Marzenie - Rozdział 28
Denam wszedł do chaty i skulił się w
kąciku próbując ogarnąć kłębiące się w głowie myśli. Sam nie wiedział skąd w
nim tyle zmieszania gniewu z przerażeniem. Przeszło mu nawet przez myśl, że
dojrzewa, ale czym prędzej odbił od siebie tę myśl. Tuż za nim weszła po cichu Naya
i przysiadła sobie po drugiej stronie pomieszczenia patrząc jak chłopak siedzi
zwinięty w kłębek nerwów i walczy sam ze sobą.
- Czego tu chcesz?! – Spytał jej,
cudem utrzymując irytację i wściekłość na wodzach.
- Przyszłam się tobą zaopiekować. –
Powiedziała mu spokojnie.
- Ty? Mną? – Parsknął. – Od kiedy to
CIEBIE interesuje opieka i to jeszcze nad kimś takim jak ja?
- Od kiedy dostrzegłam w tobie żywy
konflikt.
- Jaki konflikt? O czym ty bredzisz?
– Podniósł na nią wzrok w którym łzy jego rozpaczy gotowały się w ogniu furii.
- Uspokój się, bo się skruszysz.
Twoje źrenica są prawie się nie zwiększają. – Zauważyła mówiąc to tak
troskliwie jakby była kimś zupełnie innym.
Denam zamknął oczy i westchnął
ciężko próbując ogarnąć nerwy.
- O czym. Ty. Bredzisz. – Powtórzył.
Teraz ona westchnęła lecz lekko i
dźwięczniej.
- Zawiodłeś się na swojej mistrzyni,
to jasne. – Zaczęła. – Chciałeś by inni cię docenili, bo wciąż usiłowałeś być
lepszy od słabych dziewczyn z twojego internatu. W stosunku do nas byłeś
uprzedzony. Prowokowałeś do gniewu w taki sposób by samemu nie kłamać ani nie
wzbudzać w sobie gwałtownych emocji- czuć się dobrze i nie skruszyć własnej
duszy. – Ucichła na chwilę by dać mu to przyswoić, po czym dodała jeszcze: -
Dorastasz. Zrozumienie swoich własnych intencji zaczyna się w tobie zacierać i
od czasu podziału widzę jak walczysz z wyrzutami sumienia.
- Wyrzutami? – Zapytał
nie dowierzając. – Sumienia?
- Nie okłamujesz innych, bo
faktycznie mówisz to, jak uważasz, ale okłamujesz samego siebie. – Wyjaśniała
mu powoli.
- Niby w jakiej kwestii?
- Okłamujesz się, że twoje działania
jakoś przysłużą się tobie i pozostałym.
- Oczywiście, że przysłużą… -
Upierał się.
- Chciałbyś żeby tak było. –
Stwierdziła. – I ja to rozumiem, bo ja też chciałam, tak samo jak ty i Sofia-
zwalić winę swojej lub czyjejś niekompetencji na niewinną osobę. Myślałam, że
Ibi była moją przyjaciółką, myślałam też, że ty jesteś winien temu, że
skruszyła się, a nasza relacja upadła. Doszłam jednak po czasie do wniosku, że
miałeś co do niej rację. – Wyznała mu. – Tak samo rację ma Samanta i Perstax.
Nie każdy, kto urodził się z palcami jest w stanie grać na fortepianie. Nie
każdy, kto urodził się z nogami jest w stanie być sprinterem. Nie każdy, kto ma
przerost duszy musi być mistrzem, a to dlatego, że nie każdy jest taki sam i
wszyscy różnimy się od siebie charakterami, temperamentem i upodobaniami. Miałeś
rację, Ibi i Sofia nie nadają się do tego i widać to było w ich zachowaniu. Ty
to dostrzegłeś i należą ci się brawa, ale nikt tego nie dostrzegł zatem ty także
nie chciałeś na tym poprzestać. Chciałeś bowiem udowodnić, że wszystkie kobiety
są jednakowo nieodpowiedzialne. Zdałam sobie z tego sprawę kiedy powołałeś się
na mistrzynię Aaponę i mnie. Rozmawiałam z Hinem i Rewiccą o mistrzyni Aaponie
i obserwując ją doszłam do wniosku, że twój osąd w stosunku do niej był błędny.
Jest zwykle delikatna i cicha, ale jej stabilność i upartość poznaje się
dopiero po czasie.
