Marzenie - Rozdział 22
Łódka którą Periwi udostępnili ich
grupce była trochę przymała, ale jakoś ich szóstka zmieściła się w nią. Nie
liczony jako pasażer, Mawio - jej żywy silnik - trzymał rękoma za tył i
popychał lecąc tak szybko jak jeszcze nigdy dotychczas. Mistrzyni Ikaria przytulała
mistrza Terrosa, a on sterburtę by przypadkiem przy tej prędkości nie wypadli
do morza. Tuż za nimi mistrzyni Ewa wydzierała sobie gardło wrzeszcząc w
niebogłosy zachwycona najszybszą przejażdżką swojego życia. Obejmowała ją
trójka chętnych na wyprawę uczennic, które wtulone kurczowo w jej brzuch
usiłowały zignorować krzyki i wiwaty aby porozmawiać ze sobą o czymkolwiek
relaksującym.
Mistrz Terros nawet zaczął delikatnie
żałować tego jak poprosił na brzegu Mawia by ten dał z siebie sto procent „gazu
do dechy” żeby nie tracić już ani jednej chwili dłużej lecz przypomniał sobie,
że im szybciej dotrą do brzegu, tym lepsze to będzie dla powodzenia ich misji.
Mawio słysząc przed sobą
rozwrzeszczaną i przeszczęśliwą mistrzynię Ewę czuł jeszcze więcej pozytywnych
bodźców, które to i tak towarzyszyły mu podczas osiągania tej zawrotnej
prędkości.
Postanowili, że pójdą do którejś ze
wsi i poproszą o skorzystanie z komunikatora- w tym czasie uczniowie pod opieką
mistrzyni Ewy mieli zdobyć jakieś świeże, kontynentalne owoce na Fingeteo. By
zachować jednak anonimowość postanowili nie mówić wszystkiego tam i porozmawiać
o sprawie dopiero twarzą w twarz z samymi Najradośniejszymi. Mawio miał
nadzieję, że uda im się stanąć u boku arcymistrzyni Mony oraz arcymistrza
Quadiocusa i wspólnie z nimi powstrzymać troglodytów.
Cudem udało mu się przekonać Roskę
żeby została i zaopiekowała się pod jego nieobecność Scutim. O jej zdrowie bał
się przecież tak samo jak i o jego. Jeda była pewną kandydatką na misję, jako
drugą mistrzowie zaakceptowali Gretę która błyskawicznie zgłosiła swoją gotowość
do wypłynięcia. Trzecia miała być Roska, przeciwny temu był jednak ich mistrz,
który wystarczająco już bał się o zdrowie jednego ze swoich uczniów by narażać
na niebezpieczeństwo jeszcze jednego. Ponadto nie chciał też tego sam Mawio.
Eleonora i Famalda ustalały zatem między sobą która z nich pojedzie, a która
zostanie i ostatecznie padło na… Wernę która wyrwała się przed szereg i pięknie
poprosiła mistrzynię Ewę o zezwolenie, a ta nie miała serca by dziewczynce
odmówić. Tak też ekipa stała się kompletna. Pozostali na wyspie uczniowie
przeszli pod czasową opiekę innych mistrzów, bo oboje Radośni planowali
asystować Najradośniejszym oraz Mawiowi w misji zniszczenia tajemniczej maszyny
troglodytów. Przysposobione uczennice Radosnej wraz z trójką adeptów Radosnego przygarnął mistrz Eddi, pozostałych-
mistrzyni Cikka. Hinem tymczasowo miała zaopiekować się mistrzyni Aapona.
Wtem mistrzyni Ikaria zaczęła machać
rękami, a mistrzyni Ewa momentalnie zamilkła.
- Mawio! – Usłyszał od przodu. –
Zatrzymaj się natychmiast!
Chłopak z całej siły zaczął łapać
łódź by ta zahamowała. Gdy prędkość malała mistrzyni Ikaria odwróciła się do
nich ze śmiertelnie poważnym spojrzeniem.
- Widzę na horyzoncie coś lecącego
nad powierzchnią wody. To chyba rakiety wojowników. Musimy się prędko schować
póki być może nas jeszcze nie zauważyli!
- Ale gdzie? Zawrócić nas? –
Zaniepokoił się Mawio.
- Nie. – Kiwnęła głową stanowczo. –
Ty leć w chmury i ukryj się tam. Jeśli cię zobaczą to może pomyślą, że jesteś
ptolokiem. Wszyscy tu obecni złapcie się łodzi i to mocno.
- Ale… - Zawahał się Mawio lecz
tamta machnęła na niego rękę i chłopak pędem wzleciał ku górze.
Gdy osiągnął już zadowalającą samego
siebie wysokość dostrzegł w oddali lecące trzy rakiety.
„Mistrzyni miała rację, ale… Czy oni
lecą w stronę Fingeteo?!” – Mawia zalał blady strach. Wszyscy jego przyjaciele byli
teraz w niebezpieczeństwie.
Zerknął w dół szukając swojej łodzi
lecz o dziwo nie mógł jej znaleźć! Zastanawiał się co robić- wracać na wyspę,
czy szukać swojej grupy. Jeszcze chwilę temu wszystko szło świetnie, aż nagle
coś takiego, czego absolutnie nikt się nie spodziewał…
„Może nie dotrą tam… Może ją ominą…”
– Łudził się jeszcze lecz doskonale wiedział, że musieli w końcu zacząć ich
szukać na tych wodach kiedy wśród wyłapanych wcześniej na wybrzeżu nie było
wciąż tak wielu osób.
Rakiety przemknęły pod nim nie
zwalniając nawet. Odczekał jeszcze chwilę i powoli zaczął się zniżać wypatrując
reszty. Dookoła było jedynie morze i nie mieli miejsca gdzie mogliby się
schronić więc chłopak był w sporym szoku, że dosłownie wyparowali. Był już nad
samymi falami gdy spod nich wyłoniła się łódka wraz ze wszystkimi jej
pasażerami.
- Dobra… - Zaczęła mistrzyni Ikaria
łapiąc ustami powietrze i odksztuszając wodę wspólnie z resztą ekipy. - …Dawaj
dalej, Mawio!
Chłopak złapał za tył łodzi i już
miał ją znowu pchać gdy usłyszał jeszcze krztuszące się, zziajane i zdarte
gardło mistrzyni Ewy:
- Czekaj sekundkę, kochanie. Daj
nam, proszę, kawałek swojej koszulki żeby otrzeć głowy, bo przy tym wietrze do
brzegu zdążymy się pochorować…
Komentarze
Prześlij komentarz