Marzenie - Rozdział 31
- Co za potworny smród! – Zasłoniła
usta Werna.
- Przelecę bokiem. – Powiedział
Mawio mijając gęstą, brązową chmurę wiszącą nad Metaonn.
- Mam nadzieję, że nas nie zobaczą…
- Powiedziała rozglądając się.
- Jakby ktokolwiek z nich patrzył do
góry to myślę, że już dawno pozbyliby się tego czegoś. – Wskazał na zawiesinę
która usiłowała udawać chmurkę.
- Chcesz cukierka? – Zapytała. – Greta
mi go zostawiła i kazała oddać jak będziemy już na brzegu.
- Wariatka. – Zaśmiał się. – Podaj
mi do ust jeśli możesz.
- Łaskocze jak łazi mi po kieszeni.
– Wyznała wpychając mu do ust karmelową słodycz.
- Ale to tylko na chwilę.
- Przecież wiem…
Zniżyli lot by znaleźć się nad samą
wodą.
- To tytan. Niewątpliwie. – Wskazała
na wysoki budynek nieopodal ich położenia.
- Co teraz?
- Czekajmy.
W tym czasie od drugiej strony
budynku podjechało czarne, dymiące auto. Wysiadło z niego siedmiu wojowników, a
tuż za nimi ciemnowłosa dziewczyna. Wprowadzili ją w ciszy do wnętrza
monstrualnej konstrukcji, a następnie wwieźli na piętro oznaczone sześcioma
kreseczkami. Po uprzejmym zapukaniu do drzwi otworzyli je i wparowali całą
zgrają do ładnego, bogato zdobionego salonu.
- Czego tu wchodzicie, jak jakieś
dzikie goryle? – Zapytał gospodarz pomieszczenia.
- Pozdrowienia, pretorze Sześć! – Odezwał
się jeden z nich. - Tą małą znaleźliśmy przy granicy, próbowała przedostać się
na drugą stronę!
- Cieszy mnie to niezmiernie, Czternaście
752 Trzysta Pięćdziesiąt Osiem, ale po jaką cholerę pchacie się tu w siedem
chłopa? To tylko mała dziewczynka. Wiem doskonale o co wam chodzi, ale nawet
nie macie na co liczyć. Nie dostaniecie żadnej premii, co najwyżej jeden z was.
– Oświadczył. – Wypierniczać. Ty i ten z najstarszym numerem, zostańcie.
Wojownicy wyszli mrucząc coś pod
nosami. Została wskazana dwójka.
- Kim jesteś, dziewczynko? –
Zapytał.
- Waszym największym problemem. –
Oświadczyła uśmiechając się.
- To chyba niewłaściwa odpowiedź. –
Odparł. – Z postury i oczu wnioskuję, że jesteś wielkoduszną. Dla takich jak ty
mamy tu specjalne miejsce. – Wyciągnął komunikator, kliknął coś i rzekł: –
Filka, mamy kolejną uciekinierkę.
- Czy mogę wiedzieć z jakiego powodu
chcecie mnie tu zamknąć? – Odezwała się przesłuchiwana.
- Porozmawiamy o tym jutro. Skoro
jesteś naszym największym problemem to dziś musimy dać ci trochę odpocząć, bo chyba
się skurczyłaś. – Odpowiedział. – Takie procedury. Nowi zatrzymani mają prawo
do dwudziestu czterech godzin spokoju podczas których nie mamy pozwolenia na
informowanie ich o czymkolwiek dotyczącym ich aktualnego położenia ani stawianych
zarzutów. – Oświadczył jednym tchem. - Jakby to ode mnie zależało to bardzo
chętnie bym już teraz podłączył cię pod aparaturę i porozmawiał sobie o twojej
obecności przy granicy.
Po jakimś czasie milczenia drzwi
otworzyły się niespodziewanie i weszła przez nie średniego wzrostu kobieta.
- Filka, zobacz co znaleźliśmy przy
granicy! – Rzekł wskazując na ciemnowłosą prezentując ją niczym zwierzę w cyrku.
- Znam ją. To jedna z uczennic które
zbiegły. – Odpowiedziała.
- Wybitnie! – Ucieszył się. – Jeśli
była z pozostałymi to oznacza, że nie będzie mogła się już wyłgać.
- W rzeczy samej. – Uśmiechnęła się.
- Czy możesz, z łaski swojej
zaprowadzić ją do naczelnika, a następnie na piętro czwarte? Byłbym bardzo
wdzięczny… – Zapytał serdecznie.
- Oczywiście. – Skłoniła się i
wzięła dziewczynkę pod rękę. Ta zaś ze zmieszaną miną wyszła z nią grzecznie z pomieszczenia.
Przeszły do zdobionego holu z wielkim,
przepięknym żyrandolem. Wtedy też młoda, czarnowłosa zaczęła dyskretnie trzepać
kieszenie swojego ubranka z których wylatywać zaczęły lepkie okruszki.
- Śmierdzi tu. – Stwierdziła.
- Niestety. – Odpowiedziała jej. – Nic
na to nie poradzę.
Przez korytarz przedostały się do
pokoju gdzie na fotelu siedział gruby troglodyta.
- Imię.
- Greta.
- Pochodzenie.
- Kotlina Roww, wioska Heteranol.
- Imiona rodziców.
- Tiga i Aneta.
- Wiek.
- Prawie czternaście.
- Piętro czwarte, sala 1270.