- Być może, jednak nie powiesz mi,
że TY się nadajesz do bycia mistrzynią! – Zaśmiał się
- Powiem. – Uśmiechnęła się. – Bo widzisz,
to ja chciałam wyruszyć z mistrzem Levonem, Ibi jedynie zdecydowała się mi
towarzyszyć, bo zawsze chciała mi dorównać, co potwornie schlebiało mojej
próżności. Jak skruszyła się i odeszła robiąc mi w cztery oczy straszną
awanturę poczułam się słaba, bo nie miałam już naśladowczyni, ale nie miałam
jej nie przez to, że ją sprowokowałeś, a przez to, że faktycznie ona się do bycia
mistrzynią nigdy nie nadawała. Przez pewien czas chciałam odwetu na tobie,
stałam się mścicielką, naśladowczynią mojej naśladowczyni, na szczęście w porę
przypomniałam sobie kim jestem, co tu robię i jaki jest mój cel. Kiedy Sofia
próbowała nadwątlić zaufanie innych w stosunku do Mawia zaczęło mnie
zastanawiać skąd we mnie tyle oschłości, która zawsze była słabością Ibi, nie
moją.
- Jesteś jedną z tych idących za
tłumem. Jeśli tak łatwo powielasz czyjeś błędy nieświadomie to w końcu cię to
dopadnie! Skruszysz się, ja to wiem! – Pokiwał głową z cynicznym uśmieszkiem.
- Chciałbyś żeby tak było. Jednak na
tą chwilę w kolejce do skruszenia stoisz jako pierwszy właśnie ty. A eliminacja
kolejnej osoby z naszego stada to coś czego nam nie potrzeba więc chce ci
powiedzieć, że Samanta nie skruszyła się przez ciebie… Nie martw się tym, bo to
nie twoja wina.
- Co ty…? – Parsknął nie dowierzając.
– Zupełnie mnie to nie obchodzi!
- Chciałabym ci wierzyć. – Wstała i
zdecydowanym krokiem podeszła do niego i przykucnęła obok. – Ale widzę, że
poczucie winy masz wymalowane na twarzy. Nie ma w tym nic złego. Jesteś silny,
ale ostatnio twoja żądza bycia lepszym od wszystkich dziewczyn stała się
chorobą trzymającą nóż na gardle twojej duszy. Męska duma jest tyle warta? Potrzeba wyróżnienia się? Przecież oboje wiemy w jak krytycznym stanie jesteś,
więc czemu chcesz temu zaprzeczyć i zaprzepaścić wszystko co już osiągnąłeś.
Zaszedłeś przecież tak daleko! Popełniłeś błędy- to jasne, ale nie popełnia ich
tylko ten, kto nic nie robi.
Oboje zamilkli na parę dłuższych
chwil. Denam starał się przeanalizować jej słowa odrzucając co drugie słowo,
potem co trzecie, a następnie co dziesiąte. W rezultacie doszedł do wniosku, że
może jedno na kilkadziesiąt słów które mu powiedziała mogło się nie zgadzać z
faktami.
- Sądziłem, że to ty byłaś koleżanką
Ibi. - Mruknął
- Byłam, ale dlatego, że ona
chodziła obok mnie- i prosiła o wsparcie. Łechtało to moje ego więc siłą rzeczy
polubiłam ją i przymykałam oczy na jej wybuchowy charakter.
- Mistrzyni Perstax zrezygnowała…
Przeze mnie? – Głos mu się załamał.
- Nie… - Odpowiedziała kojącym
głosem. – Ona zrezygnowała, bo zbytnio ciążyła na niej ta odpowiedzialność. Nie
wiem jak wcześniej wyglądały jej szkolenia, ale widocznie coś musiało się stać,
że była tak niesympatyczną mistrzynią. Teraz jest inaczej- otworzyła sobie zupełnie
inną furtkę aby podtrzymać swoją duszę w całości po swojemu- na warunkach
swojej natury, a nie Radosnych i Najradośniejszych. Ona zrozumiała, że te
„zasady” których przestrzegamy to wcale nie obowiązek, a wskazówki dotyczące
tego, co powinniśmy robić, a czego się strzec. Dusza powinna współistnieć wraz
z ciałem w zgodzie i harmonii, a nie więzić je jak jakiś pasożyt.
- Jeśli to wszystko nie tak, to co
teraz? Co robić? Nie ma lekarstwa, nie ma ratunku… Nie dam rady… - Szepnął. –
Wszystko zepsułem.
