Marzenie - Rozdział 35
Konsulat
miał ściany zdobione złotymi freskami. Mawio leciał na przedzie, tuż za nim
biegła dwójka Radosnych i Najradośniejsza. Mistrzynie Fatemę widział po raz
pierwszy, gdy tylko na nią spojrzał jej wizerunek zdefiniował mu się jako
surowa, postarzona postać mistrzyni Perstax z jakimś babcinym bonusem którego
nie potrafił właściwie nazwać. Wlokła się za nimi niemiłosiernie, ale jej wiek
i krótkie nóżki dawały z siebie ponad sto procent by nie opóźniać reszty. Arcymistrzyni
zdecydowanie biegła przed siebie spoglądając co raz do tyłu aby upewnić się czy
jej przyjaciółka nadąża. Biło od niej twarde skupienie i determinacja
osiągnięcia wszystkich postawionych w swojej głowie celów. Mistrz Terros był
uśmiechnięty, wciąż cieszył się z tego, że udało im się wydostać z Zakładu
Zatrzymań, odnaleźć mistrzynię Fatemę oraz prostą drogą udać się do Konsulatu z
Mawiem który przybył im z odsieczą w jednym, niezadrapanym kawałku. Ten zaś czuł
się fenomenalnie- mistrz Terros był cały i zdrowy, ocalił wszystkich i ten czerpał
z tego czynu, wprost rozpierającą dumę. Jego ogromna siła po kontakcie ze
Scutim dodawała mu niewidzialnych kilogramów przez które ledwo unosił się nad
ziemią. Pierwszy raz od dawna miał ochotę stanąć twardo na ziemi by móc…
skoczyć. Marzył o tym by jego zgięte kolana jak sprężyny wystrzeliły jego
ociężałe ciało w górę. Czuł skumulowany ciężar i chciał postawić stopy na ziemi
by nie czuć go aż tak dosadnie. Miał wrażenie, że ich drużyna może nie jest
doskonała, ale definitywnie złożona jest z samych bohaterów, a wśród nich
znajdował się właśnie on- młody chłopak z nieukończonym szkoleniem. Niebywały
zaszczyt, uczucie wszechogarniającej pewności i próżna pycha królowała w jego
głowie, ale nie chciał się pozbawiać tej przyjemności skoro trwać ona będzie jeszcze
jedynie parę chwil- aż unicestwią maszynę odpowiedzialną za uśmiercanie duszy ich
planety.
Zanim
wleciał do kompleksu budynków, pokonał Pretorat wspólnie z nową ekipą i dotarł
do Konsulatu. Delikatnie trapiły go myśli typu „co dalej”. Nie tyczące się
godziny, dwóch, czy nawet dwunastu. Co będzie za miesiąc jeśli wszystko się
uda? Wszystko wróci do normy? Przecież Mawio niebawem miał przestać być
uczniem, a zacząć być wyszkolonym wielkodusznym podczas okresu próbnego. Czy
jednak niezłomność jego duszy nie czyni go z marszu mistrzem, a nawet Arcymistrzem?
Co stanie się z resztą Najradośniejszych, czy ich stanowiska będą wciąż
honorowane po tym incydencie? Co będzie z Roską i Scutim? Czy troglodyci
wypowiedzą wojnę po tym zuchwałym włamaniu? Im więcej prawdy poznawał i im
dalej się znajdował tym więcej pytań i niepewności rodziło się w jego głowie.
To nie był czas na takie rozmyślanie, ale gdzieś głęboko pod grubą skorupą
pewności siebie, ogromnej siły, szczęścia, dumy i uczucia ciężkości, Mawio nie
był pewny, co z nim zrobią kiedy to jedno zagrożenie zostanie zażegnane. Był
niemalże pewny, że pojawi się następne.
- Mawio!
Skup się, proszę. Docieramy na miejsce! – Wyrwała go z zadumy, mistrzyni Fatema.
Dodając: – Terrosie, Defillo bądźcie gotowi na komitet powitalny.
