Wehikuł czasu w fabryce foteli
Ćwokonator
Wehikuł czasu w fabryce foteli
Dziś pani Klucharczuk zabiera klasę na wycieczkę do fabryki
foteli. Wydaje się to dość dziwne, ale spośród nudnych muzeów i seansów
klasowych o Muminkach, tylko to przychodziło do głowy samorządowi, w którym
była Angelika, Ewa (Brunetka) i Jacek (Frajerosmyk).
Dziś to klasa 6c dołączyła dziewczynka, która właśnie od
dziś podobno zacznie na stałe chodzić do ich szkoły. Miała na imię Magda i
mimo, że większość (tak jak i Ćwoka) omijała, to on sam podszedł do niej i sam
zaczął gawędzić o różnych sprawach, których ani Brunetka, ani Frajerosmyk nie
rozumieli. Przez pół godziny nudzili się jak mopsy z powodu braku członka
swojej drużyny. Pozostali zastanawiali się między sobą, czemu nie rozmawia
dzisiaj z Ewą i Jackiem tylko „nową”, ale nikt nic nie mówił.
W końcu pani Klucharczuk
zdenerwowała się tym ciągłym gadaniem i uciszyła ich.
- Oto nasz najlepszy eksponat-
fotel, który wydziela zapach lawendy i jest niebieski, a to nasze najnowsza
partia- krzesło wydzielające zapach morza, o kolorze biało-błękitnym.
- A co to za cudo? – Spytała się
Angelika patrząc na złoty fotel stojący w samym kącie.
- Ten? Nie dokończyliśmy jeszcze
tego. Ma on wydzielać zapach lasu i do tego masować plecy… Ale to dopiero heca,
kiedy zatrudniliśmy fachowca, wyszedłem zaledwie na minutę napić się kawy, a
jak wróciłem to ani jego, ani fotela nie było. Po dwóch dniach przedmiot ni z
tego ni z owego się pojawił. Spadł z nieba na moją żonę, która teraz leży w
szpitalu…
- Przykro nam…
- No nic, przecież to nie wasza
wina… - „Dryn dryn” usłyszały dzieci i oprowadzający klasę wyjął komórkę z
kieszeni i odebrał – Halo? Apoloniu nic ci nie jest? Już jadę skarbie…
Najmocniej przepraszam, niestety musimy kończyć na dzisiaj, moja żona właśnie się
ocknęła. – I odszedł.
- Ej Magda! – Zawołał ją Ćwok
- Co?
- Naprawię go.
- Co ty?!
- No serio… Będzie jak marzenie.
- To pomogę ci może
- Co robicie? – Wtrąciła się
Brunetka i Smyk.
- Będziemy go naprawiać, a co? –
Odpowiedział Ćwokonator.
- A nic. A tak można?
- Nie wiem
- To my też pomożemy…
Po kilku minutach podawania
chłopcu kluczy i śrubokrętów udało się „naprawić” masujący sprzęt. Grupa
czekała na Ćwokonatora, który obiecał, że całą trójką będą mogli z skorzystać z
tego prototypu.
- Oto trzteroosobowy
(o rzesz
matko przenajświętsza malowana na deskach dębowych która w ostrej świecisz
bramie, jakim prawem ja to tak napisałem??!!?!??!!) fotel masujący! - Brunetka
usiadła po lewej stronie, Frajerosmyk po prawej, zaś Magda obok Ćwoka siedzącego
na środku. – A tak się go uruchamia! – Rzekł naciskając guzik na oparciu i
nagle cała czwórka wraz z fotelem zniknęła.
[Zamiast sali widziałem jakby
otchłań. Była kolorowa i obracała się wraz z fotelem w różne strony. Wcisnąłem
guzik jeszcze raz i znaleźliśmy się tam, gdzie żaden człowiek XXI wieku nie
chciałby się znaleźć]
- Co to?! – Zawołała Magda.
- To jest drzewo… Aż tak zacofany
nie jestem! – Powiedział Smyk odpowiadając dziewczynce.
- Nie drzewo, tylko to co jest za
nim. – I nagle wszyscy spostrzegli wielką postać stojącą za nim.
- Cerbuś?
- Nie! To nie pies! Tylko
dinozaur! – Krzyknęła Brunetka.
Zerwali się z fotela i zaczęli
uciekać od gada, który na nieszczęście spostrzegł ich i rozpoczął pogoń.
- Czy mógłbyś nam powiedzieć w
ostatnich chwilach życia, dlaczego się z nią tak szybko zakumplowałeś? –
Zapytał Ćwoka Smyk.
- Nie musiałem się kumplować!
- To znaczy, że się już
przyjaźnicie?
- Nie! To moja kuzynka…
Brunetka wraz z Frajerosmykiem aż
otworzyli usta ze zdziwienia lecz nie na długo, bo w końcu nie było czasu na
szok i emocje tylko bieg, bo jak okazało się po chwili, gonił ich sam
tyranozaurus reks.
- Myśleliśmy, że już nas nie
lubisz, czy coś i zająłeś się kimś nowym.
