Marzenie - Rozdział 34
Mistrz Terros walczył mężnie z kawałkiem
ściany. Potrzebowali aby jego dusza zrobiła w niej chociaż metrową dziurkę.
- Tytan jest problematyczny. –
Skomentował swoją pracę. – Jednak dzięki temu, że to tak wolno trwa, przebicie
się nie będzie głośne.
- W pobliżu i tak brak ochrony, a ci
którzy są to smacznie śpią. – Zauważyła Werna.
- W końcu się obudzą. – Skomentowała
to mistrzyni Defilla.
Mistrzyni Ikaria była w stanie
najwyższej gotowości. Werna stała z Gretą i tłumaczyły pozostałym którędy się
udać aby uciec z miasta. Jeda rozmawiała wówczas podekscytowana z Vektorią,
która opowiadała jej swoją, niezwykłą historię. Dziewczyna zaczynała już powoli
rozumieć motywację Arcymistrzyni i jej niezwykłe położenie. Była pod kolosalnym
wrażeniem.
Wkrótce mistrz Terros przebił się
przez tytan i oparł spocone, zmęczone czoło o chłodną ścianę. Arcymistrzyni
wyjrzała ostrożnie, czy na dole nie ma nikogo. Syreny wciąż wyły, a w mieście
panował półmrok. Wszystko było opustoszałe. Wtedy swoje miejsce zajęła Ikaria wraz
z ochotniczką która miała być także przewodniczką wyprowadzającą zbiegów.
- Gotowa? – Zapytała ją, mistrzyni.
- Zawsze jestem gotowa! – Odparła
entuzjastycznie ustawiając się przy świeżo zrobionym oknie- jedynym na całym
piętrze czwartym.
- Czy to oby na pewno bezpieczne? –
Zaniepokoiła się leżąca pod ścianą mistrzyni Stepiaa.
- Bez obaw. – Zwróciła się do niej
Radosna. – Poradzę sobie.
- Nie traćmy czasu! – Odezwała się zniecierpliwiona
Werna, rozpędzając się i wyskakując z budynku.
- Czy ona oszalała?! – Zapytała mistrzyni
Fauora.
- Ciężko stwierdzić, ale taka już
jest. – Uśmiechnęła się Jeda.
Dziewczyna bezwładnie leciała lecz
gdy tylko znalazła się niebezpiecznie nisko mistrzyni Ikaria natychmiastowo
zareagowała. Werna poczuła jak w jednym momencie zwolniła jakby jej ciało
straciło nagle całą swoją masę i powoli zaczęła opadać w dół.
- Jak tam? – Zawołała do niej
mistrzyni Ikaria.
- Jak listek… Albo piórko. –
Zdziwiła się. – Ale super!
Mistrzyni Ikaria poczuła w duszy satysfakcję
widząc jak podekscytowana Werna opada kiwając się raz w lewo, raz w prawo.
Mistrzyni Ewa i mistrzyni Bessopa wyjrzały jednocześnie przez dziurę by przyjrzeć
się temu zjawisku.
- Chyba już łapię jak to działa… - Mruknęła
sama do siebie, mistrzyni Ewa.
- Na nas pora. – Powiedziała
Arcymistrzyni do Fatemy, następnie zwróciła się wraz z nią i mistrzem Terrosem do
kolejki wielkodusznych – Dziękuję wam za wszystko i przepraszam, za nerwy
jakich wam przysporzyłam. Obiecuję, że od teraz wszystko się ułoży.
- Och, przestań, kochana! Nic się
nie stało. – Skomentowała to sympatycznie, mistrzyni Liliana.
- Niech żyje Arcymistrzyni Defilla!
– Krzyknęła entuzjastycznie, mistrzyni Buura, co chwilę później powtórzyli
pozostali.
- Och, dziękuję wam… - Złożyła
dłonie uśmiechając się szeroko. – Kochani, muszę was teraz opuścić. Wraz z
mistrzynią Fatemą i mistrzem Terrosem udać się musimy do Konsula.
- Bądźcie rozważni i ostrożni. –
Przestrzegła ich mistrzyni Kaiy.
- Postaramy się! – Zawołała, mijając
z dwójką swoich kompanów grupę oswobodzonych.
- Mogę ich wyrzucać w górę jeśli ci
to pomoże. – Zaproponowała mistrzyni Ikarii, mistrzyni Ux.
- Chyba nie. – Uśmiechnęła się
serdecznie. - Poradzę sobie, ale możesz mi przynieść krzesło.
Werna dotknęła stopami stalowego
chodnika i krzyknęła tak doniośle by alarm jej nie zagłuszył:
- Mawio, już możesz!
Chłopak usłyszał to i powoli
poleciał w stronę budynku w którym miała mieć miejsce rozgrywka o duszę całego
świata.
Zaledwie garstka osób wiedziała o
tym co niebawem ma się stać, a przecież wydarzenie to dotyczyło wszystkich żywych
istot. Na wyspie Fingeteo tylko Roska, Perstax i Tibo myśleli o tym bezustannie.
Cała reszta starała się ufać i z całych sił wierzyć swoim przyjaciołom wiedząc już
od Scutiego, że Mawio i reszta są cali i zdrowi.
Roska przechadzała się po mieście
gdy zobaczyła biegnącego w jej kierunku Iloxa.
- Ferage a hele!!! – Wykrzyknął
widząc ją.
- Troglodyci, czy co? Perstax?
Perstax, gdzie jesteś? – Rozejrzała się dookoła. Przejęty mężczyzna złapał ją
jednak natychmiast za rękę i pociągnął za sobą do chaty w której przebywał
Scuti.
Komentarze
Prześlij komentarz