Marzenie - Rozdział 17
Uczniowie, wedle danej im obietnicy,
wrócili do treningów. Nie wszyscy pod okiem swoich mistrzów, bo mistrzynie
Fauora, Celoa, Ux i Bessopa niestety nie były obecne w grupie, a co się z tym
wiązało Rewicca, Denam, Eleonora, Famalda i Greta musiały zostać oddane pod czyjąś
opiekę. Sami zadecydowali z kim chcą ćwiczyć: Rewicca z mistrzynią Aaponą,
Denam z mistrzem Levonem, Eleonora i Famalda z mistrzynią Ikarią, a Greta z
mistrzynią Cikką.
Większość z adeptów dawno już nie
korzystała ze wspomnień budujących smaków przez co ich dusze były od dłuższego
czasu nieruchome. Mieli jednak dużo terenu na którym mogli je rozruszać
naprawiając przy tym rozległe rozszczepienia, których na Fingeteo nie brakowało.
Mistrzyni Perstax nie miała nikogo
pod swoją pieczą więc postanowiła zająć się kontaktem z Periwi od których każdy
potrzebował albo jedzenia, albo ubrań albo czegoś innego. Ktoś w końcu musiał
się tym zająć, a obarczanie tym obowiązkiem Mawia tudzież Scutiego było jej
zdaniem nietaktownym wyręczaniem się.
Wszyscy byli całkiem zafascynowani
nowymi partnerami prócz jednej osoby. Naya była stanowczo niezadowolona faktem,
że musi dzielić mistrza z Denamem, którego od początku szczerze nie lubiła.
Musiała jednak trzymać emocje na wodzach, bo chłopakowi w dalszym ciągu
zależało by jej dopiec i udowodnić, że dziewczęta nie potrafią nad sobą
odpowiednio zapanować.
Każdy wracał wspomnieniami do swoich
budulców i starał się nimi stymulować. Także Ewstachiusz doczekał się nareszcie
swojej roli którą miało być uspokajanie i łagodzenie stresu uczniów którym szło
nie najlepiej, za pomocą mięciutkiego, szczenięcego futerka.
Mistrzyni Taqua zabrała Sofię i
Alana daleko od reszty, a wszyscy pozostali w raczej zwartej grupie dzielili
się swoimi sukcesami (i czasem porażkami). W lesie była cała masa drobinek
ziemi unoszących się nad gruntem. Niewiele wysiłku było potrzeba włożyć w
złączenie ich z ziemią, przez co na początek adepci mieli dość przyjemną
rozgrzewkę.
Jak się okazało mistrzyni Freska i
mistrz Eddi mają dość nowatorskie sposoby na edukowanie. Ta pierwsza kazała
Wernie (która za grosz nie miała cela, ale lubiła robić nietypowe rzeczy)
rzucać w Minarę i Zelofina kamieniami, a oni unikając ich mieli odczuwać
satysfakcję z osiągniętych sukcesów, co również stymulowało ich rozwój. Wernę z
kolei cieszyło wszystko co kazali jej robić, nie ważne, czy jej to wychodziło,
czy nie. Mistrz Eddi z kolei kazał Jedzie turlać się w lesie po mchu aż
znajdzie najbardziej miękki, a gdy już się jej to udało miała na nim leżeć tak
długo, myśląc o smażonej marchewce, aż jej dusza bez żadnych już myśli w głowie
wciąż będzie wibrowała.
Mistrzyni Ewa zachęcała Hina by
popróbował robaków na ostro, bo ich intensywny aromat pozostaje na długo w
ustach, ale chłopak subtelnie odmawiał.
Problemy miała głównie Samanta,
która nie mogła za żadne skarby świata przywołać sobie w ustach wspomnienia ze
smaku dżemu jabłkowego swojej mamy.
Jeśli chodzi o Aurorów to kładli się
w korzeniach drzew i spali. Scuti miał nawet wykopaną norkę pod jednym z
rozłożystych figo-podobnych drzew, gdzie oddawał się łączeniu z Mawiem. On z
kolei czuł ten wpływ na siebie przez cały czas, bo dusza aż skakała w nim od
momentu gdy tylko śniady chłopak wszedł w stan aurorskiego snu. Mimo to mistrz
Terros kazał mu ćwiczyć robiąc całe popołudnie kółeczka z Radosną Wyspą dookoła
Fingeteo. Dobrze się przy tym bawił, ale nie myślał o karmelu, a o innym smaku,
który sprawiał, że na samą myśl o nim jego dusza wzrastała niczym puchnące
ciasto drożdżowe w ciepłym pomieszczeniu.
Chłopcy nie mówili za wiele o tym co
widzieli i słyszeli na szczycie schodów, bo uznali, że muszą to przyswoić na
spokojnie i zastanowić się jak zaradzić temu, o czym się dowiedzieli. Były to
niewątpliwie informacje najwyższego priorytetu, jednak emocjonalna gwałtowność by
szybko „coś z tym zrobić” była tutaj nie na miejscu. Trzeba było to przemyśleć
i zadecydować, co będzie najlepszym planem w tym wypadku.
