Poronna pietrucha
Jesteś jej kochankiem, prawda?! - wrzasnęła piorunując go wzrokiem. - Wkradasz się do wieży, wkradasz się w jej łaski, wkradasz się do jej łóżka, ty kanalio, łotrze, rozpustniku, dobrze urodzon kundlu! Cóż, ptaszka nie ma w gniazdku! Złapał go kot! Co ty na to?! I niedługo wydrapie ci te twoje łądne oczka!
Ten fragment należy do pewnej znanej baśni. Wielu z nas kojarzy je mniej lub bardziej, ale znacznie częściej, pamięta je jak przez mgłę. Przypomnienie ich sobie dziś to dobry pomysł, aby po latach uzupełnić sobie luki i odpowiedzieć na pytania niegdyś bez odpowiedzi, a także poznać w całości historie, jakie skrywają.
Szkopuł w tym, że te znane wszystkim dzisiaj baśnie są przeważnie dalece różne od oryginalnych tekstów, które pisane były w czasach, gdy były dedykowane młodzieży i dorosłym, a nie dzieciom. Wówczas nie brakowało tam też przemocy. Oddzielną kwestią było to, że małoletnich nie chroniono wtedy na siłę od tematów śmierci, przemocy, czy seksu.
A czy jest na to lepsze miejsce niż Wywody? Pewnie tak, ale potrzebuje nowego formatu, więc padło na baśnie. Te wpisy będą raczej krótkie, bo nie będę przepisywał słowo w słowo treści, a skupię się na konkretach i paru istotnych kwestiach.
Na początku muszę też podkreślić, że baśnie pochodzą tak naprawdę od najróżniejszych autorów, często nieznanych - stąd można powiedzieć, że mają w sobie element legendy, bo nie wiadomo skąd wzięła się ich geneza. Mimo że kojarzy się głównie baśnie pochodzące od braci Grimm (nazwisko też zobowiązuje, a "Grim" oznacza po angielsku "ponury"), to ci jedynie spisali je i wydali, a nie wymyślili. Znaczna większość z nich była skądś zasłyszana i - już wtedy - ocenzurowywana.
Udało mi się jednak poszperać i wydłubać te najpierwotniejsze (a przynajmniej takie mi się one wydają) wersje znanych nam od dzieciaka opowieści.
Cytat z samego początku pochodzi z "Roszpunki". Czyli tej bajki o dziewczynie z długimi włosami, zamkniętej w wieży.
Pan ojciec tytułowej bohaterki podpierniczał pietruszkę z okolicznego ogrodu, należącego do wiedźmy, bo pani matce tak się jej chciało, że twierdziła, że jak jej nie zje, to umrze. Pietruszka w tych czasach była uznawana za popularny środek poronny.
Któregoś razu właścicielka sąsiedniego dobytku przyłapała niechcianego gościa na podprowadzaniu jej zieleniny i powiedziała, że zapłatą za tą kradzież będzie ich nienarodzone jeszcze dziecko. Gość nie oponował, bo w końcu liczyło się zaspokojenie głodu jego ukochanej, a skoro i tak wpierniczała środek poronny jak małpa kit, to pewnie i tak by się to dziecko nie urodziło.
Było jednak inaczej i narodzone jednak dziecko trafiło w ręce wiedźmy, która wychowywała je w wieży bez drzwi i schodów, gdzie dziewczyna wyrosła na najpiękniejszą na świecie. Można było się tam dostać, tylko wspinając po długich blond włosach Roszpunki, zrzucanych przez nią z okienka 20 metrów nad ziemią.
Któregoś razu patent, jak się tam dostać, ogarnął książę, któremu spodobał się dochodzący z wnętrza śpiew. Wparował tam zamiast wiedźmy i tak się poznali. Z czasem się w sobie zakochali. Wiedźma niczego nie podejrzewała, aż ta idiotka sama zakomunikowała jej, że jest w ciąży i przestaje mieścić się we wszystkie swoje ciuchy. Wtedy ta się wkurzyła, zgoliła jej włosy i wysłała w cholerę, gdzieś na ulice.
Kiedy książę przyszedł ją odwiedzić, wiedźma zrzuciła mu włosy, udając Roszpunkę. Tak zwabiony usłyszał potem słowa, które zacytowałem na początku. Kobieta wyrzuciła go potem przez okno, a on wpadł w kolczaste krzaki, które go oślepiły.
Jako ślepy błądził potem latami, aż usłyszał znajomy śpiew. Okazało się, że gdzieś po ulicy szwendała się żebrząca wówczas Roszpunka, posiadająca dwójkę ich dzieci. Kiedy go ujrzała, to się popłakała, a jej łzy uzdrowiły jego oczy. Wrócili razem na dwór królewski i byli szczęśliwi.
.
W późniejszych wersjach poronną pietruszkę podmieniono na roszponkę, czyli tzw. księżniczkę warzyw. Jest ona taką małą, przypominającą trochę szczaw rośliną i jest znacznie bardziej niewinna.
Baśń spisana była chwilę po 1810 roku, stąd mamy na dłoni dowód na to, że kiedyś aborcja na życzenie też była pożądana, ale nie tak skuteczna jak dziś... O ile jest legalna.
Zabawne jest też to, że rodzice Roszpunki ponoć bardzo starali się o dziecko... Pytanie brzmi tu, czy starali się o dziecko, czy zwyczajnie lubili seks? Ja bym stawiał na to drugie i na to, że wszyscy w tej historii bardzo lubili zaspokajać wszelkie swoje chwilowe potrzeby, a potem wychodziło im to na sucho.
Począwszy od rodziców lubiących sobie teges-śmeges fą-fą, przez niedoszłą matkę, dla której ważniejsze było jedzenie od swojego dziecka (chyba, że zwyczajnie wpierniczała pietruche, żeby nie urodzić, bo odechciało jej się dziecka) do Roszpunki, która na wyjebce przyznała się do bycia w ciąży tylko dlatego, że nie było jej wygodnie w za małych ciuchach.
.
Morały?
Spełniaj chwilowe przyjemności bez myślenia o konsekwencjach.
Ciąża to zawsze powód do kłopotów i nieszczęścia.
Komentarze
Prześlij komentarz