Marzenie - Rozdział 32


Weszła bezczelnie główną bramą do środka tego wielkiego budynku. Nie zdążyła się jeszcze dobrze rozejrzeć, a już zniecierpliwiony Petter zaczął biegać po jej kieszonce jakby w jednej chwili dostał zapalenia pęcherza.
- Wybornie. – Powiedziała sama do siebie wyjmując futerkowca i stawiając go na podłodze.
Myszoskoczek zaczął nerwowo obwąchiwać podłogę po czym pędem ruszył w prawo. Dziewczynka pobiegła za nim. Nie wiedziała, czy wszyscy już opuścili to miejsce, ale wyglądało na to, że tak.
Zwierzak Grety leciał jak wojskowa rakieta by w końcu dotrzeć do czegoś, co zaczął ochoczo wcinać. Potem trochę wolniej biegł sobie dalej, co raz zatrzymując się by spożyć posiłek pozostawiony dla niego na marmurze. Tym sposobem dotarli do słabo oświetlonego, wielkiego holu i zamkniętych tam, na cztery spusty drewnianych, drzwi. Zaczęła je szarpać, ale te ani drgnęły.
- No i co teraz? – Zapytała Pettera.
Wówczas o mało nie podskoczyła słysząc za sobą czyjeś kroki.
- Hej? A coś ty za jedna? – Odezwał się ciężkim głosem troglodyta wychodzący z jednego z pozostałych dwóch wejść.
- Yyy… Jestem Werna. – Wyszczerzyła zęby patrząc jak ten ociężale zbliża się do niej.
- Mistowa? Co ty tu robisz? – Szedł tupiąc dosadnie.
- Tak, ale nie jestem z miasta, a z peryferii. – Odparła. – Dziś jestem tajniaczką-włamywaczką i będę o tym opowiadać swoim wnukom.
- Kim? – Zapytał podchodząc groźnie i trzecią ręką łapiąc ukradkiem za rewolwer. Wtem będąc już niecałe pięć kroków od niej ni z tego ni z owego runął na ziemię.
Werna uniosła brwi ku pięknemu żyrandolowi.
- Ale zajebista jestem. – Powiedziała do Pettera który aż odwrócił się do niej z wrażenia.
Zza drzwi którymi troglodyta przyszedł, wyłoniła się kolejna postać.
- No świetnie sobie poradziłaś! – Odezwała się klaszcząc po cichu.
- Och, czy to ty, mistrzyni? – Ukłoniła się. – Cieszę się, że cię słyszę. Masz może klucz do tych drzwi?
- Pewnie. – Odparła wychodząc z mroku uśmiechając się szeroko.
- Co mu się stało? – Zapytała szeptem wskazując leżącego na podłodze troglodytę.
- Nic. Uśpiłam go. – Wzruszyła ramionami.
- Już myślałam, że jakieś zawału dostał czy coś…
- Nie, spokojnie!
Otworzyła drzwi jednym z wielu kluczy, które wyjęła z kieszeni swojego szarego płaszcza. Gdy uchyliła się przed nimi przestrzeń długiego, kompletnie ciemnego korytarza, mysi towarzysz pognał przodem.
- Czym ona namoczyła ten chleb? – Zapytała Werna podążając jego śladem.
- Kwaśnym mlekiem. – Odparła Najradośniejsza wyjmując latarkę.
- Nie będzie rzygał? – Zainteresowała się.
- Raczej nie powinien. – Mruknęła. – Musimy uważać. Na terenie Zakładu Zatrzymań będzie jeszcze kilkoro strażników.
- Mam udawać twoją więźniarkę?
- Nie, to nie będzie konieczne… - Machnęła dłonią. - Możesz spokojnie kontynuować bycie agentką specjalną, tylko bądź ostrożna.
- Ma się rozumieć. – Kiwnęła głową. – Mawio pewnie jest już gotowy, musimy się pospieszyć.
- Świetnie sobie poradził. Prawie wszystkich mamy dzięki niemu z głowy.
- Mogę później iść z wami? – Zapytała z nadzieją.
- To chyba nie będzie dobry pomysł. Pomożesz lepiej na górze, dobrze?
- No, może być… - Zgodziła się lekko zawiedziona.
Cztery piętra wyżej zatrzymani przysłuchiwali się z zaciekawieniem syrenom alarmowym.
Mistrzyni Ewa przystawiła ucho do drzwi swojej sali.
Mistrzyni Bessopa zamknęła oczy i w skupieniu wsłuchiwała się w gwar.
Mistrzyni Ikaria chodziła nerwowo po swojej łazience.
Mistrzyni Wizza zaczęła w rytmie alarmu stukać głową w drzwi.
Greta wydała ciężkie westchnienie ulgi.
Mistrzyni Kaiy napiła się wody i oparła o ścianę wzdychając.
Mistrzyni Fauora krzyczała do drzwi: „Hej, czy to pożar?! Jest tam ktoś? Co się dzieje?”
Mistrzyni Lilana biegała sobie w miejscu i na zmianę robiła przysiady.
Mistrzyni Buura śpiewała sobie w tonacji pierwszego z dwóch piszczących dźwięków.
Mistrzyni Stepiaa leżała głodna na podłodze.
Mistrzyni Fatema wstała z łóżka i podeszła do drzwi analizując drgania podłogi pod jej stopami aby ocenić ilu strażników chodzi po korytarzu.
Tak samo uczyniła Jeda.
Mistrzyni Ux podbiegła do kratki wentylacyjnej i krzyknęła do Vektorii: „Coś czuję, że to sygnał dla nas!”
A mistrz Terros uśmiechnął się szeroko i przeciągnął po swojej długiej drzemce. Strzyknął palcami w obu rękach i podszedł do odrapanego, szarego wejścia swojej sali w której to od trzech dni grzecznie przebywał. Nabrał powietrza. Położył prawą dłoń na chropowatej powierzchni drzwi. Przywołał we wspomnieniach smak parzonej mięty i swoją drżącą duszę pokierował do przodu. Zawiasy zaskrzypiały donośnie po czym blacha drzwi wygięła się i z piskiem wyleciała ze swoich framug na korytarz. Tam stał jeden, przerażony strażnik patrzący na wychodzącego z sali 1266 więźnia. Drżąc celował do zbiega ze wszystkich trzech pistoletów.  
- Hej! – Odezwał się do niego Radosny. – Za którymi drzwiami jest zamknięta Radosna Fatema?

Komentarze