Marzenie - Rozdział 23
Wszyscy mocno martwili się tym, co
dzieje się na wyspie i czy w porę udało się im jakoś ukryć, ale byli
wewnętrznie przekonani o tym, że było to dość mało prawdopodobne o ile zupełnie
nierealne. Może pominęliby ją gdyby nie, latająca tuż obok, Radosna Wyspa,
która dość mocno może rzucać się w oczy komuś poszukującemu grupy uciekających
wielkodusznych.
Teraz jedyne co mogli zrobić to
prędko dotrzeć do brzegu i zacząć realizować swój plan.
Zbliżali się już- na horyzoncie
dostrzec można było już nawet zarys ciemnego lasu.
- Już drugi raz się im wymknęłam. –
Zauważyła mistrzyni Ewa skrzecząc gorzej od bagiennej ropuchy.
- Mam nadzieję, że Minara, Zelofin i
inni są bezpieczni… - Mruknęła smutno Werna.
- Nic się nie bój. – Machnęła ręką uśmiechnięta
Jeda. – Nasi przyjaciele to twarde sztuki o mięciutkich serduszkach. Nic im nie
grozi!
Podziw dla gęstowłosej i jej
opanowania oraz spokoju był wręcz wymalowany w oczach mistrzów. Dziewczyna
dawała z siebie więcej niż wszystko by utrzymać grupę w spokoju i trzeba było
przyznać, że udawało się jej to dość dobrze.
- Nie bój się, nawet jeśli by ich
zabrali to pewnie do reszty mistrzów, których wcześniej złapali. Wtedy byliby
chociaż wszyscy razem i nie martwili się o siebie wzajemnie jak to teraz ma
miejsce. – Zauważyła Greta.
- Masz rację, Gretuś. – Pokiwała
głową Werna. – Może wtedy byłoby im nawet raźniej.
- Z pewnością. – Zapewniła żabia
Ewa.
- Ależ Minara będzie się o mnie
martwiła… Obiecałam, że jak tylko złapiemy kontakt z Najradośniejszymi to wrócę
grzecznie i bez gadania na Fingeteo.
- Poradzi sobie jakoś bez ciebie,
jak myślisz? – Zagadała ją Greta.
- No pewnie! Ona wszystko potrafi. –
Powiedziała bez cienia wątpliwości. – Jakbym była mądrzejsza to bym jej pewnie
dorównała, bo faktycznie przebijam ją tylko w swojej śmiałości.
- No co ty mówisz, kochana? Przecież
ty jesteś tak samo mądrą dziewczyną jak my wszystkie. – Zdziwiła się Jeda. – I
nawet nie próbuj temu zaprzeczać!
- Wszyscy wiemy jak jest. –
Wzruszyła ramionami. – Ale ja się nie mam czego wstydzić. Jestem jaka jestem i
nie żałuję tego, jaka nie jestem.
- Święta racja! – Skomentowała to
zaskoczona mistrzyni Ikaria. – Minara tak mówiła?
- Nie. – Uśmiechnęła się
dziewczynka. – Ja.
Byli już coraz bliżej. Dało się
wypatrzyć plażę z której wyruszali, ale chyba tylko Mawio i mistrz Terros
zwracali na to uwagę, reszta była zbyt pochłonięta ploteczkami.
- Myślicie, że też się Sofii podoba?
– Zainteresowała się Radosna.
- Mistrzyni kochana… Ona go prawie
na krok nie odstępuje! – Odparła Jeda, której włączył się tryb „przebojowej
gaduły”.
- Sądzę, że to raczej on jej odejść
nie daje. Wszystkie rzeczy za nią robi, nawet ja jestem bardziej samodzielna. –
Parsknęła śmiechem, Werna.
- Młodzi zakochani… - Zaskrzeczała
mistrzyni Ewa.
- A tobie, któraś z mistrzyń albo z
mistrzów się podoba? – Szturchnęła przedmówczynię, mistrzyni Ikaria. – No, nie
wstydź się!
