Marzenie - Rozdział 3
Furtka w płocie była uchylona. Momentalnie blady strach
zalał Mawia i ruszył on pędem w kierunku podwórza ignorując krzyki mistrza by
się uspokoił. Budynek należący do mistrza był zabezpieczony taśmami, a drzwi
zamknięte łańcuchem i wielką kłódką. Składzik podobnie. Internat oraz kuchnia
miały drzwi szeroko otwarte. Panowała błoga cisza. Mawio wbiegł do internatu i
swojego pokoju, a tam pusto. Tylko meble i łóżko. Łzy napłynęły mu do oczu.
„Gdzie są wszyscy?” – Powtarzał rozpaczliwie w głowie. Czuł
jak jego dusza dygocze. Próbował się opanować lecz emocje były w nim bardzo
silne. Usłyszał wołanie mistrza i postanowił zejść do niego. Ten stał przy
drzwiach do kuchni.
- Mawio, tutaj! – Przywołał go znikając za drzwiami.
Chłopak przybiegł do budynku, a w środku siedziała niewielka
grupka adeptów i jedna z kucharek.
Na chwilę emocje opadły, jednak tylko do momentu w którym
zdał sobie sprawę, że to zaledwie połowa wszystkich, którzy powinni tam się
teraz znajdywać.
- Frido, uczniowie, - Ukłonił się mistrz. – cieszę się, że
was widzę. Gdzie są pozostali? Co się stało?
- Mistrzu Terrosie. – Odkłoniła mu się. – Cztery dni temu
przybyli miastowi z wojownikami. Na mocy nowego prawa ustanowili, że „praktyki
rozrastania duszy” są nielegalne. – Westchnęła. – Kazali uczniom powrócić do
swoich domów. Reszta została by pożegnać się z mistrzem. Mamy jednak jeszcze
cztery dni na zupełne opuszczenie internatu.
Nastała chwila ciszy. Mawio stał zszokowany w drzwiach.
Mistrz westchnął i usiadł obok Fridy. Jedna z uczennic wstała. Mawio
natychmiast spojrzał na nią. To była Roska. Patrzyła prosto na niego oczami
wyrażającymi współczucie i troskę. Podszedł do niej i uścisnął serdecznie.
- Cieszę się, że nic ci nie jest. – Wyznała.
- Cieszę się, że cię widzę. – Odpowiedział. W tle słyszał
jak inni uczniowie również odpowiadają mu, że cieszą się powrotem jego oraz
mistrza. W ich głosach było jednak słychać zrezygnowanie i smutek, a nie
radość.
Mistrz rozmawiał z Fridą po cichu.
- Połowa chłopaków skruszyła się gdy tamci przyszli. –
Szepnęła Roska. – Został tylko Zolian i Rid. Z dziewczyn wiele się
przestraszyło i pojechało do rodzin za namową tamtych, bo stwierdziły, że potem
mogą przecież wrócić jeśli coś by się zmieniło. W tym Fiola i Tima…
- Czekaj… - Przerwał jej wychodząc z uścisku i spoglądając w
oczy. – To znaczy, że teraz ty masz największą duszę z uczennic! Gratuluję!
- Mawio… - Uśmiechnęła się kiwając głową jakby z niedowierzaniem.
– Teraz to nie ma już kompletnie znaczenia. Szkolenie się zakończyło.
Chłopak przysiadł na wolnym krześle obok jej. Ona też zajęła
swoje. Patrzyła na niego, gdy w ciszy wbił oczy w podłogę podparty rękoma.
Trwali w ciszy, gdy nieśmiałe rozmowy dookoła jakoś ruszały atmosferę. W końcu
odezwał się mistrz:
- Drodzy uczniowie, wiem już co się stało. To przykre,
jednak myślę, że możemy coś na to poradzić jeśli chcecie. – Uśmiechnął się. –
Nie będę was do niczego namawiał gdyż prawo ustanowione na pomorzu teraz może
działać przeciw mnie, więc zachęcam do powrotu do domu jeśli tylko macie na to
ochotę. Ci którzy chcą wyjechać ze mną dalej aby kontynuować szkolenie proszę
by poszli ze mną do mojego budynku. Dziękuję za wspólną pracę i cieszę się, że
miałem zaszczyt was uczyć.
Po tych słowach wstał i wyszedł. W drodze do drzwi niektórzy
uczniowie odpowiadali mu, że również dziękują i że cieszą się, że go poznali.
- Co planujesz? – Zapytał Roskę.
- To zależy… Zależy co powie mistrz. W domu nie mam nic
ciekawego, a zaszłam wystarczająco daleko by ukończyć szkolenie. – Zawahała
się. – Tak myślę.
- Jasne. – Potwierdził Mawio. – Chodźmy.
