Marzenie - Rozdział 20
Zajęło im parę dni zanim
postanowili, że nadszedł już czas... Mawio, Scuti, Jeda, mistrz Terros i
mistrzyni Ikaria zebrali się aby porozmawiać o perspektywach i problemach.
- Zacznę od tego, że jest źle. –
Powiedział Mawio.
Wraz ze Scutim opowiedzieli o wszystkim
tym do czego doszło na szczycie rozszczepionych, kamiennych schodów. O ich
wizjach i tym, jakim zagrożeniem stali się dla wszechświata, troglodyci. Cała
trójka siedziała w ciszy i skupieniu słuchając ich nader śmiertelnie uważnie.
Po wszystkim nastał moment obustronnej konsternacji.
- Uważamy, że nie ma innej opcji jak
tylko wyruszyć tam i coś zaradzić. – Wzruszył ramionami uczeń. – Sama się ta
sprawa nie rozwiąże, a czas ucieka.
- Wiąże się to oczywiście z dużym
ryzykiem. – Powiedział Scuti. – Mawio potrzebuje kilku osób do pomocy.
- To jasne. – Pokiwał głową
zamyślony Radosny. – Ale co my możemy? Jest nas za mało.
- Udanie się tam w trójkę lub
czwórkę to samobójstwo, a całą ekipą za bardzo rzucalibyśmy się w oczy. –
Stwierdziła jego przyjaciółka.
- Co z arcymistrzami? – Zapytała
Jeda. – Czy nie moglibyśmy skontaktować się z nimi i jakoś poprosić o wsparcie?
- Byłaby taka opcja, ale
musielibyśmy użyć technologii, a nawet jej nie mamy.
- Mógłby odezwać się Scuti, albo
Mawio. – Zauważyła uczennica. – Im nie grozi skruszenie.
- Scutiemu może grozić, ciężko
stwierdzić jak elektronika zadziała na Aurora. – Zauważył mistrz Terros. – Ale
Mawio faktycznie mógłby jednorazowo spróbować i myślę, że nic by się nie stało.
– Puścił do niego oczko z uśmiechem.
- Może kilkoro z nas wróci chwilowo
na ląd, odnajdzie jakiś komunikator i wtedy ich zawiadomię? – Zaproponował
Mawio. – Umówimy się, spotkamy się i wspólnie obmyślimy plan działania.
- Wydaje się to jedyną słuszną
opcją. – Poparła to mistrzyni Ikaria.
- W takim razie trzeba zebrać
chętnych.
- Ja z pewnością wyruszę. – Zapewnił
mistrz Mawia. – Nie puszczę cię samego, mój chłopcze.
- Też bym chciała. – Zgłosiła się zdecydowana
i pewna siebie Jeda.
- Nie jesteś jeszcze do końca
wyszkolona. – Zauważył Scuti czując się w tym momencie najmniej powołaną do
osądu jej stanu osobą więc zaraz po tym ugryzł się w język.
- Wiem, ale też na tyle dojrzała bym
temu podołała.
- Przemyślimy to, kochana. –
Powiedziała Radosna. – Ale głównie potrzeba nam tu mistrzów.
- Mistrzyni Ewa?
- Być może. Trzeba będzie ją spytać.
- A może mistrzyni Perstax? Ona nie
ma uczniów pod opieką. – Zauważyła Jeda.
- Ona jest potrzebna tu. – Wstawił
się za nią Scuti co delikatnie zaskoczyło pozostałych.
- W porządku… Jestem jednak zdania,
że narażanie uczniów nie będzie dobrym pomysłem. – Powiedziała mistrzyni Ikaria
kierując błagalne spojrzenie na gęstowłosą. – Wiem, że chciałabyś i pewnie
wielu z waszych przyjaciół także, ale bardzo by mi zależało, żebyście zostali
tu i nie niepokoili nas kwestią waszego bezpieczeństwa.
- Chodzi przecież tylko o nawiązanie
kontaktu z Najradośniejszymi. – Upierała się Jeda. – Kiedy przybędą, Mawio wraz
z nimi i mistrzem Terrosem tudzież innymi mistrzami załatwią sprawę, a my wrócilibyśmy
na Fingeteo. To towarzyska misja budująca morale, dodająca utuchy naszym!
- Z całym szacunkiem mistrzyni,
mistrzu, ale myślę, że uziemianie ich tu wbrew ich chęciom tylko ich
rozgoryczy. – Stwierdził Mawio parsknąwszy przy tym śmiechem. – Chciałbym
prosić by chociaż ci najstabilniejsi adepci dostali taką szansę, bo przecież
nie usiedzą tu w miejscu wiedząc od Jedy co się kroi i wszyscy raczej zdajemy
sobie z tego sprawę…
- Nie więcej niż trójka. –
Postanowiła twardo z uśmiechem Radosna. – Mam nadzieję, że to was
satysfakcjonuje, wy ancymony.
- Dziękujemy! Jestem pewna, że
pozostali także będą przeszczęśliwi. – Uradowała się Jeda.
- Kiedy wyruszamy? – Zapytał Scuti.
- Jutro z rana, jak zbierzemy grupę
i Radośni ją zatwierdzą. – Zadecydowała za wszystkich podekscytowana Jeda.
