Marzenie - Rozdział 2
Ciężko było uwierzyć w ten szczęśliwy obrót spraw, mimo że właściwie wszystko wskazywało na to, że to właśnie on pojedzie z mistrzem na Radość. Mawio wchodził do okrągłej sali wraz z Terrosem i czuł jak jego dusza ze szczęścia i podniecenia dygocze w nim jak podczas swoich karmelowych uczt. Było tłoczno, cała masa ludzi wraz z młodymi adeptami duszy chodziła dookoła niebotycznie ogromnego stołu ustawionego po środku i szukała na nim karteczki ze swoim imieniem. Kilkoro z nich już siedziało i z nieskrywanym podekscytowaniem czekało rozpoczęcia posiedzenia. Uśmiechnięci Radośni przybijali sobie spontanicznie piątki i przytulali na powitanie. Atmosfera była przednia, Mawio czuł jak pozytywnie oddziałuje ona na niego ciało i duszę. Trzymał mistrza mocno za rękę i szedł po jego prawicy przez tłum rozentuzjazmowanych mistrzów dusz ze swoimi ucieszonymi uczniami.
Pomieszczenie było bardzo wysokie, a rolę sufitu pełniła
imponujących rozmiarów, szklana kopuła. Ściany i podłoga były z szarego
marmuru, a wielki stół z grubego, zdrowego, dębowego drewna. Było gorąco i
dwuskrzydłowe drzwi wejściowe pozostawiono otwarte by chłodne powietrze z dworu
wietrzyło chociaż delikatnie wnętrze tej zatłoczonej sali.
- Mawio! – Wyrwał chłopaka z zadumy. – Nie musisz się mnie
tak kurczowo trzymać, przecież nawet jeśli stracimy się z oczu to nic się nie
stanie.
- Kurczowo? – Zdziwił się uczeń uświadamiając sobie, że
ściska Terrosa z całych sił. – Wybacz, mistrzu. To z przejęcia.
- Domyślam się, w końcu to twoja pierwsza Radość, ale
pamiętaj, że to tylko zebranie, a wszyscy tutaj to zwyczajni ludzie, jak ty i
ja.
- Tak, mistrzu.
Mimo tego, jakoś nie mógł uwolnić myśli od przekonania, że
to nie „zwyczajni ludzie”, a ikony i legendy. Niby pełnią jedynie własną rolę w
świecie na swój sposób jak tancerze, sprzedawcy czy politycy. Jednakże ich
wkład w kształtowanie świata jest nieoceniony i są jak elita. Elita, która
bezsprzecznie zdając sobie sprawę ze swojej roli, stara się tego nie zauważać
aby pycha nie zaślepiała ich działań. Kolejny powód do tego by ich podziwiać.
Udało im się dotrzeć do karteczki z imieniem „Terros”. Mawio
nie był podpisany, ale po prawej stronie mistrza zawsze było miejsce dla jego
wybranego ucznia. Zasiadł zatem obok na wielkim krześle i rozglądał się dookoła
śledząc wzrokiem kolejnych odnajdujących swoje miejsca ludzi. Miał nadzieję, że
pozna tu jakichś fajnych kolegów, z którymi będzie mógł swobodnie podyskutować
o życiu, bo niestety Roska zdecydowała się zostać w internacie. Tymczasem
rozglądając się widział znaczną większość kobiet maszerujących z dziewczynkami
u boku. Mistrz nie bez powodu faworyzował chłopców- oni byli w znacznej
mniejszości i potrzebowali szczególnego wsparcia by nie poczuć się zupełnie
przegranymi.
Nikomu nie przeszkadzała dominacja płci pięknej nad samcami,
bo liczyły się zdolności, poglądy i charakter, a nie głupie czynniki takie jak
płeć, skłonności czy „poprawność polityczna”. Obok Mawia usiadła jakaś dama,
kątem oka przeczytał karteczkę przy jej krześle- Xalooa.
- Witam serdecznie! – Ukłonił się do niej chłopak.
Ona odwróciła się zaskoczona i lekko skrępowana odkłoniła
się mu. Po jej prawej usiadła pogodna blondynka równie milcząca jak jej mistrzyni.
W końcu stolik zapełnił się i w pomieszczeniu zapanowała
cisza. Wtedy od strony drzwi usłyszeli kroki zbliżających się
Najradośniejszych. Piątki tych z niezłomną duszą.