- Nic z tych rzeczy! Otworzyłeś
wielu z nas oczy. Gdyby nie twoje doświadczenia, uwagi i szczere wyznania to
mogłoby być znacznie gorzej niż jest. Ibi mogłaby się skruszyć w gorszych
okolicznościach. Może nawet ja bym się w porę nie ogarnęła. Jeśli miałbyś rację
i skruszenie się Sofii pociągnęłoby łańcuszek kłamstw w którym jej mistrzyni,
Alan i nie wiadomo kto jeszcze też by utracił swoje zdolności? Miałeś rację i
wiele osób poprzez nadmierne współczucie dla Sofii nie jest w stanie ci tego
przyznać. Chcą byś się czuł tak jak się czujesz. Żebyś pożałował swoich słów i
sam się skruszył. Jeśli dasz się ponieść teraz to Sofia wygra, a jej wygrana
zwiastować może tylko większe kłopoty.
- To nie gra. Nie liczy się czy
wygram ja czy ona, ale kto ma rację.
- Obie strony. Dziewczyny są
niestabilne, a chłopaki często nieczuli. Nie jesteśmy doskonali i nie musimy
być! Pytanie jest takie- czy jesteśmy odpowiedzialni, szczerzy, dobrzy? Nadajesz
się na mistrza, czy nie?
- Ja? – Zdziwił się. – Nie wiem…
- A kto inny ma wiedzieć? –
Przewróciła oczami. – Jeśli ty tego nie wiesz to twoi uczniowie będą w
przyszłości przechodzić to samo co ty z mistrzynią Ceolą.
- Zawsze chciałem być przez nią
zauważony. – Powiedział. – Myślałem, że nadaje się na mistrza, a ona nie.
- A jak jest faktycznie?
- Myślę, że… - Zawahał się. – Myślę,
że chyba właśnie tak jest.
- Musisz stać się w tej myśli pewniejszy,
bo to przez brak wiary w siebie to wszystko się stało. Masz odwagę do głoszenia
tego, o czym inni boją się pomyśleć. Masz odwagę by osiągnąć więcej niż każdy z
nas, jeśli tylko pogodzisz się z tym co zrobiłeś i spróbujesz się trochę
ogarnąć oraz zaufać zarówno sobie jak i innym. – Westchnęła. – Jeśli ma ci to
pomóc to zaufaj chociaż mi, że to nie wszystko z tobą w porządku i nikt z nas nie
ucierpiał przez ciebie.
Pogłaskała go po włosach i
uśmiechnęła się do niego tak szeroko jak nigdy wcześniej.
- To niesamowite, że jeśli przełamie
się swoją niechęć do wroga to można zobaczyć w nim nawet człowieka. –
Stwierdziła.
- Nadzieja, że nie straciłem
wszystkiego… Nigdy w życiu nie spodziewałbym się, że to akurat ty mi ją
przywrócisz.
- Otrząsnęłam się w porę z własnego
koszmaru- to wszystko.
- Jak otrząsnąć pozostałych? –
Zapytał. – Co jeśli wszyscy teraz będą przechodzić coś podobnego?
- Pójdziesz ze mną? – Wyciągnęła do
niego dłoń. – Wystarczy, żebyś przeprosił mistrzynie Aaponę, Taquę i mistrza
Levona… Ani Sofię, ani Samantę, a już na
pewno nie Perstax. Współczuj, ale nie przepraszaj, bo przecież nie masz za co!
Nie daj też sobie wmówić, że to ty jesteś odpowiedzialny za jakieś ich krzywdy.
My sami jesteśmy w głównej mierze odpowiedzialni za swoje decyzje, emocje i życie.
Są na świecie kanalie, ale tobie do nich jeszcze daleko.
Chłopak złapał ją delikatnie za dłoń
i czule pogładził.
- Masz rację, chyba dorastam… -
Uśmiechnął się nieśmiało.
- Jak my wszyscy. – Nachyliła się ku
niemu obejmując go.
Wtedy mistrz Levon i mistrzyni Cikka
przykucnęli gwałtownie.
- Będą się całować? – Zapytała go
poruszona.
- Nie wiem, mam nadzieję, że nie, bo
Bóg jeden wie co by z tego wyszło. – Szepnął jej.
- Chyba nas nie widzieli, co?
- Zgłupiałaś, kochanie? Jak
zaglądasz komuś w oczy tak głęboko to raczej nie w głowie ci wyglądanie za
okno?
Komentarze
Prześlij komentarz