Marzenie - Rozdział 5
Pozostały czterdzieści cztery osoby. Podzieliły się na 4
grupy, które Mawio miał przetransportować na najbliższą wyspę, a potem… To co
potem, miało się dopiero okazać.
Uczniowie starali się zachować powagę, ale nieskrępowanie
rzucali co raz, pełne uznania i zaintrygowania spojrzenia w kierunku Mawia.
Stres był pokaźny, ale dzięki wzajemnemu patrzeniu sobie w oczy i uśmiechom
pełnym nadziei morale wzrastały i w znacznej większości były już pozytywne, co
dało się słyszeć od grupki rozchichotanych mistrzyń.
Morze nie sprzyjało. Było chłodno, wietrznie, a niebo
spowijały szare i gęste obłoki. Na plaży nie było żywego ducha. Rozbili obóz za
wydmami, skąd w głąb kontynentu rozciągał się teren ciemnego lasu. Porastały go
od samej krawędzi rośliny i drzewa o bardzo rozłożystych koronach i szerokich
liściach. Przez to bardzo niewiele światła z zewnątrz docierało do wewnętrznej
przestrzeni lasu. Zamieszkiwany był przez bardzo wyrośnięte nietoperze i dzikie,
czarne koty oraz pantery. Mało kto zapuszczał się w ten gaj, bo w otoczeniu nie
było żadnych miast, a mieszkańcy wsi raczej nie byli zainteresowani
rozbudowywaniem swoich gospodarstw w kierunku siedliska dzikich kotów, które
tylko czyhały na zbłąkany wiejski drób.
Była to idealna baza wypadowa do Tropików. Niewątpliwie
wojownicy zaczną penetrować też i te miejsce w poszukiwaniu nielegalnych na
pomorzu mistrzów dusz i ich uczniów, jednak zanim do tego dojdzie, uda im się
już stąd wynieść.
- Tęsknię za internatem. – Odezwał się jeden z najcichszych
uczniów.
- Hin, nie martw się. Wrócimy tam kiedy tylko mistrzyni Mona
rozwiąże ten problem z troglodytami. Obiecuję! – Ucałowała chłopca w czoło, mistrzyni
Ewa.
Grupa uczniów mistrza Terrosa była najobszerniejsza ze
wszystkich. Zebrała się przy jednej z ułamanych gałęzi, powoli i majestatycznie
próchniejącej w cieniach mrocznej puszczy. Mawio lewitował sobie metr nad nimi
i czuł się jakby leżał na najdelikatniejszej poduszce świata. Morzył go sen.
- Wszystko gra? – Zainteresowała się Klarisa, obserwując go
ukradkiem podczas słuchania rozmów dookoła.
- Tak, jestem tylko zmęczony, a jutro wyrusza pierwsza
grupa.
- Denerwujesz się?
- Raczej nie… Może delikatnie, bo w końcu będę to robić
pierwszy raz. – Podkulił nogi.
- Mistrz Terros twierdzi, że dasz sobie radę. Każdy z nas
wie, że będzie dobrze! – Odparł przysłuchujący się Rid z gorącym entuzjazmem.
- Pamiętaj, że nie będziesz sam. – Wtrąciła się Roska. –
Każdorazowo będzie z tobą grupa mistrzów i uczniów, którzy przecież będą mogli
ci pomóc w miarę możliwości.
Mawio usłyszawszy to poczuł przypływ optymizmu.
- Masz rację! Uda nam się.
- Hej? Mawio? – Usłyszeli nieśmiałe zawołanie kilka metrów
za nimi.
- Hm?
Z ciemności wyłoniła się niska dziewczynka o bardzo długich
i gęstych włosach.
- Jestem Jeda. Mistrz Eddi jest moim mentorem. Cieszę się,
że cię widzę.
- Miło mi cię poznać. Także bardzo się cieszę, że jesteś. –
Podleciał do niej nad głowami swoich współadeptów. – Coś się stało?
