Marzenie - Rozdział 13


Spędzili noc w gościnie u swoich nowych, wyspiarskich znajomych. Mawio nie opuścił bowiem owej chatki do następnego ranka.
Przyjaciele nie martwili się jednak o niego, bo po samodzielnym stworzeniu Radosnej Wyspy i przemieszczaniu jej kolejne dwa dni nad morzem czuli, że cokolwiek go spotka to sobie poradzi. Liczyli tylko, że następnego dnia kiedy już opuści to miejsce podzieli się z nimi wszystkim tym, co tam odkrył.
Rozgadany przewodnik zaprowadził ich do paru domków, gdzie zademonstrował im działanie zasłon z liści i miejsc do spania. Rozumienie gestykulacji okazało się fantastycznie użyteczną umiejętnością.
- Mimika ciała to uniwersalny język wszystkich żywych istot rozumnych. – Podsumowała na głos swoje przemyślenie Roska, przewracając się na prawy bok swojego materiałowego łóżeczka.
- Tak, też miło mi cię widzieć z rana. – Odparła Olga leżąca po drugiej stronie pokoju.
- Długo już nie śpisz? – Zainteresowała się przecierając oczy.
- Czy ja wiem? Raczej nie. Obserwowałam jak się wiercisz i tak myślałam: „o czym ta laska rozmyśla”. – Odparła – Ach, i przypomniałam sobie, że zostawiliśmy Ewstachiusza na Radosnej Wyspie.
- Faktycznie! – Zerwała się do pozycji siedzącej Roska. – Musimy go stamtąd prędko zabrać!
- Będzie trzeba go pilnować, żeby inne zwierzaki z tego lasu go nie zaatakowały. – Stwierdziła niechętnie Olga. – Może zwyczajnie nakarmmy go i niech sobie tam jeszcze posiedzi?
- Będzie mu przykro. – Zauważyła.
- To może zrobimy tak- poprośmy Hina, żeby się nim zaopiekował!
Roska szeroko uśmiechnęła się na tą propozycję.
- To świetny pomysł, jestem pewna, że będzie zadowolony!
Dziewczyny jeszcze długo sobie gadały. W pozostałych domkach także uczniowie wraz z mistrzami zaczynali się powoli przebudzać. Nikt nie wiedział jednak jak ma się zachować, zwłaszcza, że ich ciemnoskóry opiekun położył im przy łóżkach kilka sztuk brązowych ubrań.
- Mamy się w nie ubrać? – Zapytał swoich współlokatorów Zelofin.
- Skoro je nam zostawił to zapewne tego od nas oczekują. – Odparł Rid. – Chociaż nasze ubrania przecież mogłyby zostać.
- Może to ma być taki element gościny, integracji… - Zauważyła Greta. – Tradycji?
- Pokaż im Pettera, ciekawe czy w ich tradycyjnej kuchni umieliby go jakoś odpowiednio przyrządzić. – Zażartował Zelofin.
- Swoją drogą to troszkę już zgłodniałam. – Zignorowała sprawnie jego zaczepkę. – Może też nas czymś poczęstują?
- Byłoby super! – Ucieszył się na to Rid. – Te dziwaczne ryby od Alana smakowały jak papier, a wszystkie moje ubrania nasiąkły wonią podgniłych jabłek.
- Może to właśnie było powodem zostawienia nam tych ciuszków? – Puściła do niego oczko Greta. – Wszyscy w końcu tak rozkosznie śmierdzimy!
Mistrzowie z kolei rozkoszowali się na całego nocą na materiałowych posłaniach.
- Spanie na ziemi? O nie! Nigdy więcej! – Stwierdził przeciągając się mistrz Terros. - Moje plecy to zdecydowanie zbyt wiekowy instrument by się więcej godziły na takie warunki!
- Wygodniś! – Wyśmiał go mistrz Eddi.
- Jak będziesz miał tyle lat co ja to twoje plecy też będą po nocy na ziemi skrzypiały jak nienaoliwione drzwi.
- Albo grały arie nienastrojonych wiolonczeli… - Dodała leżąca plackiem na swoim łóżku mistrzyni Ikaria.
- Jeszcze dwie nocki na wyrku tego typu i może mi się nastroją. – Zaśmiał się Radosny.
- Co ze szkoleniami? – Zainteresowała się mistrzyni Freska.
