Niesforny duch w krainie Wyobraźni


Ćwokonator
Niesforny duch w krainie Wyobraźni


[Cześć… Wy nie czujecie się normalnie? Nie… Ja…]
- Ćwokonator, wyglądasz nie najlepiej!
- Co ja?
- Nie najlepiej wyglądasz!
- Tak, to ja!
- Co ci się stało? – Zainteresowała się Brunetka.
- Nie spałem…
- Cześć… - Podeszła do nich niespodziewanie przewodnicząca klasy, Angelika. – Możemy chwilę pogadać na osobności? – Zapytała Ćwoka.
- Oczywiście… - Zdziwił się.
- Co widziałeś w wehikule na naszej wycieczce?
- Byliśmy w prehistorii, gonił nas tyranozaur i uciekaliśmy z wulkanu…
- Acha
- Po co ci to?
- Y… Tak dla ciekawości… Super! – Powiedziała i odeszła, a jej miejsce zastąpiła Magi, która właśnie weszła do szkoły.
- Co ci jest?
- Nie spałem.
- A co ci przeszkadzało?
- Nic, śniły mi się koszmary o jakichś duchach, które mnie łapały i coś tam jeszcze…
- Może ci zajrzę do mózgu?
- Nie!!!
- Ale się wyśpisz! – Nalegała.
- Nie…
- No to chociaż idź do domu wcześniej i się połóż.
- Dobra. – Powiedział i od razu ruszył do dyrektorki, która widząc go zwykle żywego, postanowiła odpuścić mu dzień edukacji.
Następnego dnia Ćwok wcale nie przyszedł do szkoły więc Magi razem z Brunetką, Frajerosmykiem, Justyną i, co ich zdziwiło, Angeliką, poszli by go odwiedzić.
Zastali go w kiepskim stanie.
- Cześć, co z tobą? – Spytała Justyna.
- Zmęczenie… Znowu…
- Daj, zajrzę ci do głowy, nie ma wyboru… – Postanowiła Magi.
- No, ale bez naruszania prywatności… Dobrze?
- Spokojnie. Sprawię, że zaśniesz, chociaż nie jestem pewna, co tam zobaczę.
- Zaryzykuję…
- No to słodkich snów! – Powiedziała i osunęła się na podłogę po czym i Ćwokonator zamknął oczy.
[Przenosimy się do mojej głowy, która jest tajemniczą otchłanią, w której jest jakiś mózg, chyba, i zgniła fasola.]
- Gdzie ja jestem? – Rozejrzała się Magi.
- Cześć…
- O, Ćwok!
- No, a oto moja wyobraźnia. Ja tu rządzę! Susi, możesz…?
- Jaka…? – Miała spytać Magi, gdy zobaczyła hawajską kobietę zakładającą jej na szyję wianek z kwiatów. - …Ale masz fantazje! – Zaśmiała się dziewczynka.
- Co miałaś tu zrobić, bo zapomniałem.
- Na upiorną wizję! Chcę znaleźć coś, co nie pozwala ci spać.
- Ano tak… Ostatnio śniło mi się jakieś miasto. – Zastanowił się.
- Znajdziemy je i…
- Były nawet trzy miasta!
- No tak, to zmienia postać rzeczy. Wiesz jak się nazywały?
- Jedno było na pewno Nienajawiewilicz, drugie chyba Tocisiętylkośnitown, ale trzeciego nie pamiętam.
- No, a który ci się śnił najwcześniej?
- Tocisietylkośnitown.
- Wiesz jak się tam można dostać?
- Siłą snu i twojej wyobraźni.
- Czyli jak?
- Pomyśl sobie, że masz skrzydła, albo zwierzę, karabin- wszystko to się pojawi, ale działaj z wyobraźnią… - Powiedział i w mgnieniu oka na jego plecach urosły dwa skrzydła owada.
Magi zmarszczyła brwi i niczym anioł uniosła się nad „ziemię” swoimi nowymi, ptasimi skrzydłami.
- To gdzie lecimy?
- Na wschodnią część Czaszkolandii.
- No to fru-fru.
Polecieli wysoko nad miejsce w którym chwilę temu stali.
