#26 Wywód Recenzyjny


Jagoda Szelc stała się znikąd moją ulubioną polską panią reżyser <3
To znaczy nie „znikąd”, tylko z wieży. A tak konkretnie to wieży, jasnego dnia lub wieża, jasny dzień. Wszyscy wiemy, o czym mowa, ale mało kto wie, o co chodzi. I może właśnie o to chodzi, by mało kto wiedział?
Thriller psychologiczny pod tytułem. „Wieża. Jasny dzień.” Zapraszam do zanurzenia się w głębi tego dzieła.

Dlaczego?
Ten film trzeba zobaczyć, jeśli lubi się symboliczne i filozoficzne klimaty w kinematografii. Nie mogę sobie przypomnieć w jakich okolicznościach wybrałem się na ten film, ani też z kim, ale to chyba dobry dowód na to, że wciągnął mnie do tego stopnia, że kompletnie wyłączyłem się z otaczającego świata.
Rewelacyjna gra światłem, zapierające dech w piersiach zdjęcia górskich krajobrazów, ale i wnętrza domu, który był przecudny. Świetne dialogi i gra aktorska, która sprawia, że emocje wraz z wiatrem halnym dmuchają mi w twarz z ekranu.

Lekki zarys fabularny
Zjazd rodzinny na komunie córki… no właśnie, kogo? Rodzinna tajemnica o rodzicielstwie naszej małej „komunistki” (boże, uczestnicy komunii powinni strzec się nawiązań od słowotwórców takich jak ja) ma szansę wyjść na światło dzienne. Jej przybrani rodzice nie chcą, by się o tym dowiedziała, zwłaszcza że biologiczna mamuśka też ma znaleźć się na jej komunii.

Mamy nawiązania.
Wszędzie.

Ciemne pomieszczenia z małymi oknami zasłoniętymi firanami albo folią są jak małe więzienia. W kościele i w domu.
Nikt nie wie, po co ta komunia w ogóle jest potrzebna. Sam obrządek jest wręcz prześmiewczy i pokazuje jak dulszczyzna i głupie obrzędy wypaczają pierwotny, główny cel ceremonii pierwszokomunijnej. Ludowe wierzenia przeplatają się z religią. Sacrum z bardzo perfidnym profanum. Prawda z fikcją.
Kontrast jest tu doskonale pokazany.
Od powszechnego napięcia odbija wszystkim dookoła.
Tajemnica i nieporuszany przez nikogo temat zdają się sam wyślizgiwać z podświadomości i przybierać niewidoczną, cielesną formę w tym filmie.
To prawdziwa uczta emocjonalna. Jeśli idzie się z nurtem historii, to można naprawdę daleko popłynąć w doświadczeniach. Jeżeli człowiek hamuje się co jakiś czas i szuka powiązań z poprzednimi scenami, to może dojść do kolejnej warstwy tematycznej i oddzielnego przesłania, ale ciężko sprecyzować mi go w kilku słowach. Ten film najlepiej jest samemu obejrzeć i pomyśleć nad tym, co ze sobą niesie.

Zachwyca scenerią i to jest coś, co bez przerwy chodzi mi po głowie, kiedy staram się przypomnieć sobie, co z niego wyniosłem. Magiczne miejsce oddzielone od wszelkiej cywilizacji, rządzone zupełnie innymi prawami i podlegające innej logice.
Sam tytuł jest dość zagadkowy. Kminiłem kiedyś, co on mógłby oznaczać, ale aktualnie nie mogę sobie tego przypomnieć. Wieża najbardziej mi się kojarzyła z dzwonnicą w kościele i dźwiękiem, który niemalże poruszył ludzi do nowego początku – dość mocno wyeksponowanego – który byłby właśnie tym „jasnym dniem”. Dniem oświecenia, zrozumienia i powstania. Trochę jak dźwięk złotego rogu z „Wesela”.

