Marzenie - Rozdział 16
Mawio poczuł w duszy coś
nieznajomego. Scuti przysiadł na ostatnim z kamieni, którego powierzchnia była
bardzo gładka od erozji wiatru i deszczu. Znajdowali się wysoko nad chmurami.
Mawio pierwszy raz od kiedy oderwał się od ziemi poczuł, że może spaść, czuł bowiem
jakby jego dusza ciągnęła go ku dołowi.
- Dziwne. – Mruknął Scuti. – Ten
kamień wydaje się być jakiś inny, nie mogę się na nim z tobą połączyć.
- Inny? – Powtórzył za nim Mawio
próbujący kurczowo utrzymać swoją wysokość. Złapał za ów odłamek i obaj wtedy
poczuli coś wypełniającego ich od wewnątrz.
Zamknęli oczy i znaleźli się w
połączonym śnie na szczycie schodów na które fizycznie właśnie dotarli.
- Marzenie. – Usłyszeli obaj czyiś
głos dochodzący zewsząd. – Marzenie wiecznego życia. Marzenie ciała ażeby dusza
nigdy nie opuściła go. Marzenie przeklęte.
- Też to słyszysz? – Zapytał Mawio
aby upewnić się czy jeszcze nie oszalał.
- Tak… - Mruknął Scuti.
- Każda dusza musi opuścić materię.
Żadna dusza nie może pozostać w niej dłużej niż ciało na to pozwala. – Mówił
głos.
- Kim jesteś? – Zapytał nieśmiało
Scuti. Mawio zląkł się śmiałości chłopaka, takie przerywanie było w jego
odczuciu bardzo nietaktowne, zwłaszcza jeśli w ich wspólnym śnie słyszą jakąś
obcą postać.
- Jam jest duszą tej planety. –
Usłyszeli. – I zostałam zbezczeszczona.
Zobaczyli jak ziemia pod chmurami nad
którymi się znajdowali rozszczepia się i odlatuje ku górze. Byli przerażeni,
patrzyli na wizję rozpadającej się ziemi z której w końcu zostają tylko
biliardy niekształtnych, niepołączonych ze sobą niczym kawałków.
- Dlaczego się rozszczepiasz? –
Zawołał w eter Mawio ostatnim tchnieniem odwagi która uchodziła z niego niczym
powietrze z dziurawego balonu.
- Przez marzenie wiecznej duszy.
Wówczas znów ujrzeli świat w całości,
a na nim stalowe miasto na zachodnim wybrzeżu. Nad nim wiszącą ciemną chmurę
gazów i toksycznych fioletowych dymów. Dookoła wykarczowane drzewa, skażoną i
wyjałowioną ziemię oraz chore, bezdomne zwierzęta dogorywające w kałużach
kwasu.
- Wynaturzeni ludzie o trzech
rękach. – Przemówił głos.
- To troglodyci! – Wykrzyknął Mawio
i natychmiast poczuł w sobie gniew którego nie czuł już od bardzo, bardzo
dawna.
- Wykorzystywali wszystkie zasoby
mojego ciała dla siebie. Ranili jedną materię i szkodzili innej. Lecz teraz ich
chciwość dosięgnęła mnie- duszy która miała być wieczna i niezłomna. Zapragnęli
mnie posiąść.
- Jak to możliwe? – Zapytał równie rozzłoszczony
Auror. – Co ci ludzie zrobili?
- Marzenie wiecznej egzystencji...
Nikt go spełnić nie powinien. – Odpowiedział głos. – A jeden rozrywa mnie na
kawałki i wpuszcza je w swoje ciało by uczynić się wiecznym. Po części moje
ciało obumiera opuszczone przez duszę która w nim zamieszkiwała.
- Jak można oderwać czyjąś duszę i zawłaszczyć
ją dla siebie? – Wyrzucił z siebie zszokowany Mawio.
- Dymią ze swych wulkanów, twardsze
są od najtwardszych skał mej głębi, stworzone ich rękoma przedostały się w sam
mój środek. Marzenie wiecznego życia w niewiecznym ciele uczynili możliwym czym
śmierć wiecznego życia dla jednego śmiertelnego zapoczątkowali.
- Czyli to przed troglodytów i jakieś
ich urządzenie ziemia się rozszczepia. – Mruknął przerażony Mawio. – Coś
okropnego…
- Ludzie których dusze są pogwałcone
przez nich samych nie mają prawa by mieć takie marzenia. – Skomentował głos. –
Oddanie duszy i ciała czemuś co duszy nie posiada wyzbędzie z życia każdego kto
to uczyni.
- Dlatego miastowi nie mają
rozrośniętych dusz. – Zgodził się Mawio. – Mistrzowie mówili, że przywiązywanie
się i zbyteczne korzystanie z technologii kruszy dusze.
