Marzenie - Epilog
Mawio wraz
z Roską usiedli na kamieniu który był niegdyś częścią kamiennych schodów ku
niebu. Nie mieli wiele czasu, niedługo miała przyjść tu Perstax by wspólnie z
ekipą budowniczych postawić tu tytanową rzeźbę na cześć Aurorów i Radosnych.
Chłopak
miał niemalże sine wory pod oczami z braku snu, dziewczynie zaś z nerwów trzęsły
się dłonie na których trzymała zapatrzonego w nich Ewstachiusza. Od ostatniej
Radości żadne z nich nie odezwało się ani słowem. Aż tego dnia miało się to
zmienić, bo na wszystko nadchodzi w końcu czas, tak samo na czyny, jak i na
ludzi.
- Wiesz,
Rosi… - Szepnął ochryple. - …Jakoś to będzie o ile wstaniesz ze mną, bo wiesz,
jeśli nie wstaniesz ze mną, to ja sam nigdy się nie podniosę.
- Wstanę z
tobą. – Mruknęła.
Nastała
kolejna cisza mącona dźwiękiem zefiru który zdawał się śpiewać najsmutniejszą
melodię w dziejach natury.
- Defilla
powiedziała… - Zaczął znów. – …Że jeśli troglodyci zrobią nam wojnę, to żebyśmy
się poddali, bo nie wygramy. Byle tylko nigdy ta maszyna nigdy więcej nie
powstała. Obiecałem jej to. Ciekawe czy spodziewała się, że oni sami stracą
porównywalnie tyle, co i my.
- Wątpię…
- Mruknęła.
-
Wiedziała, że to koniec jak tylko odkryłem, że moje zdolności przepadły, a
Fatema odeszła. Płynęliśmy na tej łodzi w sumie trzy dni. Już na brzegu nie
żyła, drugiego dnia umarła właśnie ona… - Mówił chłopak. – Wiesz, z mistrzem
widzieliśmy już w oddali Fingeteo i leżącą u jej brzegu dawną Radosną Wyspę.
Powiedział mi wtedy, że jest ze mnie dumny, że wszyscy byliśmy jego przybranymi
dziećmi i spisaliśmy się na medal i nie posiada się z radości, że miał zaszczyt
wychować nas. – Mawio spojrzał w chmury. - Jedną ręką wiosłowałem, drugą
trzymałem jego suchą dłoń. Czasem w snach, widzę jak wychodzi ze mną na ląd i
przytula naszą grupę śmiejąc się i dokazując.
- Ja też…
- …I że
wszyscy świętujemy nasz sukces… Widzę jak mistrzyni Ikaria wraz z nim zapijają
się winem, a mistrzyni Ewa wciska wszystkim robactwo na ostro. Widzę jak
tańczysz z Alanem, ja z Jedą, a Olga ze Scutim…
- Widzę…
- …Widzę,
jak jego łysa główka rzuca nam się na szyję. Tobie i mnie. Widzę, jak wspólnie
prowadzimy go do naszych domów i przedstawiamy nasze rodziny, pokazujemy wielki
świat… Streszczamy dzieje naszych niewielu przeżytych lat przez całą resztę wiosen
które byśmy wspólnie przeżyli
- Czujesz
go…?
- Czasem
mam takie wrażenie, jakby faktycznie był wszędzie obecny. Tak bardzo wszędzie
jak i nigdzie. Jednocześnie czuję go i nie czuję. Tak jak delikatny powiew
wiatru uderzający o materiał grubego płaszcza. Coś mnie rusza, ale nie wiem czy
to prawda, czy tylko takie wrażenie… Czy uczucia to już rzeczywistość? Czy to
wciąż tylko wyobrażenie rzeczywistości…
Z góry
widzieli jak budowlańcy pchają platformę z pomnikiem w kierunku podnóża góry.
- Musi być…
-
Chciałbym… Jak usłyszałem, że… - Załamał mu się głos. Oczy odmówiły
posłuszeństwa, ciało drgnęło jak zburzony zamek z piasku, który osuwa się
ociężale tracąc swój kształt i byt. - …Jego ciało w ogniu… Jak do tego mogło
dojść, Rosi? Powiedz, jak to się mogło stać, że dopłynąłem do was z trzema
trupami na pokładzie i jako ostatni ze wszystkich dowiedziałem się, że on… On po prostu spłonął? Rosi? Jak to się stało,
że Konsul nazwał mnie mordercą i chmura którą stworzyłem zabiła prawie całe
miasto, a potem umarli najdrożsi mi ludzie? Za co ta kara? Ja chciałem tylko
uratować moją ziemię...
Milczała.
Nikt bowiem nie mógł znać odpowiedzi na te pytania, a jeśli by znał to nigdy by
nie wypowiedział ich na głos, bo żaden dźwięk nie uniósłby ciężaru żalu, który
niosłyby ze sobą te słowa.
- Latałeś,
Mawio… – Mruknęła. – …A teraz nie latasz. Jak to możliwe, Mawio? Jak życie jest
w ogóle możliwe?
- Ja… -
Zawył. – Ja nie wiem, Rosi… Świat mnie znów do siebie przyjął… A ja chciałbym
się rozpaść wraz z nim, ale by oni pozostali… Moi ukochani przyjaciele! Moi
najdrożsi… – Zanosił się od łez. – …Oni odeszli na moich kolanach- Defilla na
lewym, a Terros na prawym… A połowa mnie spłonęła…! Obróciła się proch… Zabiłem
ich, och, zabiłem wszystkich… Jestem mordercą… To ja powinienem… Wszyscy to
wiedzą!
- Zostałeś
z nami, Mawio. – Mruknęła. – Kochamy cię… Jeda, Olga, Greta, Werna, Rid,
Klarisa, Samanta, Minara, Zelofin, Denam, Naya, Alan, Eleonora, Famalda, Hin,
Rewicca, Perstax, Ewa, Eddi, Taqua, Levon, Freska, Cikka, Aapona, Petter,
Ewstachiusz i ja. Kochamy cię, Mawio. Twoja skóra i skóra Defilli do końca
pozostały nietykalne. Nie zastanawiałeś się czemu? – Złapała go za mokrą od łez
dłoń. – Oni wyszli ze swoich ciał by wejść w wasze i zostać w nich z wami na
zawsze. Pewnego dnia i ty umrzesz, i dopiero wraz z tobą umrze prawdziwy Scuti,
twoja tarcza, źródło nieograniczonej mocy, gwiezdny blask na ciemnym niebie
rozpaczy. Ten prawdziwy… On jest w twoim sercu i jego miłość sprawia, że żadna
broń nie jest w stanie cię dziś zranić…
- Kocham cię,
Rosi… Wszystkich strasznie kocham… Ale nie jesteście tu wszyscy i nigdy już nie
będziecie… - Wymamrotał, po czym dodał uśmiechając się przez łzy. – Wiesz? Mam
takie… Marzenie…
- Jakie? –
Zapytała go.
Nigdy
jednak nie uzyskała na nie odpowiedzi.
Pomnik został
wzniesiony.
Komentarze
Prześlij komentarz