#9 Wywód Recenzyjny
Moja podstawówka była dla mnie dość trudnym życiowo okresem,
bo na palcach mógłbym policzyć ile dobrych rzeczy mnie spotkało w budzie przez
tamte 6 lat. Wolskie drechy wtedy nie były dla mnie czymś zaskakującym, patola,
nauczyciele ślepi albo beznadziejni. Tradycyjnie trafiłem do najbardziej
problematycznej klasy w całej szkole (chyba każdej klasie mówili tak wychowawcy,
ale no szczegół). Miałem wtedy ambicje żeby coś zrobić w życiu, ale potem mi
się odechciało. Każdemu by się odechciało jakby był kozłem ofiarnym tyle czasu,
ile ja nim byłem. Poza byciem nadwornym popychadłem miałem jeszcze problemy
rodzinne. Ogólnie psycholog i te sprawy już wtedy miały miejsce. Matka nie
chciała mnie przenieść do innej klasy ani szkoły z nieznanych mi przyczyn więc
się tak męczyłem i męczyłem i męczyłem. Jakoś pod koniec (ostatnie dwie klasy)
miałem już wywalone na to, co o mnie mówią i co robią, bo ile można walczyć?
Ignorowanie i szukanie znajomych w innych kręgach niż własna klasa w moim
wypadku pomogło. Ale nie w każdym wypadku pomaga.
Film, który będę tutaj omawiał tyczy się bardziej młodzieży
niż dzieci, ale wciąż mówić będzie o tym samym rodzaju przemocy. Wywarł on na
mnie ogromne wrażenie. Oglądałem go na zajęciach na uczelni (coś o
kinematografii) i to był definitywnie najlepszy film puszczony mi w placówce
edukacyjnej w tym życiu.
Dlaczego?
Film „Nasza Klasa” nie opowiada wbrew pozorom o historii
powstania polskiej wersji Facebooka.
Oryginalny tytuł brzmi „Klass” i jest przez to bardziej
dosadne, enigmatyczne i mroczne, czyż nie?
Na samym początku trzeba podkreślić, że film ten jest oparty
na faktach.
To ważne.
Ze względu na to, że sam doświadczyłem niegdyś przemocy
psychicznej ze strony grupy rówieśniczej byłem w stanie zrozumieć (nie na 100%,
ale mimo wszystko) głównego bohatera, który stał się obiektem prześladowań w
estońskiej szkole. Patologia tej estońskiej szkoły przyćmiewa tą z mojej
podstawówki i myślę, że większości tych na terenie całej polski (ewentualnie
pominąwszy jakiś sosnowiec czy coś).
(Tak przy okazji mała dygresja- robiłem raz projekt na
uczelnie o nieprzystosowaniu społecznym i statystyki pokazywały, że sosonowiecka
patola to tylko stereotyp, stolicą patoli w naszym kraju jest żelazowa wola, a
parę miejsc niżej kato. Czy to zbieg okoliczności, że „pato” rymuje się z „kato”?
Widocznie nie. Koniec dygresji.)
Film skupia się w dużej mierze na pokazaniu realiów życia w
estonii, w której nie przelewa się- mówiąc delikatnie.
Nie wiem, czy ty zdajesz sobie sprawę, że tylko ciut na
wschód od nas jest naprawdę nieciekawie. I nie mówię już tego tylko na
podstawie samego filmu. Ludzie mają realne
problemy i zmartwienia, a nie jakieś pierdu-pierdu pokroju zgubionego kota
strażaków (uwielbiam ten przykład, a jak nie kumasz, o co chodzi, to odsyłam do
Mediabsurd).
Głównie surowica z klimatu szarości, patologiczności i brutalnej
rzeczywistości jest powodem dla którego chcę omówić tutaj tę produkcję.
Lekki zarys fabularny:
W jednej z klas praktycznie wszyscy uczniowie znęcają się psychicznie
nad jednym z chłopaków, dodatkowo jest grupa dręcząca go też fizycznie-
podcinając nogi, kopiąc, popychając, uderzając.
Chłopak jest taki mocno nieporadny i nie umie sobie poradzić
z tym, co się dzieje. Jest odrzucony społecznie. Nauczyciele olewają sprawę.
Rodzicom nic nie mówi, bo (ja tak zrozumiałem) jest to dla niego bez sensu,
gdyż nic by oni nie wskórali + ojciec jest dość twardym typem. Sztampowy przykład umęczonej, młodej duszyczki.