Jako pierwsza szła pokryta burzą śnieżnobiałych włosów Mona,
zaraz za nią łysy jak kolano Quadiocus, potem krótko przycięta Defilla, nieco
przy tuszy, długowłosa Elicja oraz najmłodsza z nich, ciemnowłosa Sertyna.
Weszli na okrągły stolik przy którym wszyscy siedzieli i
usiedli plecami do siebie na samym jego środku. W kierunku Mawia patrzyła mistrzyni
Defilla. W ten sposób każdy z przybyłych był widziany przez któregoś z
Najradośniejszych.
- Bardzo… - Usłyszał przychrypły lecz przesympatyczny głosik
jednej z czwórki pań. - … cieszę się, że jesteście! – Wyciągnęła ręce ku górze.
To była Mona. – Zacznijmy sześćdziesiątą trzecią obradę Radości!
Rozległy się gromkie brawa i wiwatujące gwizdy i okrzyki.
Mawio był zmieszany wbitym w siebie spojrzeniem jednej z Najradośniejszych.
Ukłonił się do niej leciutko. Ona ku jego zdziwieniu o wiele odważniej odwzajemniła
to. Zarumienił się.
- Przyjaciele! – Odezwał się Quadiocus. Był jednym z dwóch
młodszych Najradosniejszych, więc jego głos znacznie donośniej od głosu jego
przedmówczyni roznosił się po sali. – Przez ten rok wiele rzeczy się zmieniło.
Tradycyjnie omawiać będziemy wszystko po kolei, a zaczniemy od miastowych. –
Odchrząknął. – Z Resillo oraz Błękitnej Oazy miastowi wypędzili Radosnych, a
Ruch Świata zajął górskie rubieże w demokratycznych wyborach. Jest to dla nas
dużym utrudnieniem w działaniach, gdyż w górach rozszczepienia powodować mogą
lawiny, a bez wsparcia ze strony doświadczonych Radosnych mogą one zaszkodzić
żyjącym na terenie rubieży ludziom. – Dokoła rozniósł się pogłos szeptów i
przykrych westchnięć. – Smuci nas to, jednak musimy pamiętać, że zmuszeni
jesteśmy działać według litery prawa jakkolwiek głupie to prawo by nie było. –
Zaśmiał się. Starcza chrypa była w tym dość mocno słyszalna, mocniej niż w
zwykłej mowie. Odchrząknął ponownie i kontynuował: - Resillo postanowiło
wszcząć postępowanie w sprawie mistrza duszy Zertona i jego uczennic, które podobno
świadczyły usługi naprawcze w zamian za horrendalne sumy. Odmawiali ponadto
pomocy bez wynagrodzenia, a krytyczna sytuacja w obrębie miasta przekonała
miastowych, że mistrz duszy Zerton wraz ze swoimi uczennicami działa
rozszczepiająco na ich grunty, na podstawie czego… - Zawrzało. – Przyjaciele…
Proszę dajcie mi dokończyć. Wobec czego, w głównej mierze opcja skrajna doszła
do władzy. To cała ta nieciekawa sytuacja na rubieżach na ten moment.
Podjęliśmy jednak kroki by wyjaśnić sytuację z miastowymi i załagodzić spór na
drodze negocjacji… - Mawio widział głębokie skupienie na twarzy mistrza
Terrosa. Wiedział, że pochodzi on właśnie z Resillo. Współczuł mu bardzo, czuł
przejmujący smutek, gdyż nic nie dało się zaradzić na głupotę ludzi.
Defilla ponownie zatopiła spojrzenie w chłopaku. Czuł się
nieswojo, nie rozumiał czemu tak go oglądała. Dookoła było jeszcze paru
chłopięcych uczniów lecz ona poświęcała większość uwagi właśnie jemu. Nerwowo
drapał się po nodze i starał zignorować natarczywe gapienie się.
- Dziękuję ci, Quadiocusie. – Odezwała się Sertyna. –
Omówimy teraz doliny i kotliny Roww. – Miała kojący głos, pieszczący ucho
niewątpliwie każdego ze wszystkich przybyłych na Radość. Mawio wyjątkowo
zazdrościł jej żonie tego, że mogła słuchać jej na co dzień. Rozmarzył się i
jego zadumę przerwała świadomość tego, że Defilla wciąż się mu przygląda.
