Marzenie - Rozdział 25
Minęły trzy pełne napięcia dni do
momentu w którym rakiety wypełnione zawiedzionymi wojownikami odleciały nareszcie
z wyspy. Parę godzin później by zyskać pewność braku zastawionych pułapek
tudzież jakichś innych urządzeń, Ooeelw’ononoez odsunął odważniej dywan z mchu
na skraju miasteczka i raz jeszcze rozejrzał się po okolicy.
- Tefeera orefa verod leotk yakra
nerreoat. – Powiedział po czym wyszedł z dziury i zaczął przechadzać się po
okolicy.
- Heekek lakac! – Krzyknął za nim
Tibo.
- Bet. – Odparł Oelow bacznie
oglądając ziemię i drzewa oraz chatki, a potem ruszył na ostrożne oględziny miasteczka
i wyspy, po powrocie z których triumfalnie orzekł - Gerea zzen lanra nerreoat.
Po tych słowach Tibo, Rwan i
mistrzyni Perstax jako pierwsi opuścili przedsionek kryjówki. Za nimi wychodzić
zaczęła cała reszta, w tym mistrz Levon który natychmiast podszedł do swojej,
zwykle oschłej koleżanki po fachu.
- Skąd wiedziałaś o tym miejscu? –
Zapytał nie kryjąc zachwytu.
- Scuti mi pokazał kiedy wy byliście
zajęci obijaniem się. – Uśmiechnęła się drwiąco. – Miałam rację mówiąc, że ta
wyspa i jej mieszkańcy są fantastyczni?
- Tak! – Wyrzucił z siebie
podniecony. – Tak! Tak! Stukrotnie tak!!! Uratowałaś nas!
- To nie ja, tylko Auror Scuti. –
Odparła z dumą w głosie, kiedy ów chłopak w asyście wianuszka uczniów dusz
właśnie opuszczał kryjówkę. Wtedy też mistrzyni także zwróciła się bezpośrednio
do niego.
- Fantastyczna robota. Gdyby nie ty byłoby
krucho… i to dosłownie!
- Wielkie dzięki, Perstax, ale to
przecież ty wpadłaś na pomysł ukrycia wszystkich w tunelu.
- Gdyby nie twoje przeczucie to nie
miałabym pojęcia o tym, że oni w ogóle nadchodzą.
- To takie dziwne było… - Podrapał
się po głowie łysy. – Ciężko mi to jakoś konkretnie opisać.
- Jak będziesz potrafił to chętnie
posłucham. – Zapewniła go. – Teraz lepiej odpocznij i cieszmy się wszyscy tym,
że udało się!
Uczniowie i mistrzowie zaczęli
klaskać i podskakiwać ze szczęścia. Tylko Minara, Sofia i Samanta wydawały się
jakby niezadowolone. Mistrz Eddi dostrzegł to natychmiast i podszedł do nich.
- Coś się stało, dziewczynki?
- Co z Werną? Miała już wrócić… - Mówiła
Minara gdy głos się jej załamał, a oczy zakryła ściana wody.
- Nie płacz, kochana! – Kucnął przed
nią. – To przecież Werna! Ona jest zawsze pozytywna, jestem pewny, że wszystko
z nią w porządku!
- A jeśli nie? – Odparła ze
smutkiem.
- Nie ma nawet takiej możliwości. –
Pokiwał głową z uśmiechem. Potem spojrzał na Sofię i Samantę. Do tej pierwszej
podejść już zdążył Alan z ich mistrzynią. Do drugiej z kolei Klarisa, Olga,
Roska i Rid, a ten ostatni popatrzył wtenczas zatroskany na mistrza Eddiego. Ten
natychmiast podniósł się i podszedł do nich.
- Tak? – Zapytał w odpowiedzi na jego
spojrzenie.
- Samanta? – Przyklękła przy niej
Klarisa. – Powiedzmy mistrzowi Eddiemu. Możemy?
Mistrz czekał cierpliwie. Podszedł
do nich wtedy Denam i mistrzyni Cikka. Kilka metrów dalej przyglądali się temu
też mistrz Levon ze swoją podopieczną, Nayą, zaraz do zbiorowiska dojść mieli
także pozostali.
Samanta podniosła spojrzenie na
mistrza Eddiego i rzekła:
- Skruszyłam się biegnąc do tunelu.
– Po tych słowach ryknęła rzewnym płaczem.
- Skarbie… - Przytuliła ją Olga.
- Nic się nie stało… - Szepnął. –
Każdemu mogło się zdarzyć, przecież to niczego nie zmienia, dla nas wciąż
jesteś...
- Ale to już nie to samo! Straciłam
wszystko! – Krzyknęła zanosząc się od łkania.
- Oczywiście, że nie… Uspokój się, proszę,
kochana. – Mówił spokojnie i troskliwie.
- Dziewczyny… - Parsknął Denam. –
Czemu mnie to nie dziwi? – Zebrani wówczas spojrzeli na niego wyzywająco. On
zaś widząc ich skupioną na nim uwagę zwrócił się głośniej w kierunku stojących
wciąż z Sofią, mistrzyni Taquy i Alana – A kiedy ty się przyznasz?
