Marzenie - Rozdział 18


Pierwszy raz od kiedy zaczęli mieć z nią kontakt na co dzień, mistrzyni Perstax była tak poruszona. W takich chwilach można było poczuć, że faktycznie jest mistrzynią duszy, a nie zamkniętą w sobie, starą panną z problemami.
Mistrz Terros i mistrzyni Ikaria byli w pierwszym rzędzie, pozostali mistrzowie tuż za nimi. Wyglądali trochę jak siedzący na przedszkolnym dywaniku wychowankowie poznający odwiedzających ich tego dnia pana strażaka i pana policjanta.
- Spójrzcie tylko! – Mówiła podekscytowana z szeroko otwartymi oczami. – Ten człowiek jest tu odpowiedzialny za zwierzęta. Skatalogował wszystkie przebywające na wyspie, policzył i nazwał. – Zademonstrowała im podstarzałego śniadego mężczyznę z nieśmiałym i znacząco zawstydzonym wyrazem twarzy.
- Dereta jedefac perereta yeran. Felaetarr ikil oj Berross’ononoez. – Powiedział po cichu.
- Beroson. – Powtórzyła za nim. – Tak się nazywa.
- Oni wszyscy mają strasznie dziwne imiona. – Przyznała mistrzyni Freska. – Czemu je tak skracacie?
- To kwestia wprawy. – Machnęła ręką na to jakże oczywiste pytanie. – Musisz się wsłuchać. Oni sami też nie wołają na siebie pełnymi imionami. Te pełne tak jakby oznaczają przynależność do jednego z paru istniejących tutaj rodów. – Wyjaśniła. – Spójrz przykładowo na Iloxa i Scutiego.
- Ciężko mi ich porównywać. – Przyznała mistrzyni Freska.
- Mniejsza o to. Dalej! – I ręką wskazała na innego stojącego z boku ciemnoskórego. – To jest Rwan i zajmuje się domami. Architekt wszystkich budowli, który uczy jak je naprawiać i wznosić. To takie fascynujące! – Powiedziała to już jakby sama do siebie. – No dawaj, Rwan, powiedz jak masz na imię.
- Oj Rrrowam’nneffal. – Stwierdził rosły chłop.
- Miło nam cię poznać, Rwan! – Pomachała do niego mistrzyni Ewa.
- To struktury społeczne, zawody i role. – Podsumowała. – Większość z nich ma swoje zadanie w mieście i samemu sobie z nim radzi.
- A jak wychowują dzieci? – Zapytała mistrzyni Taqua. – Nie mają przecież naszego Opracowanego Systemu Przyspieszonej Edukacji.
- Nie mają. – Potwierdziła mistrzyni Perstax. – Od małego uczą ich w praktyce. Dzieci dzielą się na grupy pod kątem własnych zainteresowań i obserwują oraz pomagają w pracy takiemu Rwanowi albo Berosonowi. Fixonie zajmującej się przechowywaniem jedzenia, czy też Terkowi od łodzi.
- Też sądzimy, że to fascynujące. – Przyznał sympatycznie mistrz Levon. – Cieszy nas, że tak cię to pasjonuje.
- Oczywiście! – Wystrzeliła na to jak z procy. – Oni przenigdy nie mieli styczności z technologią, a mimo to ich cywilizacja radzi sobie doskonale, a nawet na podobnych strukturach do naszej!
- W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi. – Zauważyła mistrzyni Ikaria.
- Mistrzyni Perstax, czy mogę już iść? – Zapytał grzecznie mistrz Eddi.
- Jeśli nie jesteś zainteresowany to nie widzę problemu. – Odparła po czym wnet wszyscy mistrzowie wstali i rozeszli się, a ona osłupiała stała przyglądając się temu.
- Nie możliwe żeby nikogo to nie ciekawiło. – Mruknęła sama do siebie czując wewnętrzny smutek. Przez myśl przeszło jej, że charakter i usposobienie jakie ma różni się od innych przez co prawdopodobnie nikt jej szczególnie nie lubi.
- Mistrzyni? – Odezwał się ktoś nieśmiało, co wyrwało ją z zadumy. Był to Scuti.
- Och… - Zdziwiła się jego widokiem. – Cieszę się, że cię widzę.
- Czy mogę zająć mistrzyni chwilę? – Zapytał.
- Pewnie. Ależ oczywiście.
- Przysłuchiwałem się z boku temu co opowiadałaś i chciałbym ci pogratulować dedukcji. – Uśmiechnął się do niej kłaniając głową. – Jak na jeden dzień rozmów na migi z ludźmi z zupełnie innego świata bardzo dużo mistrzyni wywnioskowała.
- Tak myślisz? – Zapytała z nadzieją lekko zawstydzona.
- Jak najbardziej! Widzi mistrzyni, Periwi dzielą się na jedenaście rodów które się ze sobą splatają. – Zgodził się z nią. – Zauważyła mistrzyni nawet podobieństwo w imieniu moim i Iloxa, a tego nie dostrzegł nawet Mawio. Ilox, który was tu przyprowadził, jest moim tatą.
