#19 Wywód Recenzyjny
Pamiętam jak byłem mały i wówczas przy domu mojej cioci
mieszkającej w lesie nieopodal morza, dziadek pokazał mi świetliki. Nie byłem pewien,
czy mnie one nie pogryzą, ale wyglądały tak niesamowicie, że nie mogłem się
powstrzymać, żeby nie spróbować ich złapać. Od tamtej pory nigdy już nie
widziałem robaczków świętojańskich. Chyba nigdy więcej nie pojawiłem się w tak
cichym i spokojnym miejscu, gdzie mogłyby sobie one pomieszkiwać. Świetliki były
dla mnie urzeczywistnieniem wróżek leśnych, bo jeśli istniałyby takie
skrzydlate, magiczne, maleńkie istotki to, jak inaczej mogłyby one wyglądać? Mityczne,
rzadko spotykane, kryjące się w najcichszych zakamarkach świata, gdzie w
spokoju mogą czarować. Te widziane przeze mnie, nikłym światełkiem odgarniały
mroczne połacie nocy jak i złych mocy, wskazywałyby swoją obecnością bezpieczne
miejsce pośród gęstwin puszcz i czuwałyby nad spokojnym snem; a gdy pojawiłoby
się jakieś zagrożenie momentalnie zaczęłyby uciekać, a ja mógłbym popędzić za
nimi do innego schronienia.
Może ten wstęp nie ma wielkiego związku z tematem fabuły
„Grobowca Świetlików”, ale sądzę, że warto jest pochylić się za mistycznością
świetlików i ich majestatycznością oraz wyjątkowością wybijającą ich spośród
innych stworzeń, a zwłaszcza społeczności paskudnych robali.
Dlaczego?
Jestem na 70% pewien, że słyszałeś już o Studio Ghibli. Pozostałych
informuję, że jest to, istniejący od 1985 roku, japoński producent kultowych na
całym świecie anime, takich jak: „Spirited Away: W krainie bogów”, „Mój sąsiad
Totoro”, „Księżniczka Mononoke”, „Ruchomy zamek Hauru”, „Nausicaa z Doliny
Wiatru” lub „Zrywa się wiatr”… Pierwszy z wyżej wymienionych (Spirited Away), w
2001 roku zdobył Oscara za najlepszy długometrażowy film animowany. Oprócz
niego Studio Ghibli jest także częściowo odpowiedzialne za nominowanego do
Oscara w 2017, „Czerwonego Żółwia”.
Mimo, że są to animacje, nie można, nie powinno się, nie
wolno ich nazywać bajeczkami. Historie przedstawione przez Ghibli, są
najczęściej pięknymi baśniami z mocnym przesłaniem- symbolicznymi, wymagającymi
refleksji, niekiedy brutalnymi i zawsze zapierającymi dech w piersiach pod
kątem wizualnym. Oglądałem chyba wszystkie z wymienionych powyżej produkcji i
uważam, że każda jest genialna. Mógłbym spokojnie opisać każdą z nich, gdyż wszystkie
są treściwe i trzymają niewyobrażalnie wysoki poziom animacji. Przede wszystkim
polecam „Spirited Away: W krainie bogów” oraz „Ruchomy zamek Hauru”- zakochałem
się w nich bez pamięci i oglądałem je niejednokrotnie. Jednakże zawsze muszę tu
coś odjebać, więc tego wywodu nie poświęcę, żadnemu z nich, a właśnie „Grobowcu
Świetlików”, który podczas pierwszych seansów wywołał u mnie szczere łzy
wzruszenia.
Przeważnie w baśniach występuje jakiś pierwiastek
fantastyki, dotyk czarodziejskiej różdżki lub obecność stworzeń mitycznych. W
tej historii nic takiego nie ma. Są tylko ziemskie wróżki- świetliki.
Krótki zarys fabularny:
Druga wojna światowa w Japonii. Dumny naród pełen tradycji,
sztywnych zasad i patriotycznych wartości zaczyna powoli chylić się ku
upadkowi. Cywile są prześladowani przez bombardowania wrogich samolotów.