Zbliżał
się koniec tunelu, a tam- pięknie zdobione w pozłacane freski z wizerunkami
trzy-rękich herosów, wrota. Mistrz Terros zebrał swoją duszę i pchnął nią na
przód. Oba skrzydła znajdujących się przed nimi wrót zostały z hukiem roztwarte.
Ich oczom ukazał się w tej krótkiej chwili oddział zaskoczonych, uzbrojonych po
zęby wojowników.
- Intruzi!
Strzelać bez rozkazu! – Krzyknął jeden z nich, a pozostali wyciągnęli długie
pistolety i oddali salwę kul w wielkodusznych. Pociski gruchnęły prosto w
Najradośniejszą, która wysunęła się w mgnieniu oka przed szereg ich grupy
uderzeniowych, jednak żaden jej nic nie zrobił. Stało się coś kompletnie
nieoczekiwanego- wszystkie odbiły się od niej rykoszetem i poleciały w
najróżniejsze kierunki raniąc część agresorów. Pozostali widząc to przestali
strzelać i poczęli uciekać w popłochu mijając ich czwórkę. Paru z nich
próbowało dodatkowo przypuścić na nieproszonych gości dziki szturm z nożami,
ale wszyscy ci którzy tylko zaczęli zbliżać się, po chwili zamykali oczy i
upadali na ziemię. W ten sposób mistrzyni poradziła sobie z tym problemem zupełnie sama.
- Pomieszczenie
to było wartownią Konsula. – Wyjaśniła starsza Radosna. - Zwykle znajdywało się
tam więcej zbrojnych, ale została rezerwa gdyż Centrala Energetyczna była w tym
momencie absolutnym priorytetem.
Z
głośników na korytarzu wciąż wydobywał się nieznośny hałas syren alarmowych, co
oznaczało, że wciąż mają oni czas na swoją misję.
- Jak to
się stało? – Zapytał Defillę, mistrz Terros. – Nie wiedziałem, że masz jeszcze takie
umiejętności.
- O tej
akurat praktycznie nikt nie wiedział. – Wyznała mu z uśmiechem. – Ale jest dość
przydatna, prawda? - Mawio patrzył raz na leżących wojowników, raz na
nienaruszoną posturę Najradośniejszej próbując połączyć wątki. W głowie miał jedno,
wielkie, donośne „WOW”. Kobieta zauważyła to i rozpromieniła się jeszcze
mocniej. – To skutek uboczny, o którym będę musiała ci jeszcze opowiedzieć,
jednak to jeszcze nie teraz.
- Defillo,
czy byłaś już kiedyś u Konsula? – Odezwała się do niej mistrzyni Fatema.
- Nie.
Bardzo niewielu ma do niego dostęp. Jednak po Pretoracie krążą plotki, że jest
leworęczny. Ja sama nie miałam okazji go spotkać na żywo, gdyż ostatnie drzwi
zawsze są zamknięte, chyba, że spodziewa się kogoś naprawdę ważnego.
- Z czego
są wykonane? – Zainteresował się mistrz Mawia.
- Z jakiegoś
dziwnego stopu. – Odparła. – Może mieć coś wspólnego z tytanem, jeśli cię to
interesuje, ale ciężko mi stwierdzić w jakim stopniu. – Mawio, wysoko wyrwałeś tą elektrownie?
- Bardzo.
– Pokiwał głową. – Już wyżej nie dałem rady.
- Czyli
jest szansa, że wyjdziemy stąd tak łatwo jak weszliśmy. – Uśmiechnęła się.
- Jak
troglodyta może być leworęczny? – Zaintrygował się chłopak.
- Może
być. To niebywała rzadkość, bo w ponad 99% są oni praworęczni.
- Jesteś
pewna, że są zamknięte? – Odniosła się do wypowiedzi Arcymistrzyni, jej przyjaciółka.
- Raczej
tak… - Stwierdziła ostrożnie. – A nie są?
- Z tego,
co słyszę to nie.
Ruszyli na
wprost, gdzie po kilkudziesięciu metrach dotarli w końcu do drzwi za którymi
miał przebywać sam Konsul- najwyższa rangą osoba w społeczności troglodytów. Były
to niewielkie - i w rzeczy samej – wykonane z prawdziwie dziwnego materiału
drzwiczki.