Wstali i pomaszerowali szybko na podwórze. Tam ujrzeli
wywarzone drzwi do sali treningowej, które chwilę temu były jeszcze dobrze
zabezpieczone metalowym łańcuchem.
- Jak…? – Zdziwił się Mawio zwalniając kroku.
- Nie mam pojęcia.
Weszli przez rozwalone przejście i ujrzeli siedzącego po
środku pokoju mistrza.
- Cieszę się, że jesteście. Poczekajmy na innych. –
Przywołał ich ręką do siebie. Para przysiadła się.
- Sądzisz, że przyjdą, mistrzu? – Zapytała dziewczyna.
- Myślę, że ktoś jeszcze się znajdzie. Mam przynajmniej taką
nadzieję. – Poklepał Mawia po ramieniu. – Zobacz, chłopcze, co to się porobiło.
- Nie wiem, mistrzu.
- Ale nie smuć się! – Skarcił go. – Pomyśl o tym, co się
działo na Radości. Opowiedz może Rosce o Najradośniejszych, hm?
Ona nachyliła się. Niechętnie, ale zaczął opowiadać o tym,
co się działo na naradzie. O tym, jak Defilla patrzyła na niego i jak po
przerwie wszyscy razem odbudowywali swoje dusze śpiewając wspólnie. W tym
czasie faktycznie paru uczniów przysiadło się do nich i do mistrza.
- Wspaniale. – Podsumowała Roska. – Nie wiedziałam, ze
muzyka też stymuluje.
- Ja także.
- Czy to już wszyscy? – Spytał mistrz.
- Dziewczyny mówiły, że nie chcą więc przyszłam tylko z
Samantą i Olgą. – Odpowiedziała Klarisa.
- Zolian się wycofał. Był i tak trok od skruszenia się więc
stwierdził, że potrzebuje powrotu do domu by zupełnie nie stracić zdolności. –
Powiedział Rid.
- Szczerze powiem wam, że im mniej tym lepiej w tym wypadku.
– Puścił im oczko mistrz. Uśmiechnęli się pod nosami. – Widzicie, łatwiej nam
będzie się przemieszczać. Mam plan. Widzicie- rozmawiałem o sprawie z mistrzami
z naszych terenów i ustaliliśmy wspólnie miejsce na spotkanie wraz z uczniami i
omówienie tego, co dalej robimy. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że władze tak
prędko wezmą się do wprowadzania w życie utrudnień dla nas ani tego, że będą
one tak dotkliwe. Dzięki temu jednak prościej nam będzie o transport, bo w tej
grupie spokojnie zabierzemy się wozem, którym wraz z Mawiem, jechaliśmy na
Radość.
- To wspaniale, mistrzu! – Podekscytowała się Samanta.
- Mistrzu, a co z tymi, którzy wrócili? Co z Fiolą? – Zainteresował
się Rid.
- Póki co niestety nic na to nie poradzimy. Nie możemy
pozwolić sobie na podróże po domach w tym momencie. To zabierze za dużo czasu,
przykro mi.
- Kiedy wyruszamy? – Zapytała Klarisa.
- Kiedy chcecie. Możemy być wcześniej, ale najpóźniej za dwa
dni trzeba nam będzie wyjechać.
- Jak dla mnie możemy od razu. – Wzruszyła ramionami Roska.
- Zaczekajmy do jutra. Mistrz i Mawio dopiero wrócili, niech
odpoczną. – Zaproponowała Olga.
- Mawio? – Zapytał mistrz. – Dziś? Jutro? Pojutrze?
- Jutro. Pożegnajmy się z internatem. Spędziliśmy tu bardzo
radosny rok. Nie uciekajmy od radości.
Zdumiony mistrz pokiwał głową.
- Masz absolutną rację. To był radosny rok. Jutro, gdy
będziecie już chcieli to wyruszymy. Jeśli ktoś ma chęć ze mną porozmawiać niech
zostanie, reszta może odejść do siebie.
Klarisa i Samanta wstały i wyszły.
- Wrócę za godzinę. – Szepnęła Mawiowi Roska po czym wstała
i wyszła za nimi.
Rid, Olga i Mawio siedzieli obok mistrza.
- Mistrzu… - Zapytał nieśmiało Rid. – Co się stało z
drzwiami? Gdy przyszli zabezpieczyli ten teren łańcuchem.
Nastała chwila ciszy. Atmosfera zagęszczała się. Nie tego
spodziewał się mistrz, mimo że zdawał sobie sprawę z tej ewentualności.
- Widzisz, Rid… - Zaczął. – Najradośniejsi i kilkoro
Radosnych prócz kierowania duszą do naprawy rozszczepionych terenów potrafią
również używać jej trochę inaczej.
- Czy to groźne? – Zapytała Olga.