- Musiał mi opowiedzieć o szkole,
nauczycielach i o was, bo w końcu dużo przygód razem przeżyliście. – Wyjaśniła
biegnąc nieco wolniej (ze zmęczenia) Magda.
- Wiecie, ona jest naprawdę
wyjątkową nastolatką…
- Oj przestań – Zawstydziła się
dziewczyna.
- No co? Otóż umie wchodzić
ludziom do głowy. To taka telepatia, ale ma też moce telekinetyczne.
- Fajnie! – Zachwycili się
przyjaciele Ćwokonatora.
- Nazywam ją Magi ( czyt. Medżi)
- To tak jak ty ma fajną ksywkę.
- Na upiorną wizje! Ten potwór
przyspieszył! – Krzyknęła obwieszczając jej fajne powiedzonko.
Nagle spostrzegli niewielką
jaskinię do której nie wszedłby on z powodu dużych rozmiarów. Wbiegli tam, a
bestia z rozpędu przywaliła w ścianę skalną, która zarwała się i zagrodziła
doszczętnie wejście do groty.
- Brunetka, Smyk, Magi? –
Krzyczał Ćwok chodząc w ciemności.
- Ja jestem tutaj!
- Magi?
- Tak
- Pomóżcie mi, coś mi przygniata
nogę! – Krzyknął Smyk.
- Mam coś… - Powiedziała kuzynka
bohatera i nagle rozbłysło światło. Trzymała w ręku kawałek palącej się gałęzi.
– Tego drewna jest tu trochę, na ognisto starczy!
- Już wiem co mi przygniata nogę…
- Co?
- Brunetka…
- Jak to?!
- Popatrzcie, leży nieprzytomna.
- Magi pomożesz?
- Mogę. – Rozmawiali dyskretnie
Ćwok z Magdą, gdy ta nagle padła na ziemię.
- Co jej się stało?
- Weszła do głowy Brunetki.
Spróbuje załagodzić ból i wybudzić mózg z zemdlenia.
- Często tak robi?
- Nie! Raz na weselu ożywiła tak
dwie osoby, wujka Harolda, bo trochę za dużo zjadł…
- A tą drugą?
- Ciotkę Irenkę, bo jak
zobaczyła, co ona wyprawia to sama straciła przytomność!
Nagle Magi wstała, a zaraz za nią
Brunetka wzdychając i łapiąc się za głowę.
- Nic ci nie jest? – Zaopiekował
się Brunetką Smyk.
- Nic, na szczęście…
- Mam pytanie, jak stąd wyjdziemy?
- Przesunę to, ale jeszcze nie
teraz, bo od patrzenia w jej głowie na waszą ostatnią przygodę jestem wami
rozbrojona, a poza tym też głodna i ciut zmęczona biegiem.
- Ale nie widziałaś wszystkiego,
prawda? – Zainteresował się Frajerosmyk.
- Na tyle dużo, żebyś się
wstydził… - Uśmiechnęła się do chłopca.
[Czy mi ktoś wreszcie wyjaśni ,
co się stało podczas tamtego huraganu?]
- Spójrzcie, tam są jakieś owoce!
– Rzeczywiście, nastolatki miały farta, bo znalezienie się w bezpiecznej
jaskini ze światłem i jedzeniem sprawiło, że mogli sobie teraz jakoś poradzić.
– Wydaje mi się, że to jabłka.
- Jabłka, czy nie jabłka- to nie
ważne. Czy możesz mi wytłumaczyć, jak ty naprawiłeś ten fotel?
- Nie wiem! Wszystko się
zgadzało… - Zastanowił się Ćwok.
- Ja też tak myślałem… - Mruknął.
- Ty też Smyku? – Zdziwiła się
Brunetka.
- Co ja? – Odwrócił się do nich
zajadający owoce chłopiec.
- Nie ty to powiedziałeś? To kto?
- Ja.. – Usłyszeli ponownie głos
i zauważyli, że z cienia wychodzi mężczyzna w niebieskim stroju hydraulicznym.
- Zgaduję, że to pan naprawiał
ten fotel?
- Tak, ale to nie masażer lecz
machina czasu. Jestem tu trzy dni i zdążyłem się połapać, że tyranozaur to nie
pies mojego sąsiada.
- Co pan o nim wie?
- O tym krześle?
- Tak
- Tyle ile można wiedzieć…
Przenosi się tyle lat w tył, ile setnych sekund upłynie po naciśnięciu
niebieskiego guzika, a czerwonego w przód.
- Czyli jesteśmy uratowani
- Niezupełnie. Machina jest
ustawiona tak, że wraca do swojego roku po 48 godzinach…
- O nie! Tylko nie to!!!
- Niestety to prawda
- Na szczęście nie dojdzie do
tego nieszczęścia, bo te skały to nie problem dla mnie. Dwie minuty i jesteśmy
wolni! – Stwierdziła Magi.
- Nie bądź taka pewna… To nie
skał się obawiam lecz góry w której wnętrzu jesteśmy.
- A co w niej złego? Góra jak
każda inna… - Dziwił się Smyk.
