#3 Wywód Recenzyjny
Od zawsze w ścisłej czołówce moich ulubionych filmów były te
z gatunku dramatów, dramatów psychologicznych itp. Szczególne miejsce zajmował
w moim serduszku „Monster” reż. Patty Jenkins. Obejrzałem go całkiem
przypadkowo, bo starsi mieli jakieś DVD z gazet, które miałem przejrzeć i albo
zostawić, albo wypierniczyć. Wśród nich był właśnie „Monster”. Nakręcony został
w 2003, ja odkryłem go jakieś 12 lat później, ale do aktualnego (2019) miałem
okazję obejrzeć go tylko dwa razy.
Dlaczego?
Może cały czas byłem mięczakiem, ale ten film wiązał się dla
mnie zawsze z silnym ładunkiem emocjonalnym. Po pierwszym jego obejrzeniu
miałem przez kolejne parę dni chandrę. Dziś jestem już trochę bardziej odporny na
tą produkcję.
Chyba…
Musiałbym go znowu obejrzeć po tym jak przez ostatnie
kilkanaście miesięcy miałem (nie)przyjemność obejrzeć inne przytłaczające
tytuły, które też zamierzam tu omówić- ale później.
Dlatego wiele lat „Monster” trzymany był jako ten dojrzały,
mocny film, na którego powtórne obejrzenie potrzebna jest „specjalna okazja i
warunki”, cokolwiek miało to znaczyć w praktyce.
Warto wspomnieć, że nie tylko w moim mniemaniu jest to dobry
film, bo na rozdaniu Oscarów w 2004 roku odtwórczyni głównej roli- Charlize
Theron, rozgniotła konkurentki. Dla niektórych to bez znaczenia, bo to tylko
jakiś złoty posążek, ale ona na niego zasłużyła.
Lekki zarys fabularny:
Mamy amerykańską, bezdomną dziwkę, która zakochuje się w
żyjącej swoim pospolitym życiem dziewczynie i próbuje zorganizować im życie. Jest
to historia o brutalnej rzeczywistości, brudnym świecie i autentycznych
wydarzeniach, które doprowadziły do niejednego rozlewu krwi.
Tytułowy „Monster” pojawia się raz przez cały film, ale to
wystarczy. Nie chcę spoilerować tego filmu, a to co napisałem to i tak sporo.
Chcę jeszcze się pochylić nad ostatnimi scenami.
Jak dla mnie dramaty mają za zadanie wywołać katharsis czyli
uczucie oczyszczenia poprzez wyładowanie skumulowanego w człowieku ładunku
emocjonalnego. Całe nasze życie jest przepełnione stresem i wieloma uczuciami,
które musimy w sobie tłamsić, a katharsis ma być doprowadzeniem to przelania
czary goryczy i poryczeniem się jak mała dziewczynka. Jeżeli oglądany dramat
trafił w ciebie (bo nie wszystkie każdemu muszą podchodzić), a ty powstrzymujesz
się w kulminacyjnych momentach przed łzami, bo udajesz sztywną, zimną pipę to równie
dobrze możesz go wcale nie oglądać. Tyczy się to wszystkich dramatów, nie tylko
tego. Więc jak masz się zgrywać jaki to nie jesteś opanowany to nie umiesz dać
się ponieść sztuce prowadzenia tragicznej akcji…
Nie poczuje się tego filmu na 100% bez dopuszczenia do głosu
wewnętrznych, skłębionych myśli krzyczących, podczas ostatniej telefonicznej
rozmowy dwóch bohaterek, „odkręcić kurki w spojówkach!” Po tym jak reżyser cały
film pokazywała mi beznadzieję, w jakiej od pierwszej sceny tkwimy razem z
główną bohaterką, byłem pewien, że iskierka nadziei na hollywoodzki happy end gdzieś
tam jednak pozostanie jako taki miodek wielokwiatowy ociekający sobie z serca.
Ale- spoiler- nie. Wszystko się kompletnie pierdoli, potem płaczesz, a potem są
napisy.
Może dałoby radę jakoś ubarwić całość, ale to historia na
faktach więc, no nie dało się. Tym bardziej czuje się wtedy, że cały świat jest
do dupy, ludzkość ssie i trzeba ryczeć, bo całe życie jest bez sensu.
Ten film profesjonalnie psuje człowiekowi humor, albo
wyładowuje spiętrzone w nim emocje po ciężkim tygodniu- zależy do czego go
użyjesz. Wszystko wykorzystane w niewłaściwy sposób szkodzi.. Zwłaszcza kiedy
mowa o wykorzystaniu dziwki, która nie ma już nic do stracenia niczego prócz
własnego życia.
Następnym filmem będzie moja ulubiona część trylogii „Władców
Pierścieni”. Omówię ogólnie całą historię pierścienia w tej serii (bo mogę i bo
lubię), ale skupię się na tej ulubionej (bo preferuję) jednak nie powiem, która
to, bo nie muszę (a iście kocham nie-musieć).
Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ
Komentarze
Prześlij komentarz