- Niech tak będzie! – Poparł ją
mistrz Terros, który i tak już wiedział, że jeśli Jeda tak stwierdziła to mimo
wszystko tak się też stanie.
- Wybornie! Zmykam skomponować
skład! – Czmychnęła gęstowłosa.
Mawio przeprosił wtedy mistrzów i
wziął Scutiego na stronę.
- O co chodzi? – Zapytał go chłopak.
– Czy coś się stało?
- Przepraszam, ale bardzo bym nie
chciał żebyś z nami leciał.
- Co?! Jak to?! – Oburzył się
natychmiastowo. – Nie myślisz chyba, że zgodzę się na rozdzielenie się tuż po
tym jak cudem udało się nam się odnaleźć!
- Nie będę przecież sam. Będą ze mną
najsilniejsi uczniowie i mistrzowie dusz. – Starał się go uspokoić. – Musimy to
szybko załatwić, a potem wrócę. Zaklinam się, że wrócę! Ale nie chcę żeby ci
się coś stało.
- Nie stanie! Ale tobie może się
stać, a wtedy nigdy sobie tego nie wybaczę. – Pokiwał agresywnie łysą głową. –
Nic z tego. Płynę z wami.
- Zrób to dla mnie, Scuti. –
Poprosił go. – Błagam cię! Łącz się ze mną cały czas jeśli chcesz i w ten
sposób będziesz przy mnie jednocześnie będąc w bezpiecznym miejscu. Nie narażaj
się niepotrzebnie, kochany.
- Ale nie obronię cię w ten sposób.
- Ale uczynisz silniejszym i przez
to bezpieczniejszym. Nie będę musiał się też dodatkowo martwić o twoje zdrowie.
– Złapał go przy tym mocno za rękę. – To dla naszego dobra.
- Mawio, nie… - Przytulił się do
niego wzdychając ciężko.
- Przepraszam, ale nikt z nas nie
wie jak jako jedyny Auror na lądzie, zareagujesz na kontakt z tą skażoną technologicznie
ziemią.
- Parę miesięcy temu zdarzyło się,
że jedna… - Zaczął, ale Mawio przerwał mu.
- I co? Wrócił? Jak to się
skończyło, Scuti?
Chłopak zamilkł ze spojrzeniem
wbitym głęboko w ziemię.
- To tak daleko… - Mruknął
ciemnoskóry.
- Nie aż tak. – Rzekł po czym zniżył
się z locie kładąc się nad samą ziemią na linii jego spuszczonego spojrzenia. –
Jeśli jesteś najbliżej ziemi to zawsze kiedy jej dotknę będę tak jakby dotykał
ciebie. Rozchmurz się, proszę…
Scuti uśmiechnął się na to
promiennie.
- Mogę cię jeszcze przytulić przed
wylotem?
- Zawsze możesz! – Powiedział
wracając do pozycji pionowej, obejmując rękoma jego szyję.
Scuti patrzył mu prosto w oczy. Sam
miał je duże i brązowe, a Mawio trochę mniejsze przy czym szmaragdowo zielone.
- Też patrząc w czyjeś oczy
powiększają ci się źrenice. – Zauważył drugi biegun. – To oznacza, że twoja
dusza jest cała i czysta. Kiedy ktoś ma ją skruszoną oczy nie reagują na
spojrzenie innych istot.
- Jak to jest… - Szepnął rozmarzony Scuti.
–… Unosić się na niebie.
- Lekko. – Odpowiedział. – Famalda i
Alan twierdzą, że super. Chcesz sprawdzić?
- Nie wiem czy oddalanie się od
gruntu to dobr… - Zaczął, ale zaraz mocniej przycisnął się do Mawia który
złapał go oburącz w pasie i zaczął nabierać wraz z nim wysokości. – Mawio,
Mawio! Nie, nie, nie, nie, nie!
- Spokojnie. – Szepnął. – Tylko na pół
metra.
- O rany! O nie! – Panikował łysolek
wiercąc się i szukając pod nogami gruntu.
- Nie patrz w dół. – Poradził
domyślając się, że Auror ma prawdopodobnie lęk wysokości, co zupełnie by go nie
zdziwiło. – I puść mnie, ja ciebie trzymam. Zrelaksuj się i poczuj tą lekkość.
Scuti postąpił według porady i
rozluźnił uścisk. Przez chwilę zawisnęli nieruchomo w ciszy mąconej tylko
gwiżdżącym wiatrem.
- I jak? – Zapytał.
- Inaczej. – Odpowiedział słabym
głosem. – Proszę na ziemię…
- Dobrze… - Zawiódł się tą
niesatysfakcjonującą reakcją, która sugerowała jednoznacznie, że nie spodobało
mu się to fenomenalna dla Mawia i innych uczucie. Postawił go więc wedle życzenia.
Po wylądowaniu Scuti westchnął ociężale,
zatoczył się i przewrócił bezwładnie.
- SCUTI! – Wykrzyknął panicznie
Mawio widząc nieprzytomnego Aurora. – SCUTI! CO SIĘ DZIEJE?! LUDZIE!!! POMOCY!
Komentarze
Prześlij komentarz