Gdy teraz o tym myślę, to te małe, klaustrofobiczne okienka mogły być nawiązaniem do wieży, w której bohaterowie są zamknięci i błądzą po niej. Gdy zaś nastaje jasny dzień, zostają wypuszczeni ze swojego więzienia (również mentalnego) i jednoczą się z naturą, prawdziwą rzeczywistością, a także doświadczeniem wszechotaczającego ich świata.
Warto wspomnieć także o tym, że mocno podkreślona jest izolacja ludzi od przyrody. Parokrotnie pojawia się ten motyw w mocno onirycznych barwach i dziwacznych scenach, które ciężko powiązać z całą resztą.
Można to rozumieć na wiele sposobów; tak, jak i zresztą całość.

Świat ludzi, ich problemy, zmartwienia, zasady i konwenanse są kompletnie, zupełnie wykorzenione z naturalnego porządku i pozbawione jakiegokolwiek sensu. Najmocniej pokazane jest właśnie to, że sens ludzkich pobudek i działań jest tutaj tak potwornie błahy, jak spojrzy się na niego z dystansu – co nie jest wcale takie trudne zwłaszcza jeśli zwróci się uwagę na ogrom i piękno gór otaczający całe miejsce akcji.
Jednak wciąż ślepo i uparcie podążają za swoimi sztywnie wytyczonymi „koniecznościami”, które to tylko ograniczają ich wolność i pozbawiają życia. Zostaje w nich kompletna pustka, która wypełnia ich wnętrza i każe im żywić się zmartwieniami, karmi ich przykrą przeszłością, która wyznaczają sens ich istnienia i przyszłości.

Ten film jest dla koneserów. Nie chce się przechwalać, ale do dziś rozkoszuję się estetyką tego, co zobaczyłem na jego ekranizacji. I mógłbym tak przy kawie delektować się jego głębokością z kimś, komu wylewnie przedstawiałbym kolejne możliwości kolejnych znaczeń i nadinterpretowywałbym jego treść na każdej możliwej płaszczyźnie. Słuchałbym mojego rozmówcy jak jednego z głosów w mojej głowie i nawet nie pamiętałbym, z kim rozmawiam, ale doświadczałbym wspólnie z nim połączenia ze sztuką, po raz kolejny nurkowałbym w niezbadanych głębinach filozofii i nieskończoności znaczeń tego, co nas otacza.

Oglądałem także jej pierwszy film pt. "Monument" i to był dopiero odlot... W sensie, że byłem w szoku... To jednak przekracza moje granice pojmowania, więc nie będę tu o tym pisał, ale generalnie to Jagoda umie robić kino.

Krótka konkluzja wynikająca z...?
Ludzie unieszczęśliwiają się i zamykają w swojej wieży, gdy dokoła nich jest piękny, otwarty, jasny świat.

„Wieża. Jasny dzień” to absolutne arcydzieło 10/10
Oglądaj ją na trzeźwo, a rozważaj przy kawie, kieliszku wódki, nalewki tudzież wina; szklance whiskey lub mocnej herbacie.

To świetny film na początek cyklu „Boskiej Symboliki”. Mam nadzieję, że nie będziesz ignorantem i obejrzysz go, bo warto, ojojoj, bardzo warto.

W kolejce do omówienia jest teraz moje personalne odkrycie, które pokazałbym każdemu, kogo tylko znam, wkładając mu wykałaczki do oczu i wiążąc go do fotela, żeby nie przegapił ani jednej sekundki. „Nie jestem czarownicą” w reż. Rungano Nyoni.
Masz go zobaczyć przed przeczytaniem kolejnego wywodu recenzyjnego, bo to produkcja nie z tego świata.



Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ

Komentarze

  1. Raczej reżyserką. To kobieta, a nie sfeminizowany facet

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to Wieża Babel, w której wszyscy mają ambicje dostania się na szczyt, ale bez siebie nawzajem nie mają na to szans, a każdy mówi w swoim języku. Krążą więc po korytarzach na oślep i tak mija im życie. Faktycznie bardzo dobry, nietuzinkowy film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt, miejscami to mówili do siebie wyraźnie, wielkimi literami, a i tak wzajemnie nie kumali, o co im chodzi - zwłaszcza jeśli chodzi o potrzeby i uczucia.

      Usuń

Prześlij komentarz