Jednakże przez klimat i ciemną scenerię, światło i wyjałowione kolory, wszystko
to mocniej oddziałuje na odczucie depresyjności tego świata i beznadziei całej sytuacji.
Dodatkowo pojawia się nasz główny bohater- jeden z chłopaków,
który początkowo kompletnie ma wywalone na tą sytuacje, zwraca uwagę, że jednak
chyba to zmierza za daleko, bo chłopaki by imponować swoim koleżankom i
podnieść sobie ego, zachowują się coraz brutalniej. Dochodzi do tego, że wchodzi
w spór z hersztem bandy tych pojebów i staje na linii ognia między nimi, a ich
ofiarą. Dlaczego to robi? To kwestia jego personalnego honoru. Nie ma żadnego
związku z postacią, którą jest dręczony chłopak, ani powodu, dla którego miałby
mu pomagać. Wydaje się, że gdy nasze biedaczysko ma ochroniarza, to wszystko zaczyna
się układać…
Nie chcę spoilerować, ale jak się można domyślić będzie
gorąco.
Ja dodam- że będzie bardzo gorąco, i w scenie ostatecznej
konfrontacji, razem z koleżanką ze studenckiej ławy (która także miała
nieciekawe przejścia z ludźmi ze szkoły) biliśmy brawo naszym bohaterom czując
w sobie ich determinację.
Tylko pytanie brzmi, czy to dobrze?
Wywołanie goryczy i chęci wymierzenia sprawiedliwości „oko
za oko”?
("Oko za oko uczyni tylko cały świat ślepym" ~Mahatma Gandhi)
Film wywarł z pewnością efekt- pokazał, że nie wolno być
obojętnym w obliczu agresji, bo prowadzi ona do dramatów- w postaci kontr-agresji
lub autoagresji. Przedstawia idealnie to, jak cholernie potężnym może być ucisk
społeczny na pojedynczą postać. Jesteśmy bezbronni jak dzieci w starciu ze
skrajnie niesprzyjającym nam otoczeniem. Żaden z dwójki naszych bohaterów nie
dał reszcie powodu stania się obiektem przemocy, niczym się od nich nie różnili.
Najbardziej wkurwiającą postacią jest miłość naszego bohatera,
który walczy o swój honor ze sprawcami całego tego zamieszania. Tacy ludzie jak
ona swoim zachowaniem doprowadzają, mam wrażenie, do równie dużych szkód psychicznych
i sytuacji znęcania się nad ofiarami, co bezpośredni sprawcy.
Zwróć uwagę na to, ile osób które są torturowane psychicznie
lub fizycznie z powodu swojego koloru skóry, narodowości, religii czy orientacji.
Hasła takie znane opinii publicznej, że już nawet nie wzbudzają uczuć u
czytelników czy słuchaczy. To się nam wydaje dalekie, ale mój ojczym (przykład
pierwszy z boku) od lat przy wigilijnym stole, po kilku kieliszkach lubi se zbluzgać
i pośmiać się z: „tych arabskich brudasów”, żydów, czy głupich amerykanów. O
pedałach się nie wypowiada, bo wie prawdopodobnie, że wszedłbym z nim w
konfrontację i widocznie tyle lat powstrzymuje jej nadejście, a ja z kolei
czekam na nią niecierpliwie. Dlaczego? Bo chcę zareagować.
Ile razy ty widziałeś lub słyszałeś z ust kogoś obok coś
takiego? Czasem wystarczą same słowa i ten film, jak mało który tak dobrze pokazuje,
że trzeba za wszelką cenę zareagować na bezpośrednie objawy każdej agresji
względem innych, bo zaniechania udzielenia pomocy jest w polskim prawie
uznawana za współudział.
W moim pierwszym z wpisów wywodowych opowiadałem,
jak jakiś gość próbował mnie udusić i okraść z tramwaju, w obecności innych pasażerów.
W stolicy o godzinie 21. I nikt nie zareagował. Mógłbym ich posądzić o
współudział? A ty? Wolisz stać murem za zachowaniem agresywnej alkoholiczki
bijącej swojego męża, czy bitego w domu mężczyzny? Tak też się dzieje, ale to jest
tak przemilczane, że nawet do statystyk ciężko dotrzeć. Tak jak do liczby gwałconych
w ciągu roku mężczyzn.