- Ciężka sprawa. – Mruknął mistrz Eddi. - Sama widzisz, jak wszystko się nam pokomplikowało. – Wskazał oskarżycielsko na dwójkę Radosnych rozkosznie kokoszących się w pościeli.
- Im szybciej zaczniemy tym… - Zaczęła znów.
- Niekoniecznie. – Przerwała jej mistrzyni Ikaria. – Nie każdy ma tak dynamiczny rozwój jak Jeda, Greta, Werna czy Eleonora. Sofia na przykład potrzebuje czasu z tego co wiem od mistrzyni Taquy, twój Zelofin z resztą tak samo.
- Hin i Samanta też. – Stwierdził mistrz Terros. – Generalnie uczniowie powinni bezstresowo i z swoim tempie rozwijać swoje dusze. Zbyt duży nacisk oraz presja może im tylko zmącić w głowie i zaszkodzić.
- Wszyscy chcielibyśmy już wznowić nauki. – Położył jej dłoń na ramieniu, mistrz Eddi. – Na tą chwilę trzeba nam wciąż jeszcze troszkę poczekać.
Zaś dwa domki dalej sytuacja miała się kompletnie inaczej:
- Miło was widzieć! Cieszę się, że jesteście! – Wołała do mieszkańców Fingeteo, rozentuzjazmowana Werna, która już ubrała się w przygotowane dla niej ubranie i wyszła przed swoją chatkę.
- Werna? – Wyjrzała z wnętrza chatki Minara. – Ty mała wariatko! Ładnie to tak, wychodzić się bawić bez nas? – Poczochrała jej grzywkę.
- Śpicie i śpicie. – Przewróciła oczami. – Spójrz jaki piękny dzień i ilu sympatycznych ludzi!
- Uwielbiam cię, moja Werniu. – Ucałowała jej czółko rozczulona jej niewinnością Minara.
- Jak tam, dziewczęta? – Wyjrzała za nimi Famalda.
- Witam się z naszymi sąsiadami. – Poinformowała Werna. – Chcecie się ze mną przejść po miasteczku i przywitać ich więcej?
- Oj nie wiem, może poczekajmy na mistrzów? – Poprosiła Minara.
- Masz rację. To wy poczekajcie, a ja pójdę sama! – Uśmiechnęła się i ruszyła z buta na przód.
- Werna! – Oburzyła się Minara. – Zaczekaj na mnie, ty brązowawa powsinogo!
- Dziewczyny, czekajcie! Też chcę! – Zawołała za nimi Famalda wbiegając do domu żeby prędko się przebrać.
Cały ranek minął im beztrosko. Po południu uczniowie zaczęli odnajdywać się szwędających się tu i ówdzie po okolicy. Potem mistrzyni Cikka i Aapona poszły pod dom „pierwszego bieguna” i odnalazły tam śpiącego pod nim śniadego przewodnika, który natychmiast gdy tylko podeszły zerwał się na równe nogi. Próbować się z nim jakkolwiek dogadać i po jakiś czasie niezrozumiałego bełkotu i machania rękami sukcesywnie udało się im poprosić go o jakieś jedzenie. Wróciły z nim później pod chatki i rozniosły uczennicom, uczniom oraz swoim koleżankom i kolegom, mentorom.
Okazało się, że były to pieczone owoce tropikalne z dodatkiem cukru trzcinowego i jakiegoś bardzo delikatnego wina. Dodatkowo mogli się raczyć bardzo pikantnymi kawałkami… czegoś innego.
- Dać ten alkohol adeptom? – Zapytała niepewnie mistrzyni Aapona.
Mistrzyni Cikka oburzyła się.
- No nie żartuj! Jak ty to sobie wyobrażasz, kochana? Mamy pić bez nich? A potem Jeda zrobi nam o to takie wywody, że się przez tydzień będziesz bała odezwać w jej obecności. – Złapała od niej bukłak. – Mała jest wygadana i jak dla mnie wystarczająco dorosła, jak i pozostali. Zaniosę im. Może w końcu mnie polubią.
- Nie martw się, kochana. I tak jesteśmy sympatyczniejsze od mistrzyni Perstax. – Stwierdziła z uśmiechem, na co obie zachichotały.
