Marzenie - Rozdział 4


Wieś była mała. Liczyła jedynie piętnaście domków, a pola rozciągające się za nią były mocno zarośnięte i porozszczepiane. Powóz zatrzymał się obok osiemnastu innych, mistrz wraz z Ridem zeszli z przodu, a dziewczyny wysiadły z jego wnętrza.
Podszedł do nich jakiś mężczyzna.
- Mistrzu Terrosie? – Ukłonił się. – Cieszę się, że cię widzę ze swoimi uczniami.
- Mistrzu Eddi. – Odkłonił się. – Ja również. Ilu nas jest?
- Jesteście chyba ostatni. Przykro mi.
- Dotrze jeszcze jeden mój uczeń. – Pokiwał głową mistrz.
- W porządku. Nas jest trzydziestka ósemka.
- Z osiemnastu wozów? – Zdziwił się mistrz Terros.
- Niestety. Uczniów jest niecała trzydziestka.
Pomaszerowali w ciszy za pagórek gdzie siedzieli wszyscy w kółeczku przy ognisku.
- Mistrzu Terrosie! Cieszę się, że jesteś!
- Ja również mistrzyni Ux.
- Sugeruję przejść do rzeczy, bo z tego co wiem, nie wszyscy chcą tu być. – Odezwał się mistrz Eddi.
- Mój ostatni uczeń dotrze tu za jakiś czas. – Dodał mistrz Terros zasiadając ze swoimi adeptami. – Myślę jednak, że nie warto tylko dla niego jednego zwlekać z całym zebraniem.
- Wśród nas znajduje się trójka Radosnych, którzy prowadzili swoje szkolenia, czy tak? Proszę by powstali. – Kontynuował mistrz Eddi.
Mistrz Terros, mistrzyni Ux i mistrzyni Ikaria wstali.
- Chciałabym byśmy jak najszybciej przenieśli uczniów do Roww. – Odezwała się natychmiast ta ostatnia. – Nie możemy zwlekać. To spotkanie musi przebiec jak najszybciej abyśmy wszyscy na raz nie zostali tu nakryci.
- Spokojnie, mistrzyni Ikario. – Przemówiła mistrzyni Ux. – Skąd w tobie tyle emocji?
- Wybaczcie, ale wszyscy moi uczniowie odeszli. Jestem bardzo smutna. – Zwierzyła się starsza Radosna.
- Spokojnie, kochana. – Podeszła do niej. – Spokojnie. Zrobimy co w naszej mocy by coś z tym zrobić. Dobrze wiesz, że nerwy nic tu nie pomogą, a tylko pogorszą całą sytuację.
- Bądź rozsądna mistrzyni Ikario. – Odparł mistrz Terros. – Zastanawiał się ktoś nad przeniesieniem na tereny Roww? Arcymistrzyni Defilla sugerowała mi takie rozwiązanie podczas Radości.
- Rozważaliśmy to rzecz jasna. – Odrzekł jeden z siedzących w kole podnosząc się w tej chwili. – Proszę wybaczyć, nazywam się mistrz Levon i wraz z swoimi dwiema uczennicami przybyliśmy z terenów Ewolu. To jedna z najbardziej wysuniętych na północ przestrzeni podchodzących pod pomorze. Ilona postanowiła uciec na własną rękę i jak się okazało na wzgórzach ustawiono wojowników. – Westchnął. – Nie przejdziemy.
- Dlaczego troglodyci nie chcą nas wypuścić skoro pragną się pozbyć nas ze swoich ziem? – Zapytała mistrzyni Ux. – Czy ktoś ma jakieś sugestie?
Nikt nie odpowiedział.
- Może chcą nas pozamykać?
- Co się stało wobec tego z naszymi uczniami, którzy powrócić mieli do swoich domów?
- Dokąd mamy iść? Nie możemy tu dłużej pozostać!
Głosy i pytania mnożyły się w zastraszającym tempie. Mistrzowie po kolei jakby tracili poczucie taktu i wewnętrznego spokoju. Opanowani pozostali nieliczni lecz i ci nie wiedzieli co dalej.
- Tropiki? – Zapytała mistrzyni Ewa.
- Musielibyśmy trafić na łodzie, lub statek który by nas jakoś pomieścił…
- Jeśli już wypłynęlibyśmy w morze to dotarcie do rubieży, a przez nie do Roww byłoby możliwe.
- Wolałabym nie zabierać uczennic na wyspy. Tam może okazać się jeszcze gorzej.
- Każdy pójdzie dokąd będzie chciał, ale czy nie rozsądniej byłoby trzymać się razem?
- Wtedy pochwycenie nas wszystkich byłoby prostsze. Większa grupa jest łatwiejsza do namierzenia i trudniejsza do zorganizowania oraz wyżywienia.
- Ale w grupie bylibyśmy silniejsi. Stanowilibyśmy jakiś opór, a pojedynczo niekoniecznie.
Narada trwała w najlepsze. Uczniowie przyglądali się temu jak ich mistrzowie tracą swoją wewnętrzną równowagę, jak strach rozsiewa w nich zwątpienie, złość i smutek. Gorycz której uczyli ich by odrzucać i nie dopuszczać nawet do głosu.
