Marzenie - Rozdział 15


Scuti i Mawio zabrali chętnych na poznanie prawdy mistrzów i uczniów na szczyt góry znajdującej się po środku. Wdrapanie się na nią wymagało od mistrzów nie lada wysiłku mimo, że nie była szczególnie stroma. Jednak po nocy na wygodnym łożu powoli poradzili sobie z tym wyzwaniem. Mistrz Terros sam się z siebie śmiał, że tą noc spędzi już tutaj, bo nie da już rady zejść stąd przez najbliższe kilka godzin.
Góra porośnięta była seledynową trawą pachnącą (oczywiście) piernikami. Na jej szczycie znajdowały się rozszczepione kawałki ziemi tworzące swoiste schody sięgające aż ponad chmury.
- Niebywałe… - Skomentowała ten widok mistrzyni Freska.
- Mawio! Mawio, zniesiesz mnie prawda? – Sapał ciężko mistrz Terros. – Nie zostawisz mnie tu, prawda? O matko! Skonam tu, zaraz. Ale się zmachałem!
- Mawio! Mnie! Pierwszą! – Wzdychała leżąca na brzuchu mistrzyni Ikaria. – Mam! Pier! Wszeń! Stwo!
- Zabiorę was oboje, nie martwcie się. – Uśmiechnął się serdecznie.
- Czy to już wszyscy? – Spytał Scuti rozglądając się po stojących jasnoskórych znajomych Mawia.
- Tak. – Stwierdził mistrz Eddi. – Wszyscy byli ciekawi. Nikt nie został na dole.
- Miło mi to słyszeć. – Odparł i nabrał powietrza w płuca. – Widzicie, wszystko zaczęło się dwa pokolenia temu, gdy ziemia zaczęła się odrywać od gruntu. Znacie to pod nazwą „rozszczepienia”. Moi przodkowie niedługo po rozpoczęciu się tego zjawiska zaczęli po nocach śnić podobne sobie obrazy. Były na nich zawsze te same osoby. Każdy taki sen był zawsze o jednym i tym samym kimś. Ci, którzy doświadczali tego zjawiska nazwani zostali Aurorami, a ci o których śnili nazywano drugimi biegunami lub ich drugimi połowami. – Pokazał na siebie. – Moja mama była Aurorką. Ja też nim jestem. Jej drugim biegunem był mężczyzna imieniem Refekken. Nigdy jednak nie utrwalił sobie jej wizerunku w pamięci i w każdym kolejnym śnie poznawali się na nowo, a po przebudzeniu zawsze przepadała ona w ciemnościach jego zapomnienia. – Zagryzł wargę wzdychając ciężko. – Niestety nikt z Aurorów prócz jednego nie był w stanie skontaktować się skutecznie ze swoimi drugimi połowami. Teraz jest nas już dwójka, ponieważ Mawio zapamiętał mnie i co więcej, dotarł tu! Drugiemu biegunowi Aurora Dexecerego o pełnym imieniu Dekkcess’edenert nie udało się to niestety w porę i odszedł on ze starości.
- Przepraszam? – Odezwała się nieśmiało Greta. – Czemu nikt inny nie zapamiętał was w snach?
- Jak przypuszczamy chodzi o stan duszy. – Odpowiedział jej. – Pozostałe drugie połowy ze snów nie miały tak rozwiniętych dusz jak ta dwójka. Żaden z drugich biegunów oprócz nich nie był wielkodusznikiem.
- Ale… - Wtrącił się mistrz Levon. - …jak to się stało, że Mawio lata?
- Tego nie wiemy. – Odezwał się tym razem rzeczony uczeń. – Jestem dopiero drugim przypadkiem w historii, a przy pierwszym nie wystąpiła taka reakcja.
- Kim był pierwszy przypadek? – Zainteresowała się leżąca kawałek dalej, mistrzyni Ikaria.
- Znana wam, Najradośniejsza arcymistrzyni Defilla. – Odpowiedział Scuti. Zamurował tym doszczętnie wszystkich znajdujących się na górze.
- Ale… - Jęknął mistrz Terros. – …jak to możliwe? Nie powiedziałaby nam? Dlaczego?
- Nie wiemy. – Odpowiedział Scuti. - Po śmierci Aurora Dexecerego nie wiadomo nam było o niej nic do momentu mojego snu w którym rozmawiałem pierwszy raz z Mawiem. Opowiadając Mawiowi o tym kim jestem i skąd pochodzę okazało się, że zna on Defillę.
- Spotkaliśmy się z nią na Radości, dzień przed… - Przerwał Radosny by wziąć głębszy oddech - …To nie może być przypadek! Skoro Mawio zobaczył cię w pierwszą noc po rozmowie z Najradośniejszą to nie mogło być przypadkowe.
