Marzenie - Rozdział 38
Nie wszyscy
usiedli na miejscach przy okrągłym, dębowym stole. Ci dla których miejsc nie
starczyło rozsiedli się na podłodze, a jeszcze inni stali w samych drzwiach, a
nawet i poza nimi. Ludzie przybyli zewsząd. Z Roww, Pomorza, Równin Górskich i
Tropików. Była każda nacja- miastowi, ptoloki, azzji, syloini, a nawet dwójka z
troglodyckich Pretorów. Reprezentanci każdego szlachetnego rodu i wszyscy
liczący się na arenie międzynarodowej gracze polityczni, przemysłowi i
gospodarczy.
Na środku
stołu stały dwie odwrócone do siebie tyłem postacie- Vektoria oraz Mawio. Oboje
ubrani w czarne, odświętne, skromne stroje, oboje z mikrofonami w trzęsących
się od napięcia dłoniach, oboje zmieszani i niepewni siebie.
- Bardzo…
- Wybrzmiał w pomieszczeniu oraz z głośników na zewnątrz, gdzie również
zgromadził się niezliczony tłum słuchaczy, głos. - … cieszę się, że jesteście!
– Wyciągnął ręce ku górze. To był Mawio. – Zacznijmy sześćdziesiątą czwartą
obradę Radości!
Jedni
klaskali inni nie. Miny wielu były posępne i podejrzliwe, zdradzające
nieufność. Wszyscy oni zaproszeni byli na spotkanie, które wyjaśnić im miało
zmiany, które właśnie w świecie nadeszły. Zwykle narady tego typu były
przeznaczone tylko dla danej nacji lub grupy, w tym wypadku jednak była ona dla
wszystkich i odbywała się pod sztandarem Radości. Tak też odbyć się miała ta Radość,
na której nikt nie był uśmiechnięty.
Vektoria
westchnęła głęboko i przysunęła swój mikrofon bliżej ust.
- Pora by
podzielić się z wami tym, czego dotychczas nie wiedzieliście. Na imię mam Vekirf’edenert, Vektoria, pochodzę z terenów Tropików. Ponad sześćdziesiąt lat temu trzy-ręcy
inżynierowie, pod wodzą aktualnego Konsula- Trzynaście 998 Sześćset
Siedemdziesiąt Pięć- z miasta Metaonn, skonstruowali maszynę dzięki której
możliwe było wysysanie duszy z naszej planety i przesył jej wprost do innego
ciała. Straty jakie ponosiła Ziemia z tego wydobycia były gigantyczne i to
właśnie za sprawą kradzieży jej ducha, grunty zaczęły się rozszczepiać. To nie
ewolucja, planeta umierała, a wraz z nią zostałoby unicestwione wszelkie inne istniejące
życie. Nieodwracalnie. – Ponownie westchnęła lecz lżej, ocierając jednocześnie lewą
dłonią czoło z nagromadzonego na nim potu. – Skrawki duszy terenów, które się
rozszczepiały, albo przepadały w nicość, albo zostawały pochłonięte przez
żyjące istoty, których dusze były dziewicze, pozbawione gniewu i wyjątkowo
wrażliwe, a także- co ważne- wolne od skażenia uzależnieniem od materialnych
tworów rąk ludzkich, które zbrukane były aktem gwałtu na naszej planecie. Tak
zrodzili się Najradośniejsi i Radośni.