Chcę podejść do sprawy profesjonalnie i na moje szczęście i
twoje nieszczęście, jedyne, co mnie jara w matematyce oprócz kombinatoryki jest
statystyka:
Podłubałem więc w sieci i…
Według statystyk policji (http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/przemoc-w-rodzinie/137709,Sprawozdania-z-realizacji-procedury-quotNiebieskie-Kartyquot.html)
mamy kilka ciekawostek, nad którymi można się zastanowić, np.:
- Najczęstszym rodzajem przemocy stosowanej w rodzinie jest przemoc psychiczna i wynosi prawie 48%.
- Spośród małoletnich dotkniętych przemocą w domu, to chłopcy stanowią większość!
Co do mężczyzn bitych w domach to ciężko odnaleźć merytoryczne
i aktualne dane, ale w Internecie krąży informacja, że w 2012 roku 20% mężczyzn
jest w Polsce ofiarą przemocy psychicznej.
W statystykach policyjnych te dane są tylko częściowo widoczne
dlatego skorzystałem ze starszych + pamiętajmy, że to uwzględnia uzupełnienie Niebieskiej
Karty, a nie oszukujmy się, nie każdy kogo dotknęła przemoc, ją uzupełnił.
Ja wiem, że kobiet jest więcej, ale czy 20% mężczyzn to
mało? Może przestańmy się na siebie wydzierać i wyzywać i będziemy szczęśliwsi?
Ewentualnie popatrzeć sobie możemy na liczbę gwałtów i
pomyśleć nad nią: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/wymiar-sprawiedliwosci/wymiar-sprawiedliwosci/przemoc-wobec-kobiet,1,1.html
Jednak co do przemocy w szkole (bo to o to nam tu chodzi), to
co dziesiąty dzieciak ma z tym problem, ale zdecydowanie najfajniejsze
informacje można uzyskać czytając sobie co nieco w raporcie z badania Instytutu
Badań Edukacyjnych, o tu:
(jak nie chce ci się czytać to przewiń, ale jak dla mnie to
ciekawe)
„Licealistki z małego miasta stwierdziły, że w ich
środowisku agresja rówieśników dotyka osoby posądzone o homoseksualizm.
Dziewczęta opowiadały: A na przykład ja byłam świadkiem takiej sytuacji, że
grupa chłopaków stała i jeden wychodził ze szkoły, właśnie on jest gejem i po
prostu on zaczął uciekać, a oni za nim, i go dorwali, i zaczęli go bić. No po
prostu… Wiedziałam, że muszę podejść i podeszłam, bo jestem taką osobą, która
musi podejść, jak coś się dzieje, i zostałam odepchnięta, i zostało powiedziane:
To jest gej i zostaw go. Jakby on był czymś gorszym, kimś gorszym niż my
(FGI/PG/Dz/mm). Nękanie chłopca miało charakter permanentny, co zdaniem badanej
doprowadziło do tego, że trafił na leczenie do szpitala psychiatrycznego.” (Str.
32)
„W przypadku części opisywanych zachowań przemocowych
uczniowie podkreślali, że nie rozumieją ich źródeł. Badany czwartoklasista
opowiadał, że w klasie zaczęto prześladować jednego z chłopców – wyzywano go,
bito. Szyderstwami dotyczącymi rzekomo śmierdzących włosów zmuszono go do umycia
ich w szkolnej toalecie. W tej opowieści chłopca zwraca uwagę jego
stwierdzenie, że atak na jego kolegę nie wynikał z klasowego zatargu czy
nieporozumienia. Po prostu w pewnym momencie grupa zaczęła bez powodu
prześladować chłopca, żeby następnego dnia znów go akceptować. W swojej
wypowiedzi chłopiec nie dziwi się, że raz można traktować kogoś dobrze, a innym
razem źle. Takie gwałtowne zmiany relacji są dla niego normalne, wpisane we
współżycie z grupą. Jego opowieść pokazuje, że potencjalna klasowa agresja nie
wybucha wyłącznie pod wpływem konfliktu. Jak widzimy bywa rezultatem relacji
panujących między członkami klasy.” (Str. 39)
„Wstawienie się za ofiarą przemocy fizycznej uznane bywa za
działanie dosyć wyjątkowe, wynikające 47 np. z „charakteru”: Mam dość taki
podły charakter i od razu startuję do tego właśnie bijącego (IDI/SP/Dz/mm).