Agresor staje się ofiarą.
Głównymi bohaterami jest dwójka dzieci wysoko postawionego
oficera japońskiej marynarki. Postępująca wojna jednak już na początku filmu
pozbawia ich domu i ich los staje pod znakiem zapytania. Starszy z rodzeństwa-
Seita jest młodym nastolatkiem i pełni rolę niemalże głowy rodziny podczas
nieobecności, szczególnie ukochanego przez niego ojca. Chłopak jest w niego
zapatrzony, podziwia go i wierzy w niego z całych sił. Daje tą wiarą nadzieje
swojej młodszej siostrzyczce- kilkuletniej Setsuko, która jak to małe dziecko,
cholernie boi się widząc, co dzieje się z ich życiem.
W filmie towarzyszy im ich matka, ciotka i ostatecznie
świetliki, gdy na skutek zbiegu wydarzeń trafiają na nie w pewnej jaskini.
Odnajdują tam względny spokój i swój własny, nieskalany kąt. „Nieskalany” jest
dla mnie tutaj słowem klucz. Kiedy do ich schronienia trafiają kolejne troski,
zmartwienia i ból, stopniowo świetliki umierają, a wraz z nimi nadzieje,
marzenia i szczęście…
Nie chcę tu spoilerować za wiele, ale ciężko zrozumieć mój
zachwyt nad tą produkcją nie widząc tego, jaką miłością darzy Setsuko, jej
brat. Stara się być z nią cały możliwy czas, opiekuje się, daje siłę, karmi, nosi,
zdobywa praktycznie wszystko, co tylko jest w stanie. Odwraca jej uwagę od
wojny, trosk i bólu. Jedną z ikon ich drogi przez zgryzotę otoczenia jest
puszka z landrynkami widoczna już w pierwszej scenie filmu. Gdy chłopiec nie ma
już pomysłu na ich beznadziejną sytuację, daje małej smakołyk. Dopiero gdy
obejrzałem „Grobowiec Świetlików” do samiutkiego końca zrozumiałem, co
przedstawiły pierwsze minuty produkcji i jak bardzo wzruszające i tragiczne
było to, co tam zostało pokazane, a tyczyło się to właśnie owej puszki z landrynkami.
Mógłbym się tu rozwodzić nad tym, jak wojna jest zła i jak
ludzie idą, zarówno dosłownie jak i w przenośni, po trupach do swoich
bezsensownych celów, ale to by było zbyt sztampowe. O okrucieństwie wojny z
perspektywy cywila lub niewinnego dziecka, powstało już wiele innych filmów i
książek. Ja dziś postaram się zdołować cię innym sposobem.
Jeśli kiedyś byłeś dzieckiem miałeś zapewne swój mały
fragment domu/podwórka/pokoju, w którym szczególnie chętnie spędzałeś czas-
kolorowałeś, bawiłeś się, czytałeś, budowałeś twierdze, układałeś klocki itd.
Takie swoiste, dziecięce sacrum. Wróć do niego myślami. Przypomnij sobie teraz,
jak wyglądało.
Co miałeś po prawej stronie? Co po lewej? Co leżało
najczęściej przed tobą. Jak się czułeś, kiedy rodzic kazał ci opuścić to
miejsce. Iść spać? Posprzątać? Cokolwiek?
Opuszczenie przez ciebie, jako dziecka strefy komfortu,
która miała tam swoje namacalne miejsce, musiało boleć. Dobrze mieć takie
miejsce, gdzie w spokoju można się uśmiechnąć samemu do siebie, popłakać, zadumać
się bez światków. Czy ty jeszcze masz takie miejsce? Czy masz jeszcze swoje
sacrum? Co się stało z tym, które miałeś za dzieciaka?
Każdy z nas jest człowiekiem- dziecko też. Kiedy ja byłem
dzieckiem, marzyłem o tym, że kiedyś będę miał swoje miejsce, gdzie będę mógł
czuć się swobodnie- a teraz gdy jestem dorosły, wszędzie czuję się obcy,
wszędzie czuję ucisk, stres. Na każdym kroku i za każdym zakrętem są
zmartwienia, obowiązki i troski. System profanuje moje wnętrze i bombarduje
spokój ducha, wbrew mnie próbuje wyrzucić mnie z każdego miejsca w którym się
znajdę.
