Marzenie - Rozdział 7
- Mistrzu Terrosie! – Zawołała
mistrzyni Ikaria wlatując z mistrzem Eddim i ósemką uczniów na dusznym
samolocie. – Mistrzu Terrosie, gdzie jesteś?
Lecąc w głąb wyspy w końcu natrafili
na uczniów siedzących w kole, odwróconych w stronę nadlatującej ku nim drugiej
grupy.
- Mistrz jest od strony północnej,
bo postanowił zrobić obchód. – Poinformowała Roska.
Mawio zatrzymał rozpędzoną ziemię na
której siedzieli pasażerowie i westchnął porządnie. Był wykończony, ale udało
mu się na szczęście zdążyć dotrzeć na wyspę w momencie zmierzchu.
- Schodźcie, uczniowie. Ja
porozmawiam z mistrzem Terrosem. – Zarządziła Ikaria zeskakując z pokładu i
biegnąc na północ. – A ty porządnie odpocznij, Mawio! – Krzyknęła jeszcze przez
ramię.
Momentalnie uczniowie zgrupowali
się.
- Cieszę się, że jesteście, ale co
się dzieje? – Zapytała Jeda.
- Widział nas ptolok. – Westchnął
mistrz Eddi. – Też cieszę się, że cię widzę, kochana i uścisnął ją serdecznie.
- Gdzie mistrzyni Taqua? – Spytał
Alan.
- Podobno po zachodniej stronie. –
Odparła Rewicca.
- Chodźmy! – Złapał za rękę swoją
koleżankę i podążył na zachód.
- Wrócimy niebawem, przepraszamy! –
Krzyknęła im ciągnięta przez niego dziewczyna.
- Podleciał do nas od południa. –
Zaczęła opowiadać Minara. – Najpierw krążył trochę tak z kilkadziesiąt metrów
nad nami i obserwował, potem zanurkował do nas.
- Coś mówił? – Zapytała Greta.
- Pewnie. – Rzuciła momentalnie. –
Zaczął wypytywać co robimy i kim jesteśmy. Był widocznie zaskoczony tym, że
lataliśmy na rozszczepionej ziemi i oczywiście tym, że Mawio sam unosi się nad
wodą.
- Odpowiadaliście? – Ciągnęła ją za
język Greta.
- Mistrzyni Ikaria starała się go
jakoś spławić. – Wtrącił się mistrz Eddi. – Śmiała się, że nie możemy gadać, bo
się spieszymy i że to nasz eksperymentalny prototyp samolotu, ale był poważny i
podejrzliwy. Dość wścibsko się przyglądał mi i mistrzyni Ikarii.
- To mógł być jakiś zwiadowca? –
Zapytała go Jeda.
- Ciężko stwierdzić. Nie nosił
munduru, ale na tej trasie to trochę dziwne żeby leciał sobie przypadkowo. –
Rozmyślał na głos. – Ale nie martwmy się za nadto. Połowa z nas jest już
bezpieczna, bo tu nas ciężko będzie wytropić i jeśli doszłoby do pościgu to
jestem pewny, że nie zagroziliby nam tu. – Uśmiechnął się wzruszając ramionami.
Pozytywne myślenie jest kluczem do
tego by się nie denerwować. Z nerwów ludzie robią głupie rzeczy, a opanowani są
w stanie zaradzić większości nieprzewidzianych zdarzeń i ubezpieczyć się na
więcej ewentualności. Mistrz Eddi doskonale potrafił rozładować wiszące w powietrzu
napięcie i był geniuszem zapobiegania stresowi, bo jak twierdził „lepsza
profilaktyka od leczenia”. Jeda dużo o nim mówiła i często go cytowała. Była
zapatrzona w każde jego słowo. Był dla niej nie tylko mistrzem, ale
przyjacielem i idolem. Dziewczyna czuła się pod jego skrzydłami ciepło, pewnie
i znacząco. On z kolei mówił o niej częściej jako o przyszłej mistrzyni niż o
uczennicy. Już od początku można było ją określić przewodniczącą grupy adeptów.
Znała dzięki jego naukom potrzeby innych i fantastycznie dogadywała się bez
wyjątku z każdym. Miała dalekosiężny zmysł empatii, który przy zwykłym
spojrzeniu w jej szmaragdowe oczy dało się od razu wychwycić.
- Ale co z pozostałymi? – Zmartwił
się Hin, który od odlotu Mawia trzymał Ewstachiusza na rękach. Zwierzak ani
myślał opuszczać jego towarzystwo, bo chłopiec był względem niego nad wyraz
delikatny i ostrożny.
- Uczniów zostało tylko czworo, bo
Ibi się wycofała… - Powiedziała Werna. – Mistrz Levon trochę się tym zmartwił,
bo ta druga dziewczyna…
- Naya. – Podpowiedziała jej Minara.