Minęły zaledwie dwie minuty, gdy znaleźli się w niewielkim miasteczku. Byli tam niewielcy ludzie ze wzrostem około 135cm. Dziewczynka, nie marnując czasu, od razu zaczęła śledztwo. Widać było, że wie, co robi.
- Dzień dobry, czy… - Przemówiła do mężczyzny lecz nie zwrócił on na nią uwagi. Poszedł dalej nie odpowiadając. – Przepraszam? Czy… - Spróbowała, jednak kolejna osoba zignorowała Magi. Zrobiły tak kolejne cztery osoby, aż nie wytrzymała i krzyknęła wniebogłosy: - Co się stało podczas snu?! – Wszyscy dookoła zatrzymali się. Nastała cisza. Nagle spośród ludzi wyszła młoda dziewczynka w różowej sukience i dwoma warkoczykami. Odezwała się:
- To zdarzyło się parę dni temu… Wkroczyła wielka bestia. Jakbym zobaczyła białego ducha, ale to coś nie było białe lecz czarne. Czarny upiór, jak z klasycznego horroru o duchach. Ale ten nie był taki normalny- strzelał piorunami z oczu i dotknięciem dłonią rozpuszczał wszystko, robił z każdej rzeczy taką papkę.
- Poważna sprawa!
- Zniszczył ratusz, szpital, sklepy i dziesiątki naszych domów. – Zapłakała. Obu nastolatkom zrobiło się przykro.
- W którą stronę ruszył?
- Na zachód. Do Obudźsiętotylkosenowa. – Poinformowała.
- Dziękuję. Lecimy… - Rzekła bardzo zdenerwowana dziewczynka przywołując swoje skrzydła i odlatując spośród tłumu.
- Poczekaj na mnie… - Zakłopotany Ćwok natychmiast uniósł się w górę i zaczął gonić Magi.
Tym razem lecieli dość długo, bo miasto to było o wiele dalej od Tocisiętylkośnitown. Za to mogli podziwiać w wyobraźni Ćwokonatora przepiękne widoki. Kolorowe drzewa, krzaki, kwiaty, dzieci bawiące się na trawce, ogrody, domy, pieski i kotki… Latanie okazało się przyjemnością lecz niestety marnującą energię o wiele szybciej od biegania. Zauważyli niebieski staw nad którym stała niewielka willa.
- Wylądujmy tam, to restauracja. – Zarządził Ćwokonator.
- Skąd wiesz?
- To moja głowa, prawda?!
- No tak, racja. Lądujmy. – I z ośmiu metrów nad „ziemią” znaleźli się na trawce przed domem z napisem: „Restauracja nad jeziorkiem”.
Nie wahając się, poszli za głosem serc i żołądków do środka. Zajęli miejsca na krzesłach z miękkimi poduszkami. Odpoczęli chwilę czując, jak mocno działa na nich przyciąganie ziemskie. Po paru minutach podszedł do nich wysoki mężczyzna.
- Witam w czym mogę pomóc?
- Chcielibyśmy coś zjeść. – Stwierdził Ćwok.
- Może kotleta z ziemniakami. – Zastanowiła się Magi.
- A ja frytki i kurczaka. – Dodał chłopiec.
- Dobrze… - I odszedł.
Magi myślała, że miną wieki zanim potrawy zostaną dla nich przygotowane, jednak tymi „wiekami” okazały się trzy minutki.
- Proszę, smacznego. – Podał talerze, kelner.
Nastolatki patrzyły na jedzenie, jakby nie widziały takich dań nigdy w życiu.
- Co za kawał kurczaka! – Dziwił się uśmiechnięty Ćwok.
- Nie gadaj tylko jedz.
Trudno było określić, co stało się szybciej- przygotowanie posiłku, czy zjedzenie go. Tak, czy inaczej było to w dość krótkim okresie czasu. Dzieci rozłożyły się z przejedzenia wzdychając się i chwaląc na głos szefa kuchni.
[Takiego kucharza to ze świecą szukać…]
- Ej słyszę cię! – Otrzeźwiała nagle ze stanu przejedzenia, Magi.
[Mnie?]
- Tak, jak to robisz?
[Myślę tylko. Skoro jesteś w mojej czaszce, słyszysz wszystkie wtrącenia Ćwoka w przeciwieństwie do innych…]
- „Wtrącenia”? Super – Uśmiechnęła się dziewczynka.