Ona odwróciła się i wraz ze swoim
uczniem rzucili mu wprost lodowate spojrzenia.
- Co takiego? – Zapytała.
- Sofia? – Zapytał teatralnym
szeptem, Denam. – Jesteś tam jeszcze, kruszynko? – Po tych słowach spojrzenia każdego
skierowały się na dziewczynkę, która zmieszana rozglądała się dookoła
nieudolnie udając, że to jakaś pomyłka. – Czy nikogo nie zdziwiło, że mistrzyni
Taqua od zawsze trzyma Sofie tylko przy sobie i Alanie i nawet nie ćwiczą oni w
naszej obecności? – Zaśmiał się Denam. – No, co wy…? Przecież to było oczywiste!
Mistrz Levon podszedł po tych
słowach do swojego przybranego ucznia i położył mu twardo dłoń na jego
ramieniu.
- Wystarczy. – Powiedział ponuro. –
To nie jest czas ani miejsce na takie bzdurne spory.
- Z całym szacunkiem mistrzu… –
Odparł uprzejmie chłopak. – …Jednak uważam, że to jest najwyższa pora na to by
zastanowić się, czemu w grupie dwudziestu uczniów jedynie szóstka to chłopcy, a
reszta dziewczęta? Trójka z tej czternastoosobowej grupy panien, stanowiąca ich
dwadzieścia procent, już się skruszyła! – Wskazał oskarżycielsko na Sofie. – A
jedna z nich okłamywała wszystkich tylko po to by ukryć swój wstyd. Narażała przy
tym na kłamstwa, wobec czego także i na skruszenie, również swojego przyjaciela
wraz z ich wspólną mistrzynią! Takie osoby nie powinny mieć prawa aby zostać
dopuszczone do szkolenia! Są zagrożeniem dla siebie i innych. Hin jest z nas,
chłopców, najbardziej skryty, a jednak on zamiast kroczyć ku przepaści wciąż przełamuje
się i wzrasta na duszy! Dlaczego dziewczęta tak nie robią?! – Rozłożył ręce w
geście niezrozumienia i popatrzył po strapionych twarzach uczniów i mistrzów
słuchających jego monologu. – Zna ktoś z was moją mentorkę? Mistrzynię Celoę?
Nie? Mistrzyni Celoa tak faworyzowała dziewczęta, że byłem jedynym chłopakiem w
jej internacie. – Wyznał. – Pozostali odeszli czując presję wywieraną przez
pseudo-koleżanki które kpiły sobie z nich ukradkiem w swoich podrzędnych ekipach,
które to nieustannie wykruszały się… – Wyciągnął dłoń odliczając palcami od
pięciu do zaciśniętej pięści oznaczającej zero. – …Jedna po drugiej… Nie było
tygodnia żeby chociaż jedna nie miała kryzysu i nie była na skraju. A mistrzyni
przymykała na to wszystko oko. Gdy przyszli wojownicy, tylko ja i cztery
dziewczyny z całego trzydziestoczteroosobowego szkolenia nie skruszyliśmy się.
One jednak postanowiły wrócić do domów, a ja chciałem ukończyć szkolenie.
Mistrzyni Celoa jednak wcale mnie w tym nie wspierała. – Wyznał. – Wolałem
szkolenie z nią od prestiżowej szkoły matematyczno-fizycznej w moim rodzinnym
miasteczku, która to sama proponowała mi bezpłatne przyjęcie! Celoa, gdy jej
wspaniałe faworyty poodchodziły, załamana sama chciała oddać się w ręce
troglodytów, ale ja wsadziłem ją do wozu i poprowadziłem konie by dojechać na
tamto zebranie. Po drodze przekonywałem także by nie traciła ducha i udało mi
się to do tego stopnia by zgodziła się wybrać razem z nami do lasu. – Westchnął
ciężko. – Cieszy mnie jednak niezmiernie, że złapali ją zanim przyszła jej
kolej na lot, bo jestem pewny, że jeśli uciekłaby razem nami, to nasze morale
drastycznie spadłyby po tym gdy jako jedna z naszych mistrzyń skruszyłaby się
na oczach wszystkich… Przykro mi to mówić, ale mistrzyni Perstax i mistrzyni
Aapona nie nadają się do tego fachu tak samo jak Ibi, Samanta, Sofia czy Naya.
Obawiam się, że nawet sama mistrzyni Taqua stojąc wciąż murem, z kłamstw i
ciszy, za swoją nierozważną uczennicą stałaby się jej ofiarą i podzieliła jej
los. Jest to, co prawda, jedynie moje zdanie i cieszę się, że mogłem je
wyrazić. Nie darzę żadnej z was nienawiścią, moja dusza jest kompletna i ma się
doskonale, uważam jedynie iż powinnyście poszukać sobie lepszego miejsca w
społeczeństwie, gdzie być może pomożecie innym, a nie im zaszkodzicie…
Komentarze
Prześlij komentarz