- Też podejrzewamy, że coś miało na to wpływ, ale nic nie jesteśmy w stanie stwierdzić na pewno. – Wyjaśnił Scuti. – Prócz tego co wam powiedziałem, wiemy jeszcze tylko jedno. – Dodał i spojrzał na rozszczepione kawałki góry sięgające wysoko ponad chmury. – Auror Dexecery był członkiem pierwszego pokolenia Aurorów, a wszyscy oni wraz z nim śnili o tym, jak zabierają swoje drugie połowy na szczyt tej góry. Wszyscy którzy tam wchodzili nic z tej wspinaczki nie wynieśli, on jednak po zejściu poinformował, że zna przyczynę rozszczepiania się ziemi.
- Wiecie dlaczego to się dzieje?! – Podekscytowała się Olga.
- Nie. Wiedział to tylko ten jeden Auror, ale nie był w stanie wytłumaczyć nam tego w naszym języku.
- Ale przecież ty znasz nasz język. – Zauważył Rid.
- To dlatego, że całą poprzednią noc Mawio nauczył mnie w stanie połączonego snu tego wszystkiego. – Wyjaśnił. – To prostsze nauczyć się mowy będąc w głowie kogoś kto myśli innym językiem. Ale żadnego innego Aurora, druga połowa niczego nie nauczyła.
- W tą jedną noc? – Zapytała z niedowierzaniem Naya.
- Tak. Sen połączony odczuwalny jest o wiele dłużej niż faktycznie on trwa. Już w poprzednie noce po trochu uczyłem się języka od Mawia, ale teraz gdy dotknął on ziemi na której siedziałem byliśmy w stanie wejść na jakiś inny o wiele bardziej intensywny poziom świadomości.
- Mawio… - Odezwała się do niego Roska. – Dlaczego nie powiedziałeś nam o Scutim?
- Ja… Nie wiem. – Spuścił wzrok. – Nie wiedziałem co to wszystko znaczy. Kiedy dowiedziałem się, że przewidujecie przedostanie się na teren Tropików postanowiłem poprzeć to i jakoś odnaleźć Scutiego, by to wszystko zrozumieć. Nie chciałem was oszukiwać… Ja nie wiedziałem zwyczajnie co robić. Przepraszam, Roska... Wszystkich was przepraszam, kochani.
- Nic się nie stało. – Pocieszyła go mistrzyni Ikaria podnosząca się z pozycji leżącej. – Słuchajcie, kochani, gwarantuję, że w jego sytuacji ani ja, ani nikt z was nie wiedziałby jak się odpowiednio zachować. Jestem niesłychanie wdzięczna, że jakoś nas tu doprowadził i że być może coś się nareszcie wyjaśni.
- Przypuszczam także – Dodał mistrz Terros również wstając. – że jeżeli powiedziałby nam to od razu to połowa z obecnych tutaj nie uwierzyłaby mu lub nie zdecydowała się na wyprawę.
- Szczerze mówiąc – Odezwała się mistrzyni Perstax. – Ja prawdopodobnie odpuściłabym, bo jest to sprawa wyłącznie Mawia i jeśli załatwiłby ją sam mógłby poinformować nas wszystkich o tym czego się dowiedział na lądzie bez, zbędnego w tym wypadku, ryzykowania naszych żyć tą wyprawą.
- Mistrzyni Perstax! – Oburzyła się mistrzyni Aapona.
- Spokojnie, kochana. – Położyła jej na ramieniu dłoń mistrzyni Taqua. – Wyraziła tylko swoje zdanie. Ma do tego przecież prawo.
- Ilu jest Aurorów? – Zapytała ciekawska Famalda wykorzystując zamieszanie.
- Na tą chwilę około sześćdziesięciu. – Odpowiedział Scuti. – Jest nas o wiele mniej niż wielkodusznych, a miastowych i innych ludów jest o wiele więcej od was.
- Wobec tego to faktycznie jeszcze bardziej niesamowite, że chociaż dwójkę z nas udało wam się wyśnić. – Zauważyła Klarisa.
- Też nie wybieramy sobie przecież naszych drugich połówek. – Uśmiechnął się do niej. – To raczej przeznaczenie, że akurat Mawio był ze mną połączony. Zgadzam się- to niebywałe.
- O ile dobrze zrozumiałam, musicie teraz wejść tam, na górę? – Zapytała mistrzyni Ewa.
- Tak twierdziło pierwsze pokolenie Aurorów.
- Jest tyle pytań bez odpowiedzi… - Zauważyła Jeda.
- To prawda. – Zgodził się z nią Mawio patrząc smutno na zmieszaną Roskę. – Ale może tym razem trafimy na jakieś odpowiedzi.

Komentarze