Zemsta płotka


Ćwokonator
Zemsta płotka


[Ten rozdział jest niemało pomieszany więc postarajcie się nie pogubić.]
- Na spacerze z przyjaciółmi w słoneczne, sobotnie popołudnie- chyba nie ma lepszego sposobu na dzień! – Cieszył się Ćwokonator ze swoich kolegów.
- O! Patrzcie jaki ładny ogród! – Powiedziała Brunetka.
- Mam pomysł – Wykrzyknął Frajerosmyk i przeskoczył przez płot ogrodowy – Chodźcie! - Przyjaciele podeszli do Smyka. Dookoła były przepiękne kwiaty mające najróżniejsze kolory, nie wspominając już o drzewach i krzewach. – Okej. Zerwałem ci taki kwiatek, bo wiesz, pomyślałem, że jest ładny i w ogóle. – Powiedział Smyk podając Szurniętej Brunetce liliowy kwiat pachnący jak połączenie wanilii i róży.
- Dzięki – Powiedziała lekko zdziwiona dziewczyna.
- Ej, koledzy, chodźcie już, bo jeszcze ktoś nas tu zobaczy. Poza tym ten płot jest jakiś dziwny i wygląda na wkurzonego.
- Coś ty?
- No, jakoś takie mam wrażenie.


- Niech będzie, chodźmy… - Zgodził się Smyk przechodząc przez płot, a zaraz za nim zrobił to Ćwok.
- Chodź już Brunetko, idziemy! – Krzyknął za nią chłopiec.
- Już! – Powiedziała wychodząc spomiędzy roślin i wąchając kwiat od Smyka. Przechodząc przez płot nagle potknęła się i przewróciła niszcząc jedną z desek. – Ups! Auć to boli!
- Coś ci się stało? Chodź, zabierzemy cię do domu.
- Sama sobie poradzę – Zawstydziła się „uszkodzona” dziewczynka.
- Ale z nas wandale, zniszczyliśmy ogrodzenie. – Złapał się za głowę Ćwokonator.
[I od tego wszystko się zaczęło…]
- Powinniśmy to naprawić…
- Nie! Nie mam czasu, to głupi płot, przez którego boli mnie teraz noga!
Wrócili więc do domu.
Gdy poszli do szkoły Brunetka wyglądała nienaturalnie.
- Co znowu? Walczyłaś przez noc z jakimiś przerośniętymi pająkami?
- Nie! Najpierw okazało się, że zabrakło ciepłej wody i myłam się w chłodzie, a potem w łóżku coś cały czas skrzypiało. Kopnęłam je i przez co, po pierwsze rozbolała mnie noga, a po drugie łóżko mi się rozwaliło. Rano bolała mnie głowa, a gdy podczas śniadania, sąsiad zaczął walić co sekundę w ścianę młotkiem, to myślałam, że zwariuje. Po drodze do szkoły musiałam uciekać przed autobusem, który mnie gonił. Mam potwornego pecha…
- To dopiero zbieg okoliczności… - Przytaknął Smyk.
- Co z tobą, Ćwoku? – Spytała go Brunetka.
- Patrzcie! – Powiedział biegnąć w stronę palce, którego przed chwilą wyciągnął. – Cześć!
- Cześć… - Przywitała się Justyna.
- Nie wiedziałem, że chodzisz do tej szkoły.
- No tak…
- A ja od paru tygodni dopiero…

- I Ćwokonator nas opuścił… - Powiedziała Szurnięta.
- Niestety… Czy oni się w sobie podkochu… - Nie dokończył Smyk. - Co to?
- Co?
- No tu nad tobą... – Wskazał.
- Chmura? 


