Problemy dr. Fiksurdyndum i prof. Szajbusa
Ćwokonator
Problemy dr. Fiksurdyndum i prof. Szajbusa
- Halo…
- Nadal smutny z braku gotówki?
- Tak…
- Mam nowość!
- Słucham!!!
- Dwóch szalonych naukowców
pracuje nad mózgozmieniatorem.
- Mózgo… że co, że jakim?
- Mózgozmieniatorem – urządzeniem
do zmiany mózgów.
- Mam im pomóc, bo coś idzie nie
tak?
- Dokładnie!
- Świetnie, gdzie oni są?
- W Hipnozotown!
- Świetnie! Transport…
- Rolki nie! Unowocześnione buty
siedmiometrowe!
- Nie siedmiomilowe?
- Nie!
- To ok! Gdzie dostarczysz?
- Pod szkołę!
- Dzięki!
- Narcia!
- Szaleni naukowcy potrzebują
nas! – Poinformował Ćwok.
- Oni jeszcze istnieją? – Spytała
Szurnięta Brunetka.
- Jak widać! Jedziecie?
- No… - Powiedział Frajerosmyk
- Co? Zdenerwowany?
- Nie! Myślę tylko…
- Nad czym?
- Pamiętasz? Jak dzwonił do nas
Czesiek to na wzmiankę o twoich kumplach zasłoniłeś słuchawkę! Dlaczego?
- Nie chcę o tym gadać!
- Czemu?! Bo nie pojedziemy! –
Zagroziła Brunetka. Mało kto wiedział, że jest ona bardzo przekonywująca.
Czasem nawet używa szantażu, ale woli przekonywać, bo jednak wie, że szantaż
jest zły.
- Bo ja nie mam kolegów! Mówią,
że jestem dziwakiem! – Zasmucił się Ćwok.
- A, przez okno z nimi! –
Powiedział Frajerosmyk. – Jesteś o wiele fajniejszy od wielu osób – Oburzył
się!
- Serio!
- Serio, serio! – Powiedzieli
pocieszająco niczym Shrek.
Od
razu po tym wyruszyli z otrzymanymi butami do Hipnozotown. Była bardzo
słoneczna pogoda, ptaki śpiewały. Dom naukowców wyróżniał się wieloma,
widocznymi rzeczami: nad jego dachem wisiała ciemna chmura deszczu, w
przeciwieństwie do innych ładnych, kolorowych i zadbanych domów to była
prawdziwa, szara rudera!
Autobus jadący z Warszawy przez
Wapno, Lublin aż do Hipnozotown, zaraz po wysadzeniu przyjaciół odjechał z
piskiem opon szybciej niż jechał dotychczas.
Wcisnęli dzwonek lecz zamiast
„dzyń-dzyń” usłyszeli upiorny śmiech jak wampir, który wyssał krew i cieszył
się ze swego uczynku.
Drzwi otworzyły się, a ze środka
wysunęły się dwie blade twarze.
- Cześć dzieci! Niech zgadnę-
harcerze? – Mówił wesoły człowieczek w kolorowej sutannie.
- Nie jesteśmy zainteresowani
żadnymi łakociami, psują się od nich zęby – Mówił smutny człowiek z opuszczoną
głową i w czarnym stroju.
- Nie jesteśmy harcerzami! –
Powiedział Frajerosmyk.
- Kimkolwiek byście byli nie możemy
was przyjąć!
- Czemu!!??
- Bo oczekujemy ważnego gościa-
Ćwokonatora z przyjaciółmi.
- To ja! – Powiedział Ćwok
patrząc na naukowców z uśmiechem.
- Młodzieńcze, jeżeli nim jesteś
to powinieneś wiedzieć jak mamy na nazwisko. Tylko on i Czesio, do którego
dzwoniliśmy, wie to!
- Dr. Fiksurdyndum i Prof. Szajbus. – Powiedział dumny
Ćwokonator.
- Witaj w naszych nieskromnych progach, Ćwokonatorze! –
Znowu rzekł uśmiechnięty człowiek.
- Pan jest dr. Fiksurdyndum?
- Ja nim jestem. – Powiedział wesoły.
- Czyli pan jest prof. Szajbusem?
- Jak widać. – Odpowiedział ten drugi.
- OK! – Po tych pytaniach naukowcy oprowadzili dzieci po
laboratorium i po domu.
- To jest mózgozmienionator! – Powiedział dr. Fiksurdyndum.
- Jak działa?
- Nie działa!
- Ale na czym poleca?