- Radośni nie są groźni, sama wiesz. – Odpowiedział jej
Mawio. – Czemu o tym nie wspomniałeś wcześniej, mistrzu?
- Nie wolno mi o niektórych rzeczach rozpowiadać w tym też o
innych zastosowaniach rozrośniętej duszy. Proszę was, żebyście też tego nie
szerzyli.
- Dobrze mistrzu. – Zgodził się z powagą Rid. – A czy inne
tereny także są wysiedlane?
- Pomorze zapewne tak, ale na Roww wszystko jest dobrze.
Najradośniejsi mówili o tych ziemiach same pozytywne rzeczy.
- Może pojedziemy tam? – Zaproponowała Olga.
- Ustalimy to jeszcze z innymi mistrzami, dobrze?
- Oczywiście, mistrzu. – Uśmiechnęła się. – Zabrali
szczeniaczki i kotki. Został tylko Ewstachiusz.
- Straszna szkoda. Jeden piesek na tylu uczniów. Jak on z
wami wytrzyma? – Zadrwił mistrz, a adepci parsknęli śmiechem.
- Skoczę na podwórze. – Poinformował Mawio wstając.
Udał się na tył boiska, gdzie zawsze siadał i lekko
melancholijnie oraz zdecydowanie nostalgicznie popatrzył na teren internatu.
„Teraz wszystko się zmieni.” – Myślał. – „Tęskniłem za
rodzicami, ale po Radości i po tym roku nie mogę sobie wyobrazić, żeby wrócić
tam nie ukończywszy szkolenia.”
Rozłożył się na trawie i obserwował latające w powietrzu
drobiny rozszczepionej ziemi i gęste, szare chmury zakrywające całe niebo.
Zamknął oczy i zmęczony podróżą w kilka chwil oddał się, kuszącemu go już od
przyjazdu, głębokiemu snu.
- Mawio!!! – Usłyszał w oddali znajomy głos. Przebudził się
i uniósł głowę. Było już bardzo ciemno, więc spać musiał długo, ale jakoś nie
czuł się obolały. Plecy miał zrelaksowane, wypoczęte i kojone lekkim
wiaterkiem. – MAWIO!!!!!!!! – Usłyszał ponownie gdzieś jakby z dołu. Odwrócił głowę
na bok i doznał szoku.
Wcale nie leżał na trawce za boiskiem. Ale lewitował kilka
ładnych metrów wyżej.
„Ziemia się pode mną rozszczepiła!” – Pomyślał. Gdy się
jednak poruszył ramionami poczuł, że niczego pod nim nie ma. – „Ja latam!”
- Mistrzu? Roska? Ktokolwiek? Ratunku! – Wykrzyknął.
- Mawio?! – Usłyszał ponownie. To był Rid.
- Na górze! – Wrzasnął uczeń.
- Cholera! Mawio! Co ty tam robisz? Jak ty…? O cholera! –
Krzyczał poruszony Rid.
- Nie klnij, bo się skruszysz! – Pouczył go Mawio.
- Jak ty…? – Powtórzył.
- Nie mam bladego pojęcia! Zawołaj mistrza!
Chłopak odbiegł wołając mentora. W tym czasie Mawio próbował
się obrócić w powietrzu. Czuł totalną lekkość i niczym pod taflą wody z
łatwością odkręcił się przodem do ziemi. Tak jakby pływał w powietrznych
przestworzach. Nie potrafił jednak wyjaśnić tego jak do tego doszło. Pamiętał
tylko cień snu…
- Mawio! – Usłyszał i dostrzegł wchodzących na teren boiska
mistrza wraz z Ridem i Roską.
- Mistrzu! Tutaj! – Wołał machając do niego.
Zatrzymali się. Nastała cisza.
- Mistrzu? Mistrzu! Ściągnij mnie na ziemię, proszę!
Ten milczał.
- Mistrzu! Mistrzu, pomóż mi!
Podszedł jeszcze parę kroków bliżej i gdy stał centralnie
pod nim chłopak poczuł jak coś ściąga go ku dołowi, powoli i dość opornie, jak
cumując ciężką łódź. Gdy był już metr nad nimi opór ustał, a on zawisł na tej
wysokości. Mistrz Terros przykucnął sapiąc ciężko.
- Mistrzu? Wszystko dobrze? – Zapytała go Roska, klękając
obok.
- Tak… Jestem tylko… Zmęczony… Mawio…
- Tak? – Spytał go poruszony.
- Co się stało?
- Spałem i usłyszałem głos Rida, kiedy mnie…
- Co ci… Się śniło? – Przerwał mu wciąż oddychając z nie lada
trudem.
- Nie pamiętam. – Momentalnie skłamał. I… W tym momencie przeszył
go dreszcz. Jego dusza nie skruszyła się…
Komentarze
Prześlij komentarz