- Kochane, kochani, proszę, uspokójmy się! – Przemówiła mistrzyni Ux. – Podzielmy się na mniejsze grupy po kilkoro i podróżujmy w ten sposób. Będziemy w grupie, a jednocześnie nie będzie nas wówczas zbyt wielu w jednym miejscu.
- To dobre rozwiązanie. – Zgodził się z nią mistrz Terros. – Jednakowoż kwestia transportu wciąż pozostaje nierozwiązana.
- Może ktoś z wiejskich rybaków udzieliłby nam wsparcia?
- A może ptoloki?
- Nie mamy pieniędzy by się na to zgodzili!
- Co z wyżywieniem? – Odezwał się kolejna z zatroskanych mistrzyń. – Przecież w tropikach bywa różnie z klimatem i roślinnością.
- Jestem pewny, że poradzimy sobie z tym jakoś.
- Proszę wybaczyć. – Wstała jedna z dorosłych blondynek. – Wraz z trzema mistrzyniami przemyślałyśmy zagrażające nam opcje i doszłyśmy do wniosku, że spróbujemy mimo wszystko przedostać się drogą lądową. Nasi uczniowie są przerażeni i narażamy ich na skruszenie każdego dnia którego nie wiemy co nas czeka. Jako uciekinierzy i oszuści nie możemy kształtować swoich zdolności!
- Rozważmy może podjęcie jakiegoś głosowania?
- Mistrzowie! Proszę uspokójcie się! – Podniosła głos mistrzyni Ux. – Moglibyście proszę dać nam dojść do głosu?
- Proszę wybaczyć, jednak to nie jest Radość, a wasza trójka nie jest Najradośniejszymi, a tylko szarymi mistrzami jak każdy z nas. – Odezwała się mistrzyni Wizza. – To, że jesteście Radosnymi, nie daje wam prawa przewodnictwa. Wszyscy jesteśmy w tej samej, fatalnej sytuacji i sądzę, że tak samo jak my nie wiecie co mamy robić.
- Owszem. – Odparła mistrzyni Ikaria. – Ale uwalnianie negatywnych emocji i wzburzenia nic tu nie da.
- Uciszanie nas tym bardziej!
- Mistrzyni Wizzo, proszę… - Rozłożył ręce rozżalony mistrz Terros. – Błagam…
- Jestem absolutnie za dołączeniem do mistrzyń które postanowiły iść granicą. Nie chcę ryzyka. Żyjemy na cywilizowanych ziemiach ze zorganizowaną władzą i nawet kiedy nie jest ona sprzyjająca jest lepsza niż jej brak. Bezprawie? Anarchia? Czy to jest droga bycia Radosnym? – Powstała. – Głosujmy! Kto z nas ma ochotę na bezpieczną drogę ku granicy i w najgorszym wypadku oddanie się w ręce wojowników? Pamiętajmy, że arcymistrzyni Mona wyruszyła w sprawie omówienia sytuacji więc jestem pewna, że nic nam grozić nie będzie. Proszę. Głosujmy.
Do góry uniosło się trzynaście rąk. Dołączyły po chwili jeszcze dwie.
- Wybornie. – Uśmiechnęła się. – Nie trwońmy już czasu, chodźmy skoro już zadecydowałyśmy. Zakończmy te destabilizację by nasi uczniowie nie musieli czuć się jak kryminaliści. – Podała rękę siedzącej obok siebie dziewczynki. – Wstańcie, kochane.
Radośni milczeli. Wiedzieli, że dalsze pertraktacje doprowadzić mogłyby tylko do nerwów, zaostrzenia tej szorstkiej sytuacji, a w najgorszym wypadku do interpretacji ich dobrych intencji jako prób manipulacji lub totalitaryzmu. Kobiety zabrały swoje uczennice i ruszyły ku wozom. Gdy znalazły się wystarczająco daleko by nie słyszeć głosów z kręgu, przemówiła mistrzyni Ux:
- Trochę zamieszania? – Parsknęła śmiechem. – Oczywiście nie będziemy was zmuszać do niczego, także możecie iść swoimi drogami bez obawy o jakieś represje z naszej strony. Jesteśmy wolnymi ludźmi. – Wzruszyła ramionami. - Może zróbmy chwilkę przerwy? Odświeżmy umysły i przemyślmy co jeszcze możemy zrobić!
- Przepraszam, czy mogę? – Usłyszeli głos pochodzący z wnętrza kręgu, jakby z ognistych języków przygasających już płomieni. Jednak nieco ponad nimi. Niektórzy unieśli głowy i zlęknięci wybałuszyli oczy. – Sądzę, że mógłbym przetransportować wszystkich w paru turach drogą powietrzną.
- Mistrzowe wybaczą, to mój spóźniony uczeń- Mawio. Mawio, cieszę się, że cię widzę. – Uśmiechnął się mistrz Terros.
- Ja również mistrzu. Was także drodzy mistrzowie.
- Czy ty? Czy on? Jak to możliwe? – Pokazał palcem na chłopaka mistrz Levon.
- Niestety nikt z nas nie wie jak do tego incydentu doszło... – Uciszył zgromadzonych mistrz Terros. – Jednakże mój Mawio posiadł niezłomną duszę.

Komentarze