Marzenie - Rozdział 24
Mawio wylądował wraz z dziewczynami
na skraju lasu nieopodal którego wznosiła się niewielka wioska ze słupem wysokiego
napięcia, który zwiastował elektryfikację i dostęp do technologii w tym
rejonie. Było to całkiem niedaleko od wybrzeża, ale na tyle by chłodna, morska
bryza nie docierała już do nich, a tylko dźwięki fal zwiastowały obecność morza
z tamtej strony
Greta i Werna wstrząśnięte tym, co się
stało pobiegły jak po zastrzyku adrenaliny, pędem do wioski by poprosić o
pożyczenie jakiegoś komunikatora. Miały przynieść go Mawiowi, który zważywszy
na swoje unoszenie się nad ziemią lepiej było by pozostał w ukryciu żeby nie
ściągać na siebie zbędnej uwagi. Czekając na ich powrót miał zupełną pustkę w
głowie. Był pewny, że mistrz Terros poradziłby sobie z tą sytuacją… Czemu zatem
został? Czemu pozwolił by Mawio stracił z oczu swojego ukochanego mistrza? Co z
Fingeteo? Roską i Scutim? Czy to ktoś z pojmanych w lesie pomógł im w
namierzeniu reszty? Jak…?
Chłopak jednak nie miał tych
wszystkich pytań w głowie, bo znajdował się w permanentnym szoku. Nie widział
możliwości by się otrząsnąć. Czuł już w samych kościach, że sytuacja jest
absolutnie najgorsza i zupełnie nic nie może jej poprawić. Wtedy też,
nieopodal, do brzegu kontynentu przybiła mała łódka.
Uczennice tak szybko jak odbiegły od
chłopaka tak też przybiegły do niego ściskając podłużną, metalową słuchawę z
guzikami, której już dawno nie widzieli na oczy.
- Werna zrobiła niezłą scenę, żeby ją
dostać. – Śmiała się do rozpuku Greta, która ku zdziwieniu Mawia nie przejawiała
odruchów załamania. – Musisz pokazać mu tą minę! Jest genialna…!
- Macie numer? – Zaniepokoił się
przerywając.
- Tak. – Odparła Werna podając mu,
wyrwaną z jakiejś książki, kartkę. - Tam jest numer do siedziby
Najradośniejszych.
- Nigdy tego nie robiłem… Zawsze
zajmowała się tym mama, albo tata. – Popatrzył na komunikator zmieszany Mawio.
- To proste. – Machnęła ręką Werna i
zaczęła pokazywać mu palcami: – Tu klikasz, potem tu przykładasz ucho, a tam
mówisz. Nic prostszego, ja robiłam to setki razy.
- Jak to? – Zdziwiła się Greta. –
Przecież nie wolno nam korzystać z technologii!
- Wiem, ale czasem jak tęskniłam za
domem to dzwoniłam jak nikt nie patrzył. Nic mi się nie stało. Ani się nie
skruszyłam, ani nie umarłam! – Uśmiechnęła się.
- Mimo wszystko to dość
niebezpieczne. – Stwierdził chłopak. – Wiesz, jeśli byś się uzależniła od
korzystania z tej maszyny to byłby koniec dla twojej duszy?
- Wiem, ale Minara zawsze mówiła, że
jedyne co mnie uzależnia to chrupki kukurydziane i miała rację. – Wzruszyła
ramionami dziewczyna. – Jeśli sam nie chcesz to ja mogę to zrobić, tylko nie
mówcie o tym mistrzom, bo dostanę karę.
- Mistrzowie przecież są porwa… -
Zaczął Mawio, ale Greta szturchnęła go łokciem i zaczęła się śmiać zagłuszywszy
końcówkę jego wypowiedzi.
- Ha! No dobra, mała! Tylko nie
przesadzaj z tymi komunikatorami na przyszłość, bo wtedy wygadamy. Rozumiemy
się?
- No jasne! – Pokiwała głową
wyrywając Mawiowi słuchawkę i nanosząc na nią skrupulatnie wszystkie numerki z
kartki. Potem nastała chwila ciszy w czasie której uczniowie słyszeli tylko
głośne uderzenia ich przejętych serc. – Miło mi cię słyszeć! – Powiedziała w
końcu do instrumentu. – Nie powiem jak mam na imię, ale chciałabym porozmawiać
z którymś z Arcymistrzów. – Potem znów chwila ciszy. – Nie wiem. Może być
Najradośniejsza Sertyna, bo ma ładne włosy? – Zapytała drapiąc się po policzku,
a jej towarzysze spojrzeli się po sobie porozumiewawczo. – Też może być. –
Dziewczynka zaczęła chodzić dookoła drzewa analizując coś lub słuchając uważnie
kogoś.
- I co? – Zapytała zniecierpliwiona
Greta.
- Słucham muzyczki, zaraz ktoś się
odezwie. – Wyjaśniła Werna.
Wtem z lasu wybiegł ktoś zakapturzony
wyrywając jej z dłoni komunikator.
- Ej! Co jest?! – Oburzyła się wybita
z rytmu Werna.
- Już jestem. – Powiedziała do nich
kobieta znajomym Mawiowi głosem. – Nie musicie do nikogo dzwonić.
- Skąd?... – Odezwał się nieśmiało
chłopak. – Jak nas tu mistrzyni znalazła?
- Szukałam was. – Odpowiedziała
zdejmując kaptur i patrząc z uśmiechem na trójkę adeptów. – I całe szczęście
zdążyłam na czas. – Wskazała na wyrwany dziewczynce komunikator.
- Och, to przecież Arcymistrzyni
Defilla! – Podekscytowała się Werna. – Cieszę się, że cię widzę.
- Ja także bardzo się cieszę, że
nareszcie udało nam się zobaczyć i mogę się wami zająć…
- Nie mamy czasu! – Pokiwała głową
Greta. – Troglodyci są bliscy zniszczenia planety! Porwali mistrzów i
Radosnych! Musimy ich powstrzymać.
- Doskonale wiem, co się dzieje. –
Odpowiedziała spokojnie podchodząc do Mawia. – Ciężko było cię odnaleźć. Do
prawdy, świetnie się składa, że zetknęliśmy się w porę.
Komentarze
Prześlij komentarz