- Musieli
dbać o swoje dusze by te nie skruszyły się. – Kontynuował Mawio. – To
oznaczało, że element ziemskiego ducha odrywał się od ludzkiego i już nigdy nie
tworzył z nim jedności. Ten element właśnie odpowiedzialny był za to, że
wielkodusznicy potrafili łączyć rozszczepione tereny z całością ziemi. Radośni
i Najradośniejsi różnili się jednak od reszty wielkoduszników z kolejnych
generacji- posiadali zdolności, które umożliwiał im ich pierwotny, przerost
dusz. Nie dzielili się jednak między sobą informacjami na temat własnych „umiejętności”-
było to swoiste tabu w ich społeczności. Dodatkowo ów przerost duszy sprawiał
on, że żyli znacznie dłużej niż pozostali. Oprócz nich, zdolności
ponadnaturalne zyskał lud najbardziej odseparowany od technologicznego świata-
Periwi, którzy zamieszkiwali dotychczas jedną z wysp na Tropikach. Ludzie ci są
podobni do Vektorii, wyróżniają się śniadą skórą i nieskalanym ciałem. Część z
nich w związku ze swoją więzią z fizycznym bytem planety była w stanie wchodzić
w sny innych istot żywych- zwali się oni Aurorami. Spali na gołej ziemi, troszczyli
się o naturę i wszelkie życie, nie korzystając, ani nie słysząc nigdy o przeklętej
technologii troglodytów. Większość wyśnionych jednak nie pamiętała snów z wizerunkami
ich postaci, gdyż dusze prawie wszystkich, tych ludzi, którzy byli ich
odbiorcami czyli tak zwanymi „drugimi połowami” lub „drugimi biegunami”, nie
miały w sobie pierwiastka pochodzącego bezpośrednio z naszej planety. Tylko
dwójka Aurorów wyśniła osoby z tym, właśnie pierwiastkiem, czyli wielkodusznych.
Defillę, która stała się później jedną z Najradośniejszych oraz mnie. Na imię mam
Mawio i ostatnie lata spędziłem w internacie na Pomorzu, gdzie szkolił mnie
jeden z Radosnych- mistrz Terros.
- Defillę
wyśnił mój ojciec, Dekkcess’edenert, znany również pod imieniem Dexecery. Był on
jednym z pierwszych Aurorów. Każdej kolejnej nocy, w czasie sennych połączeń ze
swoją drugą połową, uczył się od niej języka i wiedzy o reszcie nieznanego nam świata.
Uczył też ich po części mnie i opowiadał z pasją o kolejnych rzeczach, jakie odkrywał…
- Zatrzymała się w swoim monologu by oblizać zaschnięte wargi. – Ostatnie dni
swojego życia stał się dziwnie wycofany, cichy i skryty... Niedługo później,
podczas sennego połączenia ze swoim drugim biegunem, jego ciało uległo
samospaleniu. Postanowiłam odnaleźć opisywaną mi przez niego kobietę i
dowiedzieć się od niej do czego tak właściwie doszło. Nie było to wbrew pozorom
trudnym zadaniem, sama też byłam Aurorką, która odrzuciła próby nawiązania kontaktu
z osobą swoich snów. Nie próbowałam się z nią porozumiewać, bo i tak ten
mężczyzna nie miał w sobie duszy ziemi i każdej nocy poznawał mnie na nowo,
przez co próby samorozwoju tej relacji nie miały dla mnie sensu… Jednak
postanowiłam wykorzystać to, że żyje on na kontynencie i spróbować, w snach, wydobyć
od niego, potrzebne mi do znalezienia tej kobiety, informacje. Gdy dotarłam do
Defilli, ona była już na to gotowa. Zabrała mnie bez słowa wyjaśnienia wprost
do więzienia trzy-rękich ludzi i zostawiła tam całkiem samą… Ci przepytywali
mnie o różne rzeczy lecz ja nic z tego nie rozumiałam więc nie mieli ze mnie pożytku.
W końcu, po paru tygodniach skończyli przesłuchania i stałam się jednym ze stałych
rezydentów w ich Zakładzie Zatrzymań. Niedługo potem, pewnej nocy, w moim śnie
zamiast swojego drugiego bieguna, ujrzałam ją.
- Z racji
tego, że Defilla była Najradośniejszą, tak jak inni Radośni miała swój „dar”. –
Kontynuował po przedmówczyni, chłopak. – Przeważnie miały one powiązanie z
kierunkiem w którym wysyłali swoją duszę. Zmieniali jej ciężar wraz z ciężarem
całego ciała albo też zwiększali, rozciągali ją, wystrzeliwali albo
przyciągali. Czasem takie dary się powtarzały chociaż oczywiście nie mówiło się
o tym. W jej przypadku było to coś jedynego w swoim rodzaju. Potrafiła usypiać
ludzi i dodatkowo niczym król Aurorów, wchodzić w sny każdego z nich.
