Inwazja bażantów
Niestety cholerne kartki mi zbłądziły gdzieś w gąszczu przeszłości i ten rozdział Ćwokonatora bezpowrotnie został utracony.
W zadośćuczynieniu mogę jedynie wstawić kilka dodatkowych rysunków, które przewijają się w moich zeszytach pomiędzy rękopisami przedziwnych tworów. Są też dość porypane więc myślę, że nikomu (prócz mnie) nie będzie żal tej straty.
Będąc nawiedzonym przez twórczą wenę NIGDY nie pisz na pojedynczych kartkach, bo potem to się może zgubić i możesz stracić dzieło życia.
Ćwokonator dziełem mojego życia nie jest (raczej), ale jest ciekawym zaczątkiem rodzenia się we mnie osobowości buszłykowatej.
Tak sobie przepisując zwracam uwagę na to, co i jak zapisałem oraz staram się to interpretować.
I dochodzę do pewnych wniosków, np.:
- Używałem od cholery wykrzykników. - Wszystko miało być spontaniczne, szybkie i dynamiczne.
- Pisałem rozlegle, bazgrałem niemiłosiernie i to jeszcze z wieloooooma błędami. - Doskonale pamiętam, jak wymyślałem treść prędzej niż ją notowałem, więc bywało, że akcja już potoczyła się w mojej głowie, ja dopiero zaczynałem opisywać jej początek. Czasem z tego wszystkiego nie rozpoczynałem nawet dialogu od nowej linijki, a co dopiero od myślnika. W dodatku po takiej sesji pisania, gdzie ręka próbowała nadążyć za myślą, miałem potwornie odrętwiałe palce- z wrażeń jakie odczuwałem. Dziś też miewam z tym problemy, ale staram się być dokładniejszy, skrupulatniejszy i cierpliwszy. Tutaj jednak cierpliwość ma spore znaczenie.
- Nie robiłem opisów. - To już mam też we krwi, że pisząc fantastykę wolę pozostawić opisy wyobraźni czytelnika, żeby sam sobie popracował swoją łepetyną.
- Już wtedy skupiałem się na warstwie psychologicznej postaci. - Bo sam miałem zjechaną psychę, ale jak mocno to jeszcze wyjdzie w ostatnich rozdziałach.
- Ciągnąłem wątki i budowałem świat - Widocznie poszukiwałem uniwersum, w którym bym się odnalazł, bo świat w którym żyłem był dla mnie nieatrakcyjny.
- Mieszałem faktyczne postaci i wydarzenia z wyobrażeniami i naginałem prawdę.
- Nie liczyła się forma przekazu tylko efekt - Żeby pokazać czytelnikowi, o co mi chodziło stworzyłem zwroty bezpośrednie do niego i tworzyłem czasami rysunki pomocnicze. Kiedy sytuacja była nader istotna to byłem skłonny nawet opisać coś, a jak wiadomo z powyższego punktu 3. to raczej się to nie zdarzało.
Na tą chwilę to chyba wszystko, co zauważyłem, ale pewnie ze dwie, może trzy rzeczy gdzieś się jeszcze pojawią.
A oto tutaj obiecane, niepokojące rysunki:
Tutaj mamy gotowaną kukurydzę:
A tutaj smażona kukurydza:
No i oczywiście mumia zamrożonej kukurydzy
Komentarze
Prześlij komentarz