#30 Wywód Recenzyjny
Są filmy rewelacyjne
Są filmy bardzo dobre
Są filmy spoko
Są filmy, które do mnie nie przemawiają
Są filmy średnie
Są filmy słabe
Są filmy kiepskie
Są filmy beznadziejne
Są filmy tak beznadziejne, że aż dobre. Tak złe, że aż dobre (i one są lepsze niż te średnie)
Są filmy tak beznadziejne, że aż nie są dobre. Tak złe, że
aż złe.
Thankskilling jest pierwszym filmem z tej ostatniej
kategorii, który w życiu zobaczyłem.
Dlaczego?
Po pierwsze warto zwrócić uwagę na tytuł filmu. Tłumacze
zrobili doskonałą robotę, nie tłumacząc go na polski. Nawet nie dałoby się go
lepiej przetłumaczyć; chyba.
Thanksgiving to amerykańskie święto dziękczynienia. Wtedy
kiedy rodzina się razem spotyka i je indyka.
Thankskilling to taka gra słowna – po polsku „święto
morderczynienia” brzmi najsensowniej, bo jako jedyne łączy ze sobą święto
dziękczynienia i „zabijanie”.
Także gratuluje za inteligentny tytuł. Na tym moje pochwały
się kończą.
Znając treść tego filmu, wcale nie dziwie się, że polscy tłumacze
nie zrobili twórcom krzywdy, próbując tłumaczyć tytuł na „święto
morderczynienia” (czy coś w ten deseń). Mieli resztki litości – jak wiemy, nie kopie się leżącego i to
chyba tym kierowali się, zostawiając to, tak jak oryginalnie było. Chociaż jakby wcale nie
tłumaczyli tego filmu, to też zrobiliby światu przysługę.
Nie napiszę tu nazwisk tych ludzi, ale niech to będą kolejni anonimowi bohaterowie, którzy pomimo braku pomnika na miarę tego smoleńskiego, karmazynowej peleryny i nazwisk z przedrostkiem "Mc" w podręcznikach szkolnych, zapiszą się w kartach historii kultury cywilizacji, jako męczennicy oglądający Thankskilling, tłumaczący jego dialogi i mimo to mający jeszcze miłosierdzie, aby nie pogrążać autorów tego czegoś (bo filmem bynajmniej to nie jest) zostawiając ich jedyny dobry dowcip nieprzetłumaczony. Definicja bycia miłosiernym. Albo bycia zauroczonym w reżyserze, ale o tym nieco później.
Nie napiszę tu nazwisk tych ludzi, ale niech to będą kolejni anonimowi bohaterowie, którzy pomimo braku pomnika na miarę tego smoleńskiego, karmazynowej peleryny i nazwisk z przedrostkiem "Mc" w podręcznikach szkolnych, zapiszą się w kartach historii kultury cywilizacji, jako męczennicy oglądający Thankskilling, tłumaczący jego dialogi i mimo to mający jeszcze miłosierdzie, aby nie pogrążać autorów tego czegoś (bo filmem bynajmniej to nie jest) zostawiając ich jedyny dobry dowcip nieprzetłumaczony. Definicja bycia miłosiernym. Albo bycia zauroczonym w reżyserze, ale o tym nieco później.
I ja też będę winkelriedem internetów i dziś opiszę wam, czego
nie robić kręcąc filmy, a wszystko to na podstawie „Thankskilling”, który
naocznie miałem nieprzyjemność obejrzeć.
To jest powód, dla którego piszę ten wywód.
To jest powód, dla którego piszę ten wywód.
Lekki zarys fabularny:
Grupka ewidentnie niedorozwiniętych umysłowo, maksymalnie
jednowymiarowych i niecharakternych młodych dorosłych wyjeżdża na odludzie
świętować Thanksgiving, pić sobie piwko itd.
Wśród nich znajduje się jedna laska, która zrobiła na mnie
niepodzielne wrażenie – Ali. W jej rolę wcieliła się Natasha Cordova. Ta dupa
zagrała najlepszą i największą debilkę, jaką widziałem. Nie wiem, czy jej wrodzony intelekt (lub jego deficyt) jej w tym pomógł, ale jej gra aktorska w tym filmie była zdecydowanie najlepsza
ze wszystkich. Z czystym sumieniem mogę uznać ją za najlepszą osobę w obsadzie
tego gówna.
Jordan Downey będący jednocześnie reżyserem i głównym
scenarzystą powiedział lasce, żeby grała idiotkę i ona zrobiła to perfekcyjnie.
Ona jedyna umiała grać pomimo braku scenariusza, bo reszta obsady no cóż…
Ona jedyna umiała grać pomimo braku scenariusza, bo reszta obsady no cóż…
![]() |
| To jest reżyser, scenarzysta i główny bohater tego ścierwa. Czyż on nie jest seksowny? |
A czemu sądzę, że scenariusza nie było? Jordan Downey oprócz
scenarzysty, reżysera i bycia niezłą dupą, grał także w tym czymś główną rolę –
indyka. Który był pacynką.