- Defilla
przeprosiła mnie tamtej nocy za wszystko i wyjaśniła po trochu sytuację, tak
aby przy badaniu wykrywaczem kłamstw nie wyszło, że wiem, iż jest ona podwójnym
agentem… A nawet potrójnym. – Powiedziała, śniadoskóra. – Gdy wyśnił ją
Dexecery i w czasie połączenia dotknął, jej dusza osiągnęła niezłomność.
Odkrywając to i jednocześnie dowiadując się o ludzie Periwi, niezwłocznie
powiedziała o całej sensacji, pozostałym, istniejącym już Najradośniejszym-
Monie i Quadiocusowi. Oni nakazali jej jak najszybciej spotkać się ze swoją
drugą połową, jednak bez udziału innych. Tak też uczyniła. Razem z moim ojcem
potajemnie odnaleźli się i wspólnie udali na szczyt kamiennych schodów,
rozszczepionych kamieni na największej górze, naszego kraju. Jednocześnie były
one, jak się później okazało, najstarszymi rozszczepieniami na ziemi, do
których coś tajemniczego przyciągało wszystkich, pierwotnych Aurorów. Tam
przemówiła do nich osobiście, sama dusza naszej planety. Opowiedziała o tym, że
troglodycki śmiałek kruszy ją przy pomocy jakiejś machiny i, że jeśli go nie
powstrzymają unicestwi on wkrótce, tym sposobem całe istnienie we
wszechświecie. Defilla pędem wróciła do siedziby Najradośniejszych aby
przekazać tą straszną wiadomość pozostałym. Wówczas… Mona wraz z Quadiocusem
postanowili, że musi to pozostać tajemnicą.
Po
pomieszczeniu rozniosły się szmery i podejrzliwe szepty. Sąsiedzi dookoła stołu
rzucali sobie spojrzenia pełne niedowierzania.
-
Arcymistrzowie… - Usiłował kontynuować, Mawio. – Pomyśleli, że za ich kadencji
nie może wybuchnąć wojna z Konsulem troglodytów gdyż nie mają sił, ani poparcia
by móc się mu przeciwstawić. Zakazali Defilli pod groźbą śmierci mówić o tym
komukolwiek. Postanowili poczekać aż umrą, aby zajęło się tym kolejne, lepiej
wyszkolone, pokolenie wielkodusznych, oni bowiem chcieli skorzystać z tego, że
stali się zrządzeniem losu kimś na wzór arystokracji i utrata tego statusu
napawała ich lękiem…
-
Najradośniejsi nie mogli być egoistami! To oszczerstwo! – Wykrzyknął ktoś z
tłumu.
- Tak
jednak było. – Odparła, Vektoria.
-
Szarlatani! Zabiliście ich i teraz próbujecie obarczyć winą! Oszuści! MORDERCY!!!
– Krzyczał dalej jakiś miastowy. Podszedł do niego jednak Eddi i Levon i
odprowadzili do wyjścia.
Po chwili konsternacji
chłopak pozwolił sobie kontynuować:
-
Niestety… To był dla nas tak samo wielki cios gdy już prawda wyszła na jaw lecz
najmocniej odczuła to, pozostawiona sama sobie, Defilla. Zgodziła się na
milczenie, ale w głowie wciąż snuła plany powstrzymania Konsula na własną rękę.
Pewnego dnia przyszła do niej jedna z jej przyjaciółek- Radosna, imieniem
Fatema, która miała dar odczytywania w innych duszach prawdy i kształtowania jej
w sobie. O tej zdolności wiedziała tylko Defilla i mój mistrz… - Mawio zamilkł.
