Extremalny filofan
Ćwokonator
Extremalny filofan
- Palozoit! Zaatakuj Homo
Erectus!
- O! Homo Erectus zemdlał!
- Może przywoływanie do życia
bestii i jaskiniowców aby pobawić się w Pokemony to przesada? – Głowił się
Ćwokonator.
- Zamiast tych głupich i
niebezpiecznych zabaw powinniście siedzieć przed książkami i uczyć się mitów,
bo jutro klasówka! – Powiedziała nagle pani Chałka.
[Niczym chleb razowy, ale jednak
historyk. Jednym słowem- przeterminowana bułka.]
Ku zdziwieniu po tej uwadze Ćwok
usiadł do ów książki, co wydało się im niemało podejrzane.
- Co robisz? – Spytał się
Frajerosmyk.
- Zaraz zobaczysz… - Przeczuwali,
że coś planuje, mimo że nikt nie wiedział co to mogło być. – Mam! – Krzyknął.
- Co?
- Mitologiczna istota hydra
została pokonana i zjedzona przez jednego z bogów, ale zatruł się nią i wypluł
koło centuriona- tak zwany gwiaździsty obiekt, który dawał w pewnych wypadkach
ochronę przed śmiercią, wtedy kiedy Bóg chce żebyś jeszcze przeżył. Muszę to
zdobyć, bo ostatnio sprzeczka z glonojadem profesora sprawiła, że znalazłem się
w szpitalu. Ale hydra miała brata silniejszego od niej, mimo że był on bez
głowy, rąk, oczu, nóg. To on strzeże do dziś koła centuriona! – Przyjaciele
spojrzeli się po sobie.
- Słuchaj… Nie wiem, czy nam się
uda. – Powiedział cicho Frajerosmyk.
- Co?
- No mamy 13 lat i lubimy
przygody, ale pokonać mit to chyba trochę za dużo!
- Wiedziałem, że tak będzie,
dlatego przygotowałem to… - Wyjął telefon.
- Halo!
- Cześć Ćwok!
- Mam prośbę.
- Proś o wszystko co chcesz tylko
nie żonę.
- No to tak…
[Pogadaliśmy.]
- Da się załatwić!
- Dzięki!
- Już nie musicie się martwić! –
Odpowiedział mu.
- Czemu?
- Załatwiłem coś z Cześkiem-
pomoc!
- Cześkiem? A… Tym od sprawy z
gobelinem…
- Dokładnie tym.
- A co takiego?
[W telewizji jest coś takiego, że
ktoś się kogoś pyta, a potem jest już w miejscu albo sytuacji, o którą pytał.
No to tak właśnie rozmowa kontynuowana była już u Cześka.]
- Łał! To możliwe?
- Przecież jeszcze 15 minut temu
bawiliście się w Pokemony dinozaurami, a teraz nie wierzycie, że dostałem w
prezencie bestię z Loch Ness?
- Ale po co nam ona?
- Po pierwsze zajmie tego
filofana, a my zabierzemy koło centuriona.
- A po drugie?
- Mam zwierzątko! Jak superowo!
[Zauważyliście pewnie, że ta
część nie jest za bardzo śmieszna… Ale zobaczycie, że i tak dorówna niejednej
powieści saiens fiktion!]
Stamtąd wyruszyli i długo jechali
i płynęli, aż znaleźli się w domu Odyseusza:
- Cześć, Odys!
- Kim jesteście, iż jako obcy
wchodzicie do domu mego! Nie macie ów przywileju albowiem ja Odyseusz- monarcha
Itaki!
- Ta, ta, jasne… No przecież
powiedziałem „cześć”- Odparł Ćwok.
- Gdzie jest dom potwora, brata
hydry? – Zapytał Frajerosmyk.
- Och! Nie ma już na tym świecie
prywatności ani szacunku dla prawdziwych mitów. Obok Elfotown skręćcie w lewo i
idźcie aż zobaczycie „Bar pod zamordowanym cyklopem”. Na przód, aż dojdziecie
do potwornej wiedźmy z Madagaskaru. Nie słuchajcie, co gada, bp ma za wysokie
ego. Dajcie jej 2,50zł, powiedzcie coś miłego i pociągnijcie za dźwignie obok
jej piecyka. Pojawi się jaskinia, a jej środku jest brat hydry.