Otrzeźwiał. – To dla nas bardzo dobre wieści. – Kontynuowała ciemnowłosa. –
Można więc przypuszczać, że rozwój naszych ośrodków wciąż będzie się tam tak dynamicznie
rozwijał jak to miało miejsce dotychczas. Teraz pomorze. Defillo, pozwól,
kochana.
- Oczywiście. – Powiedziała, natychmiast zmieniając kierunek
spojrzenia gdzieś na lewo. – Pomorze również nie jest niestety przychylne. –
Była to dla Mawia i Terrosa zła wiadomość, bo ich internat mieścił się właśnie
w tym rejonie. – Wiąże się z tym nie tylko wzrost działalności podobnych do tej
opisanej przez Quadiocusa, na rubieżach, ale i sprawa całkiem nowa, o której
zaraz opowiem. Fedino Jar i Port Ewillop, a także tereny miastowe zawarły w tym
tygodniu układ z troglodytami. – Westchnęła. I od razu po tym ludzie dookoła
stołu zaczęli zszokowani rozmawiać ze sobą i gestykulować żywo. Mawio zerknął
błagalnym spojrzeniem na Terrosa, który w tym samym momencie patrzył na niego z
równie przykrym wyrazem twarzy. Sytuacja jest bardzo kiepska i zupełnie nie
zdawali sobie z tego sprawy.
- Proszę… Dajmy Defillii dokończyć! – Poprosił donośnym
głosem Quadiocus. Powoli napięcie ustąpiło i dało się ponownie usłyszeć ciszę.
- Dziękuję. Wiem, że to złe wieści i bez wątpienia najgorsze
dla co najmniej pięćdziesiątki z mistrzów dusz, którzy przybyli dziś wraz ze
swoimi adeptami z pomorza, ale sytuacja jest świeża i być może nie utrzyma się
długo. Mona osobiście planuje wyjechać jeszcze jutro do Portu Ewillop by porozmawiać
z miastowymi o skutkach ich decyzji. – Wskazała ręką na siwą Najradośniejszą. -
Dla nas jest to zagrożenie konfliktem na większą skalę, ale nie będziemy się
tym teraz zajmować, bo nie wszyscy mają wystarczające nerwy, aby to udźwignąć.
Sami rozumiecie. Proszę o chwilę wyciszenia, podbudujmy nadwątlone siły i
wróćmy na swoje miejsca za parę chwil. Ogłaszam krótką przerwę.
Niektórzy na ten sygnał wstali z krzeseł i wyszli z budynku,
inni westchnęli głęboko rozkładając się na krzesłach. Uczniowie zbierali się w
kilkuosobowe grupki poznając się ze sobą. Mawio przyglądał się im z
zaciekawieniem, ale ani myślał pozostawić mistrza teraz samego.
- Mistrzu? – Zapytał. – Czy będziemy się dokądś przenosić?
- Oj nie wiem, mój drogi. Jedno jest pewne, jakoś sobie z
tym wszystkim poradzimy i nie warto się smucić. – Pokiwał do niego z uśmiechem.
„Czego się nie robi dla utrzymania duszy w całości…” –
Pomyślał Mawio. – „Oby mistrzyni Monie udało się dogadać z tymi głupcami. Jak
nie ona to kto inny?”
- Mistrzu Terrosie? – Usłyszeli czyiś głos. Podnieśli zaraz
spojrzenia i okazało się, że to ze stołu mówi do nich Defilla, która podczas
ich wymiany zdań przybliżyła się w ich stronę znacząco.
- Mistrzyni Defillo! – Ukłonił się. – Cieszę się, że jesteś.
- Ja również. – Uśmiechnęła się. – Jako, że jesteś jednym z
trójki Radosnych, którzy aktualnie zamieszkują na pomorzu wraz z uczniami,
sugerowałabym skontaktowanie się z nimi i wspólne przeniesienie na Roww.
- Rozumiem. – Pokiwał głową z powagą. – Z całym szacunkiem,
ale czy nie lepiej będzie poczekać na rezultaty rozmowy z mistrzynią Moną? Być
może te kroki okażą się zbędne?
- Oczywiście, jest też taka możliwość, jednak zdajesz sobie
sprawę, mistrzu, jako jeden z Radosnych, że przy troglodytach należy zachować
szczególną ostrożność.
- Jak najbardziej się zgadzam.