- No tak. Zapomniałam jak ona miała
na imię. No ona też zaczęła mieć wątpliwości, ale ostatecznie przekonał ją żeby
chociaż spróbowała.
- Były w końcu przyjaciółkami i nie
chciała jej zostawiać, ale Ibi postanowiła od razu wracać do domu, a mistrz
Levon nie mógł jej przecież tego zabronić. – Usprawiedliwiała dziewczynę Klarisa.
Miała głos pełen dogłębnego współczucia. – Też martwię się o Olgę. Miała przylecieć
teraz, z nami, ale została do kolejnej tury. Tylko ona z uczniów naszego
mistrza została na kontynencie. Mawio obiecał jej, że z samego rana po nią
wróci, ale smutno mi, że nie ma jej już tu, razem z nami.
- Chciałem, żeby leciała za mnie,
ale mistrzyni Ux prosiła, żeby jak najwięcej chłopców przeleciało w dwóch pierwszych
turach. – Powiedział Rid.
- To prawda. – Odezwał się
przedostatni z chłopięcych adeptów- Zelofin. – Tylko Denam został do trzeciej,
bo od samego początku zastrzegł sobie, że chce lecieć jako ostatni z uczniów.
- Famalda też została, ale ona
chciała wracać z naszą mistrzynią, a mi było szkoda mistrzyni Ikarii i uparłam
się na lot teraz. – Wyznała Eleonora. – Może to było trochę egoistyczne, jak
teraz o tym myślę…
- Oj nie mów tak. – Podeszła do niej
Samanta. – Nie masz za co się obwiniać. Cieszymy się przecież, że ty też jesteś
tu, z nami i bez wątpienia nikt nie ma ci za złe, że przyleciałaś wcześniej od
ostatniej czwórki.
- Jakbyśmy przenosili się do bezpiecznego
miejsca to jestem pewna, że mistrzowie przepuściliby nas wszystkich przodem i
sami zostali na koniec, ale też muszą zapewnić nam ochronę w razie zagrożenia
tutaj. – Zauważyła Roska. – Teraz kiedy jest ich tu sześcioro to możemy
odetchnąć z ulgą, bo obie grupy są dobrze zabezpieczone.
- Mistrz Terros i mistrzyni Ikaria
to w końcu Radośni. – Zauważyła Eleonora. – na lądzie została jeszcze moja
mistrzyni Ux. – Z nią ani Famaldzie, ani nikomu innemu nie powinno nic grozić.
- A pozostała dwójka mistrzyń gdzie
się podziewa? – Zapytał mistrz Eddi.
- Mistrzyni Freska jest na południu,
a mistrzyni Cikka powinna być razem z nią. – Odpowiedziała swojemu mistrzowi
gęstowłosa. – No i oczywiście mamy tu ciebie, mistrzu Eddi.
- Pozwolisz, że ich odwiedzę? –
Zapytał ją uprzejmie kłaniając głową w odpowiedzi na jej komplement.
- Oczywiście, tylko nie wracaj za
późno mistrzu, bo będę się martwiła.
- Spokojnie, to chyba niewielka
wyspa. – Powiedział głaszcząc ją po główce i odstępując od uczniów na parę
kroków. – Minaro, nie chcecie iść ze mną do swojej mistrzyni? – Obrócił się
jeszcze raz w ich stronę.
Dziewczyna popatrzyła na stojących
po jej obu stronach Wernie i Zelofinie z pytającym wzrokiem i bez słowa komentarza
pomachała tylko głową marszcząc nos.
- Posiedzimy z resztą. Integracja,
mistrzu, sam rozumiesz.
- Jasne! – Uśmiechnął się szeroko puszczając
im oczko na pożegnanie.
Mawio leżał sobie w powietrzu na
plecach, wciąż sapiąc ze zmęczenia. Roska podeszła do niego i dotknęła jego
wiszącej dłoni z wielką czułością.
- Cieszę się, że jesteś. – Szepnęła.
– Wszystko w porządku?
- Chyba tak. – Mruknął. Był niewątpliwie
zmartwiony. Odwrócił się na prawy bok, w jej stronę i szepnął: – To musiał być
zwiadowca, Rosko… Miał bardzo przenikliwy wzrok i odleciał w kierunku z którego
przylatywał.
Dziewczyna spuściła wzrok i zagryzła
górną wargę. Chciała coś powiedzieć, ale widać było, że walczy z uczuciami.
- Nie martw się i nie mów innym,
proszę. Nie potrzeba nam teraz nerwów skoro póki co połowa bezpiecznie się
przedostała. Jeśli następnego dnia też przeniosę obie grupy to już będzie
dobrze. Prawdopodobieństwo, że coś nam skomplikuje plany jest nikłe. –
Uśmiechnął się do niej półgębkiem. – Nie trap się, bo ci się duszyczka skruszy.