Mistrz
Terros spróbował wyważyć je lecz na próżno.
- Co to
jest?! Moja dusza nie chce ich tknąć.
- Słyszałam
już chyba o tym materiale. Dajcie mi spróbować. – Nakazała podejrzliwym tonem
mistrzyni Fatema i podeszła bliżej. Była to srebrno-fioletowa mieszanka o
metalicznym błysku. Oba kolory zlewały się ze sobą w nieregularnych odstępach
tworząc ruchomą mozaikę, która przypominała ponętny taniec wewnątrz lampy-lawy. –
Niewątpliwie. – Defilla momentalnie podeszła do niej ewidentnie widząc, że szykuje
się coś niedobrego lecz tamta odepchnęła ją delikatnie. – Proszę, Defillo… - Szepnęła.
Patrzyli w napięciu jak kobieta bierze głęboki oddech i zwinnym ruchem łapie za
fioletową klamkę, przekręca ją i pcha drzwi do wewnątrz. Okazało się, że w
rzeczy samej były one otwarte. - Och… - Jęknęła głosem który brzmiał jak
skrobanie kamieniem o suchą powierzchnię tablicy kredowej. Radosna powoli
osunęła się na ziemię.
- Fatemo!
– Krzyknęła Arcymistrzyni. – Fatemo, co się dzieje?!
Mistrz
Terros patrzył zszokowany, Mawio nie rozumiał co właściwie się dzieje.
- Fatemo!
Odezwij się!
- Prawie
nic mi nie jest. – Szepnęła ociężale sapiąc raz za razem.
-
„Prawie”?! – Syknęła Najradośniejsza. – To trucizna, tak?
-
Powiedziałabym ci, żebyś się nie denerwowała, bo się skruszysz, – Rzekła jakby
zaczynając dobry dowcip, który każdy już zna na pamięć. – ale ty jesteś
niezłomna, moja kochana. Ja nie jestem i nigdy strata mnie nie byłaby tak
dotkliwa jak strata ciebie.
- Co ty…?
Czy ty…? - Nie dowierzała. – Niemożliwe! Nie mogłaś! Dlaczego byś miała?!
Po chwili
pełnej zmartwień w ciszy i bezruchu, niska kobieta parsknęła ponuro i wskazała
na drzwi.
- Tak
czułam, że potasowo-posrabrzane żeliwo, o którym rozmyślali swego czasu strażnicy,
będzie właśnie tu. Droga przed nami otwarta. – Pchnęła je po tych słowach nogą
i ich oczom ukazała się wielka sala z czarną kopułą na suficie. Bił stamtąd
gorąc i straszliwa duchota. Na ścianach telewizory, obrazy, złote ozdoby. A
cała podłoga wyłożona materiałem z którego zrobione były drzwi. Na samym środku
była czarna, marmurowa wysepka i karmazynowy tron, a na nim siedział niewielki,
chudy człowieczek. Na głowie miał świecący się hełm od którego odchodziło wiele
kabelków które niczym pęk gęstych włosów opadały na ziemię i przechodziły przez
dziurę, która to była w niej wydrążona.
- Kto…? –
Jęknął zachrypnięty. Echo tego słowa rozeszło się dokładnie po całej, pokaźnych
rozmiarów sali dzięki fantastycznej akustyce wewnątrz niej.
Nie
odpowiedzieli.
-
Terrosie. – Zwróciła się cichutko Najradośniejsza. – Weź Fatemę i uciekajcie
stąd. My z Mawiem zajmiemy się resztą.
Ten
pokiwał głową na zgodę, pomógł starszej przyjaciółce podnieść się z kolan i
odparł:
- Czy ty
też czujesz stamtąd takie dziwne…
- Tak. –
Odpowiedziała mu.
- Ulatnia
się... – Odezwał się cicho Mawio wyczuwając dokładnie to samo o czym właśnie mówili.
– Dusza naszej ziemi...
Komentarze
Prześlij komentarz