- Fatema
zapytała prosto z mostu, co może dla niej zrobić, aby tej sprawie zaradzić. –
Kontynuowała za niego, dziewczyna. - Wspólnie obmyśliły plan. Dzięki mocy jaką
miała Fatema, była ona jedyną osobą na świecie zdolną oszukać troglodycki,
wykrywacz kłamstw, gdyż- jak powiedział Mawio- kształtowała wydźwięk swoich
słów już na poziomie duszy. Defilla zaprowadziła ją do Pretoratu troglodytów i
kazała podłączyć ją pod maszynerie by „ostrzec Konsula” przed zamachem na jego
życie. Sprawę przejął Pretor Sześć. Podczas sesji wykrywaczem Fatema
powiedziała im, że Najradośniejsi chcą zyskać przy pomocy swoich zdolności
władzę nad światem, kradnąc od troglodytów technologię wynalezioną przez ich Konsula.
Defilla wyznała wówczas, że chce ona zyskać władzę absolutną w strukturach
wielkodusznych i żyć z Metaonnem w sojuszu, w zamian za pomoc trzy-rękim w
pozbyciu się reszty Najradośniejszych. Wraz z Pretorem Sześć ustalili, że
będzie potajemnie pomagać ich agentom w zdobyciu poparcia na terenach Gór i
Pomorza, gdzie postanowili szerzyć Ruch Świata, którego ideologię uprzednio, wspólnie
obmyślili. Miała ona buntować ludzi przeciw wielkodusznym, zakazywać szkoleń i
łączeń rozszczepionych gruntów. Bardziej nadgorliwe osoby, stające naprzeciwko
ludowi troglodytów, arcymistrzyni, dostarczać miała do Zakładu Zatrzymań. Tak
to miało miejsce przez wiele lat. Czekała przez ten czas na kogoś, kto sam
pozna prawdę o zagrożeniu i będzie mógł połączyć z nią siły. Utwierdziła się w
tym okresie, że Najradośniejsi nie zaangażują się w sprawę, bo ich dusze
prawdopodobnie zapewniały im naturalną długowieczność więc konflikty i
zagrożenia z twórcami przeklętych technologii, nie były im na rękę. Śledziła na
bieżąco sny Aurorów, aż natrafiła w jednym z nich na wizerunek Mawia, adepta-
swojego starego, dobrego przyjaciela, którego umiejętności, jako Radosnego,
znała i postanowiła ten zbieg okoliczności wykorzystać.
- Gdy na
Pomorzu troglodyci zakazali nam działań i wraz z przyjaciółmi uciekliśmy na
Tropiki, sny mojego Aurora pokierowały nas ku sobie. Wojownicy jednak stąpali
nam po piętach, a ich działania skutecznie opóźniała Defilla. Pewnego dnia, tuż
przed ich najazdem na wyspę ludu Periwi, weszła w sen mojego Aurora i ostrzegła
go. Dzięki temu udało im się w porę skryć, my zaś byliśmy już w drodze na ląd
by wraz z małą grupą uderzeniową powstrzymać Konsula. Wiedziała o tym lecz aby
złączyć ze sobą nasze plany potrzebowała schwytać mistrza Terrosa i umieścić go
w Zakładzie Zatrzymań zanim my tam przybędziemy. Potrafił on bowiem rozsadzać
swoją duszą przedmioty od środka. Łapiąc go i parę osób z mojej ekipy
udowodniła tym samym raz jeszcze, podejrzliwym Pretorom, że stoi po ich
stronie. Jej przełożony, wpływowy Pretor Sześć, którego osiągnięcia w większości
zapewniała mu agentka „Filka” dogadał się z nią i w zamian za nieograniczone dla
niej wejścia w struktury Metaonnu, obiecała, że pewnego dnia pomoże mu obalić
Konsula i razem przejmą władzę nad światem. Defilla skontaktowała się w porę ze
mną i dwiema moimi przyjaciółkami i wspólnie utworzyła z nami plan zniszczenia
maszyny, która zabijała ziemię.