Wyprowadziła ją drugim korytarzem do
bloku głównego. Kieszonka opróżniła się dopiero gdy obie znalazły się w windzie
mającej dowieść ją na rzeczone piętro.
Potem szybkim krokiem mijając
strażników przeszły do drzwi oznaczonych numerkiem „1270”.
- Odpoczniesz tu trochę. –
Powiedziała Grecie otwierając przed nią drzwi. – Do zobaczenia.
- Dobrze, dziękuję.
- To ja dziękuję.
Na zewnątrz zaszło już słońce.
Nastał duszny wieczór, a chmury okalające niebo sprawiły, że prócz oświetlonych
słabymi lampami budynków, ulice stanęły w nieprzeniknionej ciemności.
- Mawio, gotowy? – Zapytała
podekscytowana Werna.
- Mam nadzieję. – Podleciał do
samego lądu by mogła bezpiecznie zeskoczyć z jego pleców – Leć! - Ponaglił ją po czym z rękoma w kieszeni, pędem
ruszyła ona w kierunku bocznej ulicy.
Chłopak popatrzył na stalowy chodnik
który rozciągał się jak okiem sięgnąć po całej powierzchni miasta. Przy samej
wodzie miał jednak niewielką wyrwę.
„To było aż zbyt proste.” – Pomyślał
podlatując do niej i wkładając rękę do wnętrza dziury. Gdy zniknął w niej jego
łokieć palce poczuły pod opuszkami chłodną, mokrą ziemię.
Momentalnie poczuł jak jego ciało
wypełnia cielesna obecność Scutiego i wewnętrzna siła, którą ciężko opisać
słowami.
- Mawio!
- Scuti… - Westchnął głęboko.
- Mawio! Tak za tobą tęskniłem! –
Przytulił go z całych sił.
- Wiem, bo ja tak samo, ale nie
mogłem niestety się odezwać…
- Co się działo? – Zapytał puszczając
go.
- Nie mam niestety czasu. –
Powiedział ze szczerą przykrością zaglądając w zawiedzione oczy łysego
przyjaciela. – Potrzebuję twojej pomocy, Scuti…
- Jestem. – Wyprostował się. –
Gotowy do działania. Zrobię wszystko, co konieczne.
- Musisz być blisko… Bliżej…
Chłopak uczynił to i dusza drugiego
bieguna zawirowała energicznie. Mawio z impetem skierował tę moc do trzymanej ręką
ziemi i pchnął ją z całej siły.
W mieście zawyły syreny.
Pretorzy natychmiast złapali za
swoje komunikatory.
- Co się u licha dzieje?! Co to za
alarm?
- Co się dzieje? Alarm?
- Pozdrowienia pretorzy! Mówi
Czternaście 331 Sto Siedemdziesiąt Jeden.
- Wiemy! Co się dzieje?
- Jeszcze nie wiadomo, ale alarm
dochodzi z centrali… - Po tych słowach zamilkł.
- HALO? Jesteście tam? – Odezwał się
pretor Sześć.
Nastały chwile pełne napięcia i
nerwów. Po nich odezwał się ponownie:
- Miałem drugie połączenie. – Wtedy też
rozbrzmiał drugi alarm wydzierający się na zmianę z tym pierwszym. – Niestety
sytuacja jest bardzo poważna.
- O co do cholery chodzi?! – Wybuchł
w końcu pretor Jeden.
- Wygląda na to, że cały budynek
energetyki paliwa i elektryczności oderwał się od gruntu. Stracimy prąd w
przeciągu paru minut. – Potem wręcz krzykiem obwieścił. – W najgorszym wypadku ta
niestabilność może spowodować wybuch benzyny! Proszę niezwłocznie zawiadomić
wszystkie organy wojskowe i cywilne aby wyruszyły do Centrali Energetyki!
Musimy jak najprędzej odzyskać ten budynek! – Po tych słowach rozłączył się.
Pretor Sześć drżącą trzecią ręką
podłączył swój komunikator do sieci miasta i blady jak gipsowa ściana odezwał
się:
- Pozdrowienia, mówi pretor Sześć!
To nie są ćwiczenia! Prosimy wszystkich o natychmiastowe udanie się do Centrali
Energetyki. Zostaniemy zaraz pozbawieni prądu i grozi nam eksplozja naszych
zapasów paliwa!
Po usłyszeniu z głośników ulicznych
tego powiadomienia na ulicę wylała się chmara przerażonych troglodytów- jedni w
mundurach, inni w zbrojach, a pozostali w zwykłych ubraniach. Mawio słyszał to
wszystko trzymając wciąż myślami rozszczepiony teren.
- Czujesz to Scuti? Radosna Wyspa
Dwa! Wystrzelmy ją na wysokość szczytu schodów z Fingeteo!
- Z najszczerszą przyjemnością! –
Odparł łysy i z jeszcze większą siłą emocjonalną zbliżył się do niego.
Z Pretoratu i Laboratorium wybiegło
kilkudziesięciu trzy-rękich. Wsiedli oni do stojących maszyn i pojechali w głąb
miasta jeden za drugim. W przeciągu paru minut na ulicy nie pozostało już ani
żywej duszy. Wówczas z przenośnej, publicznej toalety wyszła rozpromieniona
Werna zacierając ręce.
„Teraz ja będę bohaterką.” –
Pomyślała idąc dumnie środkiem stalowego chodnika po kompletnie opustoszałym parkingu.
– „Dostanę medal. I kotka... I… Tak! Szczerozłoty medal, kotka i dożywotnie
zapasy moich chrupek.”
Komentarze
Prześlij komentarz