Marzenie - Rozdział 37


- Scuti? Jesteś tu? – Wołał, Mawio, w eter.
- Jestem. - Usłyszał.
- Nie widzę cię. – Rozglądał się panicznie dookoła. - Gdzie jesteś?
- Jestem wszędzie. – Odparł. - Udało mi się wyjść z iluzji mojego ciała do wnętrza tej przestrzeni.
- To chyba kolejny poziom twoich zdolności. – Uśmiechnął się, nieco zdumiony Mawio. – Martwiłem się, że coś się z tobą dzieje… Mam ochotę cię teraz uściskać.
- Hahaha! – Rozniósł się odgłos jego śmiechu.
- Scuti, potrzebuję cię teraz. Proszę dotknij mnie.
- Dotykam nieustannie. Jestem tu z tobą- tak bardzo wszędzie, że aż nie da się mnie zobaczyć. Dookoła całego ciebie, wewnątrz płuc, głowy, serca… Tylko się skup, a bez wątpienia poczujesz, że faktycznie jestem i zawsze już będę, częścią ciebie.
Mawio poczuł, że cała przestrzeń dokoła niego emanuje siłą, którą zawsze dawał mu tylko eteryczny dotyk drugiego bieguna.
Siła ich jedności wypełniła go zewsząd. Ocknął się i otworzył oczy. Poczuł jak leży na marmurze. Całym ciałem. Już nie unosił się w powietrzu. To było przedziwne uczucie. Jakby znowu był częścią wszystkiego… Wszystkiego prócz tej przedziwnej podłogi dookoła czarnego marmuru na środku. Jej istnienie najbardziej go niepokoiła. Skupił się na niej i rozszczepił ją od reszty auli. Gdy tylko znalazła się w powietrzu zaczęła gwałtownie syczeć i dymić, aż po chwili stała się wielką, fioletową chmurą, która niebezpiecznie pęczniała.
Skupił się na kopule na górze i także ją rozszczepił. Chmura wyleciała wysoko ku górze i zniknęła gdzieś w odmętach burego powietrza wiszącego nad Metaonnem.
Wtedy jego uwagę przykuła raz jeszcze ulatniająca się spod hełmu i dziury w której trzymał rękę, esencja ziemskiej duszy. Skupił się na niej i ta zatrzymała się.
- Wy… – Usłyszał dookoła siebie głos znany mu już ze szczytu kamiennych schodów. – Powstrzymajcie to. Teraz.
- Tak jest. – Odezwał się, Mawio i z całą posiadaną siłą- swoją, Scutiego i pompowaną w jego ciało przez hełm, skierował ulatującą duszę w dół, tak jakby łączył ogromy kawał niewidzialnego teren z gruntem od którego był rozszczepiony.
W drzwiach, kątem oka zauważył stojącą Najradośniejszą, która przepychała się z paroma uzbrojonymi troglodytami. Jeden z nich wymierzył w Mawia z pistoletu i oddał czysty strzał prosto w jego brzuch.
A kula odbiła się i trafiła centralnie w niego.
Wtedy lekko zdziwiony, Mawio, cząstką siły jaką miał pchnął w agresorów i ci gruchnęli o ziemię jak drewniane kłody.
Defilla podbiegła do niego ociężale po czarnym marmurze, który znajdował się pod warstwą usuniętego przez Mawia, niebezpiecznego podłoża.
- Zniszcz to diabelstwo! – Krzyknęła.
Mawio skupił się na reszcie uciekającej duszy i pchnął ją ku wnętrzu planety, aż uchodziła ona jedynie przez hełm który miał na głowie. Wtedy sięgnął świadomością w głąb dziury, gdzie natrafił na dużą komorę, z której odchodziły kolejne odnogi kabli, sięgające niczym korzenie chwastu głębiej i głębiej… Złapał siłą którą dzierżył za to mechaniczne ustrojstwo i gruchnął nim o pobliskie mu skały, roztrzaskując wszystko w drzazgi.
Poczuł jak energia stopniowo przestaje być pompowana w jego głowę.
- Udało się! – Wykrzyknął radośnie. – Rozwaliłem to!
Zaraz zostały oddane kolejne strzały w jego kierunku od strony korytarza, lecz i te kule odbiły się od jego ciała jak groch od ściany i powędrowały w kierunkach z których wyleciały. Mawio usłyszał hałas z korytarza i raz jeszcze gruchnął wojownikami o ziemię. Nastała cisza.
Czuł jak pompując duszę ziemi w jej głąb, pozbywa się nawet większości nadmiaru własnej duszy, która to ciążyła mu cały czas na ciele. Potem proces toczył się już sam, bez jego ingerencji. Dusza ziemi łączyła ze sobą swoje zbłąkane strzępy i wracała skąd ją wyrwano. Wtedy wyjął rękę z okablowanej dziury i wstał na nogi.
- Dziwne uczucie jest znów… być częścią ziemi. – Westchnął.
Zaraz jednak zwrócił uwagę, że Najradośniejsza leży obok niego chyba nieprzytomna. Podskoczył więc ku niej i zaczął ją delikatnie szturchać. Ta przebudziła się i w nieswojej niemrawości szepnęła:
- Uciekajmy stąd, Mawio… Na Fingeteo…

Komentarze