W związku z tym koleś miał zajętą rękę, żeby móc pisać scenariusz.
A patrząc po tym, co się działo w tym filmie, to śmiem twierdzić, że mógł również nie
mieć drugiej ręki i nóg.
Ale wracając do fabuły – natrafiają na jakiegoś starego pojeba,
który mówi, że na tych ziemiach jakieś kilkaset lat temu był indiański cmentarz
(jak zawsze na indiańskich cmentarzach są w horrorach najlepsze imprezy) i że w tym roku ma
powstać z martwych indyk i się zemścić na ludziach, czy coś w tym stylu.
Szczerze mówiąc, nie pamiętam motywacji tego indyka, ale no coś takiego.
Ich obleciał strach, posiedzieli trochę (z tego co pamiętam), a potem uciekli stamtąd do swojej miejscowości.
Indyk jednak już obrał ich sobie za cel. I miało być to preludium do wielu strasznych i OBOŻEALEŻŚMIESZNYCH scenek rodzajowych.
Nie lubię w swoich wywodach recenzyjnych spoilerować, ale
muszę tu napisać, że oglądałem ten film w pewnym momencie tylko po to, żeby
zobaczyć, do jakiego stopnia Downey przekroczy granice pomiędzy dowcipem a
żenadą. Przekroczył ją już na początku. Zdawał się usiłować balansować, aż nagle
film zwymiotował prosto w moje - mokre od łez współczucia dla kinematografii –
oczy taką sceną, w której grupa tych zjebów przychodzi do ojca jednej z
dziewczyn, którego wcześniej już zabił indyk, obdarł z jego twarzy skórę i
założył sobie na dziób, żeby się pod niego podszyć... Otwiera im drzwi półmetrowe pierzaste coś z flakiem z
ludzkiej skóry na głowie, a oni nie poznają go i dają się nabrać...
To chyba miało być śmieszne. Proszę, panie Downey, niech pan zatrzyma tę karuzelę śmiechu.
Thankskilling miał być horrorem z elementami komedii.
ZATEM pan Downey stwierdził, że zrobi tak skretyniałych bohaterów i tak głupią fabułę, że w połączeniu z paroma gagam, makabrycznymi czynami nieśmiertelnego nemezis i krwią pomiędzy scenami wyjdzie mu
genialna parodia.
Cóż… Facet ma jaja… Tzn nie wiem, czy ma, bo niestety mi ich
nie pokazał, a szkoda, bo jest seksowny. Ewidentnie jednak myślał, że to
będzie śmieszne. I pewnie jakby usiadł obok mnie i szepnął mi do ucha "podoba ci się?", to bym powiedział, że "no jasne... hihi, osz ty jajcarzu ty mój", ale no niestety nie szepnął, a ten film ni
cholery nie jest śmieszny.
Niestety, żeby zrobić karierę trzeba być albo cholernie
przystojnym jak on, albo cholernie utalentowanym jak Tarantino. On szepnął
komuś odpowiedniemu do uszka, będąc bardzo, bardzo ponętnym, bo ten gówniany paździerz
doczekał się trzeciej części… Serio.
Jednak nie doczekał się drugiej.
Jednak nie doczekał się drugiej.
Serio.
Sprawdziłem to i też nie mogę uwierzyć.
Mickiewicz naszych czasów. Ale jakby był wystarczająco ponętny, to mógłby zacząć już od czwartej części.
Sprawdziłem to i też nie mogę uwierzyć.
Mickiewicz naszych czasów. Ale jakby był wystarczająco ponętny, to mógłby zacząć już od czwartej części.
Trzecią część może obejrzę kiedyś i dam znać, czy trzyma
poziom oceanicznego dna.
Aczkolwiek w obliczu globalnego ocieplenia linia brzegowa się podnosi więc od 2009 (w którym powstało Thankskilling) przez 2010 i 2011 r. (w których nie powstało Thankskilling 2) do 2012 (w którym powstało Thankskilling 3), poziom dna oceanicznego mógł być już kilkanaście milimetrów niżej. No ale kilkanaście milimetrów przecież nie ma znaczenia, bo nie liczy się przecież długość, tylko technika, prawda panie Downey? 😈
Aczkolwiek w obliczu globalnego ocieplenia linia brzegowa się podnosi więc od 2009 (w którym powstało Thankskilling) przez 2010 i 2011 r. (w których nie powstało Thankskilling 2) do 2012 (w którym powstało Thankskilling 3), poziom dna oceanicznego mógł być już kilkanaście milimetrów niżej. No ale kilkanaście milimetrów przecież nie ma znaczenia, bo nie liczy się przecież długość, tylko technika, prawda panie Downey? 😈
Może jednak technika pana Jordana się poprawiła i dla niego
obejrzę kontynuację tego badziewia. Zrobię to choćby z szacunku dla tłumaczy, którzy pewnie też byli na to skazani i być może nie wszyscy wyszli z tego w jednym kawałku.
