Marzenie - Rozdział 27
- Perstax! – Zawołał za nią łysy.
- Cieszę się, że widzę pana z rana,
panie Aurorze.
- Ja również. Widziałaś może Roskę?
Mam dla niej ubrania o które mnie prosiła.
- Z tego, co wiem to mają oni teraz
trening. – Rozłożyła ręce w geście bezradności.
- O tej godzinie? – Zdziwił się. –
Toż to nieludzkie.
- Dusza jest mało ludzką rzeczą. –
Stwierdziła puściwszy mu przy tym oczko.
- Fakt.
- Czy Fixona uzupełniła już zapasy
jedzenia w tunelu?
- Z tego co wiem, jest w trakcie. –
Zastanowił się chłopak. – Ale przyznam, że ostatnio jakoś jestem poza tym
tematem. Tydzień temu, kiedy odzyskałem przytomność tylko jeden raz udało mi
się trafić na połączenie z Mawiem. Cały czas moje myśli krążą tylko dookoła
tego, czy wszystko jest w porządku.
- Oj, Scuti. – Przewróciła oczami,
Perstax. – Co ci mówiłam o zamartwianiu się?
- Że mnie kopniesz.
- A co mówiła ci o tym Roska?
- Że to niczemu nie służy.
- To teraz wybierz która opcja jest
dla ciebie korzystniejsza i ustosunkuj się proszę do jednej. – Poklepała go po
ramieniu. – Mawio jest najlepszym adeptem ze wszystkich którzy unieśli się
ponad ziemię, bo jest jedynym który tego osiągnięcia dokonał... – Zakryła mu
palcem usta widząc, że próbuje jej przerwać. - …Ale nie dokonałby tego nawet za
sto lat gdyby nie twoja czystość duszy, ciała i wewnętrzna wiara. Zatem proszę
cię byś zachował cierpliwość, bo moja prawa noga ma bardzo twarde śródstopie od
kiedy chodzę po Fingeteo na bosaka.
- Co to „śródstopie”?
- To miejsce, którym kopnę cię w
zadek jeśli wciąż będziesz się dręczył tym, że ten latający nicpoń się do
ciebie nie odzywa. – Wyjaśniła, po czym przykucnęła przed nim zaglądając w jego
spuszczone spojrzenie. – Scuti, jesteś gwiazdką która spadła nam wtedy kiedy
jej najbardziej potrzebowaliśmy. Zawdzięczamy ci wszyscy życie, a być może cały
ten wszechświat będzie ci je zawdzięczać o ile plan Radosnych i Mawia się
powiedzie, więc błagam cię na wszystko- nie trać teraz nadziei. Zrób to dla
niego, dla Roski, dla mnie i dla swojego tyłka.
- Dziękuję ci, Perstax.
- Ja ci też dziękuję, Scuti. Jesteś
chłopakiem nie z tej ziemi i jakbym mogła to bym się z tobą hajtnęła, ale nie
zrobię tego, bo niedługo będę miała menopauzę i nie chcę żebyś przechodził ją
razem ze mną. Pokazałeś mi, że mogę zmienić się na lepsze jeśli tylko porzucę
brzemiona, które życie i inni narzucili na mnie. Chodź ze mną, przejdziemy się
do Roski i zademonstruję ci, co miałam na myśli mówiąc to.
Kobieta szła miasteczkiem trajkotając
jak rzadko kiedy. Scuti gubił się w jej wypowiedzi i czasem nie wszystkie słowa
rozumiał, ale cieszył się, że jego wielkoduszna koleżanka jest taka zadowolona.
Dobrze było widzieć ją w takiej formie, bo była to rzadkość.
Kiedy podchodzili do ćwiczących z
mistrzem Eddim i mistrzynią Cikką, Perstax ucichła i ruszyła żwawszym krokiem
by Scuti mógł podziwiać od tyłu jej pewną siebie, bojową posturę.
Podeszła do nich i zawołała
doniośle:
- Hej mistrzowie, hej uczniowie!
Zbierzcie się. Mam wam coś ważnego do przekazania.
Z lasu wyszła grupka mistrzyni Taquy
i mistrzyni Aapony, a zaraz po nich pojawił się zaciekawiony mistrz Levon i
mistrzyni Freska wraz ze swoimi uczniami. Denam i Naya stali najdalej lecz
wydawali się być najbardziej zainteresowani ze wszystkich.
- Hej, Roska! – Zawołał Scuti. – Mam
dla ciebie ubranie, o które prosiłaś.
- Ach! Wielkie dzięki! – Uśmiechnęła
się do niego serdecznie.
- O co chodzi, mistrzyni Perstax? –
Zapytał uprzejmie z delikatną nutką zniecierpliwienia mistrz Eddi widząc, że
wszyscy zebrali się w jednym miejscu pierwszy raz od paru ładnych dni.
Ona wyprostowała się, uniosła wysoko
do góry głowę i rzekła głosem mocnym niczym spiżowy dzwon:
- Moja sytuacja, ta wyspa, wy i
ostatecznie ten dzieciak. – Pokazała na Denama. – Przekonaliście mnie.
Odchodzę. Rezygnuję. – Oświadczyła. Mistrzowie zdawali się nie rozumieć chociaż
mistrzyni Cikka szeroko otwarła usta. – Denam ma rację. Za dużo kobiet które są
słabe i nie nadają się do tej roli, podaje się za mistrzynie dusz. Ja to
robiłam, bo od kiedy wyszło, że mam przerost duszy, to zostałam jakby skazana z
góry na los bycia przyszłą mistrzynią. Takie są realia. Taki jest system. Nikt
nie pytał mnie o zdanie i myślę, że części z was także. To, że mamy jakieś
umiejętności, których inni nie mają nie oznacza od razu, że jesteśmy zmuszone
by żyć nimi i stawiać je na pierwszym miejscu. Ja nie jestem duszą, to dusza
jest w moim ciele. I wiecie co? Moje ciało ma dość bycia sługą duszy wbrew
sobie. Moje życie to od dzisiaj MOJE życie, a nie jak to miało miejsce
dotychczas- nieustanna dbałość o jeden z wielu jego aspektów. Chcę zostać na
Fingeteo i stać się częścią ludu Periwi. Zrzekam się tytułu mistrzyni i
przechodzę w stan dożywotniego wielodusznictwa- nie będę więcej uczyć ani
reprezentować Najradośniejszych, od teraz jestem jedyną, wolną na zawsze
wielkoduszną po pełnym treningu.
- To absurdalne… - Odparł Denam. –
Mistrz nie może zrezygnować. Poza tym okres wielkodusznictwa jest tymczasowy i
ma określić czy ktoś jest gotowy do pełnienia funkcji, nie można do niego od
tak sobie wrócić!
- Ale ja wracam. – Oświadczyła. – Co
zrobisz? Zabronisz mi? – Zadrwiła sobie. - Ktoś z was mi coś zrobi? Jestem
wolna i tylko wolność może podtrzymać moją duszę od skruszenia się, bo
nieustanna samokontrola i bycie pseudo-idealną powoduje, że ona marnieje, a ja
sama wkrótce oszaleję! Aapona i Taqua jak najbardziej powinny w siebie
uwierzyć, bo mają wszystko to czego potrzeba by być dobrymi mistrzyniami. Tylko
ja byłam słaba, ale to od teraz przeszłość, bo porzucenie brzemienia bycia
mistrzem sprawia, że moja dusza rodzi się na nowo i zawdzięczam to zarówno tej
wyspie jak i jego szczerości.
- Bardzo mnie to cieszy, mistrzyni Perstax.
– Uśmiechnęła się szeroko mistrzyni Freska. – To fantastyczne, że odnalazłaś
swoje powołanie. Chcę się cieszyć twoim szczęściem, kochana.
Uczniowie patrzyli w ciszy częściowo
oniemieli z wrażenia. Mistrzowie zaczęli uśmiechać się do niej jeden po drugim
i kiwać głowami z uznaniem.
- Bardzo zazdroszczę ci, że wyszłaś
z tej klatki o własnych siłach. – Wyznała Samanta. – Nikomu nie życzę by bezpowrotnie
przez tą potworną presje stracił swój dar, a potem był wytykany palcami. Mistrzyni
Taquo… - Zwróciła się do niej z mrożącą krew w żyłach powagą. - …Wiem, że
mistrzyni chciałaby to ode mnie usłyszeć, ale niestety muszę zaprzeczyć- to nie
przez Denama się skruszyłam. To stres, to strach, to moja słabość. Nie potrafiłam
być perfekcyjna! Nie potrafiłam być taka wspaniała jak ty, jak wszyscy obecni tu
mistrzowie. Jakbym zrozumiała to co mistrzyni Perstax, to być może wciąż moja
dusza byłaby kompletna, ale jest już za późno…
- Oszukujesz! – Wrzasnęła w jej
kierunku Sofia z krzywym grymasem na twarzy. – Stajesz w jego obronie!? Po tym
co powiedział!? To wszystko to jego wina! Przypłynął tu tylko po to by nas
sabotować!
- Sofia, uspokój się, kochana. –
Pogładził ją po włosach, Alan.
- Nie dotykaj mnie! – Krzyknęła odtrącając
jego dłoń. – To tacy jak on nie powinni mieć wstępu do naszej społeczności! Po
co w ogóle mężczyźni pchają się w sprawy dusz? Nie jesteście wystarczająco wrażliwi,
brak wam wyrozumiałości i delikatności!
- A wam brak stabilności emocjonalnej,
samokontroli i szczerości! – Odparł Denam. – My chociaż się nie kruszymy tak
jak wy!
- Denam, błagam cię, nie zaczynaj
znowu… - Podszedł do niego zatroskany, mistrz Levon.
- Sofia, nie wchodź z nim w spory… -
Mruknęła jej, mistrzyni Taqua.
- Wiecie co? – Odezwała się raz
jeszcze Perstax. – Póki nie zrozumiecie, co to znaczy „żyć” to nie mamy o czym
gadać. Sami siebie zabijacie, wasza dusza jest albo szczęśliwa albo kruszy się,
bo nie dajecie sobie być sobą. – Odwróciła się na pięcie i zaczęła odchodzić
patrząc na zmieszanego Scutiego. – Od teraz żadna „mistrzyni” mnie nie definiuje.
Jestem Perstax i to tylko to jedno znaczy kim naprawdę jestem!
Komentarze
Prześlij komentarz