Bitwa pod Psiunwaldem
Ćwokonator
Bitwa pod Psiunwaldem
[Dziś z samego rana byłem sprawcą wielkiego ryku budzącego
sąsiadów]
- Grrrrrraaaaa!
- Proszę, jeszcze pół godziny!
- Grrrrruuuuuu!
- Tylko mi tu bez takich.
- Grrrrrriiiii.
- Będziesz mieć dosyć do końca tygodnia.
- Grrrrrąąą.
- No dobra, to dwóch. Ale wychodzisz na 3 godziny.
- Grrrrrrrrręęęę
- No, umówiliśmy się.
- Grrrrrrrroooooooooo
- No to na dwór! – Powiedział Ćwok.
[Na początku nie wspomniałem, kto tak jęczy i kwęka. Otóż
jest to moje zwierzątko, które znacie z rozdziału trzeciego- bestia Sann.
Postanowiłem, tak jak psa wyprowadzać ją na dwór.]
Na dworzu Ćwokonator wwidział wiele dzieci, których
wcześniej nie zauważał. Wszyscy oni chodzili z pieskami, ale z tego tłumu
wyróżniała się dwójka nastolatków.
- Brunetka, Smyk! – Krzyknął uradowany. Nawet Sann lekko
uśmiechnęła się i zaczęła lizać kolegów chłopca.
- Sann! – Śmiała się Brunetka, że nagle zażyła kąpieli od jej
języka.
- Nie widziałem, że też macie zwierzątka.
- Jasna. Mój pies wabi się Happy. – Powiedział Frajerosmyk,
patrząc na małego huskiego.
- Ja mam króliczka- Moon. – Powiedziała koleżanka zerkając
jednym okiem na futrzastego pupila.
- Można wyprowadzać króliki?
- Można, kiedyś widziałam nawet jak ktoś idzie ze szczurem.
– Powiedziała Brunetka.
- A kim ona jest? – Spytał się Ćwok pokazując na wesołą
dziewczynkę z kotkiem na rękach.
- Ona?
- Tak
- To jest Justyna. Ma mało koleżanek i jest dosyć samotna.
Mieszka na ulicy Przepięknej.
- A co?
- Jakoś nigdy jej nie widziałem.
- Ma kotka- Susi. – Powiedziała Brunetka.
Nagle obiekt ich zainteresowania zobaczył ich trójkę i
pomachał.
- Macha nam!
- Widzę… - Mruknęła Brunetka.
Nagle Ćwokonator spostrzegł, że Sann leży na trawce z
uśmiechem.
- …ma chłopaka.
- Jakiego? – Natychmiast podniósł głos Ćwok.
- Mateusza Wielkiego.
- A co w nim jest fajnego?
- Jest umięśniony i ma superowego psa, takiego dużego i… -
Mówiła Szurnięta.
- Ej ja mam psa i mam mały mięsień. Czemu dziewczyny za mną
nie biegają? – Spytał Frajerosmyk.
- Bo twój mięsień jest w mózgu, a jego wszędzie indziej.
- Co za psa on niby ma?
- Nie wiem, to mieszaniec jakiś, ale jest wielki.
- Co masz zamiar zrobić? – Spytał się Frajerosmyk widząc
błysk w oczach Ćwoka.
- Wyzwę go na pojedynek. Ja mam Sann. Rozniesie go w pył.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. – Powiedziała Brunetka.
- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze!
[Cześć, to tym razem ja- Szurnięta Brunetka. Pożyczyłam od
Ćwokonatora wtrącenie się, bo muszę wam powiedzieć, że nie wie w co się pakuje.
Ja tylko wiem, że będzie z tego problem i to nie mały.]
- To pewnie on! – Powiedział Smyk widząc, że podchodzi do
Justyny.
- Cześć! – Przywitał się Ćwok.
- Cześć. – Odpowiedział mu Mateusz.
- Chcesz walki na psy?
- Co?
- No powalczymy- moja Sann kontra twój…
- Cerbuś.
- …Cerbuś. Stoi?
- Ok!
- To widzimy się tu o 18:00. – Uśmiechnął się Ćwok i wrócił
do kolegów.
- Ale się wpakowałeś! – Powiedziała mu Brunetka.
- Coś ty! Sann go rozniesie.
- No nie wiem, on jest naprawdę duży. – Martwiła się
dziewczynka.
O 18:00
rozległ się krzyk.
[AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!]
- To jest jego pies?
- Mówiłam, że jest duży. – Powiedziała Brunetka, gdy
gromadka patrzyła na Cerbusia- sześciometrowego, trzygłowego potwora.
[AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!]
- I co? Zbladłeś? – Spytał się uśmiechnięty Mateusz.
- Nie mów „hop” zanim nie przeskoczysz!
- Nie mówię… Hop. Teraz powiedziałem. – Zaśmiał się
mięśniak.
- Sann uważaj na siebie i pamiętaj- echo i zdechł pies…
- Grrrruuu
- Dobrze, ale gazowaną. – Zgodził się Ćwokonator.
Na środek podwórka weszła Justyna i rzekła:
- Niech się zacznie walka!
I tak się stało, zawody rozpoczęły [AAAA!!!] się.
Cerbuś od razu otworzył pysk i ziewnął ogniem, co
niesamowicie zdziwiło jego przeciwniczkę.
- Sann! Katapultuj się! – Krzyknął chłopiec.
Bestia opuściła ogon i natychmiast odepchnęła się prostując
go. Wyleciała w powietrze i zrobiła trzy obroty zanim wpadła na grzbiet
Cerbusia.
- Cerbuś! Obróć się!
Pies podskoczył i obrócił się o 360 stopni. Bestia z Loch
Ness spadła, a pies upadając na ziemie przygniótł ją przednimi łapami.
- Sann! Wodny wir!
Bestia wypuściła bąbelki z ust i zaczęła obracać nimi swoim
ogonem. Zanim ktokolwiek się obejrzał powstał w powietrzu wodny wir uderzający
Cerbusia spychając jego łapy z bestii.
- Cerbuś, jeszcze raz ziewnij ogniem!
Pies natychmiast ze środkowej głowy wypuścił kulę ognia
uderzającą w Sann. Na szczęście jej mokra skóra złagodziła cios.
- Sann! Szybki cios i odskok!
Bestia w mgnieniu oka zjawiła się obok Cerbusia i walnęła
głową w jego brzuch odpychając go na parę metrów. Po tym odskoczyła na swoje
poprzednie miejsce.
[Teraz to Frajerosmyk. Chcę skomentować. Trwało to wszystko
aż dwie godziny więc walka była wyrównana. W końcu Sann i Cerbuś mieli tego
dość. Zmęczyli się i postanowili zakończyć to ostatnim uderzeniem z całych
swoich sił.
Pies zaatakował pazurami bestię lecz nie tak efektywnie, bo
był już zmęczony.
[Sprzedajemy nauszniki dla zwierząt. Okazja, tylko 12,50]
- Sann, kończymy. Echolokacja!
Bestia wydała żałosny dźwięk, który usłyszeli nawet
okoliczni ludzie. Trójgłowy pies padł na ziemię.
- Tak! – Ucieszył się Ćwok.
- Nie tak szybko! To tylko „zdechł pies”. Potrójny ryk
ognia!
Wstający ku zaskoczeniu wszystkich pies podniósł pozostałe
dwie głowy i wszystkie razem wystrzeliły ogniem tak potężnie, że Sann upadła na
ziemię.
- Sann! Trzymaj się!
- HA! To była właśnie największa siła mojego Cerbusia. Nikt
ani nic nie mogło tego odeprzeć.
- Serio?
- Tak.
- Nie wierzę ci.
- Czemu?
- Bo Sann wciąż żyje.
[Miała w ciele zapas wody gazowanej, przez to była
nadpobudliwa, kiedy miała kontakt z wysokimi temperaturami.]
- Wodna torpeda!
Bestia wstała i z jej pyska wystrzeliło gazowane tsunami,
które sprawiło, że ogień Cerbusia zgasł.
- O nie! Jak to się mogło stać?
- To wodne stworzenie, a twoje ogniste. Przykro mi.
„Łał, ale to fajne zwierzątko.” – Ćwok usłyszał kobiecy
głos.
[E? Haha…]
- Justyna?
- Cześć, miło mi. Kto ty taki? Pierwszy raz cię tu widzę.
- Jestem Kamil, ale mówią mi Ćwokonator.
- Super. Muszę niestety wracać do domu, ale mam nadzieję, że
jeszcze się zobaczymy. – Powiedziała odwracając się i idąc z kotkiem w swoim
kierunku.
Komentarze
Prześlij komentarz