Marzenie - Rozdział 33


- Windy zasilane są dodatkowym źródłem energii znajdującym się w samym Konsulacie. – Wyjaśniła mistrzyni Defilla jadąc z Werną na górę.
Petter biegał pod ich nogami nerwowo nie rozumiejąc, dlaczego podłoga tak dziwnie drży. Gdy zatrzymały się i drzwi otworzyły im piętro czwarte, ich oczom ukazał się długi korytarz, a w nim chodzący tłum różnych, rozmawiających ze sobą osobistości.
- Ale ich tu dużo! – Wykrzyknęła dziewczyna.
- Przyjrzyj się, kochana. To nie troglodyci!
Petter natychmiast uciekł od nich w poszukiwaniu swojej pani.
- WERNA!!!
Usłyszały radosne zawołanie. Spośród grupy gawędziarzy wybiegła im na spotkanie znajoma sylwetka Jedy.
- Kochana moja! Jak się cieszę, że cię widzę! – Przywitała się z nią wychodząc z windy w towarzystwie Najradośniejszej.
Gęstowłosa przyjaciółka zatrzymała się zaskoczona jej widokiem.
- Werna! Defilla jest z nimi!
Młoda popatrzyła na kobietę przenikliwie.
- Chyba nie. – Zaprzeczyła powątpiewając.
- Tak, ona była na statku który nas wtedy pochwycił!
Werna zmarszczyła czoło.
- Ale przecież to ona dała mi moje chrupki... Nie mogłaby…
- Nie martw się, Jeda. – Odezwała się Arcymistrzyni. – To wszystko było częścią naszego planu.
- Złapanie nas? – Zapytała zaskoczona. – Czyjego planu?
- Nie. Przyprowadzenie tu mistrza Terrosa. Tak właściwie to mojego planu. – Poprawiła się i ruszyła wzdłuż czwartego piętra mijając kolejne, uwolnione z więzienia, osoby które zadowolone witały ją ciepło uśmiechami i pozdrowieniami. –  Terrosie!? Fatemo!? – Wołała. Tuż za nią biegły zaintrygowane uczennice.
Przy drzwiach z numerem 1200 dostrzegły niewątpliwie znajome im sylwetki.
- Mistrzyni Ux! Mistrzyni Ewo! – Krzyknęła uradowana Werna.
- Werna? A co ty tutaj robisz? – Zdziwiła się Radosna.
- Przybywam na ratunek!
Zaraz zza rogu wyszli kolejni kompani.
- Udało wam się! – Ucieszyła się na ich widok Greta z Petterem na rękach. Tuż za nią szła wysoka kobieta trzymająca dłoń na ramieniu swojej adeptki.   
- Mistrzyni Ux, gdzie jest mistrz Terros? – Zagadała ją Arcymistrzyni.
- Powinien być gdzieś dalej. – Wskazała palcem kierunek.
- Znajdź proszę mistrzynię Ikarię i chodźcie za mną. Musimy się stąd szybko wydostać. – Poleciła jej i gdy tamta odeszła, do Defilli zbliżyła się stojąca na uboczu ciemnoskóra kobieta.
- Jesteś. – Powiedziała poruszona, łapiąc ją za dłoń.
- Jestem. – Odpowiedziała wielkoduszna. – I najmocniej przepraszam…
- Jesteśmy bohaterkami! – Piszczała gdzieś w tle Werna.
- Nie, kochana, to mistrz Terros jest. – Szepnęła jej w uszko, ciemnowłosa koleżanka.
- Nie jesteśmy bohaterkami? – Zdziwiła się.
- Jesteście! – Odezwała się mentorka Grety, czochrając ją po włosach. – Obydwie byłyście niesamowicie dzielne.
- Ale nic konkretnego nie zrobiłyśmy. – Zauważyła jej uczennica.
- Same, odważnie dotarłyście aż tu, a teraz pomożecie nam w ewakuacji!
W tym czasie mistrzyni Defilla z Vektorią odnalazły, wychodzącego z łazienki, mistrza Terrosa.
- Wiedziałam, że sobie poradzisz. – Powiedziała do niego z dumą.
- Jakbyś się przeliczyła to by nas to słono kosztowało, moja droga. – Odparł z uśmiechem.
- Jakbym cię nie znała, to może bym się nawet zawahała, że mogłoby ci się nie udać. – Parsknęła śmiechem.
Zaraz po tych słowach z wnętrza korytarza podeszła do nich niska, starsza kobieta.
- Nareszcie, Defillo! Nareszcie! – Rzekła szlachetnym basem.
- Fatemo! – Uradowała się na jej widok. – Tak potwornie się cieszę, że cię widzę!
- Widziałaś już wcześniej, jednak nie na wolności. – Zauważyła. – Wiele osób tutaj wyglądało cię od dawna.
- Domyślam się. Jednak na wolności będziecie dopiero gdy już opuścimy ten paskudny, stalowy gmach.
- Rozumiem, że masz już pomysł jak tego dokonamy.
- Potrzebuję mistrzyni Ikarii. – Zwróciła się w tym momencie do Radosnego. – Poleciłam mistrzyni Ux sprowadzić ją. Ona sama poradzi sobie z wyprowadzeniem was wszystkich.
- „Was”? A co ze tobą?
- Muszę wrócić do Pretoratu, pomóc Mawiowi dostać się do Konsula.
- Pójdę z tobą. – Oświadczyła stanowczo, niska kobieta.
- Ja także. – Dołączył się mistrz Terros.
- Znowu we trójkę? – Uśmiechnęła się półgębkiem Arcymistrzyni. – Czuję się jakbym była ze dwadzieścia lat młodsza.

Mawio wyjął dłoń ze szczeliny i podfrunął wyżej. Czuł się taki wielki i potężny jakby ważył dziesięciokrotnie więcej. Uśmiech i satysfakcja wprost wylewały się z jego uszu. Spojrzał na budynek oczekując na pierwszych uciekinierów, którzy mieli być dla niego sygnałem do jego wielkiego wejścia.

Komentarze