- Praktycznie nic… Ale przychodzę z pewną sprawą. – Potarła
dłonią skroń. – Byłam na naradzie pierwszą z uczniów i witałam wraz z moim
mistrzem pozostałych. Udało mi się dzięki temu zapoznać większość adeptów. –
Tłumaczyła skrupulatnie, była drobnej postury, ale bujna fryzura dodawała jej
jakby pozornej warstwy ochronnej. – Kiedy przybyłeś wszyscy byli w szoku, a po
spotkaniu pytali mnie o ciebie, a że tylko z mistrzem Terrosem i z wami nie
rozmawiałam przed naradą to nie mogłam nic nikomu wytłumaczyć, a wątpliwości z
ich strony narastają jak grzyby po deszczu. – Parsknęła znów ocierając skroń. –
Mam do ciebie wielką prośbę, czy mógłbyś poprzebywać jeszcze z resztą uczniów i
jakoś… no wiesz…
- Rozumiem, jasne. – Przerwał jej widząc rosnące zmieszanie.
– Nie ma sprawy. Jest nas i tak niewielu więc to absolutnie żaden problem.
- Fantastycznie. – Ukłoniła się odruchowo. – Chodź… To
znaczy leć… Leć za mną!
- Niebawem wrócę! – Machnął ręką swoim towarzyszom.
Ruszyli z miejsca kilka gęstych krzewów dalej aby znaleźć
zebraną w kółeczku grupkę młodzików siedzących w ciszy jak makiem zasiał. Chłopak
nie rozumiał czemu nie próbowali nawiązywać rozmów z ich szóstką, tylko zamknęli
się w swojej grupce. Było wśród nich tylko czterech chłopaków. Gdy Jeda stanęła
przed nimi podnieśli głowy ku górze. Nad jej głową wisiał w powietrzu Mawio.
Kilkoro z adeptów wstało, reszta jakby sparaliżowana wciąż siedziała i
patrzyła.
- Cieszę się, że was widzę! – Odezwał się widząc ich
niepewność.
- Kochane, kochani, to jest Mawio. – Uśmiechnęła się do nich
gęstowłosa. – Poprosiłam go aby trochę z nami porozmawiał. Integracja pomogłaby
nam…
- Nie pomoże nam integracja. – Odezwała się jedna z tych
dziewcząt, która wstała. – Może tylko mi się wydaje, ale to dość podejrzane, że
bez ukończenia treningu przerosłeś wszystkich naszych mistrzów i dokonałeś tego
samemu. Może jednak ktoś ci w tym pomógł?
- Ibi, uspokój się kochana, bo się skruszysz! – Podeszła do
niej Jeda lecz dziewczyna odepchnęła ją od siebie i palec wskazujący prawej
ręki skierowała na Mawia.
- Ten chłopak bezsprzecznie musi być wtyką od troglodytów!
- Kochana, to…
- Zamilcz! – Zapiszczała awanturniczka i tupnęła nóżką w
ściółkę.
- Ibi, przestań. – Podeszła do niej inna dziewczyna. –
Opanuj się, kochana.
- Nie zabiorą mnie ich wojownicy! Chcę do domu! Nie godzę
się na to wszystko! – Szła w zaparte w amoku.
- Ibi, Ibi! – Podchodzili do niej kolejno uczniowie i
uciszali. – Spokojnie, cicho. Nie krzycz. – Obejmowali i głaskali po głowie.
- Co to wszystko ma znaczyć? Chcą nas powyłapywać i co
dalej? No? Co dalej, pytam się? Odpowiedz!