Pod wieczór gdy Mawio robił jedną z
ostatnich, zaplanowanych przez siebie, rund dookoła Fingeteo na brzeg wyszła
Roska i spojrzała na chłopaka z politowaniem.
- Jeszcze trenujesz? Nie zmęczyłeś
się? – Zapytała troskliwie.
- Trochę, ale niespecjalnie. –
Uśmiechnął się do niej. Miał sobie za złe, że wcześniej jej nie powiedział o
śnie i o Scutim. Miał szczerą nadzieję, że przyjęła jego przeprosiny i mu to
wybaczy, ale nie rozmawiali od czasu wyjaśnień jakie składał wszystkim
poprzedniego dnia.
- Mistrz Terros kazał przekazać ci,
że możesz kończyć, bo my wszyscy już na dziś robimy przerwę i idziemy coś jeść
i odpoczywać przy ognisku. – Powiedziała mu ciepło.
- Dziękuję, tylko odstawię wyspę na
miejsce i do was dołączę.
- Poczekać na ciebie? –
Zaproponowała skromnie.
- Jeśli możesz, to będzie mi
oczywiście bardzo miło. – Odparł serdecznie.
Zahamował lecącą wyspę i pchnął ją w
drugim kierunku, aby wrócić z nią na plażę, gdzie dotychczas stacjonowała.
Wzdłuż brzegu szła Roska towarzysząc mu.
- Mistrz nie dał nam dzisiaj żadnego,
specjalnego wycisku, ale Rid i Klarisa byli mocno wykończeni.
- A ty, Olga i Samanta? – Podpytał.
- Samanta jak zwykle dość słabo, a
my z Olgą całkiem dobrze, chociaż przyznam, że doskwiera mi brak smaku
buraczków.
- Na stołówce w internacie zawsze
było smacznie. – Przyznał z uśmiechem Mawio.
- To trochę przykre, że my tęsknimy tylko
za jedzeniem, a Greta i siostry za swoimi mistrzyniami. – Zauważyła trafnie
przyjaciółka. – I tak cud, że nikt z tamtego dnia się nie skruszył.
- Zachowali nadzwyczajny fason i za
to należy im się podziw, ale absolutnie im się nie dziwię, że brakuje im ich.
Mistrzyni Ikaria i Cikka są sympatyczne i zabawne, ale jednak to nie z nimi
spędziły tyle czasu na treningach i integracjach.
- Nie wiem jak bym się zachowała
jakby to mistrza Terrosa zabrali i nie wiedziałabym co się z nim dzieje… -
Podrapała się po włosach z zakłopotaniem. - …Nie wiem czy bez niego miałabym
odwagę by wyruszyć z wami na te nieznane wody.
- Jesteś dzielna! – Zawołał do niej
chłopak zalewając ją tym samym wiadrem cieplutkiej otuchy. – Nie martw się,
mistrzyni Ux i pozostali na pewno są bezpieczni.
- Ciałem czy duszą? – Zapytała i
natychmiast Mawio zdał sobie sprawę, że jego optymizm po wczorajszych
zdarzeniach na szczycie góry wcale nie jest taki stabilny.
- Ciałem. – Odparł szczerze lecz z
widocznym smutkiem. Roska dostrzegła to lecz nie spytała o co chodzi, bo
wiedziała, że i tak nie będzie skory do wyjaśnień.
Mawio za następnym klifem zatrzymał
wyspę i podleciał na plażę, na którą właśnie wchodziła jego przyjaciółka.
- Co dziś na obiad? – Zapytał.
- Nie mam pojęcia. – Zagasiła wątek.
– Chciałabym cię o coś spytać.
- Pytaj śmiało. – Poczuł nerwowy
ucisk w gardle lecz starał się zachować spokój.
- Rozumiem, że nie chciałeś mi mówić
o tym wszystkim, przez to w jak skomplikowanym położeniu byliśmy i że sam nie
czułeś się pewnie. – Zaczęła spokojnie. – Nie wiem tylko czemu się ode mnie
odseparowujesz. Prawie nie rozmawiamy. Wiem, że to wszystko skomplikowane, ale też
potrzebuję twojego wsparcia. – Wyznała i przytuliła się do niego mocno.
Zszokowany Mawio z początku sztywny chwilę później rozluźnił się i objął
dziewczynkę ciepło.
- Nic się nie bój. – Szepnął. –
Wybacz, postaram się poświęcać ci więcej uwagi. Ostatnie dni były dość
przełomowe dla mnie i dla Scutiego.
- Czy to, że Scuti jest twoją drugą
połową oznacza, że będziecie razem? – Zapytała spoglądając mu prosto w oczy.
Nie był przygotowany na to pytanie, a i sam też go sobie wcześniej nie zadawał,
mimo że „druga połowa” nasuwała prawdopodobnie każdemu jednoznaczne
skojarzenie.
- Cóż… Ciężko stwierdzić. Lubię
Scutiego, czuję jakąś więź między mną, a nim, ale zdecydowanie mocniej jestem
przywiązany do ciebie. – Wyznał szczerze. – Nie wiem jak to się dalej potoczy,
ale obiecuję ci, że nigdy nie będziesz musiała już martwić się, że odsunę się
od ciebie zbyt daleko. – Po tych słowach złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
Komentarze
Prześlij komentarz