- Coś jest nie tak, Mawio. –
Powiedziała zaglądając mu głęboko w oczy. – Znam cię. Widzę, że o czymś mi nie
mówisz i to to mnie martwi najbardziej. – Wyznała mu.
- Co masz na myśli? – Uniósł brwi i momentalnie
stanął w powietrzu.
- Nie wiem. Od kiedy latasz, mniej
mówisz. Mniej opowiadasz o swoich uczuciach, jakbyś się zaczął ich wstydzić. –
Pokiwała głową zdenerwowana. – To do ciebie niepodobne.
- Nie ma chyba o czym mówić. Wciąż jestem
w szoku i przeżywam wiele spraw wewnątrz. To tyle.
- Jakich spraw? – Zapytała cichutko,
ledwo słyszalnym głosem. – Mawio, ty nie jesteś introwertykiem. Od kiedy się
poznaliśmy mówiłeś mi o każdym swoim treningu i tym jak się po nim czułeś, a
teraz kiedy unosisz się nad ziemią i czujesz coś tak niesamowitego i
niepowtarzalnego, nie otwierasz ust by starać się to opisać. Poprzestajesz na
prostych i zwięzłych określeniach. – Powiedziała jednym tchem.
- Nie chcę by inni się przejmowali…
- Odparł.
- Czym, Mawio? – Rozłożyła dłonie. –
Czym mamy się nie przejmować? O co chodzi?
- O ten sen. – Powiedział w końcu niechętnie.
- Jeśli nie masz ochoty o tym mówić,
przecież nie będę cię do tego zmuszała, ale zaczynam się martwić o ciebie. Zależy
mi na tobie, wiesz przecież o tym. Spróbuj może to z siebie wyrzucić? Nie byłoby
ci prościej? Zaufaj mi.
- Wiem. Wiesz, że mi na tobie także.
– Uśmiechnął się ciepło. – Jestem zmęczony i trochę wystraszony całą tą nagłą
sytuacją. Jest okropnie niestabilnie. Uciekamy. Wszyscy polegają na moich
nowych, niesprecyzowanych umiejętnościach. A co jak nagle spadnę? Skruszę się? Co
wtedy?
- Rozumiem, każdy z nas o tym myśli,
ale ufamy ci i jesteśmy dobrej myśli w stosunku do tego wszystkiego. Musimy
myśleć pozytywnie. Tylko… - Zrobiła błagalną minę. - …musimy być otwarci na
siebie. Jeśli chciałbyś ze mną o tym śnie porozmawiać, to proszę zrób to i nie bój
się niczego.
- Dziękuję ci. – Uśmiechnął się pełnym
uzębieniem. – Bardzo, bardzo ci dziękuję, że jesteś, kochana moja. To wiele dla
mnie znaczy, ale nie jestem jeszcze na to gotowy. To był bardzo dziwny sen.
- Po normalnym śnie ludzie nie
lewitują. – Zaśmiała się dziewczyna. – Poczekam, aż poczujesz potrzebę i będę wtedy
na twoją wyłączność. Nie jesteś sam. Wszyscy cię kochamy. Mistrz Terros
traktuje cię jak swojego rodzonego syna.
- On nas wszystkich traktuje jak
swoje dzieci. – Pokiwał głową. – Ale cieszę się mimo wszystko, że mam takiego
przybranego ojca i tak cudowne rodzeństwo. Nie zamieniłbym was na nikogo
innego. – Zapewnił obejmując jej szyje.
- Ja też chcę… - Podeszła do nich
Klarisa.
- To chodź! – Zaprosiła ją zaskoczona
Roska z gorącym od pozytywnych emocji uśmiechem.
Ta uśmiechnęła się i mocno ścisnęła parę.
- Oby Olga szybko do nas dołączyła…
- Nie martw się, kochana. Obiecuję,
że popołudniu będzie już na wyspie. – Szepnął jej do ucha obejmujący ją Mawio.
Dziewczyna wzmocniła przytulenie.
Ich dusze wibrowały radośnie ze
szczęścia.
Chwilę później z drugiej strony
objęła ich Samanta, potem przyłączył się Rid, Jeda, Greta, Hin, Eleonora i na
końcu Rewicca. Z boku przyglądali się temu trzej uczniowie mistrzyni Freski.
Zelofin wybuchł śmiechem, a Minara z Werną westchnęły wzruszone tym uroczym widokiem.
- Wszystko się ułoży. – Szepnęła Werna.
– Jesteśmy razem, to najważniejsze.
Komentarze
Prześlij komentarz