- Przenosi tą rurą mózg osoby, która staje tu… wkłada go do
tej sfery – Pokazał przezroczyste koło mieszczące się w dłoni. – Przenosi w tę
rurę za pomocą tego przycisku i daje go osobie drugiej, której mózg w tym samym
czasie wędruje tą rurą o…. tu! – Wytłumaczył prof. Szajbus.
- Czy ta myjnia samochodowa nie uszkadza mózgu?
- Nie, czyści go! Ale uszkodzić go? Gdzie tam!
- To dobrze!
- Nic się nie udaje?
- Może to nie możliwe przenieść mózg,? W końcu chroni go
czaszka!
- Szaleni naukowcy od tego są- od rzeczy nie do zrobienia!
- W sumie racja.
- A jak to wam się nie uda? – Spytała Brunetka.
- To skończymy moje dzieło! – Powiedział dr. Fiksurdyndum.
- Jakie?
- Strafonator! Maszynę powodującą strach.
- Albo moją maszynę zwaną Czasomen- coś, dzięki czemu,
dzieci będą mogły przedłużyć minutę lub godzinę, albo jeszcze inny okres czasu
by np. posiedzieć dłużej na przerwie.
- Może na razie zajmijcie się swoimi wynalazkami, a my
pomyślimy, co z tym?
- Ale mam i problem z tą maszyną, którą sam konstruuję.
- Czasomenem!?
- Tak. Brakuje mi przekładownika, którego kupiłem 2 dni
temu. Położyłem go na stole, a następnego dnia już go nie było. – Mówił smutno
prof. Szajbus.
- Znajdziemy to! Jak wygląda?
- Jak rura zmieniająca kolor.
Nagle zadzwonił dzwonek.
- Proszę otworzyć! – Słyszeli głosy zza drzwi.
- Już. – Otworzyli drzwi. Przed nimi stało trzech panów w
białych strojach.
Doktor wyraźnie zrobił się poważny.
- Czego tu szukacie?!
- Panie doktorze Fiksurdyndum, niech pan zaprzestanie budowania
Strachonatora. Jest niebezpieczny, ma w składzie kalinonium- zabójczą
substancję!
- Nie prawda, mam zamiast niego przekładownik.
- To ty go ukradłeś!? – Spytał zdenerwowany prof. Szajbus
- Zniszczymy waszą siedzibę niezależnie, co w niej jest. –
Po tych słowach wyciągnęli spod płaszczy ciemną różdżkę, laskę i kulę.
Przedmioty te były wyraźnie magiczne, ponieważ iskrzyły się i świeciły. Z kuli
wylazł niewielki potwór i zaczął niszczyć wszystko, co popadnie. Ćwok szepnął i
prof. Szajbus podbiegł do Strachonatora doktora i zaczął szukać przekładownika.
- Co ty robisz?! – Spytał zdenerwowany Fiksurdyndum.
- Mam go! – Pierwszy raz uradował się Szajbus. Usunął
kawałek rurki niszcząc przy tym układ reszty rur.
- Zostaw to!!! – Krzyczał, ale on już podłączył urządzenie
do Czasomena. Skierował go na białych magów i przycisnął guzik. Zwolnili swoje
ruchy.
- Co się stało? – Spytał zmieszany z tego wszystkiego
Ćwokonator.
- Będą tacy przez 3 minuty.
- Rozmontowałeś moje dzieło?! – Wkurzył się Fiksurdyndum.
- Musiałem… Poza tym ta część była moja!
- O nie!!! – Wrzasnął, po czym nastała cisza. – Zniszczę was
wszystkich!!! – Krzyknął Doktor i zbił szybkę w ścianie przy której stał. Z
wnętrza wyskoczył wielki glonojad i rzucił się na Ćwoka.
[A! Jaki on obślizgły! A… Zauważyliście, że się nie
odzywam.. Jestem zbyt przejęty by teraz rozmawiać z czytelnikami, przepraszam
was…]
Chłopiec ocknął się w szpitalu.
- Co się stało? – Zapytał widząc, że przyjaciele stoją nad
jego łóżkiem.
[Dowiedziałem się, że dr. Fiksurdyndum przeszedł na złą
stronę i będzie na nas polował, bo z pracowni ukradł jeszcze urządzenie, dzięki
któremu może zobaczyć przyczynę kłopotów czegoś. Ponadto prof. Szajbus
powiedział mu, że kiedy nikt nie patrzył, to ja podsunąłem mu pomysł, aby
wymontował przekładownik. Teraz Szajbus mieszka u Cześka i świetnie się miewa,
ale mam przeczucie, że dr. Fiksurdyndum nie da nam spokoju… Tak się kończy
zadawanie się z szalonymi naukowcami…]
Wszystkie rozdziały można znaleźć TUTAJ
Komentarze
Prześlij komentarz