Kobieta skierowała się do Mawia.
- Jesteś uczniem, mistrza Terrosa, jak mniemam?
- Tak jest! – Wyprostował się z uśmiechem.
- Wyglądasz na mądrego i silnego młodzieńca. Obyś był
rozważny, bo same treningi nie uczynią cię stabilnym na poziomie jaki już
osiągnąłeś.
- Och… - Zawstydził się. – Bardzo dziękuję za radę. To
wielkie wyróżnienie słyszeć coś takiego od arcymistrzyni.
- Bynajmniej! – Machnęła ręką. – Tylko szczęście zapewniło
mi mój status. Twój mistrz jest o wiele mądrzejszy i ma lepsze oko wychowawcze
ode mnie. Trzymaj się go i słuchaj jego rad, a wyrośniesz na wielkiego mistrza.
– Mrugnęła Terrosowi porozumiewawczo na co on parsknął serdecznie.
- Oczywiście! – Ukłonił się energicznie.
Najradośniejsza odwróciła się i poślizgała po stole na swoje
miejsce.
- Brawo, mój młody kolego! Tylko nie chwal się tym za nadto,
bo koledzy będą zazdrośni. – Ostrzegł serdecznie mistrz.
- Wiem, mistrzu. – Odparł z entuzjazmem młodzieniec.
- Idź, poznać innych uczniów, to przecież razem z nimi
będziesz kiedyś zasiadał na miejscu waszych mistrzów.
- Nie mów tak nawet, mistrzu! Ja nigdy nie dałbym rady cię
zastąpić.
- Mam nadzieję, że się mylisz. – Odpowiedział mu. – Rolą
mistrza jest pozostawić po sobie godnego następcę, który przerośnie jego
dokonania. Jeśli ja nikogo takiego bym nie pozostawił to na co by poszła cała
moja praca włożona w wasze szkolenie?
Chłopak zamotał się. To było dziwne uczucie. Czuł się
zagrożony. Nie wyobrażał sobie, że mistrz Terros odejdzie i że będzie musiał go
„przebić”. Jego dokonania dla rozwoju wiedzy o duszy jako jednego z Radosnych
były wręcz niedoścignione i zdecydowanie bezcenne dla wszystkich uczestników
Radości.
- No już! Leć pogadać z innymi. Zaczekam tu na ciebie. –
Ponaglił go mistrz.
Chłopak bez namysłu ukłonił się, wstał i popędził do
pierwszej bliższej grupki dzieciaków. Wszedł pomiędzy stojących chłopaków i dziewczyny
starając się wejść w rozmowę, która się toczyła.
- Północne Miasto ma najbardziej otwartych na Radosnych
miastowych. Kiedy przejeżdżaliśmy tamtędy z mistrzem ludzie wiwatowali na jego
widok i zupełnie nie rozumiem, jak w tych samych rubieżach mógł wygrać Ruch
Świata. – Oburzała się dziewczyna.
- Co to w ogóle jest? – Zapytała jakaś z tłumu. – Jestem z
terenów Roww i nie słyszałam o tej opcji politycznej.
- Już ci tłumacze, kochana. Widzisz, Ruch Świata to ci
miastowi, którzy rozumieją rozszczepienia jako naturalną ewolucję ziemi i zjawisko
środowiskowe którego nie powinno się naruszać. Oni wręcz zakazują dotykać
rozszczepionych elementów.
- Przecież Ziemia się rozpada! To ma być naturalny proces z
którym mamy się zgadzać? Coś podobnego!
- Spokojnie, kochana, bo się skruszysz. Też jestem w szoku,
ale mam nadzieję, że ci szarlatani nie wpadną na żadne wywrotowe pomysły, bo
wtedy już tylko na Roww będziemy mogli działać swobodnie.
- Nie wiadomo. – Dodał jakiś chłopak. – Pamiętajmy o Tropikach.
Mistrzowie jeszcze nie powiedzieli, co z tamtymi terenami.
- Są chyba za mocno skłóceni ze sobą, aby w jakiś sposób
ustanowić władzę zakazującą nam czegokolwiek w tamtych rejonach.
- Nie będą jednak całkiem przychylni.
- Tego nigdzie nie możemy być pewni. Troglodyci rosną w siłę
na pomorzu, a to nie może oznaczać niczego dobrego.
Komentarze
Prześlij komentarz