciąż.
Jednak drugą najważniejszą postacią jest grana przez Keirę Knightley, Jackie. Nieszkodliwy
spoiler- ta zbieżność imion - Jack i Jackie - nie ma tu znaczenia. Jest w tej
roli zaborcza, pretensjonalna o wszystko, strasznie apodyktyczna, nad wyraz
agresywna i negatywnie nastawiona. I przez to jej nie lubię. Potem już tak i
mam ochotę ją tulić, ale to dopiero potem.
„Potem” ma tu kluczowe znaczenie. Bo z czasem to, co
negatywne staje się pożądane. Sprawy nabierają nowy obrót, a Jack sam zaczyna
się odnajdywać w tym, co się z nim dzieje… Lub szaleć do reszty. Nie zdradzę ci
tego, sam sobie to obejrzyj to będziesz wiedzieć.
Jack daje tu popis takiego poświęcania się, poddawania się cierpieniu
w dobrej wierze. To nasz blady twardziel o wielkim sercu. To wzbudza moje współczucie
i przeraża jednocześnie, wiedząc czemu się poddaje…
Zastanawiam się, co mogę więcej powiedzieć nie zdradzając
istotnych faktów? Chyba niewiele…
Na końcu można się łatwo poryczeć- ostrzegam!
Film niestety nie był nagradzany i ubolewam nad tym, bo sam
oceniam go 9/10 i uważam, że może nie jest najnajlepszy, ale niepodważalnie świetny.
Nie zachęca może do głębszych rozważań, oprócz samego zastanawiania się nad
sensem istnienia i przewrotnością zdarzeń, ale ogląda się go dobrze, bo wciąga
jak stary, dobry, radziecki odkurzacz.
Można oglądać go przy piwku, ale lekkim. Takim na
rozluźnienie „kurków w spojówkach” (tak jak to nazwałem w recenzji o „Monsterze”).
I chcę poprzestać na tym.
Następnym filmem i kolejną dobrą fazą będzie „Drabina Jakubowa”. Absolutnie TRZEBA go zobaczyć.
Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ
Komentarze
Prześlij komentarz