- Dzięki! – Krzyknęła ekipa i
wyruszyli z domu Odyseusza wprost do Elfotown. Przeszli całą drogę, aż dotarli
do wiedźmy. Przed jej wejściem była o dziwo niewielka kolejka. Kumple szybko
zajęli miejsca i gdy nadeszła ich kolej zobaczyli bramę z głośnikiem i
mikrofonem. Z głośnika usłyszeli głos:
- Ja jestem potworną, ładną,
miłą, potężną…
- Masz 2,50zł i wpuść nas, a nie
zaczynasz nawijać! – Nastała cisza, aż z muru wysunęła się taca na którą
położyli pieniądze i na głos razem krzyknęli do mikrofony: - Jesteś fajna!
Drzwi otworzyły się, w środku
stała wiedźma i znudzona, że wszyscy wiedzą o jej słabościach i nikt nie
pozwala jej dokończyć przechwałek chwyciła za dźwignie i piec uniósł się do
sufitu. W środku była ciemna otchłań. Nagle zobaczyli, że coś rusza się w tej
ciemnicy. Przygotowali się do ucieczki, ale zobaczyli, że to tylko jakiś facet
wyszedł i rzekł do wiedźmy:
- Posprzątane. Należy się 20,99zł
i obiad.
„Obiad.” – Pomyśleli pozostali –
„Świetna rzecz.”
- Wiedźma przygotowała posiłek?
- Tak! Smacznego!
Wtedy wszyscy zaczęli jeść.
Ćwokonator poszedł do swojej bestii i powiedział:
- Nazwę cię Sann! – I dał jej
jedzenie.
Po
obfitym daniu kumple i Sann ruszyli do jaskini filofana!
- Ciemno tu – Powiedziała
Brunetka.
- Spodziewałaś się czego? –
Spytał zgryźliwie, Smyk.
Nagle na Sanna coś się rzuciło,
niczym wąż zaczęło być się ze zwierzęciem Ćwoka.
- To jakiś extremalnie agresywny
filofan! – Krzyknęli wszyscy.
- Broń się Sann! – Krzyknął Ćwokonator,
Potwory biły się z tym, że Sann uważał by jaskinia się nie
zniszczyła. Filofan dusił ją i rzucał po całej jaskini, że było tylko słychać,
jak obija się od ścian i pada na zimną podłogę.
Brunetka i Smyk usunęli się do rogu by potwory nic im nie
zrobiły. Nikt nie zwrócił uwagi na dwie rzeczy. Po pierwsze, że koło centuriona
jest po drugiej stronie jaskini i nie jest chronione, a po drugie, że
Ćwokonator jest już tuż obok celu.
[Chwyciłem je. Było dziwnie, jakbym był nietykalnym cieniem,
którego nie widać, nie słychać i nie można dotknąć. Nie wahałem się jednak
długo… Wsunąłem je do buzi i połknąłem. O fuj! Smakuje jak ogórek z bitą
śmietaną!]
Nagle stało się coś czego nikt by się nie podejrzewał-
filofan rzucił bestią prosto w przyjaciół Ćwokonatora! Na chwile oboje zemdleli
i na placu boju pozostał jedynie filofan i Ćwokonator. Gdy ów extremalne
zwierzę zobaczyło Ćwoka i spostrzegło, że zniknęło koło centuriona, z całej
siły uderzył w niego ogonem i wgniótł bohatera w ziemię.
Kumple obudzili się i gdy tylko otworzyli swoje oczy,
ujrzeli smutny widok nieprzytomnego przyjaciela. Zasmucili się. Gdy Sann się
przebudziła, spostrzegła uradowanego filofana i leżącego w wielkim dole,
nieprzytomnego chłopca. Sann poukładała sobie wszystko w całość i rozwścieczona
ruszyła na extremalnego filofana. Była tak zdenerwowana, że użyła echolokacji.
[Cześć! Niby nie żyję, ale muszę na chwilę zmartwychwstać i
powiedzieć wam, co to ta echolokacja: jest to sposób porozumiewania się
niektórych zwierząt. Ludzie tego nie słyszą, tak jak gwizdka na psy.]
Filofan
padł obezwładniony krzykiem na ziemie. Jednak mimo wygranej walki przyjaciel
ich leżał nieprzytomny. Nagle, co zdziwiło wszystkich, uśmiechnął się i
rozbłysnął na chwilę jasnym światłem, a potem otworzył oczy!
Wszyscy byli zdziwieni, ale nie tak bardzo jak uradowani, że
ich Ćwoczek żyje. Ale jak to możliwe? Otóż koło centuriona było dawno nie
używane, trzeba było je uruchomić. Wibracje z wrzasku Sann sprawiły, że koło
zaczęło uwalniać swoją życiodajną energię.
Tak też Ćwokonator stał się nieśmiertelny, zdobył
zwierzątko, wraz z kumplami przeżył super przygodę i pokonali razem
extremalnego filofana!

Komentarze
Prześlij komentarz