- Dość! – Odezwał się nareszcie Mawio. – Posłuchaj mnie
przez chwilę. – Zapadła znów cisza. – Jeśli byłbym tu z jakiegoś spisku i
próbował wydać was troglodytom to myślę, że Radośni już by to dostrzegli, nie
sądzisz? – Wzruszył ramionami. – Nie musisz mi wierzyć, ale tak jak wy chcę
ukończyć szkolenie, wrócić do domu i móc naprawiać świat razem z mistrzami
dusz. Też nie jestem zadowolony z tego, że musimy uciekać z kontynentu, też
boję się tego, co czeka nas w Tropikach i tego, że troglodyci będą nam jakoś
zagrażać, ale jeśli damy ponieść się takim emocjom to nasze dusze będą
bezużyteczne jak dusze miastowych. – Westchnął i dał parę sekund przerwy w
ciszy, po których kontynuował. – Powiedz swojej mistrzyni lub mistrzowi, że nie
chcesz tu być, że chcesz wrócić do siebie. Jestem pewny, że zrozumie to, bo
nikt z nas nie chce ci zrobić krzywdy. Czy tu, czy na Tropikach- z nami zawsze
będziesz mogła być wolna jeśli tylko sama sobie na to pozwolisz.
Tłum obejmujący Ibi rozstąpił się. Dziewczyna z opuszczoną
głową stała bez ruchu.
- Ibi? – Kucnęła przed nią Jeda. – Czy wszystko gra? Lepiej
ci już?
- Lepiej… - Mruknęła.
- Mawio? – Odezwała się inna uczennica. – Jestem Rewicca,
moją mentorką jest mistrzyni Fauora. Mogłabym zadać ci pytanie?
- Oczywiście.
- Jak to się stało? – Pozostali w skupieniu przyglądali się reakcji
na jego twarzy lecz on nie był zdziwiony ani trochę. Był przekonany, że właśnie
to będzie pierwsze pytanie jakie mu zadadzą.
- W dniu w którym wróciłem z Radości do internatu i tym samym
w przeddzień wyjazdu na zebranie położyłem się na moim ulubionym miejscu za
boiskiem i usnąłem. Obudził mnie wołający Rid, który zobaczył, że po północy
nie wróciłem jeszcze do swojego pokoju.
- Co ci się śniło? – Zapytał jeden z chłopaków.
- Chłopiec o brązowej skórze. – Mówił ostrożnie by nie
powiedzieć za wiele. – Był łysy.
- Znasz takiego?
- Nie… Widziałem ptoloki, miastowych, troglodytów, syloinów
i azzji, ale człowiek o innym kolorze skóry to coś… niestworzonego.
- Coś ci powiedział, albo…?
- Nie. Nie mówił nic. – Powiedział zgodnie z prawdą, Mawio. –
Ale to był przyjemny sen. Czułem szczęście które mnie wypełniało.
- Czy teraz twoja dusza się nie skruszy, tak jak dusze Najradośniejszych?
- Wolę nie próbować, ale mistrz Terros twierdzi, że się nie
skruszy.
- Możesz być bezkarny... – Mruknęła Ibi.
- Teoretycznie. – Pokiwał głową unosząc brwi ku górze. – Ale
nie mam ku temu powodów. Moi przyjaciele z internatu i mistrz są dla mnie jak rodzina
i nie zostawię ich, a już na pewno nie zdradzę.
- Jeśli faktycznie nie jesteś szpiegiem to troglodyci jak
tylko się dowiedzą będą cię chcieli przejąć. Ciekawe co wtedy zrobisz…
- Ibi, czemu taka jesteś? Co się z tobą dzieje? – Oburzyła się
jedna z koleżanek, które próbowały ją wcześniej uspokoić.
- Nie zależy mi. – Wyznała. – Skruszyłam się.
- Co ty pleciesz? Niemożliwe! Pokaż oczy! Pokaż! Ibi!
Dziewczyna nachyliła się nad jej twarzą i zajrzała jej w spojrzenie.
- Coś ty narobiła…?
- To wszystko jego wina! – Zacisnęła pięści Ibi.