- Jak to powstrzymać? Czy to w ogóle
możliwe? – Zapytał Scuti?
- Ten kto żyje z własną duszą w
idealnej symbiozie strukturę naruszoną potrafi na nowo całością uczynić.
- Idealna symbioza… - Powtórzył
Mawio. – Mistrzowie uczą nas jak utrzymać zgodność naszych ciał z duszami i jak
wykorzystać je do naprawiania rozszczepień.
- Ale dlaczego Periwi w tym
uczestniczą? – Zdziwił się Scuti.
- Ci którzy patrzą na ciało widzą
każdą jego część. – Odpowiedział głos. Lecz chłopcy nie zrozumieli o co mu
chodziło. – Dotykacie teraz pierwszego kawałka mojego ciała, który oderwał się.
To on zapoczątkował wszystko i to on rozczepiając się od reszty mojego ciała
poruszył wszystkie dusze pełne życia do świadomości jak i najbliższe ciału
ciała odnalazł by te złączyły się z najczystszymi duszami w tym miejscu.
- Mówi o Aurorach. – Ucieszył się
śniady chłopak.
- Jesteście ciałami najbliższymi
ciału ziemi? – Zdziwił się Mawio.
- Na to wygląda. Chociaż nie bardzo
rozumiem dlaczego…
- Dusze świadome tworzą całość. –
Rzekł głos raz jeszcze po czym zobaczyli przed swoimi oczami setki tysięcy
lecących gwiazd w nieskończonej przestrzeni kosmicznej. Ich oczy patrzyły jak
ich światła łączą się, gasną i zapalają. Jak powstaje międzygwiezdne życie w
ciałach niebieskich. Jak w lodowatej przestrzeni wszechświatów każda z planet
ma swoją gorącą duszę żyjącą setki miliardów lat po czym, w sobie tylko znanym
czasie, gaśnie i pozostawia po sobie zimną skorupę ciała, która później łączy
się z inną martwą skorupą tworząc z nich obu jedno, całkiem nowe. – Cała
przestrzeń wiruje i żyje swoją naturą umierania i życia i umierania i życia.
Nawet dusza planet ma limit swego życia. Nawet czas ma swój kres. Nawet życie
ma swoją śmierć. I nawet śmierć może być początkiem życia. Gdy ciało żyje w
zgodzie z duszą, a dusza w zgodzie z ciałem, a życie w zgodzie z życiem i
śmiercią wszystko się łączy. Następuje równowaga absolutna. Każda dusza każdej
planety jest ze sobą połączona, bo każde życie łączy się z innym życiem. Każde
światło muska swymi promieniami inne światło wzmacniając je. Równowaga życia
zależy od równowagi śmierci. Nic nie trwa wiecznie i nic nie trwa wcale.
Wszystko, tyle ile trwać może o swoich siłach, zgodnie ze swoją naturą.
Wszystko ma swoją drugą stronę i tworzy z nią naturalną całość. Jedna śmierć
ciągnie za sobą inną śmierć, tak jak i jedno życie ciągnie za sobą inne życie. Unicestwienie
skrawka całości zburzy całość całości. Wszystkie dusze wszystkich planet rozpadną
się gdy jedna rozpadnie się w nienaturalnym dla siebie czasie, co przerwie na
zawsze łańcuch zrównoważonego życia i śmierci. Wszystkie inne planety w
rezultacie zostaną unicestwione. Kiedy śmierć następuje za szybko żadne życie
wokół niej nie zostanie w nienaruszonym stanie. Gwałt na naturze odczuwa
wszystko połączone z naturą która jest częścią wszystkiego co istnieje i
kiedykolwiek istniało świadomie jak i nieświadomie. Każda dusza oderwana od
ciała wbrew jego naturze pozbawia kwintesencję równowagi wszystkich innych
dusz. Gdy kropla uderza w spokojną toń jeziora, pozostawia na nim ślady
ciągnące się dalej i dalej. Ciała żądzą swoimi duszami lecz gdy nie dopuszczają
swoich dusz do głosu burzy się równowaga między nimi rodząca pustkę niszczącą
pełnię. Jeśli dusza nie będzie miała głosu ciało zmarnieje i umrze dlatego
muszą funkcjonować we wzajemnej zależności. Szczęście i zdrowie. Ruch i odpoczynek.
Kontakt i spokój. Ciepło i zimno. Noc i Dzień. Życie i Śmierć. Komórki, DNA i
pierwiastki to jedność. Wszystko jest efektem czegoś, nic nie jest z niczego.
Początek ma swój koniec, a koniec też ma swój kres, ale to nie jest początek
kresu końców. Jeszcze nie. Ten koniec trzeba zakończyć zanim się zakończy aby
życie mogło trwać tyle ile równowaga w naturze pozwoli.
Komentarze
Prześlij komentarz