#11 Wywód Recenzyjny


Już pewnie gdzieś zdążyłem wspomnieć na Wywodach, że jestem fanem bardzo pogiętych i nieoczywistych fabuł, w których jeden wątek zahacza o drugi i piąty i dziesiąty też. Często występuje takie właśnie zagmatwanie w mangach/anime japońskich, gdzie autorzy są o wiele bardziej kreatywni niż reszta ziemskiej populacji. Muszę któregoś razu opisać tu moje doświadczenia z mangami, bo myślę, że możesz nie wiedzieć, co mam konkretnie na myśli.
W kinie też czasem występują historie pogmatwane. Od nich bardziej preferuję te symboliczne (bez zaskoczenia) i tak zwane (przeze mnie) wielodenne, jednak najbliższe cztery filmy poświęcam właśnie tematyce mocno pogmatwanych i nieoczywistych historii.
Dziś wypływamy na „Wyspę Tajemnic”, którą w 2010 roku przedstawił światu pan Martin Scorsese.

Dlaczego?
Gdy oglądałem ją po raz pierwszy to akcja kompletnie mnie porwała i mało co pamiętam prócz satysfakcji. Fabuła i lokacje są świetne, co do gry aktorskiej to nie porywają mnie zazwyczaj charaktery z przysłowiowym kijem w dupie, jednak w tym przypadku, bohaterowie tracili fason wraz z postępem akcji. Zwłaszcza odtwórca głównej roli- Leonardo Di Caprio.
Wyjaśnię też dlaczego na liście moich recenzji nie ma i nie znajdzie się „Incepcja”. Film również z prostą fabułą ułożoną w stylistyce łabędzia z origami, w którym główne skrzypce także gra Leoś Di Caprioś. Historia jest oryginalna, niespotykana przeze mnie jak dotąd. Mamy tu nawet kapkę symboliki wynikającej z lokacji i świateł, bohaterowie jednak pomimo walącego się im na głowę świata zdają się mieć, paradoksalnie wręcz, wszystko pod kontrolą. A tego nie lubię. „Incepcja” jest bardzo intrygującym i wciągającym filmem wartym polecenia, ale gdy zdecydowałem się wybrać ją lub „Wyspę”, wyborem bliższym i sensowniejszym dla mojego serduszka, bezkompromisowo była właśnie ta druga.
Błagam… max jeden film z Di Caprio na 5 recenzji. Dajmy szansę też innym aktorom, np. Danucie Szaflarskiej…
W „Wyspie Tajemnic” chaos przeplata się z logiką dwóch stron konfliktu, a dookoła tego wszystkiego scenariusz wyciska ze scenerii 100% i włącza możliwie największą ilość zachwycających lokacji i zdjęć. Nie powoduje to przesytu tą różnorodnością. Powoduje to, że aktorzy zmuszeni są do demonstracji swoich umiejętności w najróżniejszych warunkach (np. na klifie)
Nie będę jednak ukrywał, że „Wyspę Tajemnic” kocham za jej boskie plot twisty i wybitnie poprowadzone zakończenie. Mam tu na myśli zarówno ostatni ze wszystkich świetnych zwrotów akcji, jak i scenę końcową, zostawiającą nas z pustką w głowie…

Lekki zarys fabularny:
Detektyw razem ze swoim nowym partnerem płynie na tytułową wyspę, gdzie mieści się wielkie więzienie/szpital psychiatryczny dla bardzo niebezpiecznych „przypadków”. Zostają oni tam przysłani, gdyż jakimś cudem, bez śladu, zniknęła stamtąd jedna z pacjentek (lekarze nie chcą by nazywać ich więźniami).Akcja ma miejsce parę lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, kiedy to wciąż podejmowało się operacje lobotomii. Nasz bohater trzyma się z daleka od ludzi wykonujących temu podobne zabiegi, gdyż był on jednym z żołnierzy wyswobadzających obozy koncentracyjne i brutalne obrazy, jakie tam widział wciąż prześladują go w myślach.
Jak nietrudno się domyślić natrafia na trop pewnej intrygi, w którą może być zamieszany cały personel. I wydaje się to być dość sztampowe gdyby nie ów zwroty akcji, które mistrzowsko wywołują u widza opad szczęki.
Ten film prowadzi nas krok po kroczku w świat pozorów i skrupulatnie pokazuje jak głęboko sięga ludzka logika. A sięga ona czasem głębiej niż to się na chłopski rozum wydaje.
Ten, kto oglądał ten film, doskonale wie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a prawda jest pojęciem względnym. Ile razy sam przypominam sobie zakończenie tego dzieła, zastanawiam się, ile osób poddało się na drodze do udowodnienia swoich racji światu, który był zbyt oporny by je pojąć.
Ciężko opisać film tak nieopisywalny w swojej złożoności jak właśnie „Wyspa Tajemnic”. Film, co prawda, jest świetnym thrillerem, ale u jego podstaw leżą historia kryminalna oraz dramat psychologiczny. Jest trochę jak puzzle, jednak tu nie bardzo wiadomo, jak będzie faktycznie wyglądać efekt końcowy, więc to tak jak składanie ich tyłem do obrazka. Dlatego też kluczem do zrozumienia wszystkiego jest w tym przypadku poznanie i przebadanie zakrętów, którymi przeprowadzić chce nas Scorsese.
To jest film na dwa trzeźwe seanse, bo trzeba obejrzeć wszystkie wątki oczami drugiej strony barykady. 
Achhh, uwielbiam jak historie zmuszają nas do powtórnej analizy obrazu i doszukiwania się wszystkich ukrytych smaczków, gestów czy słów, które mogłyby stanowić wskazówki do odczytania prawdy przy pierwszym oglądaniu. Film wymuszający na szarym widzu badanie jego struktury i akcji wielokrotnie, to film rodzący w szarym widzu znawcę i konesera kina lub chociaż małego kinomana. Nie uważam, że „Wyspa Tajemnic” to przykład najwyższej sztuki kinowej, ale stanowczo stwierdzam, że nie nadaje się on na włożenie go pomiędzy filmy popcornowe, bo oglądanie go pobieżnie jest kompletnie niemiarodajne i rodzi potem opinie typu: „ daję 5/10, nawet ciekawy ale przeciąga się i łatwo można się przez to znudzić i pogubić”
Według mnie to zdecydowanie jest 10/10.

Następny film będzie czymś innym i gorąco zachęcam do obejrzenia „GranatowyPrawieCzarny” w reż. Daniela Sánchez’a Arévalo przed przeczytaniem mojego kolejnego Wywodu.


Wszystkie recenzje można znaleźć TUTAJ

Komentarze