Uczniowie określają też czasem warunki, pod jakimi należy rozpocząć
interwencję: zdaniem badanych chłopców ze szkoły ponadgimnazjalnej w przypadku
zatargu między uczniami jest ona potrzebna, kiedy strony sporu przechodzą do
rękoczynów. Z góry jednak zastrzegli, że samodzielne działanie nie jest dobrym
pomysłem – w gniewie, to potrzeba kilku osób (FGI/PG/Ch/mm). Wspólnie
obliczyli, że żeby rozdzielić walczące strony, potrzeba przynajmniej pięciu
osób. Przytoczone przykłady dotyczące obrony ofiary są jednak najczęściej
opowieściami z happy endem. W wywiadach nie padła ani jedna opowieść o pobitym
czy wyśmianym obrońcy. Najczęściej opowiadano o obronie najlepszego
kolegi/koleżanki. Jedna z badanych opowiedziała też o sytuacji, kiedy dzięki
rozmowie i argumentacji powstrzymała kolegów od prześladowania homoseksualnego
rówieśnika” (Str. 46)
„Osoby będące ofiarami przemocy rezygnują często z szukania
pomocy u nauczyciela obawiając się, że przez grupę rówieśniczą będą postrzegani
jako zdrajcy, „kapusie” czy donosiciele. Można łatwo samemu zostać ofiarą
przemocy rówieśniczej. Koszty nawiązania współpracy z nauczycielem są więc na
tyle duże, że trzeba poważnie zastanowić się, czy rzeczywiście się to opłaca.
Te dylematy dobrze obrazuje wypowiedź badanego ucznia szkoły podstawowej,
będącego w swojej klasie „kozłem ofiarnym”. Chłopiec, analizując czy lepiej
poskarżyć się nauczycielowi, czy też bronić się samemu, stwierdził: Bo potem
każdy by nazywał mnie skarżypyta, a on by się zemścił na mnie. No czasami to
opłaca się to, a czasami to. Ale częściej piącha. 70% piącha, 30% powiedzieć
nauczycielowi” (Str. 47)
„Można postawić sobie pytanie, gdzie ofiara przemocy może
szukać pomocy. Z wywiadów wynika, że wie ona, iż raczej nie ma co liczyć na
pomoc rówieśników. Obawia się też, że nauczyciele, nawet jeśli zdecydują się na
działanie, zrobią to tak nieudolnie, że narobią więcej szkód niż pożytku.
Dziewczęta ze szkół podstawowych szukają ratunku u rodziców – matki rozmawiają
ze sobą na zebraniach, dzwonią do siebie, próbują załagodzić konflikty między
swoimi dziećmi. Starsza młodzież i chłopcy raczej niechętnie korzystają z
bezpośredniej pomocy rodziców. Mogą co najwyżej skonsultować z nimi swoje
problemy. Badani uważali, że jeśli staną się już obiektem rówieśniczej przemocy
powinni starać się zmierzyć z problemem samodzielnie. Samotna walka z
prześladowcą (lub prześladowcami) jest raczej skazana na porażkę. Zdarzają się
klasy, które w sytuacji zastosowania przemocy, ignorują agresora. Ale w innych
bycie osobą agresywną nie oznacza też izolacji ze strony grup. Dziewczynki z
gimnazjum opowiadały o chłopcu z ich klasy, który tak mocno uderzył kolegę, że
ten znalazł się w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu lub wywracał koleżanki z krzesłami.
W podsumowaniu tych opowieści jedna z nich stwierdziła: No ale Kuba [agresor]
jest spoko (FGI/G/Dz/Waw). W opinii badanych uczniów najlepszym sposobem w
warunkach polskiej szkoły na poradzenie sobie z problemem przemocy jest
stworzenie koalicji, która osłabi prześladowcę. Takie działania prowadzą 50
jednak do eskalacji przemocy.” (Str. 49)
Jak widać, niewiele tutaj liczb- o czym to świadczy? O tym,
że niestety mamy JAKIEŚ pojęcie jak to się odbywa, ale nie mamy pełnych danych
ILE osób cierpi.
