Moda na Profesora
Co za życie, co za świat!
Ludzie się kształcą i z roku na rok przybywa „inteligencji”.
Lata benedyktyńskiej pracy, lata żelaznej dyscypliny i nieprzespanych nocy
pełnych wertowania podręcznikowych stronic.
W takich czasach jak te, edukacja to podstawa wśród podstaw.
Tak się wychowaliśmy; kiedyś tak nie było; ale potem było; teraz nie wiem czy
jest, ale zakładam, że jednak trochę jest; a potem ciężko stwierdzić, jednakże jedni
twierdzą, że będzie, a inni że nie będzie
Jadę właśnie tramwajem przez centrum. Jest wczesne
popołudnie. Jadę i patrzę na puste spojrzenia szarego motłochu, bo polubiłem to
słowo, od kiedy „tłuszcza” mi się przejadła i zacząłem jej nadużywać. Ilu
wykształconych ludzi sukcesu!
Kiedyś mawiano, że mężczyzna musi w swoim życiu wybudować
dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna.
Matka twierdziła, że człowiek osiągnie sukces jeśli napisze
maturę, znajdzie prace i będzie miał dach nad głową. A jeśli mi się to nie uda,
to skończę zamiatając ulicę.
Jednak zastanówmy się, ile w tym prawdy przy obowiązujących
realiach. Jeśli nie napisałbym matury, nie miałbym podstawowych umiejętności w społeczeństwie
wiedzy, jakie dzisiaj dominuje w świecie.
Zatem jak mógłbym zamiatać ulicę skoro grono osób z wyższym
wykształceniem wygryzłoby mnie w trymiga.
Jestem więcej niż pewny, ze ludzie napisali już niejeden doktorat
z „Zarządzania zasobami ulicy” i dostało swoją miotłę, aby móc spełnić się
należycie. Ja byłbym pasożytem odbierającym im tylko miejsce pracy.
- Jestem w trakcie habilitacji z „Eksczeńdżu okien i wyższej
technologii obchodzenia się z przezroczystymi materiałami szklanymi”.
Bez zawahania chylę czoła.
Szacunek dla ludzi nauki jest w tych czasach ważny. Nigdy
nie wiesz, jak potoczy się twoja kariera naukowa i jak daleko poniesie cię
prąd.
Rozejrzałem się spacerując centrum Warszawy. Ileż ludzi
sukcesu! Ileż wybitnych osobistości!
A na ławkach pod Pałacem Kultury i Nauki siedzieli smutni
ludzie bez magistra. Wyróżniali się z tłumu. Szare ubrania, przygarbieni, twarze
ich skryte w dłoniach. Bałem się, że bez swojej matury skończę tak, jak ci
ludzie pod dworcem. Niegdyś brzydziłem się nimi, ale mieszkając całe życie w
stolicy, przyzwyczaiłem się do tego widoku i zwyczajnie współczuje im. Nie
wyobrażam sobie jak można żyć bez magistra. Że też tacy ludzie w ogóle potrafią
funkcjonować jakkolwiek.
Widzę chłopaków w trakcie swoich praktyk w korporacji zajmującej
się ekspozycją uliczną papierowych reklam. Studiują zapewne „Wiedzę o
eksploatacji papierowymi mediami jednostronicowymi”. Magistra właśnie. Na
kierunku „Historii reklamoznawstwa papierowego”. Wyglądają na zmęczonych i
znużonych, ale w głębi duszy marzą o napisaniu kilkuset stronicowej pracy w
temacie: „Jak jedna strona A5 wyeksponowana pod stacją warszawskiego metra,
wpływa na stan świadomości rynkowej polskiego magistra?” Tych poniżej magistra
nie warto nawet pytać o zdanie. Jakie zdanie może mieć człowiek nie planujący doktoratu?
Włożyłem słuchawki na uszy, bo moje dywagacje zaczęły
rozmywać się, kiedy jakaś pani doktor nauk luźnych zaczęła przedstawiać jakiejś
pani magister swoją praktyczną wiedzę z zakresu „Mowy nienawiści w życiu
ulicznym”.
Włączyła mi się jedna z zapisanych w telefonie piosenek POP.
Wstyd się przyznać, ale Britney Spears. Wiem, że jest satanistką tak jak kilku
innych sławnych muzyków z przestrzeni muzycznej lat 2000, ale podobają mi się
jej przeboje. Wielu uznanych, dyplomowanych ekspertów wypowiedziało się już na
temat jej satanistycznych tekstów. Stąd brak jej osoby w przestrzeni
publicznej. Pisano szereg prac i nie sposób im nie wierzyć, skoro nigdy nie
ukazała się publikacja pt. „Spears nie jest satanistką”. Założę się, że też nie
spotkałeś się, z takim oświadczeniem.
Nie znam jej dokładnego wykształcenia muzycznego. Nie ma ona
podobno nawet stopnia doktora. To tłumaczy to, że skorzystała z układów z satanistami
by podstępem dostać się do mediów i swoim brakiem wykształcenia demoralizować
młodzież. Panowie grający na gitarze pod stacją metra centrum mają zdecydowanie
wyższy stopień znajomości muzyki. Faktycznie kiedyś ktoś mi wspominał jakoby
ukończyli oni szereg prestiżowych szkół muzycznych, co pozwoliło im uzyskać
koncesje na grę w tak uczęszczanym miejscu publicznym. Nie sposób im tego nie
pozazdrościć. Mają za sobą lata ciężkiej, żmudnej pracy i nauki.