Miejscami Thankskilling jest jak film nagrywany nokią przez
dzieciaki, które miały zrobić zabawny projekt na studia. Jednak pojechali nagrywać, wszyscy napruli się w trzy dupy i potem w ostatni wieczór najbardziej ogarnięta osoba z ekipy stwierdziła "Ee, ludzie! kufa jusz je niedziela. Ja prdoleeaale ten czas lecijak poebany. Dawajcie, zrobimy to szybko, bo mnie łeb napieprza. Natasza, wstawaj. Ty będziesz grała idiotkę..."
Ten film to miały być jaja i ja to rozumiem. Ale nie wyszły jaja. Wyszło jedno zgniłe jajo śmierdzące siarką, a drugie z rakiem jądra.
Ten film to miały być jaja i ja to rozumiem. Ale nie wyszły jaja. Wyszło jedno zgniłe jajo śmierdzące siarką, a drugie z rakiem jądra.
| To jest reżyser, scenarzysta i główny bohater tego ścierwa. Czyż on nie jest seksowny? |
Ten film miał elementy groteski i satyry z popkultury i
myślę, że pan Jestem Seksownym Reżyserem Więc Nie Muszę Umieć Robić Filmów
Hihi nawet miał na to jakąś koncepcje. Niestety potem stwierdzili, że coś
tam się nakręci, coś tam wytnie i będzie cacy. Nikt nie napisał scenariusza,
nikt nie nauczył się tekstu, nikt nie wiedział, o chodzi i et voila (e wuala)
mamy Thankskilling.
Potem Jordan pomachał ogonkiem i wszyscy żyli długo i szczęśliwi. Oprócz widzów. Oni dostawali zbiorowej histerii.
Potem Jordan pomachał ogonkiem i wszyscy żyli długo i szczęśliwi. Oprócz widzów. Oni dostawali zbiorowej histerii.
Są filmy tak złe, że aż dobre. Tak beznadziejne i tandetne,
że aż śmiesznie się na to patrzy i miło się to ogląda. To coś jednak jest źle
źle zrobione. Tak źle, że to nawet nie powinno być zdefiniowane jako film.
Nie nazywajmy tego "filmem".
Drogie dzieci - film wymaga obsady złożonej z aktorów, którzy wiedzą, co mają robić i są mniej napruci w trzy dupy na planie.
Scenariusza, który jest napisany w jakimkolwiek ze znanych cywilizacji języków.
Sprzętu (nie wystarczą trzy nokie 3310).
Reżysera, który jest mniej seksowny i mniej rozprasza obsadę.
Operatora bez parkinsona.
Oświetleniowca korzystającego z czegoś prócz ekologicznego światła słońca i gwiazd.
Scenograf... albo nawet nie; nie wiem.
Film dostał dwa wyróżnienia od Rosyjskiej Akademii Filmowej i Oscara w kategorii "Najseksowniejszy reżyser".
A tak naprawdę to gówno dostał.
Nie oglądaj tego filmu, a jeśli już musisz, to napij się czegoś mocnego, żeby złagodzić wrażenia estetyczne.
Thankskilling dostaje ode mnie w pełni zasłużone 2/10, bo rola tamtej tępej dupy była ok i Jordan jest gwiazdeczką, która zasługuje na gwiazdeczkę.
Kolejnym filmem, który będzie przeze mnie gnębiony, ale już nie obsmarowywany, będzie "Shelter" w reż Jonaha Markowitza z 2007 roku.
Rozpocznie on nową serię recenzji, którą nazwałem ładnie - "O początkach i końcach"
Drogie dzieci - film wymaga obsady złożonej z aktorów, którzy wiedzą, co mają robić i są mniej napruci w trzy dupy na planie.
Scenariusza, który jest napisany w jakimkolwiek ze znanych cywilizacji języków.
Sprzętu (nie wystarczą trzy nokie 3310).
Reżysera, który jest mniej seksowny i mniej rozprasza obsadę.
Operatora bez parkinsona.
Oświetleniowca korzystającego z czegoś prócz ekologicznego światła słońca i gwiazd.
Scenograf... albo nawet nie; nie wiem.
Film dostał dwa wyróżnienia od Rosyjskiej Akademii Filmowej i Oscara w kategorii "Najseksowniejszy reżyser".
A tak naprawdę to gówno dostał.
Nie oglądaj tego filmu, a jeśli już musisz, to napij się czegoś mocnego, żeby złagodzić wrażenia estetyczne.
Thankskilling dostaje ode mnie w pełni zasłużone 2/10, bo rola tamtej tępej dupy była ok i Jordan jest gwiazdeczką, która zasługuje na gwiazdeczkę.
Kolejnym filmem, który będzie przeze mnie gnębiony, ale już nie obsmarowywany, będzie "Shelter" w reż Jonaha Markowitza z 2007 roku.
Rozpocznie on nową serię recenzji, którą nazwałem ładnie - "O początkach i końcach"
Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ


Komentarze
Prześlij komentarz