- Nie, dziewczyno. – Odparł jeden z chłopaków. – Nie umiałaś
się opanować i dałaś by złość i strach opanował twoją świadomość dobra i
niewinności. Widzieliśmy to wszyscy. Próbowaliśmy cię powstrzymać. Mawio też. –
Rzucił mu ukradkiem spojrzenie. Chłopak mówił powoli, jego głos był donośny i
charyzmatyczny. – Wszyscy jesteśmy od dawna szkoleni, każdy uważa na słowa i emocje,
bo każda niezgodność z naturalną równowagą ciała i duszy może nam zaszkodzić, a
ty tracisz kontrolę właśnie teraz, kiedy najbardziej wzajemnie się
potrzebujemy? Jestem Denam, moją mentorką jest mistrzyni Celoa i uważam, że
selekcja dziewcząt jako mistrzyń dusz powinna być bardziej obiektywna. – Wskazał
na Ibi palcem. – Jeszcze pół roku i ukończyłabyś szkolenie, a za niedługi czas
stałabyś się pewnie mentorką? Z takim brakiem wyczucia samej siebie nie
powinnaś zostać dopuszczona do tytułu mistrzyni, a gdyby nie kryzys naszego
położenia na pewno byś była. I szkoliłabyś latami dzieciaki, które przy
pierwszej lepszej, kłopotliwej sytuacji kruszyłyby się jak porcelana? – Mawio przysłuchiwał
się z obawom każdemu kolejnemu słowu. Wiedział, że chłopak ma w tym momencie
racje, ale wprowadzanie tego tu i teraz było bardzo złym pomysłem. Był sprytny.
Chciał, żeby inne dziewczynki zaczęły się bulwersować i wtedy prowokowałby je
do momentu kruszenia się ich dusz. To okropne. – Na kontynencie jest wiele
takich niedojrzałych uczennic i większość z nich zostanie niedługo mistrzyniami.
Jak wyprą pokolenie naszych mistrzów przyniosą nam wszystkim hańbę i wstyd, być
może nawet położą kres następnej generacji.
- Jak możesz? – Syknęła koleżanka Ibi. – Jesteś bezczelny!
- Wystarczy, ej! – Wtrącił się Mawio. – Zaprowadź Ibi do jej
mistrzyni, proszę. Wy też może trochę ochłońcie, co wy na to? Lepiej żebyście i
wy się nie pokruszyli. Musimy być silni. Proszę, nie zasmucajmy się! Spróbujcie
może pogadać trochę z moimi przyjaciółmi?
- Mnie smuci tylko to, że nikt nie widzi zagrożenia w takich
jak ona. – Pokiwał głową. – Wybaczcie. Myślę perspektywicznie patrząc w dalszą
przyszłość. Szkolenie jej to była strata czasu i ryzyko dla następnej generacji
uczniów. Boli mnie, że nic nie mogę z tym zrobić, ale mam nadzieję, że po
przeniesieniu na Tropiki zostaną już tylko najodpowiedzialniejsi z nas.
Odszedł z kręgu kłaniając się lekko.
Mawio był bardzo zawiedziony i zmieszany. Nie wiedział jak
to możliwe, że w innych internatach tak bardzo uczniowie potrafili być wybuchowi.
Dziwiło go dotychczas, że znaczna część mistrzyń i mistrzów pozostała z dwoma,
jednym lub bez żadnego adepta, ale po tym co usłyszał i zobaczył wiedział już
jak słabej wiary i siły byli ci uczniowie.
Mimo niezłomności swojej duszy postanowił o tym nie
rozmyślać za nadto, bo smutne było bycie świadkiem tego wszystkiego. Gdyby zwątpienie
dopadło i jego, morale wszystkich opadłyby i ucieczka na Tropiki byłaby
równoznaczna z samobójstwem.
Adepci rozeszli się. Jeda wzięła pod jedną rękę dziewczynę,
a pod drugą chłopaka i poprowadziła ich w kierunku przyjaciół Mawia. Za nimi
ruszyły jeszcze dwie dziewczyny. Byli podekscytowani i widać było, że chcieli jak
najszybciej zakolegować się z uczniami mistrza Terrosa.
„Dobrze, że Jeda chociaż ma siłę do otwierania ich.” –
Pomyślał Mawio śledząc ją wzrokiem. – „Nie mogę uwierzyć, w to jak wycofani są…
To niebywałe, co strach potrafi zrobić z rozsądnych ludzi…”
Komentarze
Prześlij komentarz