- Coś takiego! A nie wygląda…
- Bo jestem łysy. – Parsknął śmiechem. – Tutaj rodzina jest trochę bardziej luźną formą niż u was. Rzadko widuję się z ojcem, znacznie częściej z Aurorami. Dzięki temu, że tato jest jednym z obywateli, a nie kimś z kim mieszkam i widuję się codziennie, buduję głębsze relacje także z innymi osobami. Jest dla mnie jak przyjaciel z dzieciństwa który ma swoje życie, ale zawsze mogę z nim porozmawiać.
- U nas to faktycznie wygląda inaczej. – Pokiwała głową mistrzyni. Zdecydowała się jednak korzystając z okazji zmienić temat by podpytać go jeszcze o inne rzeczy. – Czyli skoro twoja mama była Aurorką to nie obowiązują was celibaty?
- Skądże. – Machnął ręką. – Pierwsze pokolenie Aurorów po odkryciu swoich zdolności spekulowało nad tym czy zbliżenia nie przerwą ich więzi sennej ze swoimi biegunami, ale obalił to Dexecery, który będąc Aurorem został również ojcem.
- Od zawsze zamieszkujecie Fingeteo?
- Przenosiliśmy się z innych wysp, które zalewało. A tutaj jesteśmy już parę pokoleń.
- Z tego co wiem, to nie polujecie też na zwierzęta.
- Nie. – Potwierdził. – A jeśli się to zdarza to w sytuacjach koniecznych typu czyjejś choroby z niedoboru jakiegoś… Aj nie wiem jak to się u was nazywa. – Uśmiechnął się krzywo.
- Muszę coś jeszcze… - Zmieszała się. – Czy mogę spytać?
- Jasne. Niech mistrzyni pyta.
- Czy ty i Mawio? No wiesz…
- Och… - Zaczerwienił się i zaniósł chwilowym śmiechem. – …Wiesz… To znaczy, wie mistrzyni… To jest… Hm… Ciężko to jakoś stwierdzić.
- W końcu łączy was coś wyjątkowego, czego nikt z nas pojąć nie może. – Zauważyła. – To wydaje się naturalne.
- Wydaje mi się, że Mawio nie jest póki co zainteresowany. – Przyznał. – Chociaż tak między mną a mistrzynią to od kiedy wyśniłem go pierwszy raz to bardzo się przywiązałem. Ach! Nie wiem jak to powiedzieć w waszym języku.
- Jasne, rozumiem. – Kiwnęła do niego głową. – Mam wielką nadzieję, że jakoś to się wszystko ułoży, że obaj będziecie zadowoleni. Jeśli wstydziłbyś się, a miałbyś potrzebę to możesz zawsze ze mną pogadać o tym czy czymś innym, umiem dochować tajemnicy. A inni nie będą się dopytywać o nic, bo raczej nie jestem przez nich zbytnio lubiana.
- Jak to? – Zdziwił się? – Czemu mistrzyni tak sądzi?
- Nie jestem tak sympatyczna jak pozostali… Nie ma się co oszukiwać, odstaję od reszty. - Westchnęła. – Po śmierci jednego z moich uczniów, pół roku temu, bardzo było mi ciężko… - Wyznała.
- Nie wiedziałem… - Mruknął. – Bardzo mi przykro.
- Oni też nie wiedzą… Przynajmniej część z nich, ale nie chcę ich litości. Źle bym się z nią czuła. Zagłaskaliby mnie na śmierć, a jestem twardą babką! Walczę ze sobą od dłuższego czasu by jakoś wrócić do tego kim jestem, ale bywa beznadziejnie.
- Nie każdy musi być tym, kim z początku postanowił być. – Powiedział próbując dodać jej otuchy. – Ja miałem zostać rybakiem, ale zostałem Aurorem. Mój przyjaciel, Oemal, odwrotnie- oboje jego rodziców było Aurorami, a on zrezygnował z kontaktów sennych by zostać kucharzem. I jest szczęśliwy!
Mistrzyni milczała. Myślała już o wycofaniu się ze swojego fachu, ale nikt wcześniej nie podzielał jej decyzji.
- Tylko kim niby mam być, jeśli całe życie byłam mistrzynią? – Zapytała drwiącym głosem.
- Kim tylko chce mistrzyni być. – Uśmiechnął się. – Wolną osobą. Może mistrzyni zostać na Fingeteo i żyć z nami, albo wrócić razem z resztą mistrzów tam skąd przybyliście. Dróg przecież jest wiele.
- To nie takie proste... Bardzo zobowiązująca i poważna decyzja się z tym wszystkim wiąże. – Powiedziała zmartwiona.
- W krytycznych chwilach naszego życia tylko podjęcie ważnych decyzji może sprawić, że będziemy w stanie żyć dalej szczęśliwi.
- Masz rację. – Pokiwała głową zaskoczona tą mądrą radą. – Tak faktycznie jest.
- Widziała już mistrzyni tunel? – Zapytał teraz samemu zmieniając temat.
- Jaki tunel? – Zdziwiła się.
- Taki przebiegający pod wyspą. Prawdopodobnie to robota azzji, ale nie przyznają się do niego. Pokażę mistrzyni, jeśli mistrzyni sobie tego życzy. – Zaproponował.
- Chętnie. – I dodała po chwili. – Tylko mam jedną prośbę.
- Tak?
- Mów mi proszę Perstax.

Komentarze