- Musimy iść, czuję grozę! – Powiedział już normalnie.
- Dobra, no to lecimy…
- Czekaj jeszcze… - Ćwokonator zamknął oczy i na stole pojawiło się 54zł, a zaraz po nich jeszcze 5.
- Czemu tamto 5 oddzielnie?
- To napiwek.
- Dokąd państwo lecą? – Spytał kelner.
- My do miasta Obudźsiętotulkosenowo.
- To tylko parę kilometrów. A skąd przybywacie?
- Z Tocisiętylkośnitown.
- To z daleka… Jesteście wędrowcami?
- Nie… Chcemy rozwiązać zagadkę czarnego ducha.
- Acha! No to mam nadzieję, że wam się uda…
- Dziękujemy!
- Wpadajcie tu częściej… - Powiedział kelner machając odlatującym już dzieciom.
Rzeczywiście przybycie tam nie trwało długo. Miasto Obudźsiętotylkosenowo było dziwne, jakby w jakiejś żałobie. Domy były czarne i smutne. Ludzie jak duchy chodzili ze spuszczonymi głowami już w drugim mieście.
- Proszę państwa, co się tu stało? – Zawołała Magi.
- Kim jesteście i co tu robicie?! – Odezwał się jeden z ludzi.
- My chcemy znaleźć pewnego ducha sennego.
-Ten niesforny potwór zabrał skarb… Nasz wielki skarb…
- Co? – Zdziwiła się Magi.
- Chyba nie mówicie o… - Zaniepokoił się Ćwokonator.
- Tak… Zaginął DOBRY SEN… Zabrał go i zamknął w klatce.
- Jak to? Jak mogliście do tego dopuścić? – Zdenerwował się chłopak.
- Tak wyszło… Zniszczył wszystkich Rycerzy Słodkiego Snu.
- Wszystkich? Dosłownie?!
- Tak, nawet Romantycznego i Koszmarnego.
- Musimy go prędko dorwać, Magi! On zniszczy mi umysł…
- No… Dobrze…
- Lećmy do Nienajawiewilicz.
- Uwaga! On tam jeszcze szaleje! – Ostrzegł facet.
- Jak to?
- Pięć dni spustoszy to miasto!
- Musimy im pomóc… - Mruknął chłopiec.
- Oczywiście, na co jeszcze czekamy?
- Lecimy!!! – Powiedział Ćwok lecz tym razem był zdenerwowany. – Za wolno… Musimy przejść na mechanikę. – Rzekł, po czym jego skrzydła zmieniły się w coś w rodzaju rakietowego plecaka. – Zrób sobie taki, bo mnie nie dogonisz, a nie mamy czasu! – Powiedział odwracając głowę i lecąc prędko na przód. Zdezorientowana Magi nie wiedząc i nie rozumiejąc niczego poleciała wreszcie swoimi nowo-wymyślonymi rakietowymi butami za swoim kuzynem.
- Jesteśmy już niedaleko! – Powiedział jej.
- Nawet widzę już największą budowlę. – Zgodziła się.
- Jaką budowlę?
- Tę czarną!
- To nie blok! To ten duch! Magi, do dzieła!
- Spróbuję… - Dziewczynka zamknęła oczy i wiatr powiał mocniej. Z kolorowych liści leżących na drodze zrobił się wir, lecz duch nie poddał się mu. – Jest silny.
- To mocniej!
- Dobra… - I powtórnie zamknęła oczy, zmarszczyła brwi i w będącego już całkiem niedaleko ducha, uderzyła wodą z pobliskiej rzeki.
Ten nagle spostrzegł, że ktoś go obrał na cel i natychmiast rozpoczął kontratak. Jednak Magi i Ćwok byli za mali by mógł w nich trafić.
- Ty potworze! Oddawaj DOBRY SEN!
- Kaaaaaaa! – Odpowiedział uderzając łapą w Ćwokonatora, co sprawiło, że z prędkością 80km/h przygrzmocił w budynek stojący niedaleko, tracąc swoją świadomość.



Wszystkie rozdziały można znaleźć TUTAJ

Komentarze