Polacy pracują bardzo dużo i zarabiają bardzo mało. W
bieżących czasach, ogromne koncerny i korporacje dyktują tempo życia. Sekunda
twojego życia trwa tyle, ile powie kierownik; minuta twojego życia kosztuje
tyle, ile postanowi szef; każda godzina twojego życia przybliża cię do śmierci,
która jako jedyna pozwala ci przebywać tam, gdzie tylko ci się żywnie podoba. W
to środowisko stresu, nieustającego pośpiechu i zobowiązań wobec wszystkiego
wkraczają takie twory jak mindfullnes, medytacja, yoga… Coraz częściej ludzie
są zmuszani do odpoczynku i wyładowania wewnętrznego napięcia, bo jeśli ktoś ich
nie wyłączy, to w pogoni za pieniędzmi są w stanie samoistnie pozbawić się
człowieczeństwa. Robotyczna i niewolnicza praca z własnej woli to dla wielu
ludzi norma, dlatego czasami siłą trzeba ich usadzić i uspokajać- do tego etapu
doszła cywilizacja. Ludzie z własnej woli pozbawili się swoich sacrum- takich
miejsc, jak za dzieciaka, w których mogli w spokoju usiąść, zająć się sobą i
swoimi sprawami; nabrać powietrza. Będąc dorosłymi musimy uczyć się tego jak
oddychać spokojnie. Przechodzimy kursy i szkolenia uspokajania się… Bo nie mamy
naszego nieskalanego kącika, w którym czulibyśmy się bezpiecznie i komfortowo,
w którym moglibyśmy poczuć się dobrze. Ironią losu jest dla mnie to, że znam
ludzi faktycznie niepotrafiących odpoczywać, mających po 20, 40 i 60 lat.
Pewien mój przyjaciel po trzydziestce, przechodzi ostatnio
ciężki okres i ma problemy z zaadaptowaniem się do swojej nowej sytuacji
życiowej. W związku z ciągłym stresem, permanentnymi nerwami, już nawet będąc
samemu w mieszkaniu, nie mógł zrelaksować się, odpocząć i wyciszyć- najzwyczajniej
w świecie wytrzymać z tym wszystkim. Ani rower, ani spacer, ani wyjazd… Nigdzie
nie czuł się bezpiecznie, spokojnie, komfortowo. Postanowił w jednym ze swoich
pokoi rozłożyć na podłodze koc, ułożyć dookoła poduszki i wykreować własną
przestrzeń- tak jak dziecko budujące swoją twierdzę. Dopiero tam zaczął na nowo
odczuwać spokój. Niby „dziecięce sacrum” okazało się dla niego jedynym sposobem
na pozbycie się tego całego spierdolenia, osaczającego go zewsząd. Jeśli coś
jest głupie, ale działa, to wcale nie jest głupie. Czasem trzeba cofnąć się w
czasie, przypomnieć sobie o własnych korzeniach, pierwotnych receptach.
Bohaterowie „Grobowca Świetlików” znaleźli swój kawałek
przestrzeni, gdzie wraz ze świetlikami czuli się dobrze. Zło ich tam nie
dosięgało. Chociaż i tam musieli jakoś sobie radzić z codziennością, to jednak
skutecznie udało im się znaleźć sacrum wśród piekła wojny- oko cyklonu.