W środku dnia, gdy wszyscy uczniowie siedzieli już razem i nawet Radośni podnieśli się jakoś z łóżek by się z nimi zobaczyć (i coś zjeść przy okazji).
- Co to jest? – Zastanawiała się mistrzyni Ewa przyglądając się niekształtnym różnokolorowym przekąskom.
- A, bo ja wiem? – Wzruszyła ramionami mistrzyni Taqua. – Mistrzyni Aapona podobno zjadła jedno i okazało się piekielnie ostre.
- Lubię ostro. – Stwierdziła bezczelnie mistrzyni Ewa i wrzuciła zielone chrupkie coś do ust.
- O czym rozmawiacie? – Podeszła do nich Eleonora.
- Mistrzyni Ewa odkrywa uroki kolorowych cudów kulinarnych naszych gospodarzy. – Podsumowała mistrzyni Taqua.
- Ja tam się powstrzymałam. – Skrzywiła twarz.
- Ja tam lubię pikanterię. – Stwierdziła chrupiąc sobie mistrzyni Ewa.
- Ja w sumie też. Ale nie przepadam za robakami.
Zabawa trwała w najlepsze. Tubylcy zaczęli nawet przygrywać im na fleto-podobnych instrumentach tworząc ciekawą harmonię. Alan poprosił Sofię do tańca, podobnie uczynili Zelofin z Werną, mistrz Eddi z Jedą oraz Klarisa z Samantą. W pewnym momencie Rid i Famalda zaczęli śpiewać „Melodię opustoszałego sadu” do której rytmu, ku zdumieniu wszystkich, sprawni grajkowie prędko się dostosowali. Z kolei w Eleonorze i mistrzu Levonie odezwała się żądza tortur międzykulturowych.
- E! LE! O! NO! RA! – Sylabizowała z perfekcyjną dykcją właścicielka tego imienia i czekała aż ciemnoskóry gaduła powtórzy to.
- Gerterna fledcesa lerroto qwkretame mema neretorril.
- To już wiemy, ELEONORA. Dawaj! Wiem, że sobie poradzisz.
Facet podrapał się po czuprynce i spojrzał przenikliwie na uczennicę.
- Elejonrra? – Zapytał.
- Tak! To znaczy prawie. W sumie to tak. – Zaczęli z mistrzem Levonem bić mu brawo. – JA – Pokazała na siebie. – ELEONORA. – Potem skierowała dłonie ku niemu. – TY?
-Yylogs’bqoiidyy. – Uśmiechnął się do nich serdecznie.
Kawałek dalej Naya oraz Hin wraz z Ewstachiuszem przyglądali się wszystkim i próbowali jakoś znaleźć wspólny język, co okazało się trudniejszym zadaniem od konwersacji Eleonory z Yylogs’bqoiidyy’em. Mistrza Terrosa zagadywał Denam, a reszta mistrzyń siedziała ze sobą w kółeczku do którego niedługo potem podeszła mistrzyni Ewa i zaczęła wszystkie częstować pieczonymi robalami na ostro.
W pewnym momencie od strony pagórka pojawiły się dwie zakapturzone postaci w pozłacanych szatach.
- Mawio? Czy to ty? – Zapytała Famalda której ciepłe delikatne winko w sporych ilościach dość mocno zawróciło już w głowie.
- Nie. – Odpowiedział jej. – Mawio leci obok.
Jego towarzysz zdjął kaptur i rozpromieniony przywitał ich:
- Cieszę się, że jesteście! Mam nadzieję, że wszystko u was dobrze. Chciałbym, żebyście kogoś poznali.
- Mawio! – Odezwały się entuzjastyczne przywitania.
Jego kompan ściągnął w tym czasie nakrycie z głowy odsłaniając przy tym swoją ciemnoskórą twarz. Był łysy, a pod oczami miał czerwone znaki, na zaś twarzy szeroki uśmiech.
- Witajcie na Fingeteo- wyspie ludu Periwi. Jestem Sqtty’bpoiidyy, ale możecie mówić na mnie Scuti.
Wszyscy zaskoczeni przyglądali się mu i zupełnie nikt nie wiedział co odpowiedzieć.
„Mówi po naszemu?”- Zainteresowała się mistrzyni Ikaria.
Ciszę tą przerwał Mawio:
- W dużym skrócie- Scuti to moja druga połowa.

Komentarze