Zagranicą ludzie są kompletnie niewykształceni, a rząd wciska
im do kieszeni pieniądze jak głupi. To dlatego, bo ludzie nie potrafią nimi
zarządzać i napędzają gospodarkę kupując chłam, przez co tracą jeszcze więcej
niż dostają. Dlatego my, polacy, nie dostajemy za nasze wykształcenie i pracę
pieniędzy. Jakbyśmy je dostawali, to tak byśmy nimi zarządzali, że kraj by
zbankrutował. Tacy z nas geniusze, że musimy wyjeżdżać za granicę, żeby zarabiać,
bo tam nie wiedzą, że jesteśmy tacy mądrzy i dają nam pieniądze jak tym
niewykształconym tumanom. To jest dopiero plan na sukces! Pewnie nawet ty o nim
nie słyszałeś. To dlatego, że politycy, którzy obmyślili to wszystko, mają
przecież oczywiście najwyższe wykształcenie z całego społeczeństwa. Skąd ja
takie rzeczy wiem? To już pozostanie moją słodką tajemnicą.
Liczę na to, że ludzie zaczną kończyć bardziej
przyszłościowe kierunki po swoim drugim licencjacie, np. „Wyższa filozofia poruszania
się chodnikami miejskimi”. W końcu jest tyle fascynujących i przydatnych dróg rozwoju.
Studia to nie tylko droga do kariery, ale i do rozumienia życia. Takie kierunki
jak wyżej wymienione „Wyższa filozofia poruszania się chodnikami miejskimi”,
sprawia, że człowiek może zrozumieć jak wybitnie wkurwiające może być
wchodzenie ludziom pod nogi i nie patrzenie jak się lezie. Uważam, że bez
ukończenia takich studiów, przed obroną, ludzie nie powinni mieć wstępu na
ulicę.
Innym przydatnym kierunkiem studiów wyższych, minimum tematem
fakultetu, powinny być „Praktyczne umiejętności zabierania się ze środowiska
naturalnego”. Przydaje się on żeby przykładowy magister, a nawet doktor nauk,
wiedział że sprzątanie po sobie syfu na plaży, albo w lesie nie sprawi, że
spadnie mu z dupy korona.
„Dzieńdobrologia i kultura codziennego użytku”, mogłaby zwiększyć
świadomość ludzką, że sprzedawcy w sklepach, albo obsługa to nie bydło i też należy
im się krztyna szacunku. Oni też ukończyli studia „Obsługi nadętych chamów i debili”
i myślę, że niektórzy po ukończeniu habilitacji z „Użerania się z kretynami w
ogólnym rozumieniu pojmowanymi jako goście i klienci”, również zasługują na coś
od społeczeństwa. Na przykład na wykształcenie o ich wykształceniu. Lub wiedzę o
wiedzy o bezmiarze ich irytacji w przypadkach, kiedy ludzie rzucają w nich
paragonami jak w psa.
Studia to pożyteczne narzędzie. Dzięki nim ludzie osiągnęli kolejne
stopnie rozwoju. Nie musieli ograniczać się tylko do jakiegoś żałosnego „Dziennikarstwa”,
żeby móc pracować w telewizji. Wszyscy dobrze sytuujący się profesorzy przenieśli
się na YouTube, gdzie mogą mieć wyższe wykształcenie od tych amatorów, którzy
wymagają do pracy tylko jednego magistra, ładnej buźki i długiego jęzora.
Potrzeb w kształceniu wciąż przybywa, a ludzie wciąż są
chętni by spędzać lata przed książkami, na aulach i stać godzinami w kolejkach
do dziekanatów by niczego ostatecznie nie załatwić. Studenci powinni studiować,
co roku umiejętność życia. W wieku 25 lat powinni studiować „Życie 25-latka”, a
rok później „Życie 26-latka” i tak, aż dożywotnio. I każdego roku w ramach
wychowania fizycznego mieć obowiązkowy fakultet z „Wyższej filozofii poruszania
się chodnikami miejskimi”, a za wejście komuś pod nogi, albo łażenie lewą
stroną chodnika, pod prąd, powinno się powtarzać rok i dostać zawieszenie w
prawach człowieka i studenta (bo student też człowiek, a człowiek to przecież
wieczny student) i zakaz wychodzenia na ulicę, aż do zaliczenia poprawki.
A jak mowa o ulicy, to ludzie bez magistra - ci mieszkający pod
mostem - też nie powinni mieć na to zezwolenia. Ludzie czekają w kolejkach do
mieszkań socjalnych, a oni bez oczekiwania, składania wniosków i chodzenia po
sądach czy urzędach, od tak mają dach nad głową? I to jeszcze taki dach, który
im się na głowę nie zawali bo budowali go doktoranci oraz inżynierowie „Majsterkowania
i technologii metalu”, sprowadzani specjalnie z ukrainy!
Najgorsze jest to, że taka nastała moda, że ludzie poszli
masowo na kierunki „Hipokrytyzm
praktyczny” albo „Filozofia ignorancji” i potem jest taka kaszana, jaka jest. Łatwo się w tym wszystkim pogubić. Musimy
pamiętać, że są ludzie i parapety. Jednak żeby wiedzieć, kto jest kim, trzeba
już ukończyć „Parapetoznawstwo” albo „Zapobieganie dulszczyźnie w
społeczeństwie”, a te kierunki w polsce są bardzo mało znane.
Komentarze
Prześlij komentarz