- Ratunku! To mnie goni! – Krzyknęła biegnąc przed siebie.
- Dziwne…
- Co jest grane? Nie ma mnie minutkę , a tu co się wyprawia? – Podszedł do chłopaka, Ćwokonator.
- To chyba nie zbieg okoliczności, że burzowa chmura goni za Brunetką!!!
- Wiesz co…
- Ej, a tak w ogóle, to czy ty i Justyna…?
- No wiesz, ładna jest, ale jej tego nie mów, dobra? Ona to Justyna- super dziewczyna!
- Spokojnie… Ale co z Brunetką?
- Nie mam pojęcia, ale skoro ma takiego pecha od soboty, to mam wrażenie, że ten dziwny płot maczał w tym „palce”!
- Ale to przecież tylko głupi płot…
- Co mamy do stracenia? Możemy przecież zobaczyć…
- Dobra, tylko szybko! – Postanowił Frajerosmyk widząc biegającą korytarzem dziewczynę.
Natychmiast pobiegli do ogrodu, w którym ostatnio byli. Rozglądając się dookoła, Ćwokonator wskazał palcem na ulicę:
- Patrz! To Brunetka. Co ona tutaj robi?
- Wciąż ucieka przed tą chmurą.
- Pomuszmy jej (Tak. Tak to wygląda w moim rękopisie XD)
- Chyba nie trzeba, chmura idzie sobie do góry… - Zauważył i odetchnęli [Na chwilę] z ulgą. Nie spostrzegli, że chmura wleciała w resztę chmur na niebie i złączyła się z nimi. – Pobiegnijmy jej pomóc, bo może jej się coś stało…
- Szybko!
Razem pogrzali w stronę dziewczyny, jednak w skacząc przez ogrodzenie jednocześnie przewrócili dwa z jego płotków. Smyk natychmiast zaczął się śmiać i wszystko dookoła wydawało mu się bardzo zabawne. Z kolei Ćwoka zaczęło przerażać to, co miał dookoła siebie. Byli tacy obezwładnieni póki, nie dojrzeli wysoko na niebie, chmur, które zbierają się razem i tworzą widoczny huragan zbliżający się do dziewczynki na ulicy.
Ćwokonator schował się pod drzewem, które przypominało mu filofan, który go kiedyś zgniótł. Jednak jego prawdziwą piętą achillesową było inne uczucie. W głowie miał przed sobą wizję, że jego przyjaciele go opuszczają i lekceważą. Zaczął płakać i Frajerosmyk widząc to przełamuje klątwę śmiechu, a potem podbiega do Brunetki leżącej na chodniku.
- Co mu się stało? – Zapytała przyjaciela widząc, jak Ćwok przytula się do drzewa.
- Nie wiem, jednak ja stawiłem czoło śmianiu się.
- Co?
- Nie mam czasu na wyjaśnienia. Podejrzewam, że ten płot jest zaklęty. Powoduje to, co jest na nim napisane. Na moim widziałem narysowany uśmiech, na tamtym jest chyba strach, a na twoim wściekłość.
- Na to wygląda… - Zgodziła się z nim.
Razem spojrzeli na zbliżający się do nich huragan.
- Wiesz, jesteś w niezłych tarapatach i możesz tego nie przeżyć…
- Racja.
- …Więc powiem tobie coś, o co chciałem cię dziś rano jeszcze poprosić. Więc jakbyś przeżyła to wszystko, to chciałbym wiedzieć, czy chciałabyś może ze mną chodzić? Bo podobasz mi się, jesteś ładna i chcę żebyś wiedziała, co czuję przed katastrofom.(XDDDDD Dziękuję ci, Ja Z Przeszłości. Zepsułeś mi tą wzruszającą chwilę)
- Dzięki… Przez ostatnie dwa dni i ja zdałam sobie sprawę z tego, że jesteś chłopakiem, którego każdej dziewczynie trudno zdobyć, nawet mi. – Powiedziała i zaraz potem Smyk poczuł na policzku zimny dotyk. Było to lekko mokre. Nigdy nie czuł czegoś takiego… Chyba, że jak mama całowała go na dobranoc, kiedy był mały.
Nagle chmury i huragan zniknęły.
- Co się dzieje? – Ćwokonator podniósł się z kolan.
Nagle zniszczone przez Brunetkę, Frajerosmyka i Ćwokonatora płotki uniosły się wysoko, a ten zniszczony przez dziewczynkę przemówił:
- To mnie wzruszyło. Mimo, że ty oddzieliłaś mnie od reszty braci, ja nie mogę zrobić tego samego…
- Zaproście mnie na ślub. – Zaśmiał się ten zniszczony przez Smyka, a potem z resztą braci polecieli wśród deszczowe chmury i zniknęli.
- To koniec klontwy?  (jestem swoim mistrzem XD) – Spytał Ćwok.
- Chyba tak… -
- Co wy zrobiliście, że ten płot…
- A, szkoda gadać


Wszystkie rozdziały można znaleźć TUTAJ

Komentarze