- Nie! Ty nic nie wiesz, my
jesteśmy w wulkanie, który jest w samym stadium…
- Czyli że…?
- Czyli, że w każdej chwili może
wybuchnąć! – Dokończył maszynista.
- O nie, nawet jeżeli uciekniemy
przed magmą to ona może zniszczyć wehikuł… - Rozpaczała Brunetka przytulając
się do Smyka.
- Muszę szybko usunąć te odpadki
z wejścia. – Rzekła Magi łapiąc się rękami za głowę. Poczuli, że sufit nad nimi
się trzęsie. Było to z jednej strony dobre, bo osunęło część skał, z drugiej
lawa mogła już wypływać! – Droga wolna…
- Którędy do maszyny?
- Ojjjjj… Nie mamy czasu!
- Ale wulkan chyba jeszcze nie
wybuchł.
- To dobrze, ale kolega czekał na
nas cały ten czas…
- Jaki kole…
- Łaaaaa!!!
- To ten tyranozaur! – Krzyknęły
dziewczynki.
- Szybko do dżungli! –
Zadecydował Ćwokonator wbiegając w gąszcz. Rozpoczęła się kolejna ucieczka, w
której tym razem uczestniczył również odnaleziony przez grupę, mężczyzna.
- Schowajmy się w tych krzakach. –
Zawołał i cała piątka wskoczyła między gałęzie rośliny. – I teraz cicho.
- Graaa? Graaaa!
- Chyba nas nie zauważył. Złapmy
się za ręce i chodźmy w stronę tamtego drzewa. Widziałem tam chyba drogę którędy
wcześniej uciekaliśmy z wehikułu…
- Nie oglądajcie się za siebie,
łapcie się za ręce i cicho jeden za drugim. – Zarządził maszynista.
- Jesteście wszyscy? – Zapytał Ćwok.
Między wielkimi liśćmi panowała ciemność. – Podnieście rękę żeby osoba którą
trzymacie wiedziała, że jesteście obok. Maszynista?
- Jestem.
- Brunetka?
- Tutaj.
- Frajerosmyk?
- Też obecny.
- Magi?
- Jestem.
- Ej, nie podniosłaś ręki. – Powiedziała
Brunetka.
- Podniosłam przecież, o patrz.
- Nie jesteś obok?
- Trzyma mnie za rękę. –
Stwierdził Smyk.
- To kogo ja trzymam? Ćwoka? –
Zdenerwowała się Brunetka zaciskając dłoń. Odchyliła liść i światło z góry
padło na wielkiego, owłosionego mężczyznę o umięśnionej sylwetce.
- A ten to kto?
- To… Jakiś neandertalczyk.
- Puść go Brunetko! Będzie nas
spowalniał.
- Ej! Patrzcie, tam jest nasz
fotel! – Odetchnął z ulgą Ćwokonator. – Ustawię zaraz…
- Ty już lepiej nic nie kombinuj,
mamy przecież pana, który to zrobi lepiej.
- No właśnie. Proszę nas
przenieść do naszych czasów. – Poprosił Smyk.
- Już się robi. – Podszedł do
urządzenia.
- Graaaaa!
- Znowu ten typ! – Wzdrygnęły się
dzieci i już miały znowu wskoczyć w krzaki z których dopiero wyszły, gdy na
drodze dinozaura stanął jaskiniowiec, który przed chwilą trzymał Brunetkę za
rękę.
- Uga ba ga eee! – Ryknął i
skoczył do gada, wskakując mu na kark.
- Szybko, niech pan to włącza!
- Już!
Wszyscy wskoczyli na maszynę w
ostatniej chwili, bo znowu pojawił się dookoła strumień. Tym razem jednak krócej
w nim przebywali.
- Gdzie oni są? – Dziwili się
uczniowie szukając nieobecnych. Widzieli, że fotel także zniknął.
- O rany! Pojawiają się! – Zaskoczyła
się Angelika.
Ćwokonator z przyjaciółmi zeszli
ze złotej maszyny razem z maszynistą.
- To pan?! Ależ gdzie się pan
podziewał! – Krzyknął jeden z przewodników, który właśnie wszedł do sali gdzie
byli.
- Proszę pana, ten fotel to
pomyłka. – Rzekł i razem z czwórką przyjaciół zaczęli się śmiać, mimo, że nikt z
obecnych nie wiedział, co się stało. No prawie nikt.
Dwie osoby, z czego jedna była z
ich klasy, a drugiej nikt nawet nie zauważył,
doskonale zdawali sobie sprawę, co to za cacko.
W pewnym momencie z góry
wystrzelił jakiś promień, który zniszczył machinę czasu.
- Co to? Co się stało? – Patrzyli
na dziurę w suficie.
- To by mi pokrzyżowało plany,
ale na szczęście jest po problemie. – Powiedziała osoba, której nikt ani nie
zauważył, ani nie usłyszał. Mimo, że jeden z uczniów klasy 6c wiedział, kto i
co teraz zrobił lecz jeszcze nie dlaczego…
Wszystkie rozdziały można znaleźć TUTAJ
Komentarze
Prześlij komentarz