- Trzy
tygodnie temu zinfiltrowali z powodzeniem Zakład Zatrzymań i dostali się do
Konsula odcinając go od źródła swojego życia, powstrzymując tym samym
rozpadanie się planety i uwalniając uwięzionych wielkodusznych tudzież mnie.
Wspólnie udaliśmy się na wyspę mojego ludu. W drodze dwójka podróżujących z
nami Radosnych umarła. Gdy dopłynęliśmy okazało się, że Aurorzy utracili kontakt
ze swoimi drugimi połowami i stali się zwyczajnymi ludźmi, a rozszczepione na
wyspie tereny opadły z powrotem na ziemię. - Mawio po tych słowach zeskoczył ze
stołu i udał się pewnym krokiem, bez słowa, wprost do wyjścia. Vektoria
westchnęła, jej głos zatrząsł się wraz z nogami. - I to wszystko. Parę dni później dołączył do
nas Mawio, połączyliśmy kawałki znanych sobie faktów tej historii i
postanowiliśmy opowiedzieć wam to wszystko… Gdyż każdy poniósł ogromne straty,
nie tylko planeta i nasi trzy-ręcy bracia. Chmura gazu powstałego z kruszącego
dusze i trującego dla skruszonych, potasowo-posrebrzanego żeliwa wydobywanego jako
odpad przez maszynę pompującą duszę z planety, przedostała się do atmosfery
Metaonnu i wywołała toksyczny deszcz który zabił setki tysięcy żyjących tam, skruszonych
ludzi… To Konsul swoją maszyną zabijał ziemię i swoim żeliwnym odkryciem przyczynił
się do zagłady sobie podległych ludzi. Jego marzenie o długowieczności
sprowadziło śmierć zarówno na troglodytów jak i przy okazji prawie uśmierciło
całą naszą planetę wraz z wami…
- Co
teraz? – Odezwał się ktoś. – Czy teraz to wielkodusznicy przejmą władzę nad
koncernami Metaonnu? Ktoś musi kontynuować zarząd nad technologią…
- Nie. –
Kiwnęła głową. - Władza wciąż leżeć będzie w rękach rządu troglodytów… Lecz ku
przestrodze ostrzegamy dziś was wszystkich by wasze kroki powtórnie nigdy nie
sięgnęły już do serca naszej planety, bo następnym razem może kosztować to nas
więcej niż tylko śmierć jednego miasta…
- W jaki
sposób Radośni odpłacą się za ten mord?
- Żeliwo było
wydobyte i wykorzystane przez troglodytów… Chociaż Radośni, chcąc nie chcąc,
nie będą w stanie już odpłacić się przetrwałym w tym incydencie trzy-rękim. –
Vektoria popatrzyła na dwójkę, stojących z boku, troglodytów.
- My nie
oczekujemy od nikogo żadnej zapłaty. – Odparł jeden z nich. – Pozdrowienia. Reprezentuję
nowego Konsula, jako Pretor Jeden i postanowił on, że kara za marzenia jego
poprzednika dotknęła już nas wszystkich wystarczająco by nie wysuwać do nikogo żadnych
żądań- każdy bowiem zawinił i mamy już na to niezbite dowody. W jego imieniu
pragnę potwierdzić wszystko, co zostało dziś powiedziane na tej sali, jak
również przeprosić wszystkie ludy świata i poprosić o szczere wybaczenie, w
szczególności oszukanych miastowych i więzionych wielkodusznych. Jako Pretor odpowiedzialny
za postęp gospodarczy, w tym właśnie miejscu zarządzić pragnę ograniczenia wyrobu
sztucznych technologii i proszę chętnych właścicieli koncernów przemysłowych o
pomoc przy przebudowie fabryk i oczyszczeniu naszego miasta. To wszystko… -
Rozłożył ręce wbijając wzrok w podłogę. - Radosnym z kolei, w zamian za zasługi
i ratunek dla świata, raczmy zapewnić wieczny spokój…
Komentarze
Prześlij komentarz