- Mi? No wiesz… - Skrzywiła się jak
po zjedzeniu cytryny. – Przyznam, że mistrz Levon jest dosyć w moim typie.
- Ja tam uważam, że mistrz Eddi jest
ciekawszy. – Weszła ze swoją oceną Greta. – Chociaż osobiście twierdzę, że
najładniejsza z was wszystkich jest mistrzyni Aapona.
- Mistrzyni Aapona ma piękne włosy.
– Stwierdziła rzekotka Ewa. – A z uczniów? Macie jakieś typy? Greto?
- Czemu ja? – Wybuchła śmiechem. –
No, coś tam mam…
- Nie krępuj się, kochanie, przecież
nie wygadamy tej osobie. – Poklepała ją po ramieniu Jeda.
- Powiedzmy, ze Klarisa jest dość
urokliwa… Rosce i Mawiemu też nic nie brakuje. – Odwróciła się do chłopaka
pchającego łódkę i puściła mu zawadiackie oczko. – A ty, Jeduś?
Jeda zawstydziła się i już miała jej
odpowiedzieć kiedy to z morza, tuż przed nimi, wyleciało coś z wielką
prędkością. Było tego cztery i wyglądały na bardzo długie węże morskie, ale one
– w przeciwieństwie do tego czegoś - nie złapałyby zębami ich łodzi ze
wszystkich stron dziurawiąc przy tym jej dno.
- Haki! – Krzyknęła Greta.
- To pułapka! – Odwróciła się
mistrzyni Ikaria. – Jestem bezradna jeśli pod nami jest cały statek! Zatopiłabym
go razem z nami! Dziewczyny złapcie się Mawia i lećcie z nim gdzieś na
kontynent, to już niedaleko!
- Werna, Greta, szybko łapcie go za
szyję. – Nakazała Jeda.
- Jak to? A ty? – Zdziwiła się Werna.
- Przecież nie zmieścimy się
wszystkie! Szybko! Ja zostanę z mistrzami! – Krzyknęła Jeda.
Przed nimi w tym czasie spod wody
zaczęła wyłaniać się stalowa kopuła bardzo dużego okrętu podwodnego, do którego
przytwierdzone były wyrzutnie haków.
- O nie, nie zatopię tego nie
pociągając nas razem z tym czymś na samo dno… – Powtórzyła mistrzyni Ikaria
niemal ze łzami w oczach. Po tym wydarła się z całych sił do Mawia. – NA CO
JESZCZE CZEKASZ? RUSZ SIĘ! ODLATUJCIE!
Mawio był totalnie sparaliżowany.
Patrzył wprost na mistrza Terrosa który właśnie podniósł na chłopaka swoje spojrzenie,
wcześniej utkwione w wielkich hakach które złapały ich łódź. Uśmiechnął się do
niego kiedy dziewczyny wskakiwały mu na szyję z obu stron i rzekł donośnym
głosem:
- A to ci niespodzianka, tego się
nie spodziewałem. No nic, blisko było, ale jestem pewny, że jeszcze się
zobaczymy!
- MAWIO LEĆ JUŻ! – Wykrzyknęła
ostatkami swojego gardła mistrzyni Ewa po czym chłopak jak w transie wzleciał w
chmury razem z Werną i Gretą, zostawiając mistrzów oraz Jedę w szponach nieobliczalnych
żołnierzy troglodytów.
…
Ale to jeszcze nie był koniec-
kopuła otworzyła się a z jej wnętrza trzech żołnierzy wypchnęło na wodę łódź
bardzo podobną do tej, na której grupa wypłynęła z Fingeteo. Następnie z
wnętrza okrętu podwodnego wyszła kobieta, która wśród krzyków zawodu, zgryzoty
i niedowierzania wsiadła do niej odpłynęła w stronę plaży.
Komentarze
Prześlij komentarz