Mam też dobrą koleżankę wyjeżdżającą już od dwóch lat, na cały
miesiąc tylko z namiotem i rowerem. Żyje wtedy w odseparowaniu ze społeczeństwa
i cywilizacji, które daje jej możliwość trzeźwego przyjrzenia się własnemu
życiu z innej perspektywy. Uprawia tam między innymi freeganizm- jedzenie
rzeczy ze śmietników tudzież zbieractwo itd. Opowiadała mi z pasją przy
oglądaniu zdjęć z wyjazdu: „A to jest kanapka zrobiona w 100% z rzeczy wyjętych
ze śmietnika”. Nie zrozumiałbym tego, gdybym nie wiedział, ile jedzenia marnuje
społeczeństwo, ani nie widząc na własne oczy, jak dobrze wyglądało, to co mi
pokazywała. „Znajdowałam pozamykane jeszcze opakowania z dojrzałymi owocami,
miękki chleb…”- To dało mi do myślenia. Może to jeden z powodów dla których
wyjście z życia „na gigancie” nie jest wcale takie proste. Brak zobowiązań, możliwość
chodzenia własnymi ścieżkami, wyzbycie się irracjonalnych zachowań
przyniesionych przez masową modę, wszechobecne sacrum- jak kusząco to brzmi.
Trochę tak żyli bohaterowie omawianego przeze mnie filmu. Dzieci
niejako w dziczy, które postanowiły tak właśnie żyć. Pozostali ludzie przejmowali
się wszystkim, a nie cieszyli się
zupełnie niczym. Chociaż życie dzieciaków nie było usłane różami, to jednak
gdyby nie ich sacrum byliby zmuszeni funkcjonować w społeczeństwie, które nie
było dla nich łaskawe.
Kiedy twój stres staje się nieodłącznym kompanem może należy
zaszyć się gdzieś i poszukać świetlików, bezpiecznego i komfortowego kąta, w
którym dasz radę narodzić się jeszcze raz. Niczym wąż zrzucić starą,
sfatygowaną skórę, która ciąży ci każdego dnia do tego stopnia, że nie
odczuwasz już tego, jak każde mrugnięcie wywołuje dyskomfort. W takiej ciemności
nie dostrzeże się nawet świetlikowego przebłysku nadziei na lepsze jutro.
Jeśli ty już od dawna nie doświadczasz prawdziwego spokoju i
nie wiesz, gdzie mieszkają twoje świetliki, to wyjdź stąd. Wstań teraz i wyjdź
stąd, gdziekolwiek teraz jesteś. Szukaj ich, bo bez sposobu na samego siebie
niebawem samo życie stanie się dla ciebie trucizną.
Wyjdź i poszukaj swojego sacrum póki pamiętasz, jak czułeś
się w nim za czasów beztroskiego dzieciństwa. Miej w sercu to uczucie i szukaj,
gdzie możesz znowu go doświadczyć. Szukaj świetlików i pozostań z nimi aż do
grobu.
„Grobowiec świetlików” uczy tego, że nawet jeśli nie
potrafisz odnaleźć się w otaczającym cię świecie i z każdej strony bombardują
cię nieszczęścia, to i tak jesteś w stanie znaleźć sacrum, w którym poczujesz
się znowu bezpiecznie i dobrze. Pozostań tam, ile potrzebujesz i ile tylko
możesz, bo możliwe, że nie znajdziesz już lepszego miejsca dla siebie w tym
paskudnym świecie.
Oceniam to dzieło na 9/10, chociaż z czasem jestem w stanie
przekonać się do pełnej 10. Teraz mam jednak wrażenie, że jeszcze nie dorosłem
do tego momentu.
To bardzo dojrzała baśń, ale trzeba zobaczyć ją całą
samodzielnie, bo ja niewiele tu jestem w stanie opowiedzieć bez zdradzania ważnych
elementów fabuły.
Nie wiem, czy lepiej się napić do tego filmu, czy przeżyć go
w pełni świadomości. Zrób po swojemu, ale pamiętaj, żebyś podczas oglądania
otworzył się. Katharsis i łzy to coś, co także może uwolnić cię od nadmiaru
kwasu w ciele i być twoim chwilowym momentem oddechu. Daj sobie szansę by je
poczuć.
Następnym filmem będzie coś z leciutkim przymrużeniem oka, o
delikatnie innej tematyce, a mianowicie film pt. „Wampiryczne Lesbijki”.
Uprzedzam, że tam nie znajdziesz jednak ani jednego żywego świetlika.
Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ
Komentarze
Prześlij komentarz