Wiadomo, ile osób kończy tragicznie:
„W Polsce samobójstwa są drugą, zaraz po wypadkach,
przyczyną zgonów wśród dzieci i młodzieży. Stanowią 23% wszystkich zgonów w
grupie wiekowej www.dzieckokrzywdzone.fdn.pl UWARUNKOWANIA I PROFILAKTYKA
SAMOBÓJSTW WŚRÓD DZIECI I MŁODZIEŻY W POLSCE 104 1–19 lat. U chłopców
samobójstwa stanowią ok. 26% wszystkich przyczyn zgonów, a wśród dziewczyn ok.
16% (Szymborski, 2012). Z danych GUS wynika, że w 2008 roku odnotowano 302
zgony z powodu samobójstw w grupie wiekowej 10–19 lat. Współczynnik zgonów w
grupie 10–14 lat u chłopców wynosił 1,8, a u dziewczyn 0,8. Im starszą grupę
się rozpatruje, tym wyższe są współczynniki. Na przykład, dla grupy wiekowej
15–19 lat współczynnik ten wynosił 16,2 u chłopców, a 4,1 u dziewczyn.” […] „Warto
przeanalizować liczbę samobójstw w określonym przedziale czasu, co pozwoli na
wychwycenie różnic w dynamice tego zjawiska. W latach 1999–2006 śmiercią
samobójczą zmarło łącznie 2556 dzieci i nastolatków w wieku 10–19 lat.
Zdecydowaną większość stanowili chłopcy. W przedziale 10–14 lat stanowili 79%,
a w przedziale 15–19 lat już 86% wszystkich ofiar. Liczba zgonów w tej grupie
rosła wraz z wiekiem ofiar. Współczynnik samobójstw wykazuje tendencję
wzrostową u obu płci. Miesiącami, w których dzieci i nastolatki popełniały
najwięcej samobójstw były maj i styczeń. Mogło to być związane z sytuacją
szkolną, a dokładniej z nieotrzymaniem promocji do następnej klasy. Najmniej
tych zdarzeń zanotowano w lipcu i sierpniu, co może sugerować, że stres szkolny
jest jednym z głównych przyczyn samobójstw wśród dzieci i młodzieży
(Napieralska, 2010).” (Str. 104)
+
Z analizy Zakładu Zdrowia Publicznego Instytutu
„Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” dotyczącej lat 1999–2006 wynika, że
najczęstszymi sposobami dokonania samobójstwa w zależności od wieku i płci
były:
• chłopcy 10–14 lat: powieszenie, skok z wysokości,
utopienie;
• chłopcy 15–19 lat: powieszenie, skok z wysokości,
zatrucie;
• dziewczyny 10–14 lat: powieszenie, skok z wysokości,
zmiażdżenie przez pojazd mechaniczny;
• dziewczyny 15–19 lat: powieszenie, zatrucie, skok z
wysokości (Napieralska, 2010).
Każdy, kto nigdy nie doświadczył przemocy powinien napić się
trochę, otworzyć oczy szeroko i obejrzeć sobie ten film, a po nim
zastanowić się, po której stronie stałby w końcowych jego scenach.
Definitywnie oceniam go 10/10.
Reżyser Ilmar Raag został nagrodzony sześciokrotnie za swoją pracę i "Klass" wygrał między innymi nagrodę za "Najlepszy pierwszy lub drugi film z Europy Środkowej i Wschodniej".
Sądzę, że już w gimnazjum
(które nie istnieje, więc w podstawówce) powinien on obok „Requiem dla snu” być
OBOWIĄZKOWĄ LEKTURĄ FILMOWĄ NA LEKCJACH WYCHOWANIA DO ŻYCIA, WOSIE ALBO NAWET
HISTORII. Są filmy, które wzbudzają w uczniach śmiech, są takie które budzą
smutek. Ten film wzbudza rozgoryczenie i gniew przeciwko agresorom i jest
dramatem, który budzi tych, którzy żyją sobie bezstresowo, odseparowani i
neutralni względem reagowania w społeczeństwie.
Wiem, że ta recenzja była inna niż pozostałe, ale te „mocniejsze”
filmy chcę analizować właśnie tak, jak na to zasługują.
Kolejnym filmem będzie (na otarcie łez po tym) coś z
kompletnie innej bajki: „Oczy Zła” z zajebistym tytułem eng. „See No Evil 2”.
Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ
Komentarze
Prześlij komentarz