Marzenie - Rozdział 8
Mawio przybył do wybrzeża wraz z
gotowym na trzecią turę dusznym samolotem. Panowała cisza mącona jedynie
nieśmiałym, porannym szumem morskich fal.
Odleciał w kierunku boru by poszukać
ich w miejscu ich obozu. Wleciał pomiędzy gęstwinę i bezgłośnie rozglądał się
po krzakach nasłuchując rozmów lub kroków. Nie było nigdzie dźwięków hałasujących
ptaków. Obozowisko było puste, na ziemi widać było tylko ślady butów, tam gdzie
wszyscy, wspólnie nocowali. Kosze z warzywami stały pełne przy próchniejącej
gałęzi, obok nich leżały do połowy pełne bukłaki z wodą.
Mawio mimowolnie zaczął się
niepokoić. Wleciał głębiej w odmęty mrocznego lasu.
- Olga? Mistrzyni Ux? Ktokolwiek? –
Zaczął nawoływać półgłosem. Z każdym przebytym metrem głośniej i głośniej aż
natrafił na krater w ziemi i połamane nad nim gałęzie drzew. Zatrzymał się.
„Cholera…” – Pomyślał. – „Ktoś tu
lądował.”
Zniżył się do samej ściółki
przyglądając się ziemi w tym miejscu.
„Świeże…” – Stwierdził. – „Cholera…”
Szybko wzniósł się ponad trzy metry
i zaczął patrolować puszcze z góry. Nie widział w pobliżu więcej kraterów. Mógł
to stwierdzić z łatwością, bo połamane korony pokaźnych drzew przepuszczały
sporo światła które rozpraszało ogólną ciemność tego miejsca.
Zaczął krążyć szybkim slalomem
dookoła drzew.
- Mistrzyni Ux? – Zawołał znów lecz
potem pomyślał, że jeśli ktoś niepożądany go usłyszy to od razu będzie on
wiedział, że ktoś tu szuka jakiegoś mistrza duszy. To było jednoznacznie ryzykowne.
Jej imię było jednak wyjątkowo pomocne- było króciutkie i brzmiało mało
precyzyjnie dla kogoś kto by jej nie znał. Mawio błyskawicznie wpadł na zaskakująco
dobry pomysł. – Ux! – Krzyknął na całe gardło.
Potem w duszy śmiejąc się sam z
siebie leciał wysoko lasem i jak ćwierkający ptak szybko nawoływał:
- Uxuxuxuxuxuxuxuxuxux!
Nie miał bladego pojęcia czy
jakikolwiek ptak wydaje takie dźwięki, ale wszyscy mistrzowie i uczniowie z ich
grupy z pewnością rozpoznają te dwie literki. Latał tak jak szalony aż po swojej
prawej stronie usłyszał szmer dochodzący drzewnych gałęzi. Odwrócił się i
dostrzegł spadający spomiędzy nich owoc.
Westchnął cicho.
„No tak… Żadnej pumy jeszcze nie widziałem,
a jak i wszystkie ptaki ucichły to w tym ciemnym lesie tylko dzikie grusze i ja
wprowadzamy jakieś zamieszanie.”
Odwrócił się i już miał lecieć dalej
gdy sparaliżowany swoją własną myślą, doznał oświecenia.
„Przecież to nie jest grusza.”
Podleciał powoli do owocu leżącego
na ziemi i przyjrzał mu się. Niewątpliwie- była to gruszka.
„Albo jakiś ptak podwędził ją komuś
z nas, albo…” – Myślał gdy nagle poczuł uderzenie w głowę. Wystraszony odwrócił
się do tyłu lecz nikogo tam nie zobaczył. Na ziemi tuż pod nim, w sąsiedztwie
tajemniczej gruszki leżało teraz jabłko. – „Nadgryzione przez człowieka.”
Wzbił się ku górze i zaglądał po
kolei pomiędzy pokaźnie porastające drzewo, liście.
- Pst! – Usłyszał znad głowy.
Obrócił się twarzą do góry i na następnym piętrze gałęzi zobaczył Famaldę.
- Och! – Odetchnął z ulgą Mawio. –
Nawet nie masz pojęcia jak cieszę się, że jesteś!
- Nawet nie wiesz jak ja się cieszę,
że ty jesteś! – Uśmiechnęła się.
- Jak tyś tu wlazła?!
- To skomplikowane… Teraz to jednak
nieistotne. Wiem gdzie są pozostali, pokażę ci, ale zdejmij mnie stąd, bo tyłek
mnie boli już od siedzenia na tej nierównej gałęzi.
Mawio parsknął śmiechem. Wziął
blondynkę na ręce, a następnie sprowadził na ziemię.
- Fajne uczucie tak fruwać. –
Przyznała Famalda. – Bierz mnie tak częściej. – Zaśmiała się.
Mawio zaczerwienił się jak pomidor,
ale na szczęście ona tego nie widziała, bo w tej części lasu znowu było bardzo
ciemno.
Dziewczyna pokazała palcem na drzewa
po prawej i zaczęła iść w tym kierunku.
- Tamtędy biegliśmy. Patrz przy
drzewach w tej linii.
- Uxuxuxuxuxux! – Wydał nieśmiały
odgłos.
- Zapomniałam ci powiedzieć, że
wymyślenie tego to coś absolutnie genialnego. – Zachichotała. –
Uxuxuxuxuxuxuxux!
Poruszali się na przód nawołując na
zmianę, aż Mawio nie usłyszał skromnego „uxuxux” z drzewa po ich lewej stronie.
Wzbił się wyżej i na szóstym metrze od parteru, pomiędzy liśćmi dostrzegł
ukrytą mistrzynię Ewę.
- Mawio! Jak ja się cieszę, że cię
widzę! – Westchnęła kobieta.
- Ja także! Zejdzie stąd mistrzyni
sama? – Zapytał przyjmując od niej serdeczny uścisk.
- Tak. Nie będzie problemu. –
Zapewniła. – Swoją drogą, świetnie to sobie obmyśliłeś. Sygnał rozpoznawczy idealnie
dyskretny!
- Dziękuję! – Ucieszył się z
pochwały od mistrzyni zniżając się wraz z nią do czekającej na nich Famaldy.
- Och! Mistrzyni Ewo, cieszę się, że
jesteś! – Ucieszyła się dziewczynka.
- Famalda! Fantastycznie, że jesteś!
– Zeskoczyła na ziemię. - Chodź, niech cię uściskam.
- Jak znajdziemy resztę? –
Zaniepokoił się Mawio.
- Podobnym sposobem. – Odparła
Famalda. – Wpadając w objęcia mistrzyni.
- Nie lepiej będzie iść jeszcze w
głąb i zabrać stamtąd też innych? – Zapytał podejrzliwie.
- Nie. – Powiedziała stanowczo
Famalda. – Ja byłam na ostatnim drzewie. To naprawdę wielkie szczęście, że
znalazłeś mnie jako pierwszą, bo wiem gdzie schowali się pozostali.
- Czyli wszyscy będą na tych
drzewach w tej linii? – Upewnił się Mawio.
- Niemożliwe. – Odpowiedziała
mistrzyni Ewa. – Było nas przecież więcej.
- Przykro mi. Nie mogę teraz o tym
mówić, bo się skruszę, ale pewnie oboje wiecie co mam na myśli. – Powiedziała z
wymuszonym uśmiechem w głosie, Famalda. – Byłam na ostatnim drzewie.
- Oczywiście, kochana. Wszystko w
porządku. – Zapewniła ją mistrzyni, klepiąc delikatnie po ramieniu.
Mawio był zdruzgotany.
- Uxuxuxuxux! – Zawołał by zagłuszyć
kiełkujący w nim cicho strach.
- Uxuxux! – Usłyszał nieopodal.
Wzleciał i trzy drzewa dalej
odnalazł stojącą nieruchomo na gałęzi, przytuloną do drzewa Olgę.
- Olga! – Uradował się, a ciepłe łzy
szczęścia napłynęły mu do oczu. Objął ją mocno w pasie. – Olga! Jak się cieszę,
że jesteś!
- Mawio… - Westchnęła z ulgą. –
Kamień z serca i miód dla duszy, że to ty. Nie masz pojęcia co się stało.
- Mam, kochana. Domyślam się
przynajmniej. – Zapewnił ją. – Teraz spokojnie. Złap mnie za szyję, sprowadzę
cię do mistrzyni Ewy i Famaldy.
- Jak dobrze, że nic im nie jest… -
Szepnęła mu obejmując chłopaka. Drżała.
Gdy zeszli do metra nad ziemią
puściła się i zeskoczyła na grunt i kucnęła.
- Co za ulga… - Wyciągnęła do niego
rękę. – Pomóż mi, proszę.
Chłopak złapał ją za dłoń i
pociągnął do góry. Z lekkim oporem wstała i już zaraz ruszyła w przeciwnym
kierunku.
- Tędy! Prędko! Jeśli mają tak samo
zdrętwiałe ręce jak ja to długo już nie wytrzymają na tych drzewach.
- Olga? Dobrze cię widzieć! –
Odezwała się zza ich pleców mistrzyni Ewa idąca u boku Famaldy.
- Tak, to ja. Dobrze widzieć was
całe. – Powiedziała prowadząc ich pewnym krokiem.
Mawio leciał u jej boku słuchając
jak dziewczyna ciężko oddycha. Nie wiedział ile czasu tam stała, ale była
słyszalnie wykończona.
- Tutaj. – Przystanęła. - Gdzieś tu
będzie Naya.
- Naya! – Krzyknęła śmiało Famalda.
- Ostrożnie! Co jak kto inny nas
usłyszy? – Szepnęła Olga.
- Nie usłyszy. Odlecieli już. –
Zapewniła ich. – Wszystko słyszałam z mojego drzewa.
- To czemu wołaliśmy razem „uxuxux”
po tym jak cię znalazłem – Zdziwił się Mawio.
- Bo to było zabawne. – Zachichotała
dziewczyna.
- Naya? – Odezwała się mistrzyni
Ewa.
- Tutaj! – Usłyszeli.
Mawio wzleciał w kierunku w którego
dochodził jej głosik i chwilę później trzymał już dziewczynę, opuszczając się z
nią na dół.
- Ibi opuściła naszą grupę. – Wyszeptała
mu.
- Wiem, słyszałem. – Mruknął. –
Przykro mi. Tylko nie denerwuj się proszę, żebyś i ty się nie skruszyła.
- Jestem spokojna. – Odparła pretensjonalnym
tonem.
Gdy sprowadził ją na ziemię Olga
ruszyła z mistrzynią Ewą w kierunku kolejnych drzew, a Famalda mocno uścisnęła
Nayę witając się z nią serdecznie. Mijali kolejne metry rozmawiając po cichu i
co raz wołając kogoś z ekipy. Usłyszeli w końcu nieopodal szelest oraz dźwięk pękających
gałęzi. Odwrócili się i zobaczyli kogoś schodzącego z drzewa.
- To mistrzyni Perstax. – Wyszeptała
mistrzyni Ewa i pospieszyła pomóc jej w zejściu na ziemię. – Wszystko dobrze?
- Tak. Dziękuję. – Pokiwała głową. –
Cieszę się, że jesteście.
- Mistrzyni, bardzo cieszy nas twoja
obecność. – Odpowiedział jej Mawio.
- Chodźmy. Jeszcze tylko parę osób z
tamtej strony i dojdziemy do brzegu.
- Jak to? – Spytał chłopak z niedowierzaniem.
– „Tylko parę”?
- Niestety… Polecimy w tym składzie wszyscy
razem. – Wyznała.
Szli dalej w zupełnej ciszy, aż usłyszeli
z naprzeciwka dźwięk deptanych, suchych liści. Wtedy przystanęli i nasłuchiwali,
a zaraz zza drzewa wychylił się śmiało Denam.
- Dobrze, że jesteście. – Przywitał ich,
a zaraz za nim wyszedł też mistrz Levon i mistrzyni Aapona.
- Mistrzu! – Krzyknęła Naya
podbiegając do niego. Rzuciła mu się na szyję. – Mistrzu, mistrzu! Mistrzu, jak
się cieszę! Mistrzu… - Szlochała.
- Już dobrze, Naya. Spokojnie, już
jestem. Wszystko w porządku.
- Denam widział jak Mawio przelatuje
między drzewami, zszedł sam ze swojego drzewa i poszedł nas szukać. – Wyznała mistrzyni
Aapona.
- Bohatersko! – Pokiwała głową z
uznaniem mistrzyni Ewa.
- Albo lekkomyślnie… - Mruknęła
Olga.
- A pozostali? – Spytał mistrz Levon
wciąż uwięziony w uścisku Nayi. – My byliśmy na drzewach jako pierwsi.
- Niestety ja byłam ostatnia. –
Odpowiedziała Famalda.
- Daleko skąd do brzegu? – Zapytał ich
Mawio. Na końcu języka miał krzyk rozpaczy, z którym dzielnie walczył.
- Nie. – Pokazał ręką Denam. –
Tamtędy. Zaprowadzę was.
- Prowadź zatem. – Uśmiechnęła się
mistrzyni Ewa.
- Coś więcej? – Spytał skromnie Mawio.
Reszta chwilę milczała.
- Parę godzin po tym jak wyleciała druga
grupa przyleciała tu rakieta wojskowa. – Powiedział mistrz Levon. – W środku niej
około tuzin wojowników. Mieli paraliżujące kije i mundury z tytanowych nici. Mistrzyni
Liliana była tego świadkiem i całe szczęście prędko udało jej się zawiadomić
mistrzynię Ux, zanim jeszcze tamci zdążyli nas otoczyć. – Przełknął ślinę mistrz
Levon. – Pędem ruszyliśmy na ślepo w las. Mistrzyni zaczęła wyrzucać nas
kilkanaście metrów do góry i kazała mocno łapać się gałęzi.
- Jak to „wyrzucała”? – Zmarszczył czoło
Mawio.
- Ciężko mi to opisać. – Odpowiedział
mu szczerze. – Czułem się w tamtej chwili jakbym spadał do góry.
- Famalda? – Zapytała ją Olga. – Wiesz
coś o tym?
- Powiedzmy… - Zastanowiła się
dziewczyna. - …że coś tam kiedyś usłyszałam. Ale to raczej Eleonora rozmawiała
o tym z mistrzynią nie ja.
- Daj spokój, to przecież twoja
siostra. To oczywiste, że ci powiedziała. – Parsknął Denam.
- Ech… Obiecywałam trzymać buzię na
kłódkę.
- Teraz i tak już na to za późno. – Zauważył
Mawio.
- No tak – Niechętnie zgodziła się z
nim. - Słyszałam, że mistrzyni potrafiła jakby unosić różne przedmioty bardzo z
wielką siłą, bez absolutnie żadnego wysiłku. – Zastanowiła się chwilkę. – Trafne
było określenie tego jako „spadanie do góry”. Do pewnej wysokości ponoć umiała zmieniać
trajektorię grawitacji względem jakiejś jednostki.
- Nigdy o czymś takim nie słyszałam.
– Powiedziała zszokowana mistrzyni Perstax.
- Co się stało z mistrzynią Ux i
resztą naszych mentorów? – Spytał Denam nieśmiało.
- Sami wiecie… - Smutno szepnęła w
kierunku Mawia.
Komentarze
Prześlij komentarz