Marzenie - Rozdział 26


Nastały ciężkie noce i dnie dla uciekinierów przebywających na wyspie Fingeteo. Pomimo tego iż zagrożenie ze strony troglodytów cudem ich ominęło to ich grupa pod nieobecność Radosnych, Jedy i Mawia podzieliła się.
Mistrz Eddi i mistrzyni Cikka wraz z Ridem, Olgą, Klarisą, Samantą, Eleonorą oraz Famaldą postanowili trzymać się razem.
Mistrzyni Taqua i mistrzyni Aapona wraz z Sofią, Alanem, Rewiccą i Hinem przez swoją solidarność z sytuacją Sofii postanowili odciąć się wraz z nią od innych i sympatyzować tylko ze swoim, niewielkim gronem.
Mistrz Levon przebywał wraz z Nayą i Denamem. Nie chciał przekazywać swojej uczennicy nikomu innemu, ale wcześniej obiecał także Denamowi, że będzie go szkolił i postanowił tej obietnicy dotrzymać.
Pomiędzy nimi starała się balansować mistrzyni Freska która wraz z Zelofinem, Minarą i Ewstachiuszem próbowali pozostać neutralni, ale prócz tego ostatniego wszyscy unikali Denama jak ognia.
Warto zaznaczyć, że to nie była kłótnia, a wzajemny żal do siebie o coś. Tylko parę osób czuło gniew lecz były one albo już skruszone, albo regularnie uspokajane przez swoich towarzyszy. Najgorszej czuł się mistrz Levon który wstydził się za Denama, ale brał sobie za punkt honoru nie opuszczać chłopaka mimo wszystko. Obok niego była jeszcze Naya, która zdawała się być tykającą bombą zegarową. Zachowywała się nader naturalnie i trudno było uwierzyć w to jak codziennie, zadowolona spacerowała sobie po plaży. Większość mistrzyń i uczennic współczuło jej towarzystwa i chętnie z nią rozmawiali sugerując przy tym przyjęcie pod swoje skrzydła lecz ta z niewiadomych przyczyn jedynie dementowała te propozycje śmiechem.
Najbardziej odseparowali się od reszty mistrzyni Perstax i Roska, które zdawały się kroczyć swoimi, kocimi ścieżkami. Praktycznie nie rozmawiały z resztą kompanów. Roska jeszcze uczestniczyła w treningach mistrza Eddiego i wtedy jakoś spędzała też – niewątpliwie przyjemnie – czas z jego podopiecznymi (a swoimi przyjaciółmi) lecz od razu potem znikała gdzieś i albo nocowała z mistrzynią Perstax albo u Scutiego. Dziewczynka z każdym dniem przechodziła coraz to bardziej dynamiczną przemianę. Stawała się kimś pomiędzy mistrzynią Ewą, a mistrzynią Perstax której towarzystwo zaczęła cenić jak nigdy wcześniej nikt inny z ich ekipy.
Była to kobieta poważna, zasadnicza, skrupulatna i w końcu będąca samodzielną jednostką, troszczącą się o innych wtedy kiedy była ku temu konieczność, zaś resztę czasu upajająca się swoim własnym towarzystwem. W sytuacjach gdy jednak Roska była w grupie, budziła się w niej cząstka z mistrzyni Ewy- kreatywność, poczucie humoru i koleżeńskość.
W centrum uwagi wszystkich były nieodzownie Sofia i Samanta. Obydwie zniechęcone do wszystkiego lecz ta pierwsza znacznie bardziej wściekła i pretensjonalna. Roska mocno współczuła obu, zwłaszcza swojej koleżance z internatu. Zastanawiała się, jak mogła nie czuć wsparcia ze strony Klarisy, która była dla niej niczym Zelofin dla Werny. Coś po drodze musiało pójść nie tak i niestety w porę nikt temu nie zaradził. Niewykluczone było też to, że Samanta miała zwyczajnie gorsze samopoczucie, które połączone z nagłym stresem i lękiem zaowocowały eksplozją nieskontrolowanych, negatywnych emocji. Przez to wszyscy chodzili teraz dookoła niej, a ona nigdy za tym nie przepadała i wciąż nie wyglądała jakby jej się to podobało.
Czemu grupy mistrza Eddiego i mistrzyni Taquy były od siebie oddzielone? Mistrzyni Taqua twierdziła, że to przez Denama dziewczęta czuły presję która to doprowadziła w końcu do skruszeń. Mistrz Eddi sądził, że ukrywanie Sofii było nieodpowiedzialne, a stan Samanty nie miał związku z poglądami Denama.
Co na to Roska?
Roska potrzebowała czasu dla siebie jak jeszcze nigdy dotąd. Nie wiedziała ile i wcale a wcale nie rozumiała tego dlaczego tak było, ale faktem było, że tego potrzebowała i tak było.
„To chyba dojrzewanie…” – Myślała sobie siedząc w cieniu drzewa oraz rozmyślając o burakach i piernikach.
Starała się trzymać sztamę ze Scutim dla Mawia chociaż była ciekawa, co chłopak zrobi gdy już wróci z misji… O ile wróci.
Mistrz Eddi rozważał nawet wraz z mistrzynią Cikką, czy by nie popłynąć do nich z ewentualną odsieczą, ale kompletnie nie mieli pojęcia gdzie ich szukać. Scuti być może by im powiedział, ale połączenie z Mawiem było ostatnio dość oporne. Stres u obojga chłopaków powodować musiał problemy w osiągnięciu odpowiedniego stanu.
Od czasu przebudzenia się Scutiego po tym jak niewytłumaczalnym dla siebie sposobem dowiedział się on o lecących w ich stronę rakietach raz tylko siedząc w tunelu złapał połączenie z Mawiem i to tylko na chwilę. Dowiedział się zaledwie tyle, że drugi biegun dotarł już na kontynent.
- Mam takie dziwne wrażenie… - Zwierzał się Rosce, Scuti. – …Że Mawio celowo nie chce się łączyć ze mną, a ostatnio coś przede mną ukrywał.
- Może nie chciał cię czymś martwić na zapas? – Podsunęła mu, dziewczyna. – Znam go już jakiś czas i ma on tendencje do uspokajania innych na siłę.
- Rozumiem go, mam podobnie. – Stwierdził. – W końcu jestem jego drugą połową… Mimo to, ciężko mi mając świadomość tego, że coś może być nie tak i ukrywa to z premedytacją.
- Skoro jest twoją drugą połową to zakładam, że to ukrywanie też musi go boleć. – Uśmiechnęła się do niego. – Nie martw się, jest zaradny i cokolwiek będzie się działo to poradzi sobie jakoś.
- Ty się nie denerwujesz?
- Nie… Nie wolno mi, bo się skruszę. – Zaśmiała się. – Ale nawet jakbym mogła to mentalnie bym go wspierała zamiast obawiać się. Obawy nikomu nie pomogą, a produkowanie ich w głowie na zaś to tylko zaśmiecanie sobie myśli.
- Lubię cię. – Wyznał jej. – Jesteś bardzo mądra i miła.
- Dziękuję, ja też ciebie lubię.
- Jesteś do niego podobna.
- Do Mawia? No cóż… Mówi się, że z kim się zadajesz takim się stajesz.
- Też chciałbym tyle czasu z nim spędzić.
- W snach w końcu przebywacie ze sobą i tak odczuwalnie dłużej.
- Jednak to nie to samo jak fizyczna rozmowa twarzą w twarz.
- Być może…
- On też cię lubi, wiesz o tym?
- Troszkę…
- Zazdroszczę ci tego…
- Ale ciebie też przecież lubi…
- Myślisz, że ze mną chciałby dzielić resztę życia?
- Tego niestety nie wiem…
- A ja w to niestety wątpię.
Patrzyli sobie w oczy tak głęboko, że zaglądali niemalże w swoje serca i z nich wydobywali wzajemnie swoje najróżniejsze ukryte myśli i obawy, a następnie rzucali nimi w siebie na zmianę, tak, że sami już nie wiedzieli czy to ona mówi do niego, czy to on do niej, czy to głosy, czy myśli, czy to jawa, czy już nie…
- Reszta życia to dużo czasu…
- Mawio zasługuje na kogoś takiego…
- …Jak ty?
- …Jak ty.
- Jak to ja?
- Tak.
- Tak?
- To ty czy ja?
- Ja czy ty?
- Jeśli obojgu nam zależy na nim tak samo i kochamy go równie mocno… Czy jest różnica?
- Niekoniecznie. Tylko taka, że jedno z nas pozostanie nieszczęśliwe…
- Ja?
- Ja?
- O tym zadecyduje już Mawio.
- Ha! Bycie twoją konkurencją to dla mnie największy z zaszczytów.
- Absolutnie się zgadzam i współczuję mu tego wyboru. Oboje jesteśmy zbyt świetni